Ja złamałam tabliczkę czekolady.
Ona złamała mi palec.
Kilka lat temu wynajmowałem wraz z żoną mieszkanie w kamienicy. Administracja budynku pewnego razu wpadła na świetny pomysł, żeby zlikwidować ogólnodostępny kontener na odpady i nakazać mieszkańcom zakup indywidualnych pojemników na śmieci. Pomysł z idei niezły, ale pojemniki stały na niestrzeżonym podwórku i każdy miał do nich dostęp. Co niektórzy sąsiedzi majsterkowicze zakładali łańcuchy i kłódki na klapy od pojemników. Średnio co kilka dni znajdowaliśmy w swoim śmietniku worki z cudzymi śmieciami, butelki po jabolach, osrane pieluchy itp. Na początku to olewaliśmy, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować do tego stopnia, że żyłki na skroniach robiły mi się niebieskie. Czasem z powodu braku miejsca w pojemniku musiałem wyciągać czyjeś worki, klnąc półgłosem, i ostentacyjnie rzucać gdzieś dalej, żeby sąsiedzi widzieli całą tę akcję.
Apogeum mojej irytacji osiągnąłem, gdy pewnego pięknego popołudnia będąc w delegacji, odebrałem telefon od żony, która zakomunikowała, że nasz 100-litrowy kubeł jest po klapę wypełniony sadzą z komina. Ważył chyba tyle co mały, chory słoń. Kazałem jej zrobić dyskretny wywiad po sąsiadach, żeby dowiedzieć się kto jest tak ograniczony umysłowo, że sprezentował nam pojemnik pełen czarnego złota. Okazało się, że w tym dniu odbyła się zakrojona na szeroką skalę akcja czyszczenia kominów w kamienicach. Pech chciał, że jakiś nie do końca rozgarnięty kominiarz wsypał sadzę z dwóch kamienic do naszego śmietnika. Przeczekałem noc i rano następnego dnia zadzwoniłem grzecznie do ADM-u z pytaniem, dlaczego sadza z dwóch kamienic jest w moim pojemniku. Oczywiście grzecznie się przedstawiłem. Babka, która odebrała, odpowiedziała, że nic nie wie, ale przekieruje mnie do jakiegoś speca, który się tym zajmuje. No to czekam. Odbiera gościu i mówi, że on nie wie o co chodzi, ale da mi numer do kogoś, kto zlecił czyszczenie. Zadzwoniłem więc do faceta, który po wysłuchaniu mnie powiedział, że dziś albo jutro ktoś się ze mną skontaktuje w sprawie odbioru tej sadzy.
Mija dzień. Mija drugi dzień. Dzwonię znów. Już nie byłem taki grzeczny. Ta sama śpiewka, że jutro ktoś odbierze ten syf. Oczywiście do piątku nikt się nie zgłosił.
W piątek wieczorem po powrocie z pracy postanowiłem zrobić coś ze zbędnym balastem. Przesypałem zawartość kubła szufelką do sześciu dużych worków, napisałem kartkę z wyjaśnieniem mojego postępowania, zapakowałem worki do auta i pojechałem pod siedzibę ADM. Tam przerzuciłem pięć worków przez ogrodzenie na posesję instytucji, a szósty worek po prostu opróżniłem za furtką wejściową. Wiecie jak to wyglądało? :) Na koniec przykleiłem kartkę taśmą izolacyjną do pręta furtki i odjechałem.
Mimo że na kartce były podziękowania za załatwienie sprawy i mój podpis, nikt się do mnie nie zgłosił z pretensjami.
Wychodząc po zakupy, wzięłam psa na spacer. Załatwił się, sprzątnęłam po nim i zamyślona poszłam do sklepu, cały czas mając woreczek w ręku. Przy stoisku z owocami i warzywami pracownik powiedział, żebym mu podała ten woreczek z rodzynkami, bo musi go zważyć. Niewiele myśląc, podałam mu go...
Pełnej obrzydzenia miny tego pana nie zapomnę do końca życia. Słowa nie powiedział, ale chyba pomyślał, że jestem nienormalna, spojrzał na mnie jak na debila. W sumie mu się nie dziwię ;)
Mój tata to troll.
Zadzwoniła do niego babka myśląc, że to numer księdza. Ojciec śmieszek podłapał i słuchał jej życiowych historyjek, a na końcu kazał jej porozwieszać krzyże na lampie, aby przyciągać dobro.
Najlepsze, że dzwoniła jeszcze kilka razy z podziękowaniami, że szczęście dzięki tacie się do niej przyczepiło.
Mieszkam na dość... łobuzerskim osiedlu. Jest tu dużo alkoholików, kiboli, dresów (nie mam nic do dresów, ale to ten bardziej waleczny sort :D), a nawet gangsterów w najnowszych jaguarach z cygarem w ręce. Jak można się domyślić, łatwo tu o zaczepkę. Udało mi się jednak opracować technikę, która pozwala mi przetrwać.
Zazwyczaj idąc do domu, słucham muzyki przez słuchawki. Kiedy zobaczę na horyzoncie kogoś kto mógłby mnie zaczepić, zaczynam udawać, że rozmawiam. W ten sposób sprawiam wrażenie „mającej ze sobą nietykalne zaplecze” i nikt mnie nie zaczepia. Jednak pewnego wieczora zapomniałam słuchawek. Przechodzę przez dosyć ciemny zaułek i widzę idącego z naprzeciwka mężczyznę, który jakoś podejrzanie się zachowuje. Zaczynam się modlić, żeby nie podszedł, ale on wyraźnie zbacza w moją stronę. Trzymam telefon w kieszeni, wkładam do niej rękę i na pamięć próbuję znaleźć ikonkę muzyki. Już słyszę, jak ten człowiek zaczyna do mnie coś mamrotać, ale w tym momencie rozlega się muzyka. „Och, przepraszam” mówię, wyciągam telefon i „odbieram”.
- Tak? Spokojnie tato, będę za minutę, no, jak podejdziesz do okna, to mnie zobaczysz... O, widzisz? *macham w stronę okna*
W tym momencie słyszę, jak mężczyzna klnie i zaczyna uciekać.
Chyba uratowałam sama sobie życie.
Tym bardziej że w oknie nikogo nie było. I to nie był mój blok ani nawet moja ulica, a w domu nikt na mnie nie czekał :)
Zdarzają się randki, których się żałuje.
Raz umówiłam się z facetem, bo tak strasznie mi się podobał... Spotkaliśmy się trzy razy, a każdy raz był coraz gorszy (gość zachowywał się jak nastolatka). Podziękowałam za znajomość.
Mimo tego, że spotkałam się z nim trzy razy w 2011 roku, gość do tej pory potrafi sobie o mnie przypomnieć i znaleźć jakiś kontakt, żeby odezwać się i wyrazić swoje zdanie, że jak mogłam odrzucić jego, a wybrać mojego obecnego męża, dodając przy tym kilka epitetów (co najlepsze, nie zna go nawet). To już chyba podchodzi pod psychozę.
Od ponad dwóch lat fascynują mnie mańkuci. Serio, mam istną obsesję na ich punkcie. Kobiety, mężczyźni, wysocy, niscy, obojętnie, ważne tylko, aby byli leworęczni (i w miarę urodziwi, oczywiście).
Na co dzień jestem zwykłą, czternastoletnią dziewczynką, ale gdy nikt nie widzi, zamieniam się w gąbkę po kolei chłonącą filmy z Emilem Hirschem, Hugh Jackmanem, Jimem Carreyem czy Angeliną Jolie oraz trenuję swoją lewą, lekko upośledzoną rękę.
Gdy spotykam nieznaną osobę, zawsze sprawdzam, czy:
a) nosi zegarek na prawej ręce;
b) końcówka paska jest również zwrócona w prawo;
c) a także, rzecz jasna, której dłoni używa częściej.
Najpiękniejsze uczucie dnia? Odkrycie, że nowy znajomy to mańkut.
Żodyn mnie nie podejrzewa o tę niezdrową obsesję. Żodyn.
Dzisiaj mój narzeczony zdał sobie sprawę z tego, że nie nadaje się do długotrwałych związków, włączając w to oczywiście małżeństwo.
Dobrze, że mi to powiedział, szkoda tylko, że po 8 latach związku, 4 latach od zaręczyn i na 7 dni przed ślubem.
Historia wydarzyła się niedawno. Byłam z koleżankami na miejskim basenie. Nic niezwykłego, grałyśmy sobie w siatkówkę, wczesna godzina. W pewnym momencie rzuciłam się na piłkę i zanurkowałam z nią pod wodę. Prawdopodobnie ktoś kopnął mnie wtedy w brzuch, pewnie przypadek. Wtedy się zaczęło. Kiedy wypłynęłam dostałam okropnej czkawki, najgorszej w moim życiu. Nigdy nie miałam problemu z pozbywaniem się jej, wystarczało wstrzymać powietrze lub napić się łyka napoju. Jednak tym razem te sposoby nie działały i czkałam przez następne... kilkanaście godzin.
Na początku zbagatelizowałam temat, po prostu grałyśmy dalej. Ale kiedy mija godzina, a ciebie nadal męczy zaczynasz się denerwować.. Na domiar złego mieli dołączyć do nas kumple, w tym jeden, który mi się podobał, a wieczorem mieliśmy wspólnie poimprezować. Żaden sposób mi nie pomagał, ale najgorszy jest wzrok innych ludzi gapiących się na ciebie, kiedy ty nie możesz tego w żaden sposób ukryć, ciągle podskakujesz i wydajesz z siebie dźwięki. Wyobraźcie sobie jaką żenadę musiałam wtedy czuć. Po basenie przeszukałam cały internet w poszukiwaniu kolejnych sposobów i byłam już nawet gotowa iść do lekarza na następny dzień. W ogóle nie miałam głowy do imprezy i płakałam, ale przyjaciółka nakłoniła mnie żebym przyszła. Impreza trwała, alkohol się lał, kumpela widząc mnie załamaną postanowiła, że musi coś z tym zrobić. Stwierdziła, że musimy wyjść i zabrała mnie na pobliską plażę przy jeziorze (kumpel mieszkał kilkanaście kroków od tego miejsca). Tam zaproponowała pływanie nago. Należę do nieśmiałych osób, więc w życiu nie zgodziłabym się na to nawet w nocy, na pustej plaży. Jednak w końcu się przekonałam. Byłam tak zestresowana, że ktoś nas zobaczy, że... czkawka przeszła. Przyjaciółka uśmiechnęła się – taki (podobno) był plan. Chwilę później ogarnęłyśmy się i wróciłyśmy na imprezę.
Z perspektywy czasu jestem troszkę pewniejsza siebie, po takiej dawce wstydu jaką przyjęłam w tym dniu, oby nigdy więcej :D
Mieszkam w małej miejscowości, mam małą grupkę znajomych i wszyscy jesteśmy dość mocno rąbnięci.
Zbliżało się wesele w rodzinie jednej z moich przyjaciółek. Dziewczyna nie umiała tańczyć, a wielokrotnie opowiadała mi, że ma samych starszych kuzynów i chce się przed nimi dobrze zaprezentować. No to pewnego dnia ja, ona i jeszcze jedna dziewczyna pojechałyśmy na rowerach do lasu, bo tam nikt by nam nie przeszkadzał ani nie cisnął beki z tego co robimy. Zaciągnęłyśmy rowery na jakąś polankę ukrytą między drzewami, puściłyśmy disco polo i jedyne co mogło nas tam zatrzymać to mrówki.
Niestety z krzaków nagle wyskoczył jakiś starszy dziadek. Myślę, że w tamtym momencie pomyślałyśmy wszystkie, że to jakiś pedofil. Zaczęłyśmy uciekać z tymi rowerami i przedzierać się przez piaski i chaszcze. Kiedy byłyśmy już bezpieczne, dziewczyna, która była ze mną i moją uczennicą stwierdziła, że ten gościu był podobny do jej dziadka...
Zgadnijcie co usłyszała, kiedy wróciła do domu? „Kochanie, następnym razem jak będziesz chciała urządzić imprezę, to mogę ci pożyczyć stodołę”.
Dodaj anonimowe wyznanie