#zo4YA

Gdy moja rodzicielka otwierała swój mały biznes, to powiedziałam, że jak będzie chciała wolne, to pójdę do pracy za nią. Na początku stałam za nią w weekendy, czasami dała mi za to kasę, ale szczerze powiedziawszy, nie chciałam jej. Robiłam to, by chociaż w najmniejszym stopniu jej pomóc i ulżyć.
Gdy skończył się rok szkolny i zaczęły się wakacje, mama chciała wziąć urlop. Stwierdziłam – spoko, poradzę sobie.

Wakacje prawie minęły, a ja miałam wolne raptem przez kilka dni. Wiem, że ja miałam wakacje co roku i mogłam wypocząć, a mama rzadko kiedy, ale myślę, że mi też należą się wakacje. Nigdzie nie mogę wyjść, spotkać się czy iść na miasto z przyjaciółmi i chłopakiem, bo nie wiem kiedy zadzwoni z informacją (ona mnie informuje, nie prosi), bym znowu poszła za nią do pracy.

Czy tylko mi się wydaje, czy jestem wykorzystywana przez własną mamę?

#46nii

Parę lat temu wybraliśmy się do salonu Orange w jednym z większych miast – jeden z moich współlokatorów miał tam coś do załatwienia, a były to czasy, kiedy przez Internet można było najwyżej SMS wysłać, wszelkie ustawienia różnych usług wymagały telefonu/wizyty w salonie. Razem z nami był jeszcze jeden nasz współlokator – wszyscy studenci.
Niestety, lekko się nudziliśmy, ludzi dużo, czekamy na swoją kolej. W pewnym momencie zauważyliśmy taki mały stolik dla dzieci z przyborami do malowania. Jako że dzieci nie było żadnych, zaczęliśmy rysować. Żadne z nas nie ma talentu do rysunków, więc wyszło przekomicznie. Pośmialiśmy się, ludzie dziwnie na nas zerkali, ale to nic nowego. Wreszcie został wezwany numerek mojego współlokatora, więc udał się on do konsultanta, drugi kolega wyszedł zapalić, a ja sobie stoję i czekam, aż podchodzi do mnie pan ochroniarz...

...i daje mi zdjęcie, które nam zrobił, jak się wygłupialiśmy rysując :)

#FI5cE

Jestem złym człowiekiem. I wiem o tym. Ale część mojego życia jest silniejsza ode mnie...
Mianowicie uwielbiam korzystać z usług prostytutek, mimo że mam żonę i dzieci.
Robię to jednak tak, że prawdopodobieństwo „wykrycia” jest w zasadzie zerowe.
Po pierwsze nie robię tego w swoim mieście, tylko na wyjazdach, a te zdarzają się powiedzmy raz na kwartał.
Po drugie – nie kontaktuję się nigdy z własnego telefonu, zawsze jest to karta, o której żona nie ma pojęcia i jest ukryta tak, że nie do znalezienia.
Po trzecie – pełna dyskrecja. Nie parkuję pod domem divy, zabieram ze sobą tylko i wyłącznie pieniądze (dokumenty, telefon, klucz do mieszkania itd. zostaje w samochodzie).
Dlaczego to robię? Bo żona nie spełnia moich oczekiwań? Ależ nie... W łóżku spędzamy fantastyczne godziny naszego życia, nie ma tabu. Ja po prostu to lubię, dość długo i dokładnie wybieram panny i są to zawsze sprawdzone dziewczyny z dobrym „warsztatem”. Kilka dni temu byłem z kobietą, której figury i urody może zazdrościć 90% kobiecego rodu... W seksie prawdziwy wulkan, wiem, że ją odwiedzę jeszcze nie raz.

Możecie hejtować...

#lgQUP

Wpis o tym, że nieznajomość języków jest zła.

Kilka lat temu wybrałem się z dziewczyną na wycieczkę. Naszym celem był zamek w Trokach (Litwa). Przejechaliśmy przez granicę i w pewnym momencie zatrzymuje mnie policja. Znam angielski, więc byłem pewny, że nie będzie problemu z dogadaniem się. Myliłem się.
Siedzimy w samochodzie, dziewczyna postanowiła się napić. Podchodzi pan mundurowy i mówi „kur*a żłopie”. Przynajmniej mi się tak wydawało. Z głupim wyrazem twarzy patrzyłem na pana niebieskiego, a on znowu swoje. Stwierdziłem po tych słowach, że to Polak i odpowiedziałem mu bardzo dosadnie. Niestety musiał zrozumieć o co mi chodziło (coś tam umiał po polsku, ale ni w ząb po angielsku). Staram się z nim dogadać jakkolwiek – no nie idzie. Po jakimś czasie przyjechał drugi radiowóz. Ci panowie umieli już po polsku i wytłumaczyli mi, że w języku litewskim zwrot „dokąd jedziesz” dla Polaka brzmi tak jak napisałem wcześniej.

Kary nie dostałem. Okazało się, że dużo Polaków słyszy to co ja :D

#edc17

Po prostu nienawidzę palaczy. Ale nie bez powodu, moja nienawiść jest uzasadniona. Palacze w ogóle nie myślą o innych w otoczeniu, o tym, że smród z fajek może im przeszkadzać. O tym, że wyrzucając pety gdzie popadnie śmiecą, powodują zagrożenie dla zwierząt oraz mogą spowodować pożar oraz to, że mają totalnie gdzieś zwracanie uwagi i prośby.

Mieszkam akurat tak, że sąsiad w mieszkaniu nade mną pali – nałogowo. W mieszkaniu po lewej, dwójka emerytów – papieros co 15 minut. Sąsiad po prawej też pali, biedny, nie przelewa się, to najtańsze szlugi co walą okropnie.

Zimą pozaklejane w mieszkaniu zostały wszystkie kratki wentylacyjne, bo wchodząc rano do kuchni wszędzie było siwo od dymu. Gdy się zrobi cieplej i otwiera się okna oraz balkony do mieszkania co chwilę wpada dym papierosowy. Z balkonu codziennie sprzątam niedopałki. Nieważne czy pranie wisi czy nie, z czystych świeżo upranych koszulek potrafię strzepywać papierosy i popiół. Sąsiad jest na tyle bezczelny, że nie spojrzy nawet czy przypadkiem ktoś nie idzie lub nie stoi na balkonie i po prostu pety wyrzuca przez balustradę. Kilka razy zrzucił mi je na głowę. Każda prośba o palenie w taki sposób, aby do mnie do mieszkania nie wlatywały zarówno niedopałki jak i dym kończy się szybkim ewakuowaniem sąsiada do mieszkania bez żadnego przepraszam, a za 15 minut powtórka z rozrywki.

No i teraz co w tym anonimowego – zbieram dowody, nagrywam, który sąsiad pali, gdzie i jakie zniszczenia tym powoduje. Mam filmik, jak sąsiad z góry zrzuca mi papierosa na głowę, mam zdjęcia dziur w koszulkach, które wisiały na balkonie na suszarce (poniżej linii balustrady), mam nagrane prośby o zaprzestanie palenia na balkonie. Mam nadzieję, że sąsiedzi uwielbiają chodzić po sądach, bo aktualnie mam dużo wolnego czasu.
Pety również zbieram do słoika i robię specjalny kompocik, na pewno się kiedyś przyda :)

#e6HbO

Jestem najgorszym mężczyzną i ojcem na świecie.

Żona zmarła podczas porodu 5 lat temu, wydając na świat naszego synka. Nigdy nie mówiłem jemu ani nikomu z rodziny, że go o to obwiniam, bo to nie jego wina. Jednak nie potrafię spędzić z nim żadnych urodzin, które są jednocześnie rocznicą śmierci mojej ukochanej. Zawsze w okolicy tej daty „wypada” mi jakiś wyjazd z pracy. Syna oddaję pod opiekę dziadkom i jadę do takiego domku, który można wynająć na tydzień i cały czas piję, by nie myśleć.

Byłem u psychologa. Przez 360 dni w roku jest wszystko w porządku, ale nie potrafię się przełamać i spędzić z dzieckiem urodzin. To jest silniejsze ode mnie, podejrzewam, że rodzina podejrzewa o co chodzi, ale nikt nie porusza tego tematu.

#T54cT

Tak sobie analizuję spotkanie rodzinne ostatnio i myślę sobie, jak ludzie mają spaczone postrzeganie różnych spraw. Wszyscy zachwycali się kuzynem co po więzieniu został podróżnikiem, wysyła filmiki z ekstremalnych sportów, treningów itd. na YT, a jest dalej totalnym jełopem, prymitywem i chamem. Natomiast innego kuzyna, któremu się urodziło niepełnosprawne dziecko, wszyscy żałowali, a uważam, że to jest prawdziwy mężczyzna. Może nie ma tylu mięśni co tamten, nie zwiedza krain, nie uprawia ekstremalnych sportów, ale daje radę jako ojciec i mąż. Gość poświęca mnóstwo czasu dzieciakowi, ćwiczy z nim, jeździ na rehabilitacje, pracuje, dorabia, ćwiczy fizycznie, dba o żonę. Poświęcił się rodzinie, rezygnując z wielu rzeczy, którymi się pasjonował. Do tego jest inteligenty, oczytany, mądry i pozytywny. Miałem jednak wrażenie, że w oczach większości męskiej części mojej rodziny jest przegrywam, a tamten bohaterem.

Czy tylko ja uważam, że prawdziwy mężczyzna to nie ten, który chodzi na siłkę, skacze ze spadochronu i daje po gębie, jak ktoś go zdenerwuje, ale ten, który potrafi zadbać o bliskich, codziennie harując jak wół?

#fEnPE

Mieszkam w PRL-owskim bloku ze starymi windami, które ręcznie się zamyka i otwiera. Zawsze współczułam ludziom, którzy mają mieszkanie przy samej windzie.

Za każdym razem, jak niechcący za mocno trzasnę drzwiami od windy, szybko zamykam drzwi od wewnętrznej strony i wciskam przycisk, bo boję się, że wybiegnie wściekły sąsiad w samych gaciach i mnie pobije albo zarąbie siekierą. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło.
Dodaj anonimowe wyznanie