Mamy po 30+ lat i mieszkamy z partnerem za granicą. Niedawno się przeprowadziliśmy i poznajemy sąsiadów. Dwie ulice dalej mieszka również polska para w podobnym wieku, więc nawet byłoby miło, ale... okazało się, że ci ludzie mają problemy, łącznie z zaburzeniami psychicznymi, gdzie jak sąsiadka bierze leki, to jest OK, a jak nie, to nie. Chyba zaczęło się od podejrzeń o to, że zarywam do jej faceta, bo „zapraszam go do siebie i piję z nim wódkę” i innych podejrzeń – tylko dlatego, że nie wzięła leków. Dokładniej było tak, że zapytałam, czy sąsiad pomoże mojemu facetowi naprawić auto, a mój go poczęstował domową nalewką, gdzie ja w tym czasie bawiłam się z dzieckiem.
Jednego dnia zaprosili nas na grilla, przyszliśmy i nie było ani grilla, ani nic, bo jeszcze tego samego wieczoru kiedy nas zapraszali tak się pokłócili, że nie chcieli siebie widzieć następnego dnia.
Ostatnią nieudaną interakcją było poproszenie o pomoc, gdzie najpierw pomogli nam „bez problemu”, a potem usłyszeliśmy, że bez przerwy ich wykorzystujemy.
Ograniczyliśmy kontakt do minimum, pomimo ich przeprosin i tłumaczenia, że to przez to, że sąsiadka znowu zapomniała leków oraz zapewnień, że już jest OK. Nie mam ochoty stresować się tym, czy ktoś ma akurat dobry czy zły dzień, czy bierze regularnie leki czy nie...
Mam dwie siostry, młodsza zawsze była oczkiem w głowie rodziców, bo ładna, blondynka. Wyrosła na zawistną, wredną pustą osobę, facetów wybiera tylko ze względu na portfel, zaczyna co roku kolejne studia, byleby móc mieszkać w akademiku (za który płacą jej rodzice), za całą resztę płaci jej facet, którego poniewiera. Jej życie to odpalenie na 2-3 godz. dziennie zdalnych zajęć, żeby nie mieć zaległości, a potem chodzenie po mieście z facetem-bankomatem – kawusia, restauracja, zakupki, kino i jakoś to życie zleci z przerwami na netflixa. Druga siostra – jeszcze gorszy arogancki narcyz. Wielokrotnie ubliżała całej mojej rodzinie, a ponieważ jest zaniedbana z wyglądu, przyciąga tylko facetów, którzy na niej żerują, wykorzystują ją. Ona ich utrzymuje, płaci rachunki, za zakupy, jednemu kupiła praktycznie całą garderobę, nawet nie miał butów zimowych, brała pożyczki (!), jeżeli chciała jechać z którymś na wakacje, a on był bez grosza – brała pożyczkę na siebie, a faceci potem jej nie oddawali tej kasy. Stosowała przemoc słowną, fizyczną. Ale w oczach rodziców ja jestem najgorsza – bo byłam nieśmiałym dzieckiem, lubiłam tylko czytać książki. Mimo że pracuję w zawodzie, jestem po studiach, zaręczona – nie dogodzę im. Dlaczego? Miałam być usunięta, ale kasy brakło na zabieg. Słowa mojej matki.
Tamte dwie mogłyby napluć im w twarz – ostatnio w święta mama przy moim facecie powiedziała, że nie mam żadnych zalet i że mógł znaleźć sobie kogoś takiego jak moje siostry. Przykre.
Gdy byłem dzieckiem, moi rówieśnicy chcieli mieć nowe zabawki, konsole, piłki...
Ja chciałem mieć swój własny burdel.
Przez sterydy, jakie we mnie wpompowano za niemowlaka, bardzo szybko zaczęłam dojrzewać, toteż w ok. 1-2 klasie podstawówki zaczął rosnąć mój biust. Moja siostra, od zawsze chuda i drobna, ciągle łaziła za mamą z płaczem i pytała: „Mamooo, ja też chcę mieć takie, kiedy mi urosną, czemu ona ma, a ja nie mam, mamoooo!”. I tak całymi dniami. Ja cieszyłam się, że siostra mi czegoś zazdrości, bo dzięki temu czułam się od niej lepsza, a co za tym idzie, po cichu liczyłam na to, że moje jeszcze urosną...
Cóż, teraz obydwie plujemy sobie w brody i przeklinamy własne gadanie.
Siostra ma rozmiar G...
Ja doleciałam do J...
Przynajmniej ciągle prowadzę! xD
Kiedy urodziłam syna, mój siostrzeniec miał około 3 lat. Razu pewnego przebierałam swoją latorośl, kiedy do pokoju przydreptał mój siostrzeniec, rozejrzał się i głośno skomentował:
- Jakie ten dzidziuś ma duże jajka, większe niż mój tato....
Nie mnie oceniać, ale ponoć dzieci nie kłamią ;D ;D
Na początku pierwszej klasy liceum zmarła moja mama. Po tygodniu nieobecności wreszcie udałam się na zajęcia. Starałam się zachowywać normalnie, z każdym rozmawiałam i na pytanie jak się czuję odpowiadałam, że dobrze. Płakałam czasami – i to tylko jak nikt mnie nie widział.
Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że cała klasa stwierdziła, że nie przejęłam się śmiercią mojej mamy... Dlaczego? Bo w ogóle nie płakałam i jakaś smutna nie byłam, a czasami nawet się śmiałam! Szkoda tylko, że oni nie przeżyli tego co ja, tylko jedna dziewczyna, która się nie odzywała, też miała wcześniej taką sytuację...
Pracuję w małym biurze, ma około 50 m². Toaleta jest pośrodku biura, szef i klienci siedzą z nami w jednym pomieszczeniu. Zazwyczaj jest cisza i nie mamy nawet radia. Niedawno przyjęła się do nas fajna dziewczyna... A ja mam codziennie wielkie gazy i rozwolnienia na przemian z zatwardzeniami. Męką dla mnie jest korzystanie z toalety w biurze. Każdy słyszy nawet odrywanie listków papieru. Chodzę na dwójkę parę razy dziennie. Nieraz ściany drżą od moich gazów, a na koniec i tak muszę czyścić wszystko dookoła.
Czy mam wszystkich przepraszać po wszystkim? Albo wymyślać jakiś żart sytuacyjny rozładowujący napiętą atmosferę po każdym wypróżnieniu? No ale kilka razy dziennie po załatwieniu się miałbym przepraszać? Jeszcze ten zapach roznoszący się dookoła... Czuję mega wstyd.
Wiecie, co mnie wkurza? Że nigdy nie dostałem żadnej walentynki w szkole średniej. Grałem twardziela i aroganta, takiego buntownika, a tak naprawdę było mi cholernie przykro. A co najlepsze, po latach dowiaduję się od koleżanek, że połowa dziewczyn w klasie się we mnie kochała.
Przez ponad połowę mojego życia mieszkam w USA, ale tak bardzo tęsknię za Europą, że przynajmniej raz w tygodniu idę do Ikei. Zazwyczaj nic nie kupuję, tylko chodzę po sklepie i oglądam wszystkie wystawy, żeby poczuć się chociaż trochę jak w „domu”.
Wracałam kiedyś z synem z galerii handlowej, już prawie pod domem zatrzymała mnie policja. Przekroczyłam dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym. No cóż, zdarza się. Zatrzymałam się, pan policjant sprawdził mi dokumenty i powiedział, że za takie wkroczenie grozi mi mandat karny w wysokości od 100 do 200 złotych. Z nadzieją powiedziałam „To może 100?”. Pan policjant „To może wcale?”. Kamień z serca mi spadł, że skończy się na pouczeniu. Pan policjant dokończył myśl, że jeszcze w życiu nie ukarał ciężarnej kobiety i życzy mi dużo zdrowia i powodzenia.
Zatkało mnie. Nie byłam w stanie wytłumaczyć, że wcale nie jestem w ciąży. To tylko efekt przejedzenia fast foodami. Tak czy inaczej nie wiedziałam, czy mam się cieszyć z tego, że mnie nie ukarano, czy płakać, że w oczach młodego policjanta jestem po prostu gruba.
Dodaj anonimowe wyznanie