Będzie krótko o tym, jak ludziom trudno się zmienić.
Po roku związku wydało się, że mój luby od trzech miesięcy mnie zdradza. Co więcej, zakochał się i nie wyobraża sobie życia bez „tej drugiej”. OK. Wybrał i to zaakceptowałam. Mamy sporo wspólnych znajomych i z tego co wiem, są szczęśliwą parą. Podobno w planach ślub i dziecko. Krzyżyk na drogę.
Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy wczoraj zapukał do moich drzwi, żeby zdradzić swoją nową ukochaną ze mną...
Wczoraj byłam na zebraniu zarządu.
Było wino, whiskey, amfa, seks, trawa, tańce...
Epicki bounce.
Była to najlepsza impreza integracyjna mego życia...
Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą.
Polska sprawiedliwość nie istnieje, nie ma sprawiedliwości.
Zostałam zgwałcona i brutalnie pobita przez trzech mężczyzn, którzy do tej pory nie dostali za to wyroku. Mam ich dane, miejsce zamieszkania, wszystko. Minęło osiem miesięcy, a żaden z nich do tej pory nie został ukarany.
Przez przeżytą traumę zaczęłam palić szlugi i pić alkohol, ale ostatnio zapaliłam skręta – chciałam trochę się uspokoić. I bardzo to pomogło, ale akurat zostałam złapana przez policję...
Przez osiem miesięcy nie potrafili wymierzyć sprawiedliwości gwałcicielom, a ja dostałam 4 miesiące w zakładzie zamkniętym, 120 godzin prac społecznych i rok w zawieszeniu za posiadanie marihuany.
Porównajcie sobie nasze winy i pomyślcie, co jest gorsze.
Mam nadzieję, że sprawiedliwość dosięgnie tych, którzy spieprzyli tak nasz kraj i nasze prawo.
W wieku sześciu lat miałem już bardzo rozwinięte poczucie humoru i uwielbiałem robić różne kawały. Kiedyś podczas wizyty dziadka przywiązałem za sznurowadła do nóg stołka jego stojące w przedpokoju buty. Dziadek, który akurat golnął kielicha, był w bardzo dobrym humorze. Szybko uwolnił buty i powiedział ze śmiechem: „Wiesz, z ciebie to prawdziwy imbecyl”. A ja potraktowałem to jako komplement...
Był to okres świąteczny, więc wkrótce odbyło się kolejne spotkanie rodzinne. Wujek jak to wujek, zapytał mnie: „Jak będziesz duży, to kim chciałbyś zostać?”. „Imbecylem!!” – powiedziałem na cały głos.
Wszystkich na moment zatkało, a po chwili gruchnął taki śmiech, że u co niektórych zwieracze pęcherza chyba nie spełniły swojego zadania ...
Mam fioła na punkcie strachu przed śmiercią. Nie chcę umierać. Wiem, że wszyscy umrą, ale ją nie chcę. Nie chcę, żeby świat istniał beze mnie. Nie chcę nie wiedzieć, jak będzie. Nie wiem, czy jest niebo i piekło, nie chodzi o wymiar typowo religijny. Po prostu nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że mnie nie ma. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa. Za dużo ludzi wtrącało się w moje życie. Jest jak jest. Ale przeraża mnie świadomość, że nie jestem w stanie już nic zmienić. Tkwię w przeszłości. Chcę do domu – tak wyję po nocach. Przez czyny kogoś, zostałam zmuszona do podjęcia konkretnych decyzji. Nie było innego wyjścia. Więc żyję, żyję innym niż chciałam życiem. Nie chcę umierać. A przeszłość, ta dobra, nie wróci. Nie potrafię przebaczyć, zaakceptować tego, co ktoś zrobił, że ktoś narozrabiał, a teraz ja swoim życiem płacę za nie swoje winy. Miało być inaczej. A jest, jak jest. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa.
Czas na pomoc.
Jestem tak zestresowana przed tegoroczną maturą, że uczę się pisać lewą ręką, aby w razie złamania prawej poradzić sobie w maju.
Chciałem opisać jak wyglądał mój pierwszy rok wspólnej stancji z pewnym osobnikiem. Razem z kolegami wynajmowaliśmy mieszkanie, a że miało ono więcej pokoi niż nas było, postanowiliśmy podzielić koszty na większą liczbę osób. Koledzy zrobili "casting" i wybrali jednego osobnika, który wydawał się być OK. Jako że ja wprowadzałem się jako ostatni, zbiegło się to również z jego wprowadzką do naszego mieszkania.
Okazało się, że nazwijmy go Marcin, jest człowiekiem, z którym naprawdę ciężko było wytrzymać. Opiszę tylko kilka najciekawszych historii, których tak naprawdę było znacznie więcej.
1. Wprowadziliśmy się, jak wcześniej wspomniałem, niemal jednocześnie. Ja niemal od razu urządziłem pokój po swojemu, rozpakowałem się, ustawiłem rzeczy w łazience, powiesiłem ręczniki... i to był błąd. Marcin przyjechał ze stertą pudeł i ze swoimi meblami. Zostawił to w przedpokoju. Stwierdził, że musi przemyśleć układ pokoju, swoimi meblami zastawi te stare (bo do piwnicy by się nie zmieściły) i dopiero potem będzie się rozpakowywał. Pewnego dnia zauważyłem, że mój mały ręcznik (miałem kąpielowy i "do rąk") wisi inaczej niż go zostawiłem. W rozmowie wyszło, że... Marcin go używa, bo jego jest gdzieś w którymś pudle i on póki co się jeszcze do niego nie dokopał. I miał mi o tym powiedzieć, ale zapomniał... Ręcznik wyprałem w solidnej porcji proszku, w 90 stopniach i schowałem głęboko.
2. Wspomniane meble w pokoju były komunistyczne, ale niezniszczone i w miarę ładne. Na półce stał działający tv, który Marcin stwierdził, że wyniesie, "bo mu szpeci". Tym sposobem nie mieliśmy tv i w czasie mundialu chłopaki polegali na "relacjach na żywo" z wp (wtedy streaming dopiero ruszał). Mebli jednak nie zastawił. Rozstawianie i likwidacja pudeł z przedpokoju trwały 2 miesiące.
3. Regularnie nie gasił światła w przedpokoju. Kupiliśmy zatem żarówkę energooszczędną i kosztami go obciążyliśmy (prąd dzieliliśmy po równo na wszystkich).
4. Po jakimś czasie zrobił pranie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że po zakończeniu prania nie wyjął go z pralki przez 2 dni. Dowiedziałem się o tym samemu chcąc zrobić pranie. Poza zapachem, jaki się wydobywał z pralki zaskoczyła mnie jej zawartość. Otóż w jednym cyklu prał: skarpetki czarne, kolorową bieliznę, koszulki różnokolorowe, zaplątała się tam nawet biała koszula oraz pościel i (uwaga!!!!) adidasy.
5. Pomimo tego, że jako jedyny z nas pracował i dostawał niezłą jak na tamte czasy pensję, nigdy nie udało mu się przynieść pieniędzy w wyznaczony dzień, gdy przychodziła właścicielka.
6. Miał 3 koleżanki, które tytułował "moja dziewczyna", w tym jedną spoza Polski. Regularnie nocowały wszystkie 3 (nie naraz).
7. Otwierał piwo, pociągał łyk i odstawiał do lodówki. Pił je takie odgazowane przez 8-10 dni.
A było takich rzeczy znacznie, znacznie więcej.
Kiedyś miałam narzeczonego, to było lata temu i wszyscy byliśmy bardzo młodzi. W dniu ślubu mój luby zamiast powiedzieć „tak” powiedział „nie mogę”, po czym podszedł do naszego kolegi i jemu się oświadczył na oczach wszystkich. Po odmowie wyszedł po prostu z kościoła.
No cóż, żarcie zapłacone, to zrobiliśmy imprezę bez niego. I tak było fajnie!
Nie ma to jak ludzie, którzy popierają PiS. Siedzi sobie taki przed telewizorem, ogląda TVP i wierzy we wszystko, co mu tam wcisną. Że inflacja to wina Tuska i Putina (Putinflacja XD), a nie popapranej strategii gospodarczej rządu. A właściwie jej braku. Że w cebulandii jest cudownie, a za granicą gorzej. Że za PiS-u przynajmniej emerytury są, a za PO nie było. A ja chciałbym się dowiedzieć jednej rzeczy. Czy oni naprawdę myślą, że te ich czternastki i inne dodatki typu 500+ i podobne, a co za tym idzie drożyzna, biorą się z powietrza? Przecież ta czternastka to po prostu zwrot podatku z poprzednich 13 i paru innych podatków, a dodając do tego wszechobecną drożyznę, inflację, podatki, ceny gazu, węgla, paliwa itp., dziadek i tak wychodzi GRUBO na minus!
Odnoszę wrażenie, że 95% emerytów i duża część osób poniżej 60. roku życia wykształciła syndrom sztokholmski w stosunku do rządzących. Są dymani w zastawkę krętniczo-kątniczą bez wazeliny przy każdej okazji (podatki, ustawy, kwarantanny itp.) i jeszcze im się to podoba. Ale najlepsi są i tak ci, którzy nie widzą problemu, którzy już teraz nie mają pieniędzy na ogrzewanie i jedzenie, a mimo to chodzą i gadają, że wszystko jest OK, że ceny węgla, chleba, prądu ich nie dotyczą, bo przecież oni nie grzeją węglem, tylko kaloryferami, jedzą bułki, a prąd mają z gniazdka. Jedyną iskierką nadziei na przebudzenie jest nastąpienie w przyszłym roku srogiej zimy (z temperaturami od -20 do -25°C). Może jak będą im **py odmarzać pod dziesięcioma kocami o pustym brzuchu, to zrozumieją, że jednak nie jest tak kolorowo, jak to przedstawia TVP.
Polacy są niestety zbyt ułomni by dostrzec, że takie akcje jak COVID-19, strajk kobiet, teczka z dowodami ze Smoleńska i żądanie reparacji od Niemiec to tylko zasłony dymne, mające za zadanie odwrócić uwagę od beznadziejnej sytuacji w kraju i pozwolić na bezkarne przepychanie ustaw cichaczem o trzeciej nad ranem na ul. Wiejskiej. A najgorzej wychodzą na tym młodzi, bo albo muszą uciekać za granicę, albo zostać i wegetować za bezcen z perspektywą ponad 40 tysięcy złotych długu na rzecz spłaty zadłużenia państwa i braku emerytury w przyszłości.
I żeby była jasność – Platforma też ssie! Ale do AKTUALNEJ sytuacji gospodarczej doprowadził PiS. Niestety dla 99% polskiej populacji te dwie partie to jedyni kandydaci na rządzących. Powinniśmy w końcu dać szansę komuś nowemu i przestać taplać się w tym samym bagnie od 30 lat. Niestety jedyną na to szansą jest albo ustanowienie warunków uprawniających do głosowania innych niż 18+, np. minimalnego ilorazu IQ jako 100 i podstawowych zdolności matematycznych (logicznego myślenia), albo czekanie, aż elektorat zmądrzeje (mocno wątpliwe) lub odwali kitę.
Mamy po 30+ lat i mieszkamy z partnerem za granicą. Niedawno się przeprowadziliśmy i poznajemy sąsiadów. Dwie ulice dalej mieszka również polska para w podobnym wieku, więc nawet byłoby miło, ale... okazało się, że ci ludzie mają problemy, łącznie z zaburzeniami psychicznymi, gdzie jak sąsiadka bierze leki, to jest OK, a jak nie, to nie. Chyba zaczęło się od podejrzeń o to, że zarywam do jej faceta, bo „zapraszam go do siebie i piję z nim wódkę” i innych podejrzeń – tylko dlatego, że nie wzięła leków. Dokładniej było tak, że zapytałam, czy sąsiad pomoże mojemu facetowi naprawić auto, a mój go poczęstował domową nalewką, gdzie ja w tym czasie bawiłam się z dzieckiem.
Jednego dnia zaprosili nas na grilla, przyszliśmy i nie było ani grilla, ani nic, bo jeszcze tego samego wieczoru kiedy nas zapraszali tak się pokłócili, że nie chcieli siebie widzieć następnego dnia.
Ostatnią nieudaną interakcją było poproszenie o pomoc, gdzie najpierw pomogli nam „bez problemu”, a potem usłyszeliśmy, że bez przerwy ich wykorzystujemy.
Ograniczyliśmy kontakt do minimum, pomimo ich przeprosin i tłumaczenia, że to przez to, że sąsiadka znowu zapomniała leków oraz zapewnień, że już jest OK. Nie mam ochoty stresować się tym, czy ktoś ma akurat dobry czy zły dzień, czy bierze regularnie leki czy nie...
Dodaj anonimowe wyznanie