#aWe0s

Pierwszy rok studiów. Rozmowa z moją dziewczyną:
- Ej, Jurek, a wiesz jaka litera najczęściej występuje w nazwach rzek?
- No nie wiem, ale to spółgłoska czy samogłoska?
- ...
- Spółgłoska czy samogłoska?
- Wiesz co, ty to wszystko musisz zepsuć.
- No nie mów mi, że nie wiesz, co to jest samogłoska.
- Wiem przecież, jasne, że wiem. Już nie rób ze mnie kretynki.
- Okej, no to słucham, co to jest samogłoska?
- Samogłoska to jest... eee... yyy...

Widzicie? Skubana była blisko, jeszcze a, i, o, u.

#99IXj

Gdy byłam w podstawówce, jako zadanie domowe otrzymaliśmy napisanie wypracowania (opowiadania) pt. "Świat w przyszłości". Większość dzieci pisało o szczęściu, latających autach i innych pierdołach od zarzygania cudownością. Ja posiliłam się o opowiadanie fantasy w formie dziesięciodniowego pamiętnika (opisującego wydarzenia w pewnym odstępie czasu) - świat po wojnie z kosmitami, ludzie schodzą do podziemia, żywią się szczurami. Sam George Lucas byłby pod wrażeniem. A przynajmniej ja, 10-letnia wówczas dziewczynka, czytając wypracowanie kilka razy i sprawdzając błędy, czułam się niczym nowo odkrywany pisarz SF.

Gdy prace zostały sprawdzone i nauczycielka rozdawała zeszyty powiedziała, że jedno wypracowanie chciałaby przeczytać. Skoro nie dostałam zeszytu, byłam podekscytowana myślą o szóstce, bo skoro pani będzie moją pracę czytać, musiała okazać się wspaniała! I co? Nauczycielka owszem, pochwaliła formę pamiętnika i po odczytaniu treści nie kryjąc zniesmaczenia, zapytała klasy, czy chcieliby tak żyć? Bo jej ta wizja przyszłości się nie podoba i dlatego stawia za tę pracę jedynkę... Nie za błędy, nie za brak spełnienia warunków zadania - BO SIĘ JEJ WIZJA NIE PODOBA! Na koniec dodała, że by nie robić autorowi przykrości, nie powie czyja to praca... po czym na oczach wszystkich oddała mi zeszyt.

Płakałam całą przerwę w toalecie, wstydząc się wyjść. Jeśli ktoś zrobi coś podobnego mojej córce (która obecnie jest w 3 klasie SP i wdając się w mamę już pisze fantastyczne opowiadania i ma bujną wyobraźnię), to ja im w szkole zrobię taki armagedon, że nawet szczury będą spierniczać z podziemi.

#qhI2D

Kiedy miałem 9-12 lat, na podwórku wraz z bratem znalazłem pod iglakiem rannego młodego wróbla, wzięliśmy go do rodziców i z ich pomocą zaczęliśmy się nim opiekować. Jako że już wcześniej posiadaliśmy papugi, mógł się kurować w całkiem sporej klatce wraz z jedzeniem i wodą. Było lato, więc klatka była wystawiona na balkonie. Przez kilka dni można było zaobserwować, że przylatywał do niego inny wróbel się z nim spotkać. Pewnego chłodniejszego wieczoru wnieśliśmy klatkę do środka, ja miałem odrabiać lekcje, ale jak to każde dziecko, robiłem wszystko, żeby tego uniknąć – moje zainteresowanie przeszło na wróbla. Chciałem go tylko pogłaskać, więc otworzyłem klatkę. Ptak koślawo zaczął latać po pokoju, widać było, że jeszcze nie był w pełni sił. Przeleciał z pokoju prosto do kuchni, w której stał garnek z gotującą się zupą, na którego brzegu usiadł ptak. Chcąc go stamtąd przepędzić, szturchałem go lekko z dala od zupy, jednak biedak wpadł prosto do niej... Zaczął krzyczeć, a ja zaniepokojony nie wiedziałem co robić, więc tylko krzyczałem i stałem w miejscu, myśląc, że coś zdziałam. Wtedy przybiegł ojciec, ale było już za późno. Ugotowałem wróbla żywcem w garnku zupy...
Po tym, jak truchło zostało wyłowione, jedyne co usłyszałem od ojca, pomiędzy moim płaczem, było „no i teraz będziesz musiał to jeść, nie będzie się zupa marnowała” z gniewem w głosie.

Mimo że od tego czasu minęła ponad dekada, to wspomnienie nadal wraca przed snem.

#tHjEX

Wczoraj zadzwonił do mnie obcy numer, odebrałam, nawet nie zdążyłam powiedzieć „halo”, a tam koleś mówi „Hej kochanie, nie mogę gadać, będę za 10 minut” i się wyłączył.

Nie mam chłopaka, to była pomyłka.
A ja przez pół wieczoru czekałam na miłość mego życia.
Nie wiem kim jesteś – ale się spóźniasz.

#2ZM3V

Mam serdecznie dość "szufladkowania" osób, które chcą lub nie chcą posiadać potomstwa... Ostatnio w sieci jest mnóstwo sfrustrowanych osób, które żalą się, że są dyskryminowane przez to, że nie chcą mieć dzieci. Ja mam wręcz odwrotnie, jestem "dyskryminowana" przez to, że je posiadam.

Pytanie koleżanki: "Co u ciebie?". Odpowiadam: "Dzieciaki się pochorowały, więc..."(przerwane). Koleżanka: "Ja nie pytam co u dzieci, tylko u ciebie!". No przepraszam bardzo, ale jak mam dzieci, to co u mnie się dzieje ma związek z moimi dziećmi, takie jest po prostu życie. Albo pytania o wycieczki... Z "mojej strony o "miejsca przyjazne dzieciom'', a ona coś w stylu "Góry Skaliste" i zdziwko, dlaczego w "takie nudne miejsca chodzimy" (cytat dosłowny). Relacje z weekendów podobnie... Ja: "Pograliśmy w kosza, potem maraton Disneya i gry na Nintendo". Ona: "Impreza w barze, dyskoteka i melanż do rana".

Nie mam nic do tego stylu życia, ale wszystko to powiedziane w sposób mówiący "JA MAM ZAJEBISTE ŻYCIE, A TY JESTEŚ FRAJERKĄ, BO URODZIŁAŚ DZIECI".
Nie rozumiem tego podejścia (najlepszą obroną jest atak?). Dlaczego osoby, które zdecydowały się nie posiadać dzieci, krytykują osoby, które je posiadają? Zachowują się (nie jedna ani dwie, tylko więcej), jakbym zrobiła coś złego, że zdecydowałam się i urodziłam dzieci.

#pX9WQ

Chciałbym przedstawić wam moją historię.
Ponad 1,5 roku temu miałem wypadek. Cóż, niewiele mówiąc - ledwie przeżyłem. Byłem przez 27 tygodni w śpiączce, urazy głowy, kręgosłupa. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie wywodzę się z bardzo biednej rodziny, ale nie należę również do tych bogatszych, dlatego utrzymanie mnie i mojego leczenia bardzo obciążyłoby moją rodzinę. Wielu spisywało mnie na straty, gdyż bez odpowiednich rehabilitacji, utrzymania przez szpital nie miałem szans.

Byłem i dalej jestem w związku z pewną dziewczyną. Do dziś do końca nie wiem dlaczego mnie tak pokochała. Jej ojciec ma firmę, dzięki której zapewnił stabilność jej rodzinie, ona sama studentka prawa, jest naprawdę pogodną dziewczyną, która przy okazji jest piekielnie piękna i inteligentna, cóż, nie doszukałem się w niej wad. Gdy dowiedziała się o moim wypadku, poprosiła rodziców o pożyczkę dla mnie. Napędem finansowym mojego gospodarstwa domowego jest mama, ojca nie mam, dlatego ten cały wypadek zmusiłby nas do popadnięcia w długi.

Niestety, ojciec dziewczyny nie zgodził się, rozkręcał wtedy nowe przedsięwzięcie i sam potrzebował pieniędzy. Moja dziewczyna poszła do pracy, rzuciła studia, przez co zaczęła mieć problemy z rodzicami. Niestety, pensja mojej ukochanej nie starczała na wiele, początkowo moja mama nie chciała przyjąć pieniędzy, jednak po pewnym czasie była już do tego zmuszona. Kiedy mój stan zdrowia zaczął się pogarszać, w pewnym momencie nawet datki od mojej dziewczyny były niewystarczające.

Zrobiła ona coś, co do dziś sprawia, że ma ona problemy z patrzeniem w lustro. Zaczęła być panią do towarzystwa. Początkowo nie mogła znaleźć klientów, jednak po pewnym czasie miała ich wielu. Nie była zwykłą dziwką, chodziła na bankiety, rozmawiała, promieniała na zawołanie. Z dnia na dzień ze zwykłej, lubianej dziewczyny, stała się topową plotką w miejscowości: że ona, z takiego dobrego domu, jest zwykłą szmatą.

Te pieniądze uratowały mi życie, dzięki temu wracam do zdrowia, opłacone były tym rehabilitacje. Gdy dowiedziałem się o tym zwyzywałem ją, kazałem jej znikać, powiedziałem, że się nią brzydzę. Moja mama płakała, gdy się dowiedziała, oczywiście nie pochwalała tego co wyrabiała moja dziewczyna i myślę, że w głębi serca też nią gardziła, jednak wiedziała, że bez poświecenia mojej dziewczyny moja sytuacja wyglądałaby inaczej.

Nie potrafiłem patrzeć na moją ukochaną, ona co jakiś czas mnie odwiedzała ,a ja w tym czasie obserwowałem jak marnieje. Gdzieś w głębi serca ciągle ją kochałem. Zrozumiałem, że tylko dzięki jej poświeceniu wracam do zdrowia. Błagałem, by mi wybaczyła gorzkie słowa - zrobiła to. Kocham ją i wiem, że to ta jedyna. Do dziś słyszę, że pewnie jej płacę czy że powinienem ją zostawić, ale nie mam zamiaru.

Dzięki niej mogę chodzić.

#Dv1i8

Chcę się wygadać, bo to jest coś co nie bardzo wypada mi powiedzieć na głos.

Zacznijmy od tego, że moi rodzice się rozwiedli. Ja zostałam z matką, ale miałam stały kontakt z ojcem. Z matką też w miarę się dogadywałam, dopóki nie zamieszkał z nami jej nowy facet. Miałam wtedy 14 lat, kończyłam pierwszą klasę gimnazjum. Matka pracowała wtedy albo na szóstą rano, albo na piętnastą. Ojczym pracował od 8.30 do 17. Dość szybko zaczął kręcić się przy mnie kompletnie goły, nie raz mu stawał. Raz czy dwa myślałam, że po prostu się zapomniał. Powtarzało się to jednak zawsze kiedy matka była w pracy, raz otarł mi się o tyłek kiedy robiłam sobie śniadanie do szkoły. Wstydziłam się z nim o tym rozmawiać, więc poszłam do matki. Chociaż nigdy nie byłam kłamczuchą, nie potraktowała mnie poważnie. Uznała, że pewnie coś mi się wydawało albo kłamię, bo jestem zazdrosna. Wkrótce później kiedy pracowała do późna, stanął nad moim łóżkiem (już się położyłam) i zaczął się onanizować. Matka weszła do mieszkania akurat wtedy, kiedy krzyczałam, żeby wyszedł z mojego pokoju. Kupiła bajeczkę, że tylko sprawdzał, czy nie czytam po ciemku. Znowu mi nie uwierzyła, a ja zamieszkałam z tatą. Wszystkim mówiłam, że po prostu się nie dogadywaliśmy. Było mi wstyd i krępowałam się. Stosunki z matką bardzo się ochłodziły i do dziś mamy bardzo sztywny kontakt.

Teraz do sedna. Jestem terapeutką nastolatków. Obecnie mam pacjentkę, której matka nie chce widzieć, że jej nowy partner źle traktuje jej córkę. Na każde jego zachowanie ma wymówkę, zazwyczaj strasznie głupią. Oczywiście rozmawiam z nią spokojnie, bo staram się być jak najbardziej profesjonalna. A w środku się we mnie gotuje i mam ochotę kobietę porządnie ochrzanić. Zresztą nie jest jedynym rodzicem, który nie widzi problemu w swoim zachowaniu. Złość wyładowuję poprzez bieganie.

Tutaj jestem anonimowa i śmiało mogę przyznać, że mam zerowy szacunek do rodziców stawiających partnera lub partnerkę ponad swoje dziecko. Niestety, ale to głównie matki wolą przymykać oczy na krzywdę dzieci, byle nie być samotnym. Na ojców te dzieciaki też nie zawsze mogą liczyć.

Najgorsza jest bezsilność, kiedy 99% problemu leży w relacjach z rodzicami, a oni nie widzą albo nie chcą tego zauważyć.

#OXaet

Tak mi się przypomniało.
Kilka lat wstecz, palę sobie papierosa w oknie i obserwuję, jak sąsiad wymienia koła w samochodzie, a przed klatką schodową jego syn zajada się chrupkami. Po chwili idzie dwóch chłopaków (na oko 70 kg żywej wagi) i zabierają temu chłopcu owe chrupki i się głupio śmieją... lecz nie przewidzieli tego, że jego ojciec, a mój sąsiad, też to widział. A że sąsiad podchodzi pod dwa metry, waga to pewnie 120 kg i do tego górnik, więc krzepę miał. Jak jednemu sprzedał lepę, to ten zatrzymał się trzy metry dalej, a drugi właśnie pobijał rekord świata na 100 m :D

#gTwir

Ostatnio przyszło mi robić prezentację na biologię wraz koleżanką z klasy. Nigdy nic do niej nie miałem, ale jakoś specjalnej chemii między nami nie było.

Zaprosiła mnie do siebie do pokoju, kazała się rozgościć i powiedziała, że ona przyjdzie "za minutkę". Minęło 10, a jej nie ma. Siedzę więc, bujam się na krześle i nagle spostrzegłem na ekranie włączonego komputera, otwarte w nowej karcie, anonimowe. Stwierdziłem, że to świetny pomysł na zabicie czasu.

No to włączam, a tam komunikat "Twoje wyznanie zostało dodane (...)". Oczywiście od razu postanowiłem sprawdzić co to za historia, wchodzę w "moje wyznania" i widzę tam 4 opowiastki. Na końcu każdej z nich znalazłem "jesteśmy X lat po ślubie".

Koleżanka wróciła, ale nie złapała mnie na gorącym uczynku, bo akurat szybkie przełączanie na pulpit to mam wyćwiczone. Gdyby w najbliższym czasie pojawiło się wyznanie "robiliśmy projekt na biologie, dziś jesteśmy 5 lat po ślubie", to nie musicie płakać, anonimowi single. Autorka najprawdopodobniej jest tak samo samotna jak Wy.

#sP8GR

Moja rodzina jest całkowicie zwyczajna... no prawie, wyjątkiem jest jeden creepy szczegół. Każdy oprócz mnie ma dosłownie obsesję na punkcie trupów i pogrzebów.

Babcia już prawie 10 lat temu wykupiła dwa dołki na cmentarzu, bo cytuję: „Nie mogę się jeszcze zdecydować, czy leżeć obok tego drania i nieudacznika (dziadka) jak wypada, czy jednak zapomnieć o tradycjach i walnąć się z drugiej strony cmentarza”. Jakby tego było mało, jak tylko wejdzie się do garażu, od razu widać idealnie wykończony nagrobek z jej imieniem i nazwiskiem, gdzie brakuje tylko graweru daty jej śmierci!

Sytuacja sprzed świąt Bożego Narodzenia z tamtego roku. Mój wujek został przejechany przez tira, gdy wszedł pijany na drogę. Wiele osób rozpaczało, co dawało mi nadzieję, że nie będą niczego odwalać przed świtami... myliłam się. Już następnego dnia po jego śmierci zaczęły się kłótnie, czy pochować go przed świętami, czy po nich. Bo przecież po świętach ciało będzie źle wyglądać w trumnie, a w 5 dni (tyle zostało do Wigilii) się nie wyrobią. Ostatecznie pogrzeb odbył się w samą Wigilię, a stypa była połączona z kolacją wigilijną. To było chore. Rano chowają członka swojej rodziny i to z takim rozmachem, że wszyscy mieszkańcy (wujek mieszkał w małej miejscowości) patrzą się na to, co się odwala. A później co? Życzenia wigilijne połączone z obgadywaniem zmarłego i narzekaniem, że nie mógł wpaść pod tego tira w lepszą datę. No brak słów!

Moja młodsza siostra regularnie odwiedza cmentarze. Czemu? Bo tak, bo chce i rodzice to pochwalają. Ona się tam zaprzyjaźniła z grabarzem... nastoletnia dziewczyna z grabarzem... No co za absurd! A co najlepsze? W wakacje, gdy skończyła przed nimi 18 lat, od razu poszła z pytaniem, czy może pomagać balsamiście – znajomy grabarz oczywiście pomógł jej dostać tę „wakacyjną pracę”. Rozumiecie? Zamiast się bawić i korzystać z pełnoletniości, jak to zazwyczaj dzieciaki robią, to ona poszła przygotowywać trupy przed włożeniem ich do trumny!

Tata już od 6 lat choruje na raka i ostatnio również kupił sobie dołek na cmentarzu. Chciał wziąć jeden od babci, ale ta wkurzyła się, że to jej miejsca i nie odda, póki jednego nie zajmie. I co przegląda ostatnio na sklepach online? Realistyczne peruki, żeby dobrze się prezentować w trumnie. Ja tutaj się modlę, żeby on jednak żył, a on już przygotowuje sobie własny pogrzeb, choć jeszcze, kurde, żyje!

Zawsze w mojej rodzinie na pogrzeby wydaje się majątki. Ile? Tak średnio 10 tysięcy plus jeszcze wiązanki od jego uczestników, a nikt na nich nie szczędzi... Jako jedyna nie rozumiem czemu to robią i nigdy nie zrozumiem. To jest zwyczajnie chore!
Dodaj anonimowe wyznanie