O tym, jak zostałem członkiem lokalnego klubu morsów.
Uwielbiam saunę i cholernie cieszę się, że w moim mieście jest porządne miejsce, gdzie mogę się obficie wypocić. Kto w saunie był, ten wie jak to wygląda. Najczęściej jest to duża, wysoka sala pełna natrysków, biczów wodnych i drzwi, które prowadzą do wybranych atrakcji. Jest wszystko - od sauny suchej przez parową, aż do klasycznej, fińskiej altanki śmierci.
Naczelna zasada jest taka, że jedyne, co można ze sobą mieć to ręczniczek, którym owija się człowiek w pasie. Ręcznik jednak należy zdjąć przed wejściem do sauny. Wiele ludzi paraduje jednak cały czas nago.
Niedawno w głównej sali zainstalowany został taki długi, wąski zbiornik, do którego może wejść tylko jedna osoba. Wypełniony jest on kur#wsko zimną wodą zmieszaną z kawałkami lodu. Zabawa dla prawdziwych kozaków. Trudno się więc dziwić, że miejsce to okupowane jest przez miłośników taplania się w przeręblach, którzy zanurzają się w tej arktycznej zupie na parę sekund, a następnie z krzykiem wyskakują z wody.
Pewnego dnia wchodzę sobie do głównej sali i owinąwszy się ręczniczkiem, idę w stronę pryszniców. Nagle jednak widzę przed sobą moją serdeczną koleżankę. Dziewczynę, która odkąd pamiętam bardzo mnie pociągała i mimo że traktuję ją jak dobrego ziomka, to zawsze zwracałem uwagę na jej ponętne kształty. No i teraz stoi przede mną, taka jak ją pan Bóg stworzył. Ucieszyła się na mój widok i dała buzi w policzek (przy okazji rozpłaszczając na mnie swój wielki, miękki cycuszek).
Poczułem, że coś mi pod ręczniczkiem drgnęło... i rośnie w zastraszającym tempie. Jeszcze parę chwil i cała sauna zobaczy, że jakiś typ dostał potężnego wzwodu na widok gołej baby. Mogiła!
Starając się prowadzić normalną rozmowę, szybko oceniłem sytuację. Kiedy moja naga koleżanka odwróciła się na moment, aby nalać sobie do kubeczka wody, ja ściągnąłem ręcznik i wskoczyłem do zbiornika.
Mój ołówek przestał rosnąć. Ba, zaczął się kurczyć. Teraz byłem w jeszcze większej kropce. Koleżanka stała cały czas przy basenie i mówiła do mnie. Ja tymczasem siniałem z zimna robiąc jednocześnie minę twardziela, który tego typu kąpiele bierze codziennie przed śniadaniem. Bałem się wyjść z wody, bo wiedziałem, że po takim zabiegu mój pindol osiągnął już wymiar fistaszka, a nie chciałem zostać źle oceniony przez koleżankę.
Z opresji wyciągnęli mnie jacyś grubi kolesie, którzy podeszli do zbiornika i z nieukrywanym podziwem pogratulowali wytrzymałości. Siedziałem już w tym lodzie parę ładnych minut. Zrobiło się małe zamieszanie, a koleżanka gdzieś się zmyła. Bezpiecznie wyszedłem z tego lodowego piekła. Poznałem fajnych ludzi, którzy namówili mnie na dołączenie do klubu morsów.
Gdyby tylko wiedzieli, czemu wlazłem do tego cholernego zbiornika...
Poszedłem z bratem ciotecznym do sklepu. Chłopak ma 3, może 4 lata. Nieważne...
Jestem już przy kasie i gapię się na młodego, który stoi spokojnie przy wejściu (zostawiłem go tam, bo kupowałem jedynie papierosy). Zerknąłem w kierunku dziewczyny, powiedziałem co potrzebuję i znowu w kierunku młodego.
Kurwa... nie ma go. Patrzę na wprost, a na parkingu przed sklepem jakiś typ pakuje młodego na tylne siedzenie samochodu. Dzieciak wierzga, a ten na chama ładuje go do fury...
Nogi mi się ugięły, jak to zobaczyłem. Wybiegłem ze sklepu i z całej siły przywaliłem mu w łeb. Młodego wziąłem pod pachy i przeniosłem na chodnik, a w tym samym momencie z owego samochodu wyleciała baba i drze ryja: Ratunku!
Odwracam chłopaka w swoją stronę i... kurwa, to nie on! Zerkam w prawo, a młody patrzy się przerażony co robię.
Nie wiem dlaczego, ale zacząłem się śmiać. Prawie zeszczałem się w gacie.
Oczywiście po chwili się uspokoiłem i wyjaśniłem całą sytuację i to, że chłopaki byli bardzo podobnie ubrani. Po tym co usłyszeli powiedzieli, że to rozumieją i nie było tematu.
Zazwyczaj po przyjściu ze szkoły wybieram się na spacer z psem, ponieważ zazwyczaj później moje chęci maleją i kończy się na tym, że tata musi z nim wyjść.
Ostatnio wróciłam wcześniej ze szkoły z powodu nieobecności nauczycielki. Jak zawsze ściągnęłam plecak i brałam się za szukanie małego. Szukałam prawie wszędzie, ale nigdzie go nie było. Został mi pokój brata, więc myśląc, że nikogo w domu nie ma, po prostu weszłam do pokoju. To, co zobaczyłam... Boże, wolałabym, żeby w tamtej chwili wypaliło mi oczy. Co takiego zobaczyłam, wchodząc do pokoju? Jak mój własny brat zabawia się w najlepsze z dmuchaną lalką z ogromnymi balonami.
Do tej pory nie potrafię spojrzeć mu w oczy.
PS Psinka znalazła się u rodziców w pokoju, pod kołdrą...
Zastawiłem dom bez wiedzy żony, włożyłem kasę w nietrafiony interes i o niczym jej nie powiedziałem, a dokumentację podrobiłem. Rodzina żyje w nieświadomości, a ja po cichu spłacam 800 tys. długu z nietrafionego biznesu. Pracuję w dwóch pracach, ale żonie wmawiam, że mam 3-zmianowy tydzień na produkcji granulatu plastiku. Tak naprawdę w jednej pracy robię granulat od 7 do 14, a potem od 16 do 23 pracuję w magazynie kurierskim. Żona chyba udaje, że nie wie o tym, że w tygodniu pracuję 84h i nie stać nas na nic. Czekam, aż wyjedzie mi z kochankami czy drugą rodziną, której nie mam, i tak ją zawiodę swoim postępowaniem, że ode mnie odejdzie. Jestem bardzo zmęczony.
Pracuję w zakładzie pogrzebowym i kilka lat temu pomyliliśmy zwłoki. Rodzina pochowała zamiast 87-letniego dziadka przestępcę z zakładu karnego skazanego 15 lat wcześniej za gwałt i zabójstwo chłopca, który uległ wypadkowi na schodach, skręcając sobie kark. Natomiast na pogrzeb przestępcy w mogile, w której spoczął 87 -latek, nikt nie przyszedł.
Ja z tym nie mam problemu, ale szef tak się podłamał, że co miesiąc jest na cmentarzu, gdzie w mogile przestępcy spoczywa poczciwy gość. Przez to wszystko zaczął pić, a zakład jest w upadłości. Życie jest do dupy.
Kiedy byłam małym dzieckiem, to zawsze w Wigilię, gdy tata oprawiał karpie, prosiłam go, aby wycinał specjalnie dla mnie rybie oko i jak gdyby nigdy nic trochę się nim pobawiłam, pooglądałam i tak o gdzieś zostawiałam albo wywalałam do kosza :)
Inni czekali co rok na pierwszą gwiazdkę, a ja tak po prostu na rybie oko.
Kiedyś przechodząc przez przejście dla pieszych, zauważyłem, że kierowca samochodu ma na swoich kolanach talerz z zupą, w ręce oczywiście łyżkę i korzystając z czerwonego światła, zajada się nią tak, aż mu się tylko uszy trzęsą.
Babcia mojego kolegi robi pizzę z farszem od pierogów.
Obawiam się, że Magda Gessler przy niej wymięka :D
Jak większość kobiet, zajadam złu humor. Często łączę dziwne rzeczy – po prostu jak mi gorzej, to wszystko mi jedno co jem.
Ostatnio na taki stan napatoczył się mój chłopak. Powiedziałam mu (w rozmowie telefonicznej), że tort porzeczkowy w sumie całkiem dobrze pasuje do kabanosów.
Pół godziny później wpadł do mnie przerażony z błyskiem w oku i testem ciążowym w ręce :D
W maturalnej klasie przed powrotem z wycieczki skoczyliśmy na szybką szamkę do McDonalda. Po skończonym jedzeniu wszyscy posprzątali i zebrali się do wyjścia. No, prawie wszyscy. Jedna z koleżanek, Ala, zostawiła syf na stole, no bo przecież od tego jest personel. Po wytłumaczeniu przez Kaję, że zasada jest taka, że jak kelner przynosi jedzenie, to kelner sprząta, a jak sam przynosisz jedzenie, to sam sprzątasz, Ala z grymasem, jakby musiała sprzątać w oborze, łaskawie wyniosła śmieci do kosza. Po dosłownie paru sekundach przy wyjściu chusteczka higieniczna wypadła jej z ręki. I nic, zero reakcji. Tym razem do akcji wkroczyłam ja i zostałam przez Alę wyśmiana. „Widać, że ty ze wsi i nigdy w mieście nie byłaś, heloooooł, tu są od tego ludzie”, po czym opowiadała wszystkim, jaki to ze mnie wieśniak i jak to nie wiem, że w takich miejscach to nie wypada (sprzątać po sobie xd).
Może bym się przejęła, ale nigdy nie widziałam bardziej perfekcyjnego samozaorania. Patrzenie jak wszyscy słuchają jej z politowaniem i jednoczesnym zażenowaniem na twarzach – bezcenne.
Dodaj anonimowe wyznanie