#nNDKh

Cierpię, bo nie mam ojca.
W wieku 4-5 lat urwał mi się kontakt z moim ojcem (którego pamiętam jak przez mgłę). Moja matka odcięła mnie od niego, gdy się wyprowadziliśmy ponad 700 km od niego, on sam zmarł kilka lat po przeprowadzce. Nigdy nie miałam w swoim życiu mężczyzny, który próbowałby być wzorem jakiegoś ojca. Nie wiem, jak to jest go mieć, jak się spędza z nim czas, jak okazuje miłość, jak się opiekuje. Nie wiem, jak to jest i boli mnie to, że nigdy się nie dowiem. Gdy byłam mała nie zdawałam sobie sprawy, że jest to tak ważne i będę za tym płakała po nocach. Teraz, gdy jestem nastolatką, często patrzę na fikcyjnych mężczyzn pod kątem „ojca” niż romantycznie. Niedawno postanowiłam obejrzeć serial Sherlock Holmes i pomimo że znałam to wcześniej, to dopiero niedawno się za niego zabrałam. Wtedy pomyślałam o Sherlocku (tak, wiem, niezły kandydat, ha, ha) jako o ojcu. Spodobał mi się pod tym względem i wyobrażałam sobie, że jestem jego córką. Czytałam i sama pisałam wiele opowiadań o tym, jak przeżywałam przygody razem z nim. Jak okazywał swoją ojcowską miłość, oczywiście to wszystko było moimi wyobrażeniami.
Dziś jednak coś mnie wzięło i zaczęłam płakać, nawet teraz wycieram łzy, gdy to piszę.

Tak bardzo chcę mieć tatę, tak bardzo chcę mieć tatę.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że to się nie stanie. Nieważne, ile będę płakać, jak bardzo będę tego chcieć. Mój ojciec nie żyje, moja matka mi uniemożliwiła z nim kontakt. To jest tak niesprawiedliwe...
Nie rozumiem ludzi, którzy plują na swoich ojców i mówią na nich „stary”. Nawet nie wiedzą, jakie mają szczęście.

#0qB5j

Kilka ładnych lat temu (gdy byłam w podstawówce) miała miejsce dość niezręczna sytuacja.

Grałam sobie na komputerze, przerwała mi mama – powiedziała, że chce sobie coś sprawdzić, a ja i tak muszę wziąć jeszcze prysznic.

Szybko się umyłam i poszłam do pokoju z zamiarem kontynuowania gry. Mama siedziała na kanapie stojącej naprzeciwko komputera. Usiadłam i zauważyłam MASĘ otwartych kart. Zabrałam się do ich zamykania i BUM. Jedną z nich była hardcorowa strona z filmem dla dorosłych z panami w roli głównej... Mama w pisk, zakryła mi oczy i powiedziała „Przypadkiem sobie kliknęłam, bo było obok”.

PRZYPADKIEM :D

#9MsK2

Moja mama wyjechała na kilka dni, zostawiając mnie samą w domu.
Podeszłam do sprawy uradowana – w końcu mogę wykazać się samodzielnością itd.
Pierwszego dnia miałam jeszcze resztki obiadu z wczoraj, dzień iście leniwy. Pogoda zresztą pochmurna i chłodna. Następny dzień zapowiadał się obiecująco. Pełna ambicji poszłam do sklepu po potrzebne mi składniki. Dodatkowo ucieszył mnie fakt, że potrafię rozsądnie gospodarować pieniędzmi. Wzięłam się za robienie obiadu, wszystko super. Kotleciki usmażone, ziemniaki niestety zrąbałam – rozgotowane, praktycznie nie czuć, że osolone. Ziemniaki, żółte warzywa, przy których nie potrzeba umiejętności gotowania, pokonały mnie. Dobrze, że kolejne dwa dni zajadałam się obiadem od babci.

Wymyśliłam sobie, że zaskoczę moją mamę i upiekę ciasto. Dla bezpieczeństwa dzień przed przyjazdem. Kiedyś kilka razy próbowałam coś upiec, jednak doskonale wiem, że to nie jest moja mocna strona. Tak czy siak, kupiłam wszystko co potrzebne na szarlotkę. Nawet mus chciałam zrobić własnoręcznie. 3-4 godziny stania w kuchni, gdzieniegdzie mąka, resztki startych jabłek, masa naczyń, ja brudna. A ciasto? Zakalec... Jestem uparta, więc następnego dnia rano poszłam do sklepu po składniki na coś prostszego. Sernik na zimno. Co może pójść nie tak? Nakruszyłam herbatnikami, przy ubijaniu mleka z fixem na sernik (bo miało być coś prostszego) nachlapałam na czajnik, chlebak, oczywiście na siebie i blat. Ale to nic, przecież się sprzątnie. Ciasto czeka w lodówce, aż galaretki truskawkowa i poziomkowa zmieszane razem trochę się ściągną. Brudna, ale szczęśliwa wyczekiwałam.

Nadszedł moment wylania galaretki na masę serową. I ups... Galaretka wyciekła sobie dołem, a że robiłam to nad kuchenką (blat był zajęty wczorajszym zakalcem oraz dzisiejszymi miskami), razem z blatem i podłogą pokryła się tym jeszcze płynnym glutem. Kupa sprzątania i mycia, a z ciasta nici.
Chyba nie będę dobrą matką Polką ;)

#8JFdR

Kiedy poznaję jakąś dziewczynę, to od razu myślę, czy byłaby dobrą matką dla moich dzieci, czy wygląda zdrowo, czy byłaby dobrym wzorem do naśladowania, czy by sobie dobrze radziła. Wypytuję też delikatnie o grupy krwi, kwestie zdrowia ginekologicznego, płodność itd. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że tak robię. Sam się przez to czuję jak pomyleniec. Jeszcze trochę i znajomości będę zawierał w formie „Cześć, jestem Tomek, nie jesteś przypadkiem bezpłodna, bo wyglądasz na niezłą matkę dla moich dzieci”. Creepy as fuck!

#JMgPv

Nawet nie wiecie, jak mi wstyd, gdy to piszę.

Jakiś czas temu miałam małą „wpadkę” z zabawką erotyczną zasilaną na USB. Był to mój pierwszy gadżet nie na kabel, i zarazem najprawdopodobniej ostatni.

Mieszkamy z rodzicami razem w nie za dużym mieszkaniu. Mam dla siebie zarezerwowany jeden pokoik, niemal zlepiony z sypialnią mamy i taty. Rodzice co tydzień wieczorem jadą na konkretne zakupy, a ja w tym czasie dbam o dom. W takiej to właśnie sytuacji myłam i jednocześnie zalałam niechcący moją zabawkę, czego nie byłam świadoma. Zaraz po jej oporządzeniu zostawiłam ją do ładowania i schowałam.

„Najlepsze” jednak zaczęło się późnym wieczorem\nocą, kiedy wszyscy powoli szykowaliśmy się do spania. W pewnym momencie usłyszałam dziwny, przytłumiony dźwięk z okolicy mojego biurka, ale głupia nie wpadłam na pomysł, że to może być „to”, tylko że to pewnie budzik sąsiadów przebijający się przez cienkie ściany (pracują na nocki). Dźwięk jednak nie ustawał, a ja, kiedy już zorientowałam się, co się włączyło – czekałam. aż rodzice przestaną się kręcić w okolicy pokoi i kuchni i natychmiast rzuciłam się do szafki. Włącznik\wyłącznik jednak nie reagował, przytrzymywanie nic nie dawało, a w którymś momencie moje napastowanie przycisków spowodowało, że gadżet zmiksował wszystkie programy i puszczał je jeden za drugim. Spanikowałam, przykryłam go znalezioną szmatką i liczyłam, że to przytłumi dźwięki, a zabawka wkrótce się wyłączy. Tak jakbym nie wiedziała, że bez ładowania i cały czas włączona działać może nawet do 3-4 godzin...

Gdy rodzice wyłączyli tv i zasnęli, wydawało się, że dźwięki nasiliły się wraz z nieznośną ciszą nocą. Wierciły mi dziurę w głowie. Co chwilę wstawałam i po cichu próbowałam to wyłączyć, ale nic z tego. Przez moje kręcenie się po pokoju i rodzice kręcili się w łóżku. Głowa zaczęła boleć mnie ze stresu, co robić, jak to uciszyć. Aż w końcu nie wytrzymałam, otworzyłam okno jak najciszej potrafiłam (słyszałam poruszenie taty) i pocisnęłam zabawką do ogródka, który mamy pod oknami. Słyszałam, jak zabawka odbiła się od ziemi. Misja zakończona powodzeniem. Obiecałam sobie zabrać ją, zanim rano pójdę do pracy, i wyrzucić do najbliższego śmietnika.

Następnego ranka poszłam do ogródka i szukałam wszędzie tego przeklętego gadżetu, po całym ogródku, pod choinkami i w krzakach. Bezskutecznie. Żeby nie spóźnić się do pracy, postanowiłam poszukać go później. Również nie znalazłam. Temat olałam aż do koszenia traw w ogródku jakiś miesiąc później. Wówczas spanikowana czekałam, aż zakończę pracę, byleby prędko ogarnąć temat. I też nie widziałam nigdzie zabawki.

Minął prawie rok – i do teraz ani po niej słychu, ani widu. Nasuwa mi się milion pytań. Czy ktoś to podniósł i wyrzucił? Wziął? Wpadła gdzieś indziej? Wpadła w ręce dzieci?

#NCg4K

Mój ojczym ciągle sapie. Jak stary dziad. Od samego rana, a przez całą noc strasznie chrapie. Sapie i wydaje z siebie te dziwne odgłosy "eee...", "yyyy...", jakby z każdym oddechem walczył o życie. Szlag mnie od tego trafia, no po prostu nie mogę! To dla mnie gorsze niż zgrzytanie paznokciami po tablicy! Mówiłam mu o tym wiele razy, ale nic to oczywiście nie daje.
Mama ostatnio powiedziała, że przyznał jej się, że on, uwaga, robi to specjalnie, bo czuje się wtedy bardziej męski, jak pieprzony Rambo na wojnie w Wietnamie, jak kafar na siłowni, jak Tommy Lee Jones w "Ściganym". Stęka i wypuszcza z siebie powietrze jak cholerna lokomotywa, bo to jego zdaniem fajne.
Jestem na skraju załamania nerwowego.

#isYsG

Jestem w 8 klasie i mam dość specyficzną nauczycielkę niemieckiego (choć uczniowie nie narzekają). Pani ma jakieś 60 lat i sklerozę, delikatnie mówiąc. Ostatnio, po długiej przerwie, podczas pisania kartkówek, postanowiła wpisać „zaległe” oceny sprzed jakichś dwóch miesięcy. I tak szła po kolei ławkami, aż doszła do mnie i pyta się, czy mam zaległe oceny. Powiedziałam, że mam 5 ze zdalnego za czytanie ćwiczeń (na zdalnym spałam i oczywiście nic nie czytałam, ale chciałam sobie podciągnąć średnią po ostatnim sprawdzianie). No i mówię jej, że czytałam, a ona na to: „Tak, tak, rzeczywiście, pamiętam”.
Powiedziała to z taką pewnością, że myślałam, że się zsikam ze śmiechu pod ławką :D
Dodaj anonimowe wyznanie