U nas w gimnazjum od jednego kolegi jakoś dziwnie pachniało, więc nazywaliśmy go Durian. Durian to taki śmierdzący egzotyczny owoc, którego nie wolno wnosić na pokład samolotu. Oczywiście szybko się dowiedział, że go tak nazywamy, ale wtedy mu powiedzieliśmy, że durian to taki meksykański piłkarz. Kolega był lekko czarniawy i nieźle grał w piłkę, więc jakoś nam uwierzył.
Kiedy się przypadkiem dowiedział, co to naprawdę znaczy durian, tak się wściekł, że ledwo uciekliśmy, a potem w ogóle się obraził i nie przyszedł na zakończenie szkoły.
W najmłodszych latach mojego życia obowiązkowo wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Dziadkowie niesamowicie zgrani, pełni miłości i troski o siebie - bo lata już nie te, bo choroby.
Słoneczny sierpniowy dzień, babcia z samego rana poszła mleko odciągnąć krowie, jajka pozbierać, nakarmić wszystkie zwierzaki, dziadek natomiast smacznie jeszcze chrapał.
Nagle na całą wieś rozbrzmiewa przerażony krzyk dziadka wołającego żonkę. Babcia rzuca się w te pędy w stronę domu, czerwona, przerażona, zdyszana wbiega do domu, i co zastaje?
Dziadka siedzącego na łóżku i drapiącego się po głowie.
Gdy w końcu złapała oddech i zapytała co się stało, dziadek z dziarskim uśmiechem zapytał "Tej, Regina, nie widziałaś ty gdzieś mojej skarpetki?".
Gdyby mogła zabijać wzrokiem, to by zabiła.
Ostatnio poszłam do stomatologa prywatnie, po podaniu dwóch znieczuleń nadal odczuwałam ból przy próbie usunięcia zęba. Pani doktor najpierw twierdziła, że nie jest możliwe, żebym cokolwiek czuła, a kiedy krzyczałam przy próbie usunięcia zęba, stwierdziła, że znieczulenie nie działa, ponieważ za bardzo się denerwuję... I dlatego z bolącym, już lekko naruszonym zębem zostałam odesłana do domu, choć za dwa znieczulenia zapłaciłam (podobno promocyjnie) 80 zł. Całą noc nie spałam z bólu i nerwów, ponieważ bałam się, że żaden inny dentysta nie znieczuli mi zęba (było to moje pierwsze i całe szczęście jedyne usuwanie). Na drugi dzień poszłam do chirurga szczękowego, któremu zabieg łącznie ze znieczuleniem zajął 5 minut i nie czułam absolutnie nic. Do poprzedniej pani doktor nigdy już nie wrócę.
Podobno pierwszy sen w nowym roku jest metaforyczną przepowiednią tego, co dany rok nam przyniesie. Co mi się śniło?
Wojna, wybuch bomby atomowej, strzelanina, panika oraz... rodzinny obiad z Andrzejem Dudą. Na końcu ja, on i trójka naszych wspaniałych dzieci: Andrzej Senior, Andrzej i Andrzej Junior, odlecieliśmy na białym jednorożcu w stronę kiczowatej tęczy.
Zapowiada się ciekawy rok...
Mam na imię Adam i muszę się Wam z czegoś ważnego zwierzyć.
Mieszkam z mamą, która pracuje w biurze nieruchomości w Sopocie. Jak sami możecie się domyślić, to bardzo często ubiera się w ciuchy typowo biurowe, ale z dodatkami typu pończochy czy bielizna koronkowa.
Można by było powiedzieć, że moja mama jest seksowna i może facetom się podobać. W piątkowe wieczory zazwyczaj lubiła spotykać się ze swoimi koleżankami na takie babskie wieczory.
Ostatnio przez przypadek usłyszałem rozmowę telefoniczną mojej mamy z koleżanką.
Wynikało z niej, że to wcale nie są babskie wieczory, a uprawianie seksu za pieniądze, mówiła, że ostatnio było bardzo gorąco w samochodzie, były też szczegóły co do finału... Pomóżcie mi, bo chcę porozmawiać z mamą, że o wszystkim wiem, ale nie wiem co powiedzieć.
Jak wiadomo, przed pójściem do pierwszej komunii trzeba się wyspowiadać. Oczywiście na naukach musieliśmy się uczyć grzechów itp. Pewnego razu usłyszałem rozmowę rodziców o tym, że sąsiad żyje bez ślubu i że cudzołoży. Ja wtedy myślałem, że to polega na tym, że "mąż zdradza mamusię albo na odwrót", tak nas uczyli. A tu się okazuje, że to życie bez ślubu.
Jako pobożny chłopczyk, który chciał na poważnie podejść do pierwszej komunii nie mogłem przestać o tym myśleć. Dodam jeszcze, że mieszkałem z siostrą w pokoju, a ślubu z nią nie brałem, przestraszyłem się, że cudzołożę. Więc przekonany, że grzeszę, bo z nią mieszkam bez ślubu poszedłem do spowiedzi i gdy przyszło do wymieniania grzechów, na pierwszy ogień poszedł ten.
Wyobraźcie sobie 8-latka, który mówi, że cudzołoży i księdza, który po chwili wybucha śmiechem w konfesjonale.
Skończyło się na tym, że ksiądz wytłumaczył mi, że nie grzeszę, ale gdy już zacznę, żebym przyszedł. Dziś mam 20 lat i stwierdzam, że nie ma potrzeby, bo nie zacząłem :(
Jakiś czas temu weszłam do sklepu zoologicznego po siano dla świnki morskiej i zobaczyłam na półce... karmę dla wilków, z mięsa owcy. Co dalej? Karma dla lisów, borsuków, hipopotamów i na końcu jednorożców? No błagam, przecież w PL chyba nikt nie hoduje wilków w domu ...
Byłem nastolatkiem i z kumplami postanowiliśmy spróbować amfetaminy. Załatwiliśmy towar od jednego kolesia ze szkoły i skitraliśmy się za garażami na osiedlu. Na lusterku ze śmietnika rozsypaliśmy proszek (no co? Lusterko po prostu tam było, a że to jak w filmach, no sami rozumiecie, gówniarze byliśmy). No i nagle zjawia się ten gość, zupełnie znikąd, podchodzi do nas, my cali zesrani ze strachu, a ten patrzy tylko na lusterko i biały proszek, po czym mówi "nie dziś, nie warto". Wysypał prochy na ziemię i splunął, żebyśmy nie próbowali tego wciągać i poszedł.
Chłopak, od którego to kupiliśmy przekręcił się tego samego dnia, towar był skażony. Ten gość uratował nam życie.
Liceum, wycieczka szkolna, pensjonat czy inny hotel, a wokół tylko góry, lasy, pola, doły itp. Pokój 4-osobowy na drugim piętrze, co ważne – prostokąt, na krótszych ścianach duże okno i drzwi na korytarz naprzeciwko siebie, same dziewczyny, tego wieczoru była dyskoteka. Nasze okna były z widokiem na pole, ale co ważne, można było przez nie wyjść na gigantyczny dach przyklejonego budynku restauracji.
Dwie koleżanki razem z innymi znajomkami z innych pokojów biegały po tym dachu nie zastanawiając się co może się złego stać. W którymś momencie podbiegły do naszego okna, ja w pokoju w tym oknie dopiero co umyta stoję, obok koleżanka się do spania już szykuje. Rozmawiamy chwilę przez to okno, że już późno i zaraz pewnie przyjdzie nauczycielka ogarnąć, czy jesteśmy już w pokoju i koleżanka ze środka pokoju, jako że miała dalej do okna, dość głośno powiedziała:
- Ej, dziewczyny, wracajcie, bo ta kur$a zaraz przyjdzie.
W tym momencie drzwi się otwierają, korytarzykiem wchodzi do nas pani i mówi:
- Ta kur$a już tu przyszła...
Panika w oczach, ja od razu przymykam okno, babka rozgląda się, pyta, gdzie dziewczyny, koleżanka z pokoju coś tam mówi, że jeszcze nie wróciły z dyskoteki, a ja, że chyba ludzie znowu po dachu biegają, bo ich słychać przez okno. Zasunęłam zasłonkę i napisałam dziewczynom, żeby wróciły drzwiami, babkę przeciągnęłam bliżej drzwi i udawałam, że wszystko jest gites, przez chwilkę czekałyśmy sobie, rozmawiając z jakąś nauczycielką, która akurat przechodziła.
Szczerze nie wiem, czy babka wciąż to pamięta, ale my w czwórkę cały czas to wspominamy.
Jakiś czas temu pojawiło się tutaj wyznanie o życiu z bliznami, więc postanowiłem dodać też coś od siebie. Ja również mam blizny. Mam poparzoną lewą część ciała - od twarzy przez szyję, połowę klatki piersiowej i całą rękę. Czasy szkolne to był dla mnie koszmar. Dzieci były wobec mnie okrutne, z nikim się nie przyjaźniłem i byłem strasznym odludkiem.
Lepsze czasy zaczęły się, gdy zacząłem pracę w firmie, gdzie zespół, do którego zostałem przydzielony miał głęboko w poważaniu jak wyglądam. Dzięki nim udało mi się przestać tak desperacko zwracać uwagę na swoje blizny, a nawet nabrać do nich trochę dystansu. Niestety dziewczyn nadal unikałem, co nie było trudne, bo w naszym dziale byli sami faceci. Tak więc nie robiłem sobie w sferze uczuciowej żadnych nadziei, chociaż czułem się cholernie samotny.
Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy wróciłem z L4. Cudownym trafem pierwszą osobą jaką spotkałem w kuchni po powrocie był nowy pracownik naszego działu, który okazał się mieć na imię Eleonora. Ku mojemu przerażeniu koleżanka postanowiła mnie poprosić o pomoc z ekspresem. Jako że nie mam doświadczenia w rozmowach z dziewczynami, czułem się strasznie stremowany, gdy musiałem pomóc jej wsypać kawę, a potem jeszcze mleko i cukier, które również postanowiły się skończyć w tym samym momencie co kawa. Z czasem okazało się, że nowa koleżanka ma cudowną umiejętność codziennego materializowania się w kuchni dokładnie w tym samym czasie co ja i upodobała sobie prowadzenie ze sobą rozmów na ulubione (i wspólne nam) tematy.
Jako że Eleonora coraz bardziej mi się podobała, postanowiłem zaprosić ją do kina. Gdy wspomniała, że niedługo będzie kolejny film Marvela, zebrałem w sobie całą odwagę i zapytałem, czy chciałaby iść do kina. Niestety jej odpowiedź nie była tą, jaką chciałem usłyszeć, ponieważ zapytała "kto jeszcze z nami pójdzie". Gdy zacząłem się plątać nie widząc co na to odpowiedzieć, koleżance w końcu zatrybiło co kryło się za tym pytaniem. Nie wiem kto poczuł się wtedy bardziej zażenowany tą sytuacją. Na szczęście z tego niezręcznego spotkania wyratowała nas wpadając do kuchni sekretarka. Ze złamanym sercem postanowiłem unikać nowej koleżanki, czując się tym wszystkim bardzo rozczarowany. Niestety, jak wspomniałem Eleonora potrafiła się pojawiać w kuchni dokładnie w tym samym czasie co ja, więc już następnego dnia się na nią natknąłem. Od razu przeprosiła mnie za swoje zachowanie tłumacząc się, że była po prostu zaskoczona i... ku mojemu bezgranicznemu zdziwieniu zapytała, czy propozycja jest nadal aktualna.
Od tego czasu minęła już 3 rocznica naszego ślubu. Tak więc życzę wszystkim tym, którzy borykają się z brakiem pewności siebie z powodu własnego nieatrakcyjnego wyglądu, żeby i do niech uśmiechnęło się szczęście w postaci drugiej połówki :)
Dodaj anonimowe wyznanie