#Y98yl
Mam 30 lat, pracuję w IT, kupiłem mieszkanie na kredyt, jeżdżę w miarę dobrym samochodem, skończyłem studia magisterskie, od trzech lat chodzę na siłownię, biegam, ubieram się w miarę stylowo, mam trochę zainteresowań... Można powiedzieć, że ogarniam w "życie", a mimo to dalej nie jestem w stanie znaleźć partnerki do życia. Fakt faktem to w jakiej sytuacji życiowej aktualnie jestem jest efektem poświęcenia wielu godzin wolnego czasu, jak i również życia towarzyskiego, w wyniku czego mam mało znajomych, nie mówiąc już o zaproszeniach na imprezy, domówki, urodziny etc. Jednak ci znajomi z kolei się "dziwią", że dalej idę sam przez życie.
Mam Tindera, byłem na wielu spotkaniach, z czego większość kończyła się na tym, że stałem na środku ulicy bez celu i druga osoba nie przychodziła. Często kontakt urywał się po pierwszym spotkaniu, nie wspominając już o sytuacjach, kiedy poza aplikację się nie wychodziło. Z początku miałem nastawienie na znalezienie kogoś do życia, ale potem już mi było wszystko jedno i aktualnie jestem otwarty na wszystko.
Nie mam zbyt dużych wymagań – niezbędne minimum dla mnie to ambicja, plany na przyszłość, pomysł na siebie, pokora i dbanie o swój wygląd. Odrzuca mnie fakt, że zainteresowaniami dziewczyny są imprezy i Netflix. Staram się unikać na początku tematów typu "zarobki" i tak dalej, żeby to nie był pryzmat, przez który jestem oceniany, czy się nadaję.
Oczywiście nic na siłę, ale po prostu robi mi się przykro, gdy widzę parę trzymającą się za ręce na ulicy.
No i jestem prawiczkiem.
Sam jesteś pokorny, czy tylko wymagasz tego od kobiet?
Daj spokój, fajne cechy wymienił :) jeśli ceni ambicje u kobiet to raczej szowinistą nie jest ;)
Pokora to znaczy żeby ktoś nie srał wyżej niż ma dupę. Chyba mylisz to z serwilizmem albo jakimś bedeesemem.
Pokorę można różnie interpretować.
To skąd wiesz którą z interpretacji mial na myśli autor wyznania?
Ja się tylko pytam czy sam taki jest ;)
Myślisz że facet mający 30 lat i piszący, że nie wie co ma zrobić, żeby "jakakolwiek kobieta się nim zainteresowała" nie wie co to pokora? :)
Jak nie masz znajomych i życia towarzyskiego to czego ty się spodziewałeś? Na Tinderze może 0,0001% jest w stanie poznać kogoś normalnego. Pomijając już fakt, że jak mi facet mówi, że nie ma żadnego życia towarzyskiego to uciekam gdzie pieprz rośnie, bo 1. To będzie desperat i przylepa, która nie da chwili spokoju 2. Coś jednak musi z nim być nie tak jeśli nikt nie jest go w stanie znieść.
A mówiłeś swoim znajomym, że nie możesz nikogo znaleźć? Zazwyczaj znajomi to najlepsi swaci. Druga rzecz: odpuść tindera, miłości tam nie znajdziesz. Trzecia: jak już się z kimś umawiasz z internetu i wiecie oboje, że parą nie zostaniecie, to zawsze możecie spróbować jako znajomi. Im więcej znajomych, tym większa szansa na spotkanie drugiej połówki. Ogólnie mam takie wrażenie, że przy poznawaniu nowych ludzi nastawiasz się na związek, albo nic. A prawda jest taka, że lepiej inwestować w znajomości, bo dzięki temu poznasz kogoś z kim być może się zwiążesz.
No i teraz najważniejsze: jeśli biegasz, lub chodzisz na siłownie, to możesz tam spróbować zagadać. Może pojedź na jakieś zawody biegowe? Jest całkiem sporo nawet dla amatorów. Zawsze jest to okazja do poznania nowych ludzi.
Nie cierpię takich stulei xD Mam identyczną sytuację w życiu jak ty, ale zamiast użalać się nad sobą, wolę po prostu się z tym pogodzić, i czynić swoje życie szczęśliwym w inny sposób. Życie to nie film, to nie jest tak że jak nie spotkasz jakiejś wielkiej miłości to przegrałeś.
@hildyr - Ok, nazywanie stuleją jest trochę na wyrost, autor nie zrobił nic złego czy szkodliwego. Ale równocześnie, po części rozumiem komentarz Koli99. Takie zachowanie jest po prostu zdrowe, bardziej pragmatyczne. Bo tak, to prawda, że "dla wielu osób bycie z kimś i wiedza, że jest się kochanym jest ważna". Ba, powiedziałabym wręcz, że dla znacznej większości ludzi to jest bardzo ważne. ALE to wcale nie znaczy, że to jest ich główny, nadrzędny, naj-naj-ważniejszy życiowy cel - prawda? Mało kto w dorosłym wieku jest aż tak zafiksowany na szukaniu pary. Podejście do tematu typu "muszę KOGOŚ znaleźć (nie ważne kogo)" to raczej domena młodszych nastolatków, dla których presja otoczenia jest wybitnie istotna. I autor wyznania zdaje się podzielać właśnie takie myślenie - dosłownie chce "żeby jakakolwiek kobieta się nim zainteresowała" (to jest dokładny cytat!). To jest desperacja. Brzmi to tak, jakby facet myślał, że jedynym sposobem na osiągnięcie szczęścia jest znalezienie partnerki. A przecież to tak nie działa. Raz, że relacje romantyczne to nie jest jedyna forma kontaktu, której ludzie potrzebują. Po drugie - związek z kobietą (nawet jeśli kochającą go na zabój i dokładnie taką jakiej chce) też wcale automatycznie nie rozwiąże wszystkich jego problemów. Więc Koli ma rację. Najbardziej logiczne co autor może zrobić, to pogodzić się z tym, że na razie nie miał szczęścia w tej jednej kwestii. A potem zająć się innymi rzeczami, które dają mu radość czy satysfakcję. I polecam dalej szukać znajomych (także kobiet!). Ale koniecznie tak na luzie, bez presji że "musimy iść na RaNdKę, a jak nie chcesz to koniec znajomości".
Nie wiem, czy takie "nie mam zbyt dużych wymagań" to dobre podejście. Raz, że skończysz z osobą, która ci nie odpowiada w 100%. Dwa, że nie chciałabym nigdy się dowiedzieć, że mój facet jest ze mną bo ma niskie wymagania. Poza tym wymienione "atuty" Nie gwarantują znalezienia romantycznej relacji. Właściwie nic jej nie gwarantuje. Po prostu trzeba spotkać odpowiednią osobę w odpowiednim czasie, a samochód czy wykształcenie nie mają tutaj większej roli. No chyba, że szukasz utrzymanki
Jak dla mnie, to po tym "nie mam wysokich wymagań" następuje wyliczenie wskazujące dokładnie na to, że te wymagania są naprawdę wysokie. Szczególnie, że tak naprawdę żadne z nich nie jest opisane w sposób mierzalny, więc mogą być naprawdę wyśrubowane.
Ja to naprawdę nie mam wysokich wymagań: nie wymagam, że mężczyzna, z którym miałabym chcieć się związać, pojawi się w moim życiu i będzie chciał związać się ze mną. Ale jeśli tak się stanie, to deklaruję, że postaram się dać szansę takiej relacji. W praktyce jednak okazuje się, że danie szansy wcale nie jest takie łatwe, jeśli ma się zbyt duży lęk w tej materii. Pozdrawiam wszystkich niesparowanych płci obu :D
Jedno slowo: DESPERACJA. Skoro ja to widzę w tych paru słowach, które napisałeś, to tym lepiej widzą to dziewczyny.
Zamów sobie żonę przez internet. Najlepiej Filipinkę. Wiek od 25-35 i dyplom wyższej uczelni jako warunek. Będziesz szczęśliwy.
Ty to chyba w jakimś bogatym kraju żyjesz.
Mam 21 lat I nigdy niemiałam chłopaka. Wygladam spoko. Chcesz to zostaw jakis kontakt
Co prawda to nie moje wyznanie, ale może chciałabyś pogadać?
@Hva, właśnie toksykometr wyjebało w kosmos po tym komentarzu. Tak aroganckiej i pyskatej osoby jak ty to ze świecą szukać.
Bo jestem niesmiala ale byłam modelką w bravo
Poniewaz twoj poziom nabytych kompetencji spolecznych jest bliski zeru? Jestes "niepiśmiennym" zycia w spoleczenstwie a to ze tego sam niezauwazyles oznacza ze ewidentnie przeceniasz swoje kompetencje intelektualne. Swoja droga jak widze kret*ow niszczacych tak zycie dzieciakom, zeby zaszpanowac przed sasiadami ze dzieciak gra na waltorni czy innym dziwactwem ktore w zaden sposob nie przysluzy sie ani jego zyciu osobistemu ani karierze az mi sie w zoladku przewraca...
Jesli masz cokolwiek pod kopula, zrob prawdziwa kariere "taka z conajmniej splaconym kredytem" w zawodzie i moze ci sie uda ogarnac malzenstwo z rozsadku. A przy okazji prawdziwe wyzwanie i wysilek intelektualny moze w koncu sprawia ze zaczniesz myslec i ogarniesz reszte swojego zycia (tzn. siebie)...
Akurat co do tej waltorni, to się nie zgodzę. Nauka gry na instrumencie pozwala zdobyć wielu znajomych (pod warunkiem, że chodzisz do szkoły muzycznej A nie na prywatne lekcje). Sama zdobyłam wiele wartościowych znajomości i przyjaźni w szkole muzycznej.
@PannaEris
Wydaje mi sie ze szukasz dziury w calym, z kontekstu ewidentnie wynika, ze nawiazuje do ludzi ktorzy stracili dziecinstwo zeby spelnic ambicje swoich rodzicow, zwlaszcza ze teraz jest gorzej, bo rodzice moga brylowac na portalach spolecznosciowych z swoim "malym geniuszem" w ktorejs z tych nieskonczonych licytacji "a moj to jeszcze"...
Sam bylem w zespole muzycznym, mlodziezowym ale wzglednie profesjonalnym (majacym zmaterializowac ambicje pewnego VIP'a) wiec jestem jak najbardziej swiadomy olbrzymiej ilosci fajnych interakcji spolecznych (dziewczyny, powiedzmy sobie szczerze) i nie atakuje tutaj samej idei muzycznego hobby, tylko to ze w moim czy twoim przypadku bylo to generalnie korzystne dla nas samych a zakladam ze podobnie jak u mnie poszczescilo ci sie z talentem i nie musialas cwiczyc godzinami codziennie, nie wydaje mi sie ze jest sens porownywac to z wyscigiem szczurow w ktorym uczestniczy setka innych dzieciakow, kompetetywnie zapierniczajacych w wyscigu na 1-2 pozycje, zeby rodzice mogli sie pochwalic wystepem w "tej" orkiestrze...
Wymagana pokora + brak życia towarzyskiego i wszystko jasne.
Pokora to nie tylko że ktoś Ci się klamoa w pas. To po prostu łagodne usposobienie i równowaga psychiczna, cierpliwość. To nie to samo że ktoś Cię leje albo robi co chce a Ty czekasz jak cielę.