Przed świętami byłam na zakupach w markecie, w którym rzadko bywam, poszłam na mięsny i chciałam kupić 20 dkg wędliny. Sprzedawczyni, jak to w święta, biegiem, nie podnosząc nawet głowy, kroi wędlinę i ciach na wagę równiutko 20 dkg. Patrzę na to i chcąc być miła, mówię: „Łał, ale ma pani oko!”. Na co sprzedawczyni podnosi głowę znad lady i patrzy na mnie w milczeniu takim mega zezem... Normalnie jedno oko na Maroko, drugie na Kaukaz...
Cisza przez te dwie sekundy trwała wieczność.
Podziękowałam i zwyczajnie uciekłam ze sklepu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jednym okiem patrzyła na krajalnicę, a drugim na wagę.
powiem z doświadczenia własnego - zez nie jest fajną sprawą.
Mnie napadł w wieku 44 lat, nikt nie wie skąd się to wzięło...
po prostu z dnia na dzień rozjechały mi się oczy, coś okropnego.
Miałem to szczęście że trafiłem na lekarza który chciał pomóc.
w dwa lata miałem 2 operacje i wszystko wyprostowane. Nie życzę tego nikomu.
To jest tak jak się chce komuś rzucić jakieś miłe słowo bez złych intencji i cyk niewypał :D mam taką historię jak jeszcze byłem dostawcą pizzy i otwiera babeczka w podobnym wieku do mnie i widzę że jakaś taka troszeczkę ulana i ewidentnie brzuch odstający, wyciągam największą pizzę z termosa i czysto sympatycznie, bez złych intencji wypaliłem coś w stylu "że przy nadziei to się bardzo jeść chce, będzie chłopak czy dziewczynka?" - ale.. yy.. ja nie jestem w ciąży. Momentalnie uśmiech zniknął jak był do tego momentu i już do widzenia było z warknięciem. Ale mi się głupio wtedy zrobiło :)