Byłam z mężem w aptece i stała przed nami starsza babka, kupowała jakieś tabletki i po chwili mówi „Jeszcze coś miałam kupić, ale nie mogę sobie przypomnieć co to było...”.
W tym momencie odezwał się mój kochany mąż i z błyskiem w oku powiedział „Pewnie chciała pani coś na sklerozę”.
Nawet starsza pani parsknęła śmiechem :)
Od razu zacznę od tego, że historia będzie długa i z gatunku tych nie do końca akceptowalnych.
Jestem w szczęśliwym związku ze swoją dziewczyną, którą poznałem jeszcze w ogólniaku, obecnie jesteśmy na studiach, ja studiuję informatykę, Ewelina jest na ASP.
Trzy lata temu wynajęliśmy mieszkanie, ja, Ewelina i jej przyjaciel, z którym zna się od dziecka. Wiadomo, jesteśmy studentami i to zawsze taniej. Ewelina poza studiami dorabia sobie jako makijażystka i stylistka. Ja dorabiam sobie składając komputery i budując strony, co sprawia, że jestem ciągle w domu i mam mało czasu na wypady ze znajomymi, Ewela wręcz odwrotnie, a Maciek? Maciek jest wolnym duchem, studiuje polonistykę i dużo imprezuje.
Czas na historię właściwą.
Ewela kiedyś jak byliśmy troszkę pijani zaproponowała, że zrobi mi paznokcie, bo brak jej doświadczenia, a i tak je zaraz ściągniemy, więc czego nie robi dla dziewczyny, zgodziłem się (byłem pijany). Zaczęła od stóp i kiedy skończyła, stwierdziła, że jeszcze dłonie, mówię OK, Maćka i tak nie było w domu, więc nikt się nie dowie. I tak zostałem posiadaczem długich żelowych paznokci z diamencikami. Zgodziłem się z nimi zostać do następnego rana, bo Ewela była już zmęczona i nie chciało jej się ich ściągać. Jednak to co stało się następnego dnia było dziwne.
Obudziłem się, Ewela już nie spała i wtedy zapytała, czy może mi zrobić make-up, bo skoro mam już „pazurki”, to dlaczego nie? Był ranek i byliśmy sami, nie mieliśmy planów, więc OK, zaszalejmy. I wtedy się zaczęło... Podkład, sztuczne rzęsy, makijaż właściwy, a że mam długie włosy, to i fryzura. Kiedy po 3 godzinach zobaczyłem się w lustrze, nie mogłem uwierzyć w to co widzę, w odbiciu widziałem totalnie inną osobę, ba, widziałem dziewczynę, i to całkiem niebrzydką, nawet spodobał mi się ten widok, więc żartem rzuciłem „jeszcze jakaś kiecka i laska jak się patrzy”, Ewelina wzięła to na poważnie...
Jako że jestem dość drobny (170 cm i 63 kg wagi), to szybko dobrała coś ze swojej garderoby, stanęło na różowej tiulowej u dołu sukience z gorsetem i cekinami, wtedy też dowiedzieliśmy się, że jestem w stanie wcisnąć na stopę jej szpilki. Jako że i tak już miałem zrobione paznokcie, makijaż i miałem ubrać jej sukienkę i szpilki, to stwierdziła, że męska bielizna nie będzie tu pasowała i sami wiecie...
Kiedy stanąłem przed lustrem już w sukience, nie mogłem wyjść z podziwu, mimo że nigdy bym się na coś takiego nie zgodził. Nie żałowałem, wręcz przeciwnie, czułem się naprawdę fajnie. Ewelina też wyglądała na zadowoloną i stwierdziła, że może dzisiaj tak zostanę, na co w sumie dość ochoczo się zgodziłem, popołudnie i wieczór minęły nam na nauce chodzenia w szpilkach.
I wtedy stało się najgorsze... Maciek wrócił wcześniej.
Wyznanie z serii „Konsumencie, nie daj się oszukać”.
Jakiś czas temu pracowałem w jednej bardziej znanej sieci komórkowej w Polsce. Nie będę podawał nazwy tego operatora, ponieważ mam przeczucie, że większość operatorów działa na podobnych zasadach.
Do rzeczy. W takich miejscach liczy się sprzedaż, wiadomo. Dla zobrazowania posłużę się przykładem.
Wyobraźcie sobie, że idziecie do piekarni po bułki (jasno wyznaczony cel). Ja jako sprzedawca w takiej piekarni powinienem sprzedać Wam chleb, masło, a najlepiej nóż do krojenia chleba. Tak to właśnie wygląda w sieci. Niby nie ma w tym nic złego jeżeli faktycznie taki klient potrzebuje „noża do krojenia chleba”, inna sprawa, jeżeli wykorzystuje się naiwność innych. Jak?
Cóż, sprawa jest prosta. Przychodzi starsza osoba prosząc o najtańszy abonament, gdzie potrzebuje tylko rozmowy. Takowa oferta faktycznie jest, ale dla nas konsultantów jest ona nieopłacalna ponieważ, musimy być ukierunkowani na oferty, które opłacają się bardziej firmie, a także nam, ponieważ istnieje system motywacyjny, gdzie otrzymujecie premię za sprzedaż. Na samym początku nie widziałem w tym nic złego, „przecież ja tylko proponuję" itp. Jako młoda osoba miałem wizję zarobku w prosty sposób, więc oglądałem poczynania starszych stażem kolegów i koleżanek. Gdy już sam mogłem sprzedawać, zobaczyłem z czym to się je.
Mianowicie przyszedł do mnie chłopak. Wiadomo, wesoło go przywitałem i zapytałem się w jakim celu do mnie przyszedł. Chciał wziąć „najtańszego mixa” z telefonem dla swojej mamy.
Wiedziałem co chłopak chce, więc starałem się pokazać mu inne korzyści płynące z lepszych ofert. Poprosiłem go o dowód i zobaczyłem nr PESEL. Spojrzałem na niego i zrozumiałem jakim byłbym człowiekiem, gdybym próbował na siłę mu wcisnąć coś, czego by nie potrzebował. Chłopak był w moim wieku. Studiował i pracował. Chciał sprezentować swojej mamie telefon, a ja miałem wcisnąć mu ofertę, gdzie miesięcznie płaciłby trzy razy większą kwotę niż chciał?
Sumienie wygrało. Dałem mu to czego faktycznie chciał. On zadowolony, jego matka również. Kto był niezadowolony? Moja kierowniczka salonu… Dostałem upomnienie, ale się nie zmieniłem. Od tego czasu proponowałem oferty, które faktycznie mogły polepszyć ludziom życie, ale jeżeli usłyszałem „NIE”, dawałem im to czego potrzebowali.
Bądź co bądź miesięczny „plan” wyrobiłem z naprawdę dobrymi wynikami. Teraz czekałem tylko na swoje pieniądze za moją ciężką pracę. Co zrobiła moja „szefowa”? Zostałem zwolniony, ponieważ chociaż wyrobiłem swój plan, wyniki były "niezadowalające", co wiąże się z tym, iż premii nie dostanę. Niestety, pieniędzy już nie odzyskam, ale może ustrzegę kogoś przed podpisaniem umowy, której wcale nie potrzebuje. Zwracajcie uwagę również na swoich rodziców/dziadków, by i oni nie podpisali takich umów.
Jako dzieciak byłem bity w domu. Mój staruszek, urodzony sadysta uwielbiał wyżywać się na mnie. Dostawałem pasem, obrywałem z pięści w łeb, byłem rzucany o ziemię, wycierał mną podłogę, targając mnie za włosy. Tak było do czasu, kiedy urosłem, ale nie o tym będzie ta historia.
Jako dwunastolatek dostałem kolejne niesprawiedliwe cięgi, po których zostawił mnie samego w mieszkaniu. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem, jak psychika mi się zawaliła. Poczułem ogromny gniew i nienawiść, który musiał znaleźć jakieś ujście. Wyżyłem się na naszym psie, na naszej kundelkowatej suni, która mieszkała z nami od swojego urodzenia. Poszedłem do kuchni, zabrałem marchewki, które leżały w koszu obok palników i zacząłem nimi rzucać w sunię. Była przerażona. Schowała się do budy, którą miała pod stołem w kuchni, a ja wtedy chwyciłem krzesło i zacząłem nim tłuc o blat. Chciałem, żeby bała się tak samo, kiedy ja musiałem się bać. Nie wiem co miałem wtedy w głowie, jakąś dziecięcą nienawiść do całego świata i wszystkiego co żyje.
Sunia odeszła parę lat później. Dzień przed swoją śmiercią spędziła całą noc w moich nogach w łóżku, a zawsze spała w swojej budzie pod stołem w kuchni. Kochała mnie. Pomimo tego mojego dawnego odpału.
Od tamtej pory minęło wiele lat. Jestem dorosłym facetem, który nauczył się radzić z własnymi problemami i agresją, jednak do dzisiaj chce mi się płakać, kiedy przypomnę sobie, co jej wtedy zrobiłem jako gówniarz. Z wieloma ludźmi się pobiłem w swoim życiu, dla wielu ludzi byłem niedobry, ale nikogo mi nigdy nie było szkoda tak jak tej suni. To największa krzywda, którą komuś wyrządziłem i tak bardzo chciałbym to cofnąć.
Jak byłem na studiach, to dorabiałem sobie w maku i wiadomo, kręciło się tam sporo żuli, zdarzało mi się ich wypraszać ze względu na odpychający zapach. Czasami było tak, że klienci kupowali im żarcie i na ogół pakowaliśmy je na wynos, żeby się ich pozbyć.
Kiedyś wypraszałem jedną żuliannę i klientka się do mnie przyburzyła, że to też człowiek i że ma prawo tu być, bo ona jej kupi żarcie. Tak jak powiedziała, tak zrobiła. Tym razem zamiast zapakować kanapki na wynos wyłożyłem wszystko na tacę i zaniosłem do stolika tej kobiety, która kupiła jej jedzenie. Mina jej zrzedła...
Prawie każdy może wydać dychę, żeby poczuć się zbawicielem, ale nikomu nie chce się później sprzątać tego syfu i wąchać smrodu.
Dziś jakiś rowerzysta przejechał na czerwonym świetle przez ruchliwe skrzyżowanie. Pan najwyraźniej nie mógł poczekać ani minuty, pomimo kilkudziesięciu pieszych przechodzących przez pasy, ledwo nas wszystkich ominął. Krzyknęłam ze złością, że jest dupkiem. Gość dojechał do najbliższego ronda i wrócił tylko po to, żeby nazwać mnie grubą krową. A tak mu się spieszyło...
Nadszedł mój kryzys. Mój prywatny. Minęło 4,5 miesiąca, odkąd zostałam wdową, a ja nie daję rady. Czas nie leczy ran. Nie zmienia się siła bólu i tęsknoty.
Musiałam to wyrzucić z siebie. Kur@a, czas nie leczy ran i nie zmniejsza bólu!!!
Mam prawie 40 lat i można powiedzieć, że „dorobiłem się”. Nie narzekam na swoje życie, ale jednak często tęsknię za młodością, dlatego często chodzę do różnych lokali na piwko i tam staram się pogadać czy pograć np. w bilard z dużo młodszymi od siebie osobami, takich w moim wieku zwykle unikam. Nie narzucam się ani nic takiego, nie szukam też młodej dziewczyny itp. Po prostu lubię kontakt z młodzieżą/młodymi dorosłymi. I nie bardzo mam komu o tym powiedzieć, dlatego piszę tu :)
Za czasów dzieciaka miałam w zwyczaju co drugi tydzień na weekend odwiedzać dziadków. Oczywiście byłam wtedy zbyt mała, by samodzielnie przejechać siedem przystanków i kopytować przez dwie ulicę, toteż mój 17-letni wówczas brat mi towarzyszył. Rodzice dali pieniążki na bilety i heja na przystanek. Tomek jednak postanowił wyrwać się schematom i nieco zaryzykować. Gdy byliśmy już na miejscu stwierdził, że nie ma sensu wydawać kasy na bilety, bo kanara spotkał ledwie dwa razy w życiu. Lepiej wydać na cukierki, czy inne pierdółki.
Zaślepiona wizją worka łakoci zgodziłam się pojechać za frajer. Autobus przyjechał, siadamy na końcu pojazdu, tak jak lubię i jodym do dziadków. Aż tu nagle, pewnie się tego nie spodziewaliście, pojawia się kontroler. Młody taki, z 20 lat. Nadchodzi. Nie powiem, obleciał mnie strach. To była moja pierwszy nielegalna podróż autobusem, nie wiedziałam co nas czeka. Mój brat jednak mnie uspokoił, mówił, że ma plan.
- Bilety poproszę - rzecze kontroler.
A mój brat-śmieszek na to:
- Ni mamy.
Chłopak podnosi na nas wzrok, patrzy raz na niego, raz na mnie. Zatrzymał wzrok na Tomku. Mój żołądek zrobił salto.
- Cóż, w takim razie...
- Ależ panie władzo, po co od razu mandaciki? - ciągnie brat. - Myślę, że jakoś się dogadamy.
W tej chwili Tomek wyciągnął z kieszeni pieniądze, które miały być przeznaczone na bilety. Przedstawił mierną sumę kontrolerowi.
- Jeśli tylko puści nas pan wolno, bez żadnego obciążenia pieniężnego, to za tę kasę sprezentuję panu najtańsze, ale wcale nie najgorsze lody czekoladowo-śmietankowe, jakie dają w tym mieście. - Uśmiechnął się uroczo, a gdy kontroler nie odpowiedział, dodał. - Mówię serio. Jeśli widzi pan we mnie oszusta, to z chęcią podam swój numer telefonu, byśmy mogli umówić się na mieście i zjeść te lody. To jak?
Nie wierzyłam, że uda nam się wywinąć dzięki lodom i śmieszkom mojego brata. Zalał mnie zimny pot. Już miałam przed oczami policję, wściekłych rodziców i milion złotych wypisane na mandacie.
- Dobra. - padło niczym Hiszpańska Inkwizycja. Chłopak uśmiechnął się, wyciągnął telefon i podał mojemu bratu. - Zapisz swój numer. Jestem Artur.
- Tomek. A to moja siostra, Kaśka.
Chłopacy wymienili się numerami, zamienili jeszcze ze dwa-trzy słowa, po czym dojechaliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się z nowo poznanym Arturem i ruszyliśmy do dziadków.
Rodzice nigdy się nie dowiedzieli.
Nie dostałam obiecanych cukierków. Zamiast tego Tomek wydał cały hajs na lody dla siebie i Artura. Tak jak mój brat obiecał, tak zrobił.
Skubani...
Od pięciu lat są parą. xD
W swoim krótkim nastoletnim życiu miałam czterech chłopaków. Niby nic nadzwyczajnego, ale co ich wszystkich łączy? Matka KAŻDEGO z nich miała na imię Agnieszka. Bez wyjątku. Nie muszę mówić, że te związki skończyły się niepowodzeniem.
Obecnie podoba mi się jeden chłopak. Dziś dowiedziałam się, że jego mama to właśnie Agnieszka.
Zabijcie mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie