#LDi4i

Historia ma miejsce, gdy chodziłam do czwartej klasy podstawówki. Byłam wtedy dzieckiem dość zdolnym, ale leniwym, a moim ulubionym przedmiotem był język polski, do którego przykładałam się chyba najbardziej.

Na jednej z lekcji plastyki pani kazała nam narysować swój wymarzony dom. Moi rówieśnicy mozolili się, wykonując bardziej lub mniej wymyślne domy, wówczas gdy ja narysowałam dużą dziurę. Napisałam jeszcze krótkie wyjaśnienie, że w środku tej dziury jest wielki pałac czy coś w tym stylu i oddałam moją kontrowersyjną pracę. Następnego dnia dowiedziałam się od polonistki, że pani z plastyki pokazała jej moją niedorzeczną pracę. Pani polonistka natomiast zachwyciła się jej treścią, wmawiając jej, że praca odwołuje się do wewnętrznego piękna i do bezpodstawnego oceniania ludzi.

Wyszło więc na to, że dostałam 6 z polskiego za kreatywność oraz 3+ z plastyki za to, że mi się chociaż trochę chciało.

#FdVrW

Sytuacja z lipca, pomagałem tacie w drobnych pracach i pod koniec dnia podsunąłem pomysł, żeby posprzątać trochę w garażu, by nie robić tego z rana. Czas pracy powinien wynosić koło 5 minut, więc wzięliśmy się do roboty.

Wynosiliśmy z garażu resztki styropianu, który leżał na deskach od kanału samochodowego, idąc po trzeci kawałek styropianu nie zauważyłem, że brakuje jednej deski w owym kanale i niefortunnie wpadłem lewą nogą w tę dziurę, uszkadzając przy tym drogę moczowo-płodną, czy jak się to nazywa. Ból niesamowity, szybko wyszedłem z garażu na podwórko i usiadłem z bólu na schodach. Przeprosiłem tatę, że mu nie pomogę i poszedłem do domu zobaczyć co uszkodziłem. Widziałem tylko siniaki na jajkach i nic po za tym.

Usiadłem pograć na komputerze, ale po paru minutach już nie mogłem wytrzymać z bólu i poszedłem do kibelka. Ściągam spodnie i od razu serce do gardła podchodzi - pełno krwi. Zapłakany dzwonię do mamy, żeby do mnie przyszła i postanowiliśmy, że pojedziemy do szpitala.

Dzień kolejny, leżę już w szpitalu i przychodzi piękna dziewczyna w stroju pielęgniarki wraz ze swoją koleżanką, wiek zbliżony do mojego (około 19 lat) - okazało się, że miały praktyczne zajęcia w tym szpitalu. Zapraszają mnie bym za nimi poszedł na USG, zatem idę i idąc patrzyłem się na piękne pośladki, jak by to zrobił każdy chłopak na moim miejscu i w moim kroczu zrobiło się trochę twardo. Wchodzimy na salę, gdzie mają wykonać USG moich jąder, a ja czuję, że ferdek jeszcze nie spoczął... Dziewczyny stoją naprzeciw mnie, a pani obsługująca tę maszynę powiedziała, bym zdjął spodnie i się położył na łóżku. Myślę sobie - no pięknie, ale przypał. Wykonałem polecenie i wszystkim trzem osobom na tej sali wyłonił się cały posiniaczony, brzydki i sztywny kutafon. Moja twarz miała kolor dorodnego pomidora i chciałem zapaść się pod ziemię. Dziewczyny chciały zachować się normalnie, lecz słyszałem odgłosy śmiechu z ich strony. Wstyd na maksa.

PS Później przeprosiły mnie za swoje zachowanie ;)

#BmAfI

Pewnie wiele osób zna serwis "6obcy", który służy do pisania z nieznajomymi. Czasem na niego wchodzę. Jakiś czas temu miałem tam dość niecodzienną rozmowę, która przerodziła się w równie nietypowe spotkanie.

Połączyło mnie z jakimś 28-latkiem, który wyszedł z propozycją "200pln za 1h". Chyba wiadomo, o czym sobie pomyślałem. Od razu mu odpisałem, że jestem hetero chłopakiem i że seks z facetem mnie absolutnie nie interesuje. Już miałem się rozłączyć, ale on napisał, że wcale nie chodzi mu o seks. To mnie nieco zaintrygowało. Gdy wszystko mi wyjaśnił, nie mogłem w to uwierzyć. On chciał mnie związać i łaskotać. Przez godzinę, a w zamian miałem dostać 200 zł. Rzecz jasna, podszedłem do tego sceptycznie. Ale koniec końców opowiedział mi konkretnie, czego oczekuje. Mimo że bałem się takiego spotkania z nieznajomym, to jednak jako 18-letni licealista nie mogłem oprzeć się możliwości zarobienia łatwej kasy i cóż, zgodziłem się.

Spotkaliśmy się w hotelu. Najpierw pogadaliśmy chwilę, potem poszliśmy do jego pokoju. Ja się rozebrałem do bokserek (tak jak chciał), położyłem się na łóżku, a on korzystając z zacisków i lin, przywiązał mnie do łóżka (na początku ręce do zagłówków, a nogi razem. Potem w trakcie to zmienił i każdą kończynę przywiązał do każdego rogu łóżka). Koleś nastawił minutnik na 1h i zaczął łaskotać. Robił to głównie palcami, ale miał też narzędzia, np. piórka, szczoteczki i szczotki do włosów. Wiedziałem, że mam łaskotki, ale nie sądziłem, że aż takie! To była prawdziwa masakra i myślałem, że tego nie wytrzymam. Najgorzej było, kiedy nasmarował mi stopy oliwką i szorował po nich szczotką (mam nr buta 45, a w połączeniu z silnymi łaskotkami to było nie do zniesienia). Odkryłem przy okazji, że mam mega łaskotki praktycznie wszędzie. Śmiałem się i rzucałem jak szalony, ale byłem mocno związany. Czasem dawał mi krótkie przerwy, żebym mógł złapać oddech, ale nie zmienia to faktu, że po godzinie takich tortur dyszałem strasznie, byłem spocony jak po maratonie i nie mogłem się ruszyć. Wreszcie mnie uwolnił. Wydawał się zadowolony. Mówił, że jeszcze nie miał równie łaskotliwej "ofiary". Ubrałem się, a on dał mi pieniądze, tak jak mówił. Spytałem, czemu to robi. On na to, że sam jest hetero, ale lubi łaskotać innych, a ciężko jest mu znaleźć kogoś, kto też to lubi, a "normalne" osoby chcą seksu, który jego wcale nie ciekawi. Powiedział też, że jakbym kiedyś chciał to powtórzyć albo chciał zarobić dodatkową kasę, to żebym do niego napisał, bo jego zdaniem jestem idealny do łaskotania. Potem wróciłem do domu.

I tak to mniej więcej wyglądało. Nie sądziłem, że są ludzie, którym samo łaskotanie będzie sprawiało przyjemność na tyle dużą, że będą chcieli za płacić za takie coś. W sumie do tej pory nie wiem, co mam o tym myśleć.

#foXSf

Historia ekstremalnie anonimowa. Wiemy o tym tylko ja i mój (już były) chłopak.

Było lato, ja z moim chłopakiem sami u niego w mieszkaniu. Nie zdarzało się to aż tak często, zazwyczaj jego mama była w domu.
Pamiętam, że w tamtym czasie miałam problemy z moim układem trawiennym i pamiętam, że jego mama też często borykała się tą samą przypadłością. Było to zwyczajne zatwardzenie, dlatego też zawsze w apteczce miała małe, żółte tabletki, które problem miały rozwiązać, tak więc zdecydowałam się połknąć dwie, jako że problem już się dość przeciągał.

Po jakimś czasie zachciało się nam kochać, byliśmy akurat w kuchni, a że nigdy nie próżnowaliśmy, to ja po kilku minutach byłam już nago, on też. Chcieliśmy kochać się na stojąco, twarzami do siebie, a w tym celu musiałam unieść moją nogę. Jako osoba dość wygimnastykowana mogłam podnieść ją wysoko i położyć na jego ramieniu. Nasz oddech przyśpieszony, serca walą jak oszalałe, podniecenie sięga zenitu, aż tu nagle...

Moje zwieracze nie wytrzymały. Myślałam, że to niewinny bączek, ale kiedy spojrzałam w stronę naszych stóp, zrobiło mi się słabo.

Zrobiłam kupę.
Na podłogę.
W kuchni mojego chłopaka.
Kiedy uprawialiśmy seks...

Mój kochany chłopak, na początku trochę zmieszany, po kilku sekundach nie mógł opanować śmiechu.

Było mi wstyd jak nigdy, ale on przyjął to na klatę, w końcu każdemu się zdarza :D

#VwFwC

Miałam w podstawówce kolegę, nazwijmy go Adam. Adam był lekko niepełnosprawny od urodzenia. Ja miałam lekką nadwagę i była jeszcze dziewczyna z domu dziecka – i tak trzymaliśmy się we trójkę, razem dzieląc ten sam los wyrzutków klasowych, których nikt nie lubił. Ja obojga nie darzyłam jakąś wielką sympatią, nie była to przyjaźń. Bardziej to los nas na siebie skazał, żadne z nas nie chciało być samo jak palec, więc spędzaliśmy ze sobą czas na przerwach, razem wracaliśmy do domu, bo mieliśmy po drodze.

Czasami po szkole szłam do Adama do domu na godzinkę czy dwie i graliśmy w gry komputerowe, o których ja mogłam tylko pomarzyć, bo moich rodziców nie było stać nawet na komputer. Adam się cieszył, bo był jedynakiem, więc zazwyczaj nie miał z kim pograć.

Jego mama ubzdurała sobie, że zostaniemy parą, czego wcale nie kryła, nazywając mnie jego dziewczyną. Ani ja, ani on nie chcieliśmy przekraczać granicy zwykłej znajomości, bo ani ja jemu się nie podobałam, ani on mi. Niestety jego mama wiedziała lepiej.

W końcu skończyliśmy podstawówkę i tym samym rzadko się widzieliśmy i były to tylko przypadkowe spotkania na mieście, wymienialiśmy parę słów i się rozchodziliśmy. Ja znalazłam chłopaka gdy miałam 16 lat. Kiedy mama Adama się o tym dowiedziała, była bardzo oburzona, ona myślała, że ja będę z jej synem. Zaczęła do mnie wydzwaniać, żebym rzuciła Grześka i była z Adamem, bo ona już miała plany co do nas i nie chciała ich zmieniać. Koleżankom się chwaliła, że na pewno coś z tego będzie i będzie jej głupio przed nimi, jeśli nic z tego nie wyjdzie i co ona im powie.

Adamowi było głupio z powodu zachowania swojej matki, mimo że prosił ją, by przestała, ona go nie słuchała. Jak czasem spotykałam ją na mieście, to zaczynała się gadka, jak by to fajnie było, gdybym z nim była, jakie ona by nam wesele wyprawiła itp. Nie miałam nawet 18 lat i nie myślałam o żadnym ślubie i żadnych weselach. Ale ona mi wmawiała, że Adamowi jest przykro, że płacze po nocach, bo mnie kocha i marzy, by ze mną być... Kiedy z nim o tym rozmawiałam, to zaprzeczał, sam przyznał, że nie jestem w jego typie i tylko mnie trochę lubi, nie wyobraża sobie czegoś więcej. Poza tym miał już jedną dziewczynę ze swojej nowej klasy na oku i nie mieliśmy w ogóle powodu, by po skończeniu podstawówki dalej się regularnie widywać, nie tęskniliśmy za sobą, szkolna ''przyjaźń'' dawno już się skończyła i każde z nas chciało pójść w swoją stronę. Ale do matki Adama to nie docierało, ona usilnie próbowała nas zeswatać na różne sposoby.

Aż w końcu moja mama musiała interweniować i iść pogadać z mamą Adama, żeby przerwać tą głupotę. Nie wiem co jej dokładnie powiedziała, ale od tego czasu kobieta przestała się do mnie w ogóle odzywać i na ulicy udawała, że mnie nie zna.

#8bhmJ

Byłam dziwnym dzieckiem, przyznaję bez bicia. Historie o waleniu głową o ścianę i wyrywaniu włosów z głowy po zdenerwowaniu przeszły do legend snutych przez potomnych. Jednak po tej nie mogę opanować wstydu.

Kiedy miałam dwa latka, w naszym domu gościł piękny owczarek niemiecki. Wredna bestia, jednak dla małej wersji mnie była oczkiem w głowie. Bawiłam się z nią całymi dniami. No i jak to dziecko, wzięłam sobie go jako wzór idealnego życia i bardzo chciałam się do niego upodobnić. Zaczęło się od szczekania i chodzenia na czterech łapach, a skończyło na... no właśnie...

Mama coś tam robiła przy warzywach w ogrodzie, a ja radośnie do niej podbiegam, na golasa i odwracając się do niej tyłem krzyczę: "Mama! Patrz, ja też mam ogon! Zupełnie jak Nefi!". Tak... z tyłu wystawało mi gówno... Gratulacje dla mamy za refleks, gdyż ja w tamtej chwili, dumna ze swojego odkrycia, chciałam pokazać swój wynalazek sąsiadom....

A jak się o tym dowiedziałam? Podczas wigilijnej kolacji przy całej rodzinie... Rada dla was, nie zadzierajcie ze swoimi rodzicami, chyba że chcecie poznać takie perełki odnośnie waszej przeszłości...

#zhdHs

Gdy byłam młodsza, dzieliłam pokój z siostrą (ja 15, ona 17 lat). Nasz pokój miał fantastyczne drzwi wychodzące na taras. Moja siostra i kot korzystali z nich często w nocy, wracając z imprezy czy z nocnych łowów. Pukali wtedy delikatnie w szybę, a ja, jako że mam płytki sen, otwierałam im je i szłam spać dalej. Często rano nawet nie pamiętałam, że któreś z nich wpuściłam. Co istotne, cała nasza trójka spała na jednym, wielkim łóżku.

Którejś nocy zbudziło mnie pukanie, odruchowo wstałam, otworzyłam drzwi, za którymi stał jakiś chłopak, który grzecznie zapytał, czy nie mógłby u nas przenocować, bo jest znajomym naszego (nie do końca poczytalnego) wujka i on podrzucił mu taki pomysł. Będąc niezdrowo zaspana zgodziłam się od razu, nic nie wzbudziło mojego niepokoju. Obudziłam tylko siostrę, by się przesunęła i zrobiła miejsce dla kolegi. Ta zerwała się z łóżka jak oparzona i wybiegła z pokoju, co również mnie nie wzruszyło. Położyłam się, a kolega chwilę postał i stwierdził, że jednak poszuka innego lokum na noc. Rzuciłam niewyraźne "to papa", chłopak wyszedł, i byłabym prawie zasnęła, ale wtem do pokoju wkroczyli rodzice i zaczęli wrzeszczeć gdzie on jest. Wskazałam ręką w stronę tarasu i na dobre odpłynęłam w objęcia Morfeusza. Jak rodzice wyszli na zewnątrz, chłopaka już nie było.

Dopiero rano zrozumiałam powagę sytuacji, nie obyło się bez tysięcy pouczeń, krzyków i pytań "Jak mogłaś wpuścić faceta, w dodatku nieznajomego, do domu?". Sama się nad tym zastanawiałam, ale to było jak we śnie, mój zmysł krytyczny został wyłączony.
Do dzisiaj cała rodzinka śmieje się ze mnie, że jak ktoś będzie chciał nas okraść, to wystarczy, że zapuka, a ja go wpuszczę ;)

#diIIs

Mieszkam na osiedlu, gdzie koło marketów przesiaduje grupa tzw "żulków", wielu ludziom to przeszkadza, ale nie mi. A dlaczego? Bo kulturą przewyższają niejednego "biznesmena w garniaku". Zawsze ładnie "dzień dobry", zawsze "miłego dnia", a po pytaniu "dzień dobry, piękna pani, czy czasem nie miałaby pani może poczęstować papieroskiem?" zawsze jest serdeczne "dziękuję i życzę zdrowia". Nigdy nie są nachalni, nie ma, że chodzą za kimś i błagają, ktoś mówi "nie", to po prostu odchodzą. A teraz o tym, jak "zaprzyjaźniłam" się z nimi.

Pierwsza okazja pojawiła się, jak uciekł mi pies, szukałam go dobrą godzinę, aż ktoś zadzwonił z marketu i powiedział, że pies czeka pod sklepem (nie wiem dlaczego, nawet w sklepie nie byłam). Okazało się, że jeden z panów rozpoznał mojego psa, przytrzymał go i poszedł do sklepu, żeby do mnie zadzwonili (miał numer na obroży). Oczywiście podziękowałam panu i dałam 20 zł na jego ulubiony trunek czy fajki. Później codziennie pytał, jak tam pies i czy nie ucieka :)
Kolejna sytuacja: chciałam iść do sklepu, ale miałam rower, a na nim ciężką i dużą paczkę, wejść z rowerem nie chciałam, a paczki też nie zostawię. Patrzę – moi "koledzy" stoją. Popilnowali roweru i paczki bez problemu i podziękowali za drobne, które im dałam.
Wiele razy odprowadzali mi wózek sklepowy, i nawet wtedy, gdy w środku nic nie było, to i tak serdecznie dziękowali.
Kiedyś też zgubiłam klucze do auta z brelokiem z moim imieniem, jeden z panów skojarzył moje imię i markę auta i szukał ludzi, którzy wiedzą gdzie mieszkam. Przyniósł mi klucze do domu.
Zaczął się nowy rok, wyszłam rano z psami na spacer i pierwszą osobą, która złożyła mi życzenia noworoczne (nie licząc rodziny) był jeden z panów "żulków". Jak zwykle ukłon "dzień dobry pani, wszystkiego najlepszego w nowym roku, żeby zdrowie pani dopisało i by pani kasy miała". Niby proste, ale nikt ze znajomych czy sąsiadów nie powiedział nic w stylu "wszystkiego dobrego w nowym roku".

Tak więc mam na osiedlu przydatnych panów żulków, którzy nieraz też i pomogą ciężkie rzeczy wynieść do śmietnika. To nie jest tak, że zawsze im coś daje, bo czasem po prostu nie mam, ale oni zawsze pomogą, jeśli ich poproszę, nawet bezinteresownie.

Takie moje wyznanie, że nie każdy pan lubiący tanie trunki jest zły :)

#OL13R

Od dłuższego czasu moja najlepsza przyjaciółka dziwnie w stosunku do mnie się zachowuje. Myślałem, że zaczęła podejrzewać to, co sam chciałem jej wyznać. Porozmawiałem z nią, i w momencie kiedy oboje byliśmy gotowi na wyznanie swojego sekretu drugiej osobie, w tej samej chwili powiedzieliśmy:
- Jestem gejem.
- Kocham cię.

Biedna... Została zfriendzonowana. (:

#UlCw0

Moja siostra, nazwijmy ją Ania, chodzi do podstawówki. Często mi opowiada co u niej w szkole, ale ostatnia historia całkowicie mnie rozwaliła...

Na religii siostra zakonna opowiadała im, że bycie homoseksualistą to choroba, którą się powinno leczyć, bo to jest niedopuszczalne, żeby tacy ludzie żyli. Na tej samej lekcji kolega Ani patrzył się z zafascynowaniem na innego kolegę, który robił jakieś samolociki z papieru, a gdy siostra to zobaczyła powiedziała głośno, że ma przestać się na niego patrzeć, bo zachoruje i będzie gejem... Przez to dzieci się teraz z niego śmieją i wytykają go palcem mówiąc, że jest chory.

Wiem, że kościół katolicki nie akceptuje homoseksualistów, ale żeby takie bzdury mówić dzieciom w podstawówce?? I potem nadchodzi pokolenie, które stwarza piekło na Ziemi takim osobom...
Dodaj anonimowe wyznanie