Dostałam uwagę, bo przyszłam do szkoły w koszulce, na której był nadrukowany wieszak... Naruszyłam w ten sposób zakaz manifestowania swoich poglądów (pojawiła się u nas taka zasada po czarnym proteście).
To był zwykły czarny t-shirt z rysunkiem różowego wieszaka. Dlaczego wieszaka? Nie mam pojęcia, kupiłam tę koszulkę w lumpeksie.
Nigdy nie byłam na żadnej manifie, protesty są mi obojętne, temat aborcji raczej też. Niech każdy robi co uważa, ja na swoje życie nie narzekam, więc nie robię nic. Nawet nie wiedziałam o co z tym wieszakiem chodzi.
PS. Dostałam również jedynkę z religii... Ludziom chyba odbiło do reszty, a koszulkę chyba wyrzucę, bo boję się w niej pokazać na ulicy.
Będąc w odwiedzinach u rodziny, niechcący wygadałam się mojemu ojcu, że popalam marihuanę. Takiej reakcji nigdy nie mogłabym się spodziewać, cytuję: "Od dwóch lat planuję tego spróbować, ale nie wiem jak załatwić".
Kocham mojego tatę :D
Czy wy też macie na stanie w domu pralkę, która sama zbiera pranie i dodatkowo sama pierze? Albo suszarkę, która sama rozwiesza, żelazko samoprasujące, no i ubrania lewitujące na wieszaki w szafie, i pewnie zakupy same się robią, a kuchenka gotuje, zmywarka sama się ładuje, a czyste naczynia trafiają do szafek. Jeśli tak, to pożyczę na trochę, nie bądźcie samolubni jak mój mąż.
W te wakacje byłem na wczasach w jednej ze znanych miejscowości nad polskim morzem. Przez całe 10 dni wyjazdu codziennie jadłem gofry w jednej z tamtejszych budek. Miało to dwa powody – po pierwsze, bardzo lubię gofry, a te sprzedawane nad morzem były po prostu pyszne, drugim powodem była dziewczyna, która te pyszności sprzedawała. Młoda, ładna blondynka, z sympatycznym uśmiechem. Ja, jako typowy nieszczęśliwy singiel, zdradzony przez wybrankę serca, otwarty na nowe znajomości itp., postanowiłem do niej zagadać. I tu zrodził się problem. Jestem dość nieśmiałym człowiekiem, więc nie wiedziałem, co mógłbym pięknej nieznajomej powiedzieć. W podrywie wcale nie pomagał fakt, że w budce z goframi dziewczyny siedziały zazwyczaj po dwie, więc chcąc do niej zagadać, musiałbym liczyć się z uczestnictwem osób trzecich.
Tak się zbierałem, tak kombinowałem, aż w końcu nadszedł dzień wyjazdu, a ja nie zamieniłem z dziewczyną nawet słowa (nie licząc standardowego „poproszę dużego gofra z czekoladą”). Stwierdziłem więc, że czas wziąć się za siebie i iść do niej; w razie niepowodzenia mogłem po prostu kupić sobie gofra na drogę, zatem wybrałem się tam, gdzie planowałem. Niestety, ze względu na dość wczesną jeszcze porę, moja ulubiona budka z goframi była zamknięta. No cóż, stwierdziłem, że może w przyszłym roku ponownie ją spotkam, po czym odwróciłem się, by wrócić do samochodu. A raczej miałem taki zamiar, bo odwracając się, wpadłem na ową śliczną blondynkę, której szukałem. Pech chciał, że właśnie niosła kilka rzeczy do budki z goframi, więc kiedy się zderzyliśmy, to, co miała w rękach, spadło na ziemię. Spaliłem buraka, pomogłem jej pozbierać rzeczy i po krótkim „przepraszam” uciekłem z tego miejsca gdzie pieprz rośnie.
Tak oto zakończył się mój wakacyjny podryw.
Pamiętacie tę historię, którą się straszyło kiedyś dzieci, że jak nasikają do basenu, to woda zabarwi się na czerwono? Otóż mogę wam powiedzieć, że to na pewno kłamstwo.
Kilka lat temu, na początku podstawówki, mieliśmy w planie obowiązkowy basen. Od pewnego czasu nurtowało mnie, czy rzeczywiście nie można sikać w basenie, bo chlor cię zdradzi. Moja mądra główka wymyśliła świetny sposób, by to sprawdzić.
Tego dnia basen mieliśmy na pierwszej lekcji. Uzbrojona w probówkę ruszyłam do szkoły. Lekcja minęła, udaliśmy się do szatni. Przypomniałam sobie, że „przypadkiem” zostawiłam na jednym z murków okularki do pływania. Poszłam po nie, chowając w ręce probówkę. Sięgając okularki, dyskretnie nabrałam wody basenowej do probówki. Wszystko git, nikt nie widział. Probówka do plecaka, reszta lekcji i do domu.
Drugi etap planu. Dyskretnie przemycony do łazienki słoiczek, pełny pęcherz i probówka. Wodę z basenu przelałam do słoiczka. Teraz wystarczy trochę tam nasiusiać...
Niezależnie od tego, ile tam nasikałam, woda nie chciała zmienić koloru.
Ładnie to tak oszukiwać dzieci?
Byłam chyba w drugiej klasie.
Jak co dzień wstałam rano. Ubierałam się już sama. Mama odprowadziła mnie do szkoły. Już na pierwszej lekcji zorientowałam się, że coś jest nie tak. Upewniłam się w toalecie, gdy chciałam zdjąć majtki... których nie miałam.
Nie miałam telefonu, a do wychowawczyni wstydziłam się pójść, więc w mojej główce rodził się błyskotliwy pomysł - poczekam do końca lekcji!... I to był błąd.
Na ostatniej lekcji wyszliśmy na dwór. Ja beztrosko biegałam z koleżankami. Wszystko byłoby świetnie, gdybym nie wyrżnęła przed wszystkimi i nie objawiła swoich bladych pośladków...
Od tamtej pory zawsze upewniałam się, że nie zapomniałam włożyć majtek.
Mam chrześnicę, która ma 9 miesięcy. Pewnego dnia podczas zabawy nie dopilnowałam jej i uderzyła się w główkę. Nie jakoś mocno, nie został jej żaden ślad, ale jednak jej nie dopilnowałam. Kilka dni temu bawiłam się z nią i włożyła mi paluszek do buzi, a ja niechcący ją ugryzłam. Znowu nie mocno, nie został jej żaden ślad, ale jednak... Sama jestem w ciąży (bardzo chciałam mieć dziecko), za cztery miesiące urodzę synka. I panicznie się boję. Porodu? Nie. Boję się, że zrobię mojemu dziecku krzywdę... Że go nie dopilnuję i coś mu się stanie albo nieumyślnie go skrzywdzę... W nocy mam koszmary, że zrobiłam mojemu synkowi krzywdę, budzę się z krzykiem, a potem długo nie mogę zasnąć, bo płaczę z bezsilności i z obawy przed przyszłością. Bardzo kocham moje dziecko, ale strasznie się boję.
Ludzi relaksują różne rzeczy.
Ja uspokajam się, kiedy obracam w uchu patyczek kosmetyczny, zwykłą pałeczkę do czyszczenia uszu.
Pracuję w korpo, gdzie jest dość dużo stresu, więc kiedy tylko nikt nie patrzy, wyciągam z szuflady patyczki i odstresowuję się bardzo szybko.
Jak dotychczas nikt mnie nie przyłapał :)
Co tu dużo mówić... Wczoraj byłem tak nawalony, że głaskałem reklamówkę.
Słowem wstępu: pracuję w kręgielnio-restauracjo-pubie. Takie combo.
Kojarzycie, jak po udanej imprezie kładziecie się do łóżka i słyszycie taki dość mocny szum, a gdzieś w oddali muzykę, która była puszczana w klubie?
Ostatnio złapałem się na tym, że mam dokładnie to samo. Z tym że ja w oddali słyszę odgłos zbijanych kręgli i głos swojego kierownika.
Czas na wolne.
Dodaj anonimowe wyznanie