#pqwHt
Sporo jeżdżę koleją, więc pewne rozeznanie mam. Zrozum proszę: miejscówka to gwarancja miejsca siedzącego, ale nie przymus. Jak ktoś chce, to może usiąść na innym - ważne, żeby klasa była dokładnie taka, jak na bilecie. Oczywiście, posiadacz miejscówki ma prawo właśnie do tego siedzenia i teoretycznie może poprosić o ustąpienie. Z drugiej strony, czy to naprawdę będzie dla ciebie wielki kłopot, jeśli ty sam usiądziesz na miejscu obok?
Z doświadczenia wiem, że najlepiej, gdy w pociągu w ogóle nie ma miejscówek - wtedy nie ma też takich jałowych sporów. Natomiast jeśli już są, to istotna jest nasza otwartość na drugą osobę. Dlatego więcej życzliwości i empatii - jeśli ktoś już zajął miejsce, to o wiele trudniej będzie mu je zmienić (często z bagażem) niż tobie czy mi, kiedy dopiero wsiadamy do pociągu.
Przypuśćmy, że masz bilet z miejscówką, ale ktoś siedzi na Twoim miejscu, w związku z czym zajmiesz jego miejsce. Jednak gość, który Cię podsiadł, wysiada szybciej niż Ty. Za kilka stacji na jego miejsce przychodzi kolejna osoba, które z kolei teraz próbuje przesunąć Ciebie.
I po co to całe zamieszanie? Bo jakiemuś gościowi nie chciało się przeczytać, w którym przedziale ma wykupioną miejscówkę i pofatygować się do niego ze swoim bagażem. Miejscówki naprawdę mają swoją funkcję. Oczywiście, w pewnych sytuacjach mogę się zamienić, ale nie w każdej.
Miałam kiedyś podobną sytuacje. Usiadłam obok, bo nie chciałam żeby gościu z dużym bagażem się zrywał. Stacje później wsiadła małolata, którą ojciec odprowadzał na pociąg i zrobił mi dramę, bo siedzd nie na swoim miejscu. Także teraz już bezlitośnie walcze o swoje miejsce.
Nie, właśnie miejscówki zmniejszają chaos i liczbę sporów. Co jeśli każdy by siadał gdzie chce a potem przyjdzie para czy rodzina, która wykupiła miejsca obok siebie i nie mogą siedzieć razem bo ludzie przed nimi pozajmowali po jednym z dwóch miejsc wszędzie? Serio, znalezienie swojego miejsca w pociągu to nie filozofia...
Ale bzdet. Robię zamówienie na święta w piekarni. Zamawiam mazurka, chleby, babkę. Przychodzi sobie ktoś i ściąga sobie z półek z zamówień towar. Bo on chce też mieć na święta a wcześniej nie zamówił. No i mam być otwarta, że ktoś nie ogarnął a ja mam ogarnięte i mam mu oddać moje?
Tak samo jest z miejscem w pociągu, które wybieram z konkretnego powodu. Tylko ostatnie buraki nie oddają komuś jego miejsca jak ma na nie bilet.
A mnie takie coś strasznie denerwuje. Bardzo mnie stresuje bezpośredni kontakt z obcymi ludźmi i cholera mnie trafia że ktoś sobie siada na miejscu które jest przypisane do mnie, bo muszę albo wejść w interakcję i poprosić obcą osobę żeby się przesiadła, z czego ona będzie niezadowolona, albo usiąść gdzieś indziej i modlić się w duchu, żeby nie przyszedł właściciel miejscówki i żebym nie musiała i z nim rozmawiać.
Dodatkowo specjalnie rezerwuję miejsca wcześniej, żeby móc siedzieć przy oknie, móc patrzeć na świat przez te kilka godzin. Dla mnie jest różnica i nie będę pozwalać jakiejś gapie siedzieć na moim miejscu.
Jeśli jedziesz sam, bez żadnego większego bagażu - proszę bardzo przesiadaj się choćby co stację.
Ale wyobraźmy sobie osoby jadące w kilka osób czy też z dziećmi, mający ciągnąć za sobą cały majdan. Albo rezerwujących sobie miejsce przy stoliku bo muszą popracować. Osoby z wózkami rezerwujący miejsca w przedziałach specjalnych... spoko, przecież powinni być otwarci i przesiadać się dla jaśnie pana niepotrafiącego usadzić tyłka na swoim miejscu...
To co opisujesz jest właśnie brakiem empatii i zachowaniem okazującym brak życzliwości i utrudnianiem innym życia dla swojej wygody.
Z tej głupoty bijącej z tej historii przypomniała mi się akcja z przychodni. Typ miał numerek na późniejsza godzinę (12:00), ale przyszedł wcześniej wiec chciał wejść przed kobieta która miała na 9:00. I tez uparcie twierdził ze godzina na numerku nie ma znaczenia, liczy się kolejka. Łaskawie ja przepuścił bo jest wyrozumiały. Myślałam ze umrę wtedy ze śmiechu. W takich chwilach wierze w UFO. Przylatują i porywaja nie tylko krowy ale polowe mózgu niektórym ludziom.
Jak dla mnie numer miejscówki na bilecie jest po to, żeby grzać dupę na tymże miejscu. Nie wiem, po co sobie utrudniać - jeśli ktoś podsiadł, idziesz do konduktora i wywalasz jegomościa z miejsca, proste.
A co ty jesteś opóźniona w rozwoju, że nie umiesz na swoim miejscu usiąść?
Nie jeżdżę często, ale jak jest miejsce na bilecie to spadam tam. Sytuacja taka: przychodzi pan X. Ma miejscówkę, ale siada byle gdzie. Przychodzi pan Y, jego mesjanizm jest zajęta przez Pana X. I jeszcze kilka ludzi siada na nie swoim miejscu, ale nie obok. Wtedy Przychodzi osoba Z, ona chce usiąść na swoim miejscu. I zaczynają się przesiadki, bo X udział byle gdzie...
Usiądź na swoim miejscu, w samolocie czy w kinie też spadasz gdzie popadnie?
Z też usiądzie gdzieś indziej i problem z głowy. System przydzielania miejsc nie jest idealny, czasem się zdarza że dostajesz nie taką miejscówkę jak chciałaś.
Specjalnie przejrzałam wszystkie komentarze i nie widzę odpowiedzi autora, dlatego niniejszym się zwracam:
Dlaczego nie możesz usiąść na swoim wyznaczonym miejscu? Bo to jest pięćset razy prostsze niż ustępowanie sobie, zamiany, przesiadanie i podsiadanie się wzajemnie. Najzwyczajniej w świecie nie rozumiem.