#rzrSj

Okej, to teraz moja kolej. Jestem wykładowcą i trafiłem tu dzięki mojej córce (która w pewien sposób jest też bohaterką tej opowiastki). Uczę historii na jednej z wyższych uczelni. Mam 52 lata. Mieszkam w domu z żoną i dziewiętnastoletnią córką. Jak przystało na archetypowego profesora, jestem roztrzepany, zapominalski i zdarza mi się zaspać na wykład, który mam prowadzić. Ludzka rzecz.

Poniedziałek. Sukinsyn budzik stwierdził, że to pierdoli. Baterie kupione na bazarze nie spełniły jego wygórowanych wymagań. Jednym słowem obudził mnie, ale nie przekonał. Ostatecznie oprzytomniałem pół godziny przed zajęciami.
Torpeda – wyjmuję z szafy jakąś wymiętą koszulę, driftem wjeżdżam do łazienki, jedną ręką operują w gębie szczoteczką, a drugą ściągam z suszarki wyprane dzień wcześniej spodnie. Przelotne rzucenie okiem w lustro. Gitara! Sprint do auta i już za 10 minut wpadam niczym błyskawica na wykład. Kolejna misja zakończona sukcesem. Jak to się mówi – bez większego przypału.

Prowadzę wykład dla 80 osób, czyli całego roku jednego z kierunków na uniwersytecie, więc staram się jak zwykle wypaść dobrze. Gdzieś tak w połowie zajęć kątem oka odkrywam coś różowego wystającego z mojej nogawki. Początkowo nie zwracam na to uwagi, jednak po chwili zauważam, że z każdym moim krokiem to coś jakby bardziej wyłania się na powierzchnię. Na twarzach studentów widać zaciekawienie. Ich uwadze również nie umknął ten szczegół. Zarówno oni, jak i ja zastanawiamy się co to jest. Ja tymczasem robię dobrą minę do złej gry i dalej prowadzę wykład na temat obyczajów panujących w zakonie krzyżackim. Taktycznie jednak usiłuję wycofać się do mównicy, aby tam, już poza polem widzenia młodzieży, dyskretnie pozbyć się tego cholerstwa. Nie udaje mi się to i gdzieś w połowie drogi z mojej nogawki wypadają różowe, koronkowe majteczki z uroczą wstążeczka na przedzie... Stoję i z niedowierzaniem patrzę na tajemnicze gacie, a następnie powoli przesuwam wzrok na publiczność. A ta, dzięki wybałuszonym oczom, przypomina teraz ogromne stado przerażonych sów.
Dopiero teraz dociera do mnie, co się stało. Dzień wcześniej robiliśmy pranie. Majtki mojej córki musiały, podczas wirowania w pralce, jakimś cudem wpaść do nogawki moich spodni. Żona tego nie zarejestrowała i powiesiła je na suszarce. Rano, w zamotaniu, nie zwróciłem uwagi na intruza kryjącego się w jeansach...

Usiłowałem to jakoś wytłumaczyć studentom. Przyjęli to z pełnym szacunku potakiwaniem. Co was będę oszukiwał – nie uwierzyli. Plotki szybko rozeszły się po całej uczelni. Żeby tego było mało, coraz częściej dostaję romantyczne liściki od studentów kochających inaczej. Niech to kurza stopa, do kroćset!
Tyle ode mnie.
Beoseos Odpowiedz

Czyżby dr hab Trupinda? Jeśli tak to serdeczne pozdrowienia! :)

Zozol

Dr hab to jeszcze nie profesor ;)

HermineGranger

Dr hab. to praktycznie już profesor - ale profesor nadzwyczajny (w indeksach papierowych byłby przy nazwisku osoby np. z UW taki tytuł: dr hab., prof. UW Jan Kowalski). Profesor zwyczajny natomiast to najwyższy tytuł. Dysertacje dające tytuły naukowe są dwie do napisania - doktorat i habilitacja (lic. i mgr to tytuły zawodowe).

Zozol

Jednak czy doktor habilitowany, który jeszcze nie został mianowany profesorem nazywałby się nim?

Arisisme

@Zozol Do dra hab. zwracamy się już profesorze, Doktorem nazywamy pracownika ze stopniem Doktora, habilitacja uprawnia już do używania statusu profesora :P

Zozol

Możliwe. Wyraziłam swoje zdanie na podstawie doświadczeń. U mnie na uczelni przy nazwisk dr hab. nie ma dopisku prof. Przy profesorach (również nadzwyczajnych) jest prof.

GallAnonimek Odpowiedz

Kurka purka :D

kainabru

tak! 😁😁

mrsmalfoy Odpowiedz

Fajnie napisane, przyjemnie się czyta 😂😇

Tylkojednochce Odpowiedz

Obudził mnie, ale nie przekonał 🤣🤣🤣🤣

miaweiss Odpowiedz

Bardzo mnie rozśmieszyłeś:-)

Meluzyna Odpowiedz

:D To się naprawdę dobrze czytało.

PinkRoom Odpowiedz

Jak na osobę w tym wieku, wyznanie napisane bardzo ciekawym językiem. :)

MaryL Odpowiedz

Ja Ci wierzę! Mi się kilka razy zdarzyło w gimnazjum łazić cały dzień z rajstopami w jednej nogawce, nie wiem jak to możliwe... Ale jaka ulga jak to potem wyjmiesz!

Btw, jak ja to potem przeżywałam, że ktoś to w szkole widział! A ty z takim luzem podchodzisz do swojej przygody...szacuneczek!

malinowalejdi Odpowiedz

Mnie prędzej by do głowy przyszło, że masz młodą kochankę na boku. Ale to chyba tylko mi.

PanAnonim Odpowiedz

Czy Pan wykłada na politechnice?

czesciczolem

Historię? :p

HenrykGarncarz

Ja studiuję matme i mam taki przedmiot jak historia. Na studiach muszę zrobić humana. W tym semestrze miałam akurat dostępną historię w pasujących godzinach więc co w tym dziwnego?

BlackToxicSide

Tak zwane artes liberales. Ja też studiuje kierunek ścisły, a w zeszłym semestrze miałam zajęcia z filozofi, w tym z historii XVIII-XIX wieku. Chyba wszędzie jest taki wymóg.

czesciczolem

U nas tez tak jest, z tym że nigdy na calej politechnice nie bylo przedmiotu historia. Raczej prawo etc

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie