#mj5ZE
Raz, gdy byłam sama w domu z dziadkiem, dopadł mnie straszny głód. Od rana nic nie jadłam. Mama miała dopiero po pracy zrobić zakupy. Jedynym posiłkiem, który był wtedy w domu, był chudy rosół z tartymi kluskami specjalnie dla dziadka. Zbliżała się pora jego jedzenia, dlatego nalałam mu go do talerza. Wystarczy tylko dla jednej osoby, pomyślałam ze ściśniętym z głodu żołądkiem, ale podałam dziadkowi. Ten, widząc mój wzrok, przyniósł drugą łyżkę i podzielił się ze mną zupą.
Jeszcze nigdy rosół nie smakował mi lepiej.
Poruszyło mnie to trochę...
Ostatni akapit przypomniał mi przepiękne wyznanie o dziewczynie, która w podobny sposób napisała o szpitalnym jedzeniu chleba z masłem wraz z mamą, która niestety później zmarła.
Nie,że się czepiam,ale znam ludzi którzy w 6 osób mieszkają w dwóch małych pokojach więc 4pokoje to jednak luksus...
Wybaczcie, ale to, że niektórzy żyją w strasznych warunkach, nie oznacza, że inni nie mogą narzekać na swoje. Ile razy można pisać o tym, że nie należy stopniować problemów ani trudów?
A ja znam patoli, którzy mieszkają w 4 w jednym, no i co z tego?
Ja nie rozumiem jak można naklepać sobie 6 dzieci i nie potrafić ich wykarmić. Takim rodzicom powinno się zabierać dzieci.
Mieszkali w 6, mama + dziadek to już 2 osoby, więc dzieci było max 4, ale mogła być też jeszcze babcia i/lub ojciec, a nawet jakiś wujek lub ciotka.
Jakoś cieplej na serduchu...
Ej tak niechce nic mówić ale 4 pokoje na 6 osób to mało??
Jest napisane "pokoiki". Są tak małe mieszkania, w których w pojedynkę trudno wytrzymać, a co dopiero pokoje na dwie lub trzy osoby.
Myślałem, że sobie byś tylko nalała, a dziadek by umarł i miałabyś wyrzuty sumienia.
wow, porywająca historia :x
Chemioterapia bardzo wyniszcza organizm, nie tylko niszczy komórki rakowe, ale i zdrowe przez co człowiek jest bardzo słaby. Wiek dziada też swoje zrobił, a na dodatek rak trzustki, podobno najbardziej bolesny. Jednak chyba nie powinni odmówić leczenia, może dziadek sam wiedział co go czeka i nie podjął się leczenia.
Moj dziadek zmarł ma raka trzustki dwa lata temu (chwile przed covidem) Miał 80 lat. Wiedzielismy, ze jest za słaby na chemioterapie, ale walczyliśmy na każdym kroku, żeby szpitale sie zlitowaly i mu pomogły jakkolwiek. Nie mógł sie wypróżnić przez kilka tygodni, wymiotował przez to, nic nie jadł, a szpìtal odmawiał przyjęcia. Jak juz przyjęli to podali mu tylko sól fizjologiczna. Zawieźliśmy dziadka w miare sprawnego, a w ciagu kilku dni w szpitalu osłabł tak, że nawet ręki nie mógł podnieść, jak mu się zsunęła z łóżka. Więc tak, odmawiają leczenia.
Niestety w pewnym momencie zostaje tylko leczenie paliatywne