#RLmUa
Nadszedł czas śpiewów chwalących Pana. Jedna z koleżanek, niekoniecznie obdarzona anielskim, choć jakże mocnym głosem, zapragnęła być drugą Dodą i zaczęła przodować (dosłownie) w kościelnym śpiewie. Ja, jako ta prawilna i dbająca o dobre imię koleżanki, szepczę jej na ucho: „Koleżanko, śpiewaj równo”. Ta, zaśpiewana, zasłuchana i oszołomiona swym niewątpliwym talentem, nagle wyrwana z chwalebnych uniesień, na cały kościół, a przynajmniej dwie ławki rzekła: „Cooo? Gdzie gówno?”.
Ale co tam, chociaż śmiesznie było :D
Przynajmniej przestała śpiewać :D
Przypomniało mi się jak miałam z 9 lat i na rekolekcjach właśnie darłam ryja najgłośniej jak umiałam, bo uważałam, że mam niesamowity talent wokalny. Jakaś koleżanka się w końcu zlitowała i chciała mi ironicznie uświadomić, że niestety, nie mam.
"szareokno, pięknie śpiewasz".
Niestety wtedy nie wiedziałam, czym jest ironia :( I zaczęłam drzeć się jeszcze bardziej.
A smiechłam nawet😂😂
Ja jak byłem mały kiedyś na mszy podczas odmawiania jakiejś formułki zamiast usłyszeć "i śmierci naszej amen" usłyszałem, że śmierdzi naszej amen :D I jako mały człowiek do mamy " Mamo, co śmierdzi???" Dwie ławki do tyłu się śmiały :D
Najgorzej, gdy ktoś nie wie, że głośne śpiewanie nie zawsze znaczy ładne śpiewanie. I drze ryja
U nas w szkole przed polskim, kiedy ustawialiśmy się po dzwonku przed klasą, polonistka powiedziała: "Stańcie równo!". A ja na to: "Jakie gówno?" xD
Musze nauczyć się panować nad śmiechem bo ludzie gapią się na mnie jak na wariatka :D
Fajnie napisane, uśmiechałam się cały czas czytając to
Chyba to kiedys czytalem w sekcji humorystycznej listow od czytelnika, tygodnika: "Ploty i Sąsiadeczki".