Przez ostatni rok schudłam 25 kg. Wszyscy chwalą i proszą o radę, jak to zrobić. Jest to jednak efekt bardzo ciężkiej pracy oraz głównej motywacji. Otóż nienawidzę mojej dalszej rodziny, tj. wujostwa i kuzynostwa ze strony mamy. Wyrządzili mi i moim rodzicom sporo krzywdy, zawsze próbowali wpędzić w kompleksy, wszystko w białych rękawiczkach.
Zarówno do nauki, jak i metamorfozy fizycznej motywuje mnie jeden obraz – kiedy ktoś z nich umrze, to wtedy na pogrzeb przyjadę ja, szczupła, piękna, wykształcona i bogata i rzucę im swoim sukcesem w twarz, traktując jak plebs.
Oczywiście i tak nigdy się tak nie zachowam i mam pełno innych racjonalnych powodów do samorozwoju, ale ta wizja zawsze daje mi +1000 do siły.
Jestem na pozór zwykłą dziewczyną. Cichą, spokojną, nie imprezującą za bardzo, niepijącą ani niepalącą. Raz na rok, może dwa, umoczę ciuka w winie albo piwie, i to wszystko. Chłopaka nie mam i nigdy nie miałam. W sumie nie wiem czemu. Nie jestem brzydka ani nic mi nie brakuje jako kobiecie. Może po prostu nigdzie nie wychodzę i przez to nie za bardzo mam szansę kogoś poznać? Jest tylko dom i szkoła, szkoła i dom. W szkole trzymam się raczej na uboczu. Nie jestem jakaś ostatnia, ale i nigdy nie brylowałam w towarzystwie.
Przeobrażenie mojej osoby następuje późnym wieczorem, gdy leżę już samotnie w swoim łóżku. Lubię się sama zadowalać. Bardzo często to robię. Wiem, że to grzech i spowiadam się. Postanawiam poprawę. Szczerą poprawę. Ileż to razy obiecywałam już sobie zerwać z nałogiem... Bo to już chyba nałóg. Przysięgałam sama sobie, że więcej nie będę, że to był ostatni raz, że nigdy więcej, że od dziś zaczynam nowe życie. Aha, obiecanki cacanki. Po jakimś czasie wszystko wraca. Początkowo czując narastające napięcie, próbuję mu się opierać, walczę jeszcze. Uciekam w zajęcia, odwracam uwagę itd. W dzień jakoś wymknę się pokusom, ale najgorzej gdy zapada noc i zostaję sama w swoim łóżku. Ilekroć zamykam oczy, to widzę pod powiekami sceny z obejrzanych filmów dla dorosłych. Tak, sięgam i po nie. Te wspomnienia nękają mnie, potrafię godzinę przekręcać się z boku na bok, ale sen wciąż nie nadciąga. Przeciwnie, wzmaga się napięcie. W końcu ulegam mu, a po wszystkim zasypiam niemal natychmiast. Bywa, że z ręką między udami. Jest coraz gorzej. Obecnie gdy rodziców nie ma w domu, to potrafię w biały dzień rozebrać się i zrobić to przed kamerą. Potem oglądam to na telefonie i robię zbliżenia, szalenie mnie to kręci. Potem wszystko kasuję. Ostatnio okazało się, że jednak nie wszystko...
Raz mama utopiła swój telefon w sedesie. Wypadł jej z kieszonki koszuli przy nachylaniu. Spiesząc się do pracy, wzięła mój. Po powrocie urządziła mi straszną awanturę. Okazało się, że odnalazła filmik. Pokazała go tacie. Obydwoje na mnie wsiedli, bym przyznała natychmiast, komu wysyłam te zboczone filmy. Odpowiadałam zgodnie z prawdą, że nikomu. Zaczęli grozić mi policją, że jak nie chcę się sama przyznać, to gliny szybko ustalą korespondującego ze mną pedofila. Przysięgałam im, że NIE MA żadnego pedofila, że nigdy nikomu nic nie wysyłałam, ale oni nadal nie wierzą. W głowie im się nie mieści, że ich spokojna, cicha córeczka, taka przykładna i ułożona, może być aż tak zboczona, że sama dla siebie filmuje własne palcówki.
Ze wstydu mam ochotę wyskoczyć przez okno.
Stałam w deszczu na przystanku i nie było gdzie się wysikać, więc zsikałam się w spodnie. Przynajmniej nie było widać, że są mokre, a mi było lżej.
Zawsze po moim akcie masturbacji jedyne co mi do głowy przychodzi to kolędy. Chodzę i śpiewam.
Koniec lat 90. Właśnie stałam się kobietą, zaczęłam miesiączkować. Wiedziałam, że aby się zabezpieczyć potrzebuję podpasek. Problem pojawił się co zrobić z tą zużytą. Gwoli ścisłości, mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym na wsi. Ja, tata i trzech starszych braci. O segregacji śmieci nikt wtedy nie słyszał. Co się więc robiło ze śmieciami z kosza? Otóż paliło się nimi w piecu. Stąd moje skrępowanie przed tym, by wyrzucić zużytą podpaskę do kosza. Nie chciałam, żeby tata to później oglądał. W mojej młodej, głupiej głowie zrodził się plan, żeby składować te podpaski w półce w moim pokoju. Wkładałam każdą do woreczka i hop do półeczki. Kiedy się cała zapełniała, z zatkanym nosem w żółtych gumowych rękawicach przekładałam to do worka, szłam za zabudowania, rozpalałam ognisko i wszystko szło z dymem. Proceder trwał jakiś czas, dopóki nie zmądrzałam :-)
Gosia to moja przyjaciółka od czasów szkolnych, ale za jej mężem nie przepadam. Tolerujemy się, ale za sobą nie przepadamy.
Ostatnio wpadłam na weekend do ich domu na wsi, bo odkąd kupili gospodarstwo, to rzadko się widujemy. Odpoczywam sobie w salonie, gdy nagle na ścianie widzę ogromnego, obrzydliwego pająka, prawdziwe monstrum, więc w pierwszym odruchu umykam z pokoju. Wracam może po kwadransie, z oczami dookoła głowy, a Gosia siedzi w fotelu i spokojnie czyta książkę. Rozglądam się po ścianach i pytam: „A gdzie polazł ten ohydny dziad?”. A Gosia na to: „Nie wiem, chyba skręca coś w ogrodzie...”.
Ja rozumiem, że za jej mężem nie przepadam, no ale nie aż tak :D
Są to delikatne fakty i moja opinia, którą chcę się podzielić.
1. Miałam wtedy 11 lat. Spędzałam wakacje z rodzicami w Turcji. Podczas jednego spaceru oddaliłam się od rodziców. W sekundę wokół mnie zjawiło się kilku mężczyzn. Niby mili, przyjaźni, po angielsku rzucali jakieś komplementy. Zaniepokoiłam się jednak porządnie, gdy jeden z nich zaczął mnie przytulać, głaskać, klepać po pupie. Na szczęście wzrokiem znalazłam w tłumie tatę. Na nasze skargi usłyszeliśmy: "bo oni już tacy są, mają inną mentalność, proszę się z tego śmiać".
2. Rok później wakacje w Egipcie, 12 lat. Sklepik hotelowy. Mama była w przymierzalni, ja przeglądałam ciuchy. Zagadał do mnie sprzedawca, na oko 20-kilkuletni chłopak. Angielski już jako tako znałam. Najpierw zaoferował mi przymierzenie sukienki, później zaproponował zmianę muzyki na "romantyczną", a następnie zaczął komplementować moje kształty dotykając przy tym moich bioder i talii. Kiedy byłam bliska płaczu (a byłam zbyt mało domyślna, aby po prostu stamtąd uciec), wkroczyła mama.
3. Te same wakacje w Egipcie, wycieczka pod piramidy. Moich rodziców zastanawiał fakt, dlaczego ciągle łazi za naszą trójką podejrzany mężczyzna. Pilotka wycieczki wyjaśniła, że jest to nasz ochroniarz i jest to absolutnie normalna procedura - ochraniał mnie przed ewentualnym porwaniem lub napastowaniem.
4. W dniu wyjazdu do domu, te same wakacje w Egipcie. Zamiast udać się na śniadanie, wolałam dłużej pospać. Akurat odbywało się sprzątanie pokoi i tak też do mojego przyszedł facet z obsługi celem wymiany ręczników, pościeli itd. Zamiast "robić swoje", przysiadł na brzegu łóżka. Obudził mnie, będąc przy tym niezwykle sympatycznym i zaproponował, że pochwali się znajomością polskiego. Pokazał na moją głowę - "głowa", na mój nos - "nos" itd. Po "ręka" dotknął jednak mojej piersi (czy też będącego w fazie wzrostu rodzynka) i wtedy wyleciałam z łóżka jak z procy. Ten jednak zdążył jeszcze do mniej podejść, aby na dowód skruchy spróbować mnie pocałować. Doskonale wiedział, ile mam lat. Po tym incydencie zapłakana znalazłam rodziców, a ojciec urządził nie lada awanturę.
5. Trzy lata temu, studencki pub. Przysiada się grupka "erasmusów" z Turcji. Grzeczni i mili. Wypytuję jednego o relacje damsko-męskie w Turcji. Nie dziwi mnie opowieść, że mimo iż do randek podchodzi się liberalnie, to wybrankę serca chłopaka musi zaakceptować cała jego rodzina, a dziewczyna musi być gotowa na całkowite podporządkowanie. Nic nie budzi mojej kontrowersji, bo mówi o tym tak naturalnie i spokojne jakby dyktował przepis na rosół.
Nie mam traumy ani koszmarów, ale nauczyłam się, że świat jest niesamowicie różnorodny, a jedna "inność" nie zawsze zrozumie drugą "inność". Dlaczego więc poprawność polityczna nakazuje "innościom" egzystować koło siebie za wszelką cenę?
Uderzyłam łbem w kasownik biletów w autobusie. Przeprosiłam go.
Historia miała miejsce rok temu, kiedy pracowałam w branży turystycznej, powiedzmy muzeum. Przyjechał do nas gość, który potrafił porozumiewać się tylko w języku hiszpańskim. Podszedł do mnie i do mojej kierowniczki i nawija coś w swoim języku, a słowotok miał fascynujący. Nie wiedziałam jak uciąć jego monolog, a nie rozumiałam go w żadnym stopniu. Przypomniałam sobie urywek piosenki w jego języku, więc rzekłam „Tengo la camisa negra!”, na co Hiszpan odpowiedział „Si, si” i odszedł.
Kierowniczka chyba uznała mnie za poliglotkę, a ja do dziś nie wiem, co wtedy powiedziałam.
Mój współlokator kradł mi jedzenie i zużywał moje kosmetyki. Nie pomagało podpisywanie, zamykanie ani chowanie w pokoju – podbierał i używał po kryjomu i myślał, że ja o tym nie wiem. Prośby nie pomagały, więc wkurzony na maksa postanowiłem się na nim zemścić. No i dolewałem mu olej do płynu do mycia naczyń...
Niby nic, ale strasznie się cieszyłem, jak tamten wkurwiony nie mógł niczego domyć.
Dodaj anonimowe wyznanie