Gdy byłem jeszcze małym szczylem, uwielbiałem oglądać z mamą „Supernianię”. Po kilku takich seansach wpadłem na genialny pomysł i stwierdziłem, że chciałbym spotkać nianię osobiście i był tylko jeden sposób, by to się stało. Zacząłem naśladować te wybitne przypadki występujące w programie.
Na szczęście moja mama była zdecydowanie bardziej stanowcza od występujących w tym programie pań... Dostałem w łeb i skończyło się rumakowanie :))))
Miałem kuratora za pobicie księdza. Już spieszę z wyjaśnieniami.
Pewnego razu kilkanaście problemów przytaczało mnie totalnie. Mając 17 lat, utrzymywałem się w przekonaniu, że wierzę w Boga, lecz nie w Kościół. Z racji problemów postanowiłem pójść się pomodlić, nic nie stracę, a może uzyskam pomoc- jak pomyślałem, tak zrobiłem.
Jak kościół codziennie był otwarty i pilnowany przez kościelnego, tak ksiądz był tylko w niedzielę. Ale pojawił się wtedy, kiedy ja przyszedłem. Podczas wychodzenia po modlitwie, w drzwiach zobaczyłem małą dziewczynkę, na oko miała 5 lat, była brudna, miała stare ubrania, często żebrała z matką na ulicy. Spytała proboszcza, czy może dać pieniążek, dla Bozi, żeby pomodliła się za nią i za mamę. Reakcja księdza po prostu wszystko we mnie zagotowała, otóż co odpowiedział:
"Tak, ale kurde nie wchodź tutaj, bo jesteś brudna i nabrudzisz" (DO 5-LETNIEGO DZIECKA). Kiedy dziewczynka podała mu grosz, jeden symboliczny grosik, ten zgrzybiały patafian go wyrzucił i dodał, że ma przynieść prawdziwe pieniądze. Wtedy powiedziałem dość, dostał ode mnie dwa ciosy.
Nie będę pisał jak sprawa się potoczyła, teraz wiodę spokojnie życie na drugim końcu Polski, bez plotek sąsiadów, utrzymując kontakt z mamą, która mnie wspierała.
Od dziecka mam taką dziwną fobię, a mianowicie nie potrafię oglądać fragmentów filmów, w których ktoś robi z siebie idiotę w miejscach publicznych lub przy obcych ludziach.Tak więc jak w telewizji leci np. "Jaś Fasola", "Miodowe Lata" bądź jakaś ukryta kamera i jest taki "wstydliwy" fragment, to natychmiast muszę wyjść do innego pokoju i przeczekać, a jeśli jestem w kinie, to zamykam oczy i myślę o czymś innym. Bo inaczej czuję ogromny dyskomfort i mam wrażenie, jakbym miał zaraz zapaść się pod ziemię ze wstydu. Najgorzej jednak jest, gdy oglądam film z dziewczyną i nie mam jak uciec, a wtedy wyglądam jak dziecko, które ogląda mega straszny horror.
Kiedy rodziłam pierwsze dziecko, mój mąż chciał być przykładnym partnerem i cały czas trzymał mnie za rękę.
Wyłamałam mu palec wskazujący, środkowy i mały, a serdeczny złamałam.
Do dzisiaj nabija się, że to na pewno z miłości.
Nie mam specjalnie szacunku do tego, co mówi moja mama. Kompletnie nie odpowiada mi to, w jaki sposób podejmowała decyzje. Od kiedy pamiętam byłam małym dodatkowym dorosłym w domu. Miałam być odpowiedzialna za rodzeństwo, nie sprawiać problemów i niczego nie chcieć.
Kiedy miałam kilkanaście lat, mama i jej siostra radziły się mnie jak poradzić sobie z moją młodszą kuzynką, która sprawiała problemy wychowawcze. Dwie dorosłe, kompletnie bezradne kobiety. Ciocia była pod pantoflem teściowej, swoją drogą to ona miała toksyczny wpływ na moją kuzynkę.
To ja broniłam swoją siostrę, kiedy stare ciotki obgadywały ją (paskudnie) przy jej obecności przy stole. Widziałam, jak moja mała nieśmiała siostrzyczka kurczy się w sobie, a matka nie reaguje, tylko siedzi cicho. To ja reagowałam, to ja jej broniłam, to ja ją przytulałam.
Matka wszystko to potrafiła wyjaśnić szacunkiem dla starszych i religijną pokorą, której to ja oczywiście nie miałam.
Sporo przeszłam, zanim się od tego wszystkiego uwolniłam, wciąż uczę się żyć trochę bardziej dla siebie. Na pewien sposób kocham mamę, miała swoje dobre momenty, ale na dłuższą metę nie szanuję jej jako kompletnie bezradnej kobiety, która nie dała mi żadnego wartościowego wzorca, bo nawet te niby dobre były pozorami.
Kiedyś, jeszcze będąc na studiach, poszedłem z kolegą do kiosku kupić papierosy. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że pani z kiosku nie tylko podała nam je i wydała resztę, ale też wydając resztę zwróciła banknot, którym płaciliśmy. Próbowaliśmy jej powiedzieć, że pomyliła się wydając nam resztę i naprawdę chcieliśmy jej oddać nadwyżkę – jednak pani będąc przekonana, że mamy do niej pretensje (a ona zapewne się nigdy nie myli), nie dała nam dojść do słowa.
Cóż, po kilku nieudanych próbach wyjaśnienia sytuacji po prostu machnęliśmy ręką, wzięliśmy papierosy i pieniądze i poszliśmy. Pani była zapewne bardzo z siebie dumna, że nie dała sobie tak łatwo wmówić pomyłki...
Mam żonę jeżdżącą na wózku, mamy po 30 kilka lat, więc jesteśmy młodzi, radzimy sobie z naszą sytuacją. Żona miała wypadek 3 lata temu, byliśmy wtedy jeszcze parą, i z tego co sama mówi i co widzę, poradziła sobie z tym. Pracuje z domu, dzielimy się obowiązkami, tak żeby każdy z nas uczestniczył w życiu tego domu, spędzamy razem czas poza domem mimo ograniczeń... ale mamy problem z seksem, a raczej jego brakiem. Chodzimy do łóżka raz na rok, dosłownie. Nie wiem o co chodzi, skupiam się na tym, żeby zawsze było jej dobrze, robię wszystko według jej próśb itd., ale ona dalej nie ma ochoty na seks częściej niż raz na kilka miesięcy, do tego jest po prostu zimna, nie pozwala mi się przytulać itd.. Ona może wyjść z inicjatywą, ja nie. Proponowałem psychologa/seksuologa – stwierdziła, że robię z niej wariatkę. Nie zdradzam jej, nie oglądam porno (dla mnie to też zdrada). Tylko cholera, problem jest taki, że tak jest od roku, może trochę więcej. Kiedyś mimo tego, że była na wózku, nie była taka zimna i obojętna.
Nie wiem co mam robić, uznałem, że jeśli do końca roku nie da się namówić na chociaż kilka wizyt u specjalisty (żebym zrozumiał dlaczego tak jest), to trzeba będzie pomyśleć o rozwodzie. Nie chcę żyć z kimś, kto jest zimny ot tak i nawet nie daje mi szansy zrozumieć dlaczego.
Pracuję na magazynie części samochodowych. Bezpośrednio do magazynu przyłączony jest firmowy sklep. Znaczy to tyle, że gdy klient kupi coś w sklepie, to możemy od razu mu to na miejscu wydać.
Pewnego dnia przyszedł pan mechanik i chciał kupić części do samochodu. Sprzedawcy mieli problem ze znalezieniem części w systemie komputerowym, więc zmęczony pan mechanik zaczął na nich krzyczeć, że są niewyedukowani i nie powinni pracować umysłowo, tylko fizycznie. W końcu pan mechanik dostał paragon na upragnione części i podszedł do okienka, z którego wydajemy części. Kiedy klient je odbiera, musi jeszcze podpisać kartkę, że rzeczywiście je odebrał. Podaję panu części, pokazuję długopis i kartkę, prosząc o podpis. Pan najpierw patrzy na mnie, potem na kartkę i długopis, znów na mnie, znów na kartkę. Spojrzał na mnie i zmieszany mówi, że on dawno tego nie robił. Postawił krzyżyk i pośpiesznie wyszedł.
Przynajmniej wiem, że ten pan dobrze wybrał pracę na stanowisku fizycznym.
Gdy pokłócę się z moim chłopakiem, ten tak po prostu chowa gdzieś papier toaletowy, abym nie mogła go użyć.
Skończyłem filologię angielską i nadal często nie rozumiem, gdy ktoś mówi w tym języku. Do filmów włączam napisy.
Nie jest jeszcze tak źle, gdy robi to Polak albo inny nie-Anglik, bo używa prostszych fonemów. Ale rodowici Anglicy – nie mówiąc już o Szkotach czy innych Australijczykach – mówią jakby mieli kluskę w buzi (kto oglądał „Misia”, ten kojarzy scenę na lotnisku). A że angielski składa się w 60% ze słów jednosylabowych, przy niewyraźnej wymowie brzmią tak samo. Kontekst nie zawsze pomaga.
Dodaj anonimowe wyznanie