#yuxXZ
Pojechałam z rodzicami do wujka na wieś, gdzie akurat została zabita świnia przeznaczona na wędliny itd.
Oczywiście dla mnie było to wydarzenie nadzwyczajne, rodzice nie pozwolili mi wchodzić do pomieszczenia, gdzie się to wszystko odbywało. Byłam dość sprytnym dzieckiem. Gdy tylko dorośli wyszli na chwilę, postanowiłam zakraść się do świnki i... Teraz sobie wyobraźcie miny rodziców, którzy szukają swojej kilkuletniej córki i odnajdują ją szczęśliwą z rękoma po łokcie zanurzonymi w... no wiecie w czym...
Pani psycholog stwierdziła, że jestem normalna.
Zamiłowanie do anatomii zwierząt mi minęło, nie zostałam weterynarzem, jak sądzili rodzice. Teraz mam 24 lata i nie dotknę nawet dżdżownicy.
#vvfPG
Koniec szkoły, wakacje. Byłam w siódmym niebie. Wyniki rekrutacji. Dostałam się do liceum, które jest 3. w województwie. Łzy szczęścia: moje, rodziców, babć, rodzeństwa i ogólnie całej rodziny.
Zaczął się rok szkolny. Na wcześniej zorganizowanym ognisku już część osób poznałam. Byłam popularna i lubiana – w końcu mi się udało spełnić marzenia. No prawie. Cały czas brakowało mi kasy, a że mieszkałam daleko od rodziców, to łatwiej było mi ich oszukać. I to był mój pierwszy błąd, później już było tylko gorzej. Palenie, picie, opuszczanie szkoły itp. Zmieniłam się o 180 stopni i rodzice się o tym dowiedzieli.
Koniec szkoły. Ja już po pewnych szlabanach i występkach, dostałam pozwolenie, żebym poszła na ognisko. Tam poznałam mojego obecnego chłopaka. Jest 3 lata starszy ode mnie, co nie spodobało się moim rodzicom. W międzyczasie pofarbowałam włosy na ciemny brąz. Któregoś wieczoru, kiedy wróciłam do domu, poszłam od razu spać, a raczej leżeć w łóżku z telefonem. Nagle słyszę rozmowę rodziców. Tato nic się nie odzywał, za to mama nadawała gorzej niż telewizja śniadaniowa. Usłyszałam same „miłe” słowa w swoim kierunku: „pofarbowała włosy na czarno, jakby była jakąś dziwką”, „pewnie się puszcza na prawo i lewo”, „pewnie chodzi wciąż naćpana”, „mało brakuje, a będziemy wnuki mieli”. No cóż, rozpłakałam się... Nie powiedziałam im, że wszystko słyszałam. Zostawiłam to dla siebie.
Po tym wydarzeniu mój chłopak często do mnie przyjeżdżał, a raczej do mojego taty, pomagać w remontach. I no cóż, tak wyszło, że którejś nocy straciłam z nim to, co stracić miałam.
Dzisiaj poprosiłam mamę, żeby mnie umówiła do ginekologa w sprawie bolesnych okresów. Spytała mnie, czy już mam to za sobą. Odpowiedź była twierdząca. No cóż, tylu sugestii bycia szmatą w moim kierunku nie usłyszałam od tamtej rozmowy...
Serio zrobiłam coś tak złego, żeby aż tak mnie zwyzywać?
#CURBb
Byliśmy na wycieczce szkolnej w Budapeszcie na 4 dni. Ogólnie to była przypałowa grupka ludzi, nauczyciele nie byli wcale lepsi, bo każdego wieczoru popijali sobie i o 22 potrafili już spać, nie pilnując nocą gimbazy. W każdym razie, chodzi mi o ostatnią noc, którą spędziliśmy w starym hotelu dla budowlańców na ostatnim, 10. piętrze.
Siedzieliśmy w pokoju w cztery osoby. Jeden z nas powiedział, że musi do toalety (była już 1 w nocy), no i chciał wyjść na korytarz szukając kibla (w pokoju nie było nawet mowy o kontaktach, a co dopiero o kiblu, ale zamrażalkę jakoś nam wstawili). Otwierając ukradkiem drzwi, zobaczyliśmy pijanego nauczyciela, który do nas biegnie wściekły, że ktoś próbuje wyjść z pokoju. Szybko zamknęliśmy drzwi i się śmiejemy. Ale kolega już nie mógł wytrzymać, przypomniał sobie, że w przesuwnej szafie jest zamrażarka, więc wyjął z niej kostkarkę i tam się wysikał. Zamroził swoje szczochy w tej kostkarce, ale na tym nie koniec.
Nudziło mu się w nocy, więc zaczął nimi rzucać z okna na parking. Poszliśmy spać około 3 w nocy.
Rano pierwszy się budzę i patrzę przez okno, a tam węgierska policja na parkingu stoi przy samochodzie z wybitymi szybami. Okazało się, że te zamarznięte kostki szczochów wybiły szyby w jakimś starym dostawczaku. Najlepsze jest to, że te kostki zapewne stopniały na fotelach, przez co wyglądało jakby ktoś wybił szyby i się wylał do środka auta. Dla węgierskiej policji to pewnie do dzisiaj zagadka kryminalna niczym z CSI.
#fJKOp
Nie ukrywam, że ogromnym zaskoczeniem był fakt, że ta kobieta, którą znam kilkanaście lat, hoduje na swoim ogródku marihuanę. Trochę jak Breaking Bad, tylko z kobietą i z inną używką.
#uV8zo
Mam siostrę, rok starszą. Jest po ślubie, mieszka, ma małe miesięczne dziecko. Jej mąż pracuje za granicą, więc jak to kobieta... jeśli ma problem, dzwoni do mnie, by jej pomóc.
Zdarzało się, że spałem u niej, by pomóc jej w opiece z małym w nocy. Ale do sedna.
Od paru dni kiepsko sypiam (problemy ze snem). Wczoraj już byłem tak zmęczony, że zasnąłem w miarę o normalnej porze w swoim łóżku. Aby nikt mnie nie obudził, wyciszyłem telefon (wiadomo, weekend).
W pewnym momencie, około 2 w nocy, wpada do pokoju moja mama i mówi, że siostra dzwoni i czy mogę przyjechać spać do niej - powiem szczerze, nie byłem zadowolony, że mnie obudzono. Pytam: co się stało? Co się okazało?
Siostra wstała w nocy dać małemu mleka i jak to ma w zwyczaju, przeglądała strony w necie. W pewnym momencie wyskoczyło jej na telefonie coś niezwykłego. Telefon od Lucyfera z numerem 666. Biedaczka tak się wystraszyła, że obudziła mnie, rodziców i młodszą siostrę. Gdy do niej przyjechałem, to dopiero wtedy rozłączyła się z mamą...
Najlepszy był tekst mamy: "Mogłaś odebrać od tego Lucyfera, bo brat jedzie wkurzony jak diabli...".
PS Pozdrawiam twórców tej piekielnej reklamy.
#O1poO
#KWvDC
Pewnego razu trafiłam na drobne zszywanie i płakałam, nie wiedząc co mnie czeka. Prosiłam, żeby przyszła mama, bo się boję. Słowa pielęgniarki:
- Jak się pieprzysz, to mamusia też nad tobą stoi?!
Szok. Miałam 12 lat i zero pojęcia o świecie...
#GEkaG
Położono mnie w dużej (20-osobowej sali), chłopcy razem z dziewczynkami, mniej więcej w podobnym wieku.
Jako że czułam się dobrze i byłam bardzo żywym dzieckiem, od razu zaczęłam zwiedzać szpital. Ku udręce pielęgniarek, salowych i lekarzy po dwóch dniach znałam już szpitalne piwnice, kuchnie, pralnie i inne pomieszczenia, do których chodzić nie powinnam. Próbowano mi tłumaczyć, że tam chodzić nie wolno, że jest świetlica, że wsadzą mnie za karę do łóżka dla niemowlaków (takiej "klatki"). Nic sobie z tego nie robiłam, bo świetlica mnie nie interesowała (najczęściej miały tam lekcje szkolne starsze dzieciaki i mi nie wolno było tam wtedy wchodzić). Z "klatki" umiałam wyjść, a to, że nie wolno, dodawało zabawy.
Trzeciego dnia do moich "wypraw" przyłączyło się dwóch braci bliźniaków w moim wieku i po zwiedzeniu całego szpitala ukarano nas.... zabraniem spodni od piżamek. Salowe myślały, że z gołymi tyłkami nie będziemy biegać po szpitalu.
Jeden dzień w łóżkach, ale kolejnego zrobiliśmy sobie tuniki z prześcieradeł i wyścigi przez cały szpital, "pożyczając" dziecięce wózki inwalidzkie z ortopedii.
Gdy po trzech tygodniach lekarz wypisywał mnie ze szpitala, powiedział moim rodzicom, że ich podziwia, bo wychowanie takiego szatana musi być trudne.
Dziś podziwiam personel tamtego lekarza, bo ja na ich miejscu sprałabym solidnie takiego dzieciaka jakim byłam, zamknęła w jakieś komórce i głodziła karnie. Wtedy wydawało mi się, że jestem zaradna, umiejąc sobie czy kolegom wymyślić wspaniałą zabawę, ale wiem, że wkładanie pościeli do zmywarki w kuchni czy zamykanie toalet i wychodzenie z nich górą nie było najlepszym pomysłem ;-)
#yWyA6
To był zwykły czarny t-shirt z rysunkiem różowego wieszaka. Dlaczego wieszaka? Nie mam pojęcia, kupiłam tę koszulkę w lumpeksie.
Nigdy nie byłam na żadnej manifie, protesty są mi obojętne, temat aborcji raczej też. Niech każdy robi co uważa, ja na swoje życie nie narzekam, więc nie robię nic. Nawet nie wiedziałam o co z tym wieszakiem chodzi.
PS. Dostałam również jedynkę z religii... Ludziom chyba odbiło do reszty, a koszulkę chyba wyrzucę, bo boję się w niej pokazać na ulicy.