#wHWwu

Jest to rodzinna historia, która opowiedziała mi moja babcia, która z kolei usłyszała ją z ust swojej mamy.

Rodzina mojej prababki była liczna i mieszkała we wsi oddalonej o około 2 godziny jazdy samochodem od Oświęcimia. Jak wiadomo, w tamtych czasach trwała II wojna światowa i Polska była okupowana. Zdarzało się Niemcom „odwiedzać” okoliczne wioski i chałupy, by zabierać całe rodziny w wiadome miejsce...
Na szczęście pośród nich znajdował się znajomy Niemiec, który pomagał Polakom jak mógł, donosił jedzenie, ostrzegał przed nagłymi „odwiedzinami”. Chociaż służył wojskom niemieckim, potajemnie był po stronie Polaków.

Pewnego razu wparował do domu mojej prababci (wówczas nastolatki) z informacją, że naziści zbliżają się i za niedługo zapukają do drzwi ich domostwa, ponieważ dowiedzieli się od sąsiadów, że u nich jest dużo dzieci. Nie wiem dokładnie, co się wtedy stało – moja babcia powiedziała tylko, że młoda wówczas prababcia udawała upośledzoną, a jej bracia uciekli do lasu.

Pewnie takich historii jest wiele, ale jest w tym pewien szkopuł. Załóżmy, że ten człowiek nie pobiegł ostrzec rodziny przed niebezpieczeństwem albo że po prostu nie istniał. Moja prababcia z rodziną zostaje wysłana do Auschwitz. Załóżmy, że tam giną. Przez to nie rodzi się później moja babcia, a potem moja mama. Więc nigdy się nie rodzę, nie istnieję albo na moim miejscu jest ktoś inny. Wiadomo, że jest również wiele innych alternatywnych możliwości, ale mimo wszystko czuję wdzięczność i szacunek dla osoby, której nigdy nie widziałam, której imienia nie poznałam i nigdy nie poznam. Wdzięczność za to, że prawdopodobnie dzięki temu człowiekowi po prostu się urodziłam...
Postac Odpowiedz

Mój dziadek w pijackim zwidzie chciał zabić moją nastoletnią mamę siekierą. Uciekła z domu jak stała, zamieszkała u koleżanki w innej miejscowości i podjęła pracę weekendową na czarno w sklepie, w którym poznała mojego tatę. Powinnam być wdzięczna dziadkowi?

icooz

Życie...

Dodunia00

Tak ❤️

anonimowa6776

Raczej mamie, że jej się udało uciec

Postac

Jakby mama nie musiała uciekać, to nigdy nie pracowałaby w miejscu, w którym poznała tatę.

PeggyBrown2022 Odpowiedz

To, że żyjemy, to jeden wielki i zapewne absurdalny zbieg okoliczności. To, że nasi przodkowie weszli w związek akurat ze sobą (nie tylko rodzice czy dziadkowie, ale każda para, od której pochodzimy) i to, że było dane dożyć im wieku rozrodczego. Gdy Niemcy aresztowali mojego pradziadka, w uratowaniu mojej prababci i jej dzieci pomogła- paradoksalnie- Niemka na wysokim stanowisku. Z innej strony rodziny też nastąpił cud w postaci tego, że moi przodkowie nie zostali zabici przez banderowców. Ich znajomi czy krewni nie mieli tyle szczęścia. Pewnie każdy w rodzinie ma takie historie, choć nie znamy tych, które są naprawdę stare. W każdej epoce były wojny, zarazy i inne nieszczęścia. Ktoś ginął, a ktoś przeżywał. Tym bardziej warto być wdzięcznym za swoje życie. Za to, że jest nam dane istnieć.

dewitalizacja

Nie czuję wdzięczności za zbiegi okoliczności, które doprowadziły do mojego istnienia. Nie istniałam przez całe wieki i w żaden sposób to na mnie nie wpływało. Brak świadomości to błogosławieństwo i naprawdę dałabym wszystko za powrót do tamtego stanu.

dewitalizacja

Mnie kiedyś też to przerażało, a teraz marzę o wiecznym śnie. Większość ludzi doświadcza w pewnym momencie swojego życia takiego cierpienia, że żałują, że się urodzili.

maIasarenka

A Ty dalej swoje...

dewitalizacja

To znaczy? Nie przypominam sobie, żebym pisała tutaj, co sądzę o wdzięczności za życie. Dla mnie życie to żaden powód do wdzięczności, bo dla jednych może być ono szczęśliwe (i rozumiem, że można być wtedy za nie wdzięcznym), a dla drugich okrutne i niesprawiedliwe. Nieistnienie jest takie samo dla wszystkich - nie jest ani złe, ani dobre, tylko neutralne, a przez to lepsze od życia, które zawsze wiąże się z jakimś cierpieniem.

maIasarenka

Wiem, że dewitalizacja jest chora i jej współczuję, po prostu myślę, że powinna znaleźć sobie jakieś pożyteczniejsze zajęcie zamiast tak wypisywać. Chyba przyznasz, że raczej nie przyczynia się to do poprawy jej stanu psychicznego.

dewitalizacja

Dziękuję za troskę o moją psychikę, ale komentuję tu, żeby zabić czas (który dość nieznośnie mi się dłuży), a nie po to, żeby poprawić sobie nastrój. Mam nadmiar wolnego czasu mimo sesji na studiach, więc wybacz mi, że musisz znosić moje komentarze, gdy tu czasem wejdę.

Postac

Hvafaen ja się nie zgodzę, że tych szczęśliwych ludzi przechodzą ciarki na myśl, że mieli by nie istnieć. Mam szczęśliwe życie z którego jestem zadowolona, ale jakby miało mnie nie być, to... Trudno. Nie chcę umrzeć, ale jakbym miała nigdy nie zaistnieć to mam do tego stosunek raczej obojętny. Żyję, więc z tego życia korzystam. Nie żyłabym, to nie byłoby niczego, co mogłoby za moim życiem tęsknić.

awupka

@dewitalizacja brawo za głos rozsądku

Velasco

Mój dziadek został aresztowany przez Niemców za przemyt, na szczęście prababcia znała dobrze niemiecki, a że dziadek miał wtedy ~~12 lat, gestapowiec uznał to jako dziecięcy wybryk, a nie działalność terrorystyczną i dziadek zamiast trafić do więzienia, dostał tylko lanie szpicrutą po tyłku.

Dragomir

@Hva, przemawia przez ciebie syndrom sztohkolmski.

bazienka Odpowiedz

miala szczescie, ponoc uposledzonych tez eliminowali...
a zdeformowanych fizycznie zabierali na "badania" i potem konczyli jako preparaty

MojitoGhost

Nie "ponoć" tylko tak było. Istniało sporo ośrodków, gdzie sterylizowano i/lub zabijano osoby z niepełnosprawnościami umysłowymi, ponieważ uważano je za obciążenie dla zdrowego i silnego społeczeństwa idealnej rasy.

Dragomir

Bazienka, to Twoi ziomale ideologiczni. Plus przymusowe eksperymenty medyczne.

Vito857 Odpowiedz

"Pewnie takich historii jest wiele, ale jest w tym pewien szkopuł" - myślę, że "wiele" to jest zbyt małe określenie chociażby tych ok. 200 tysięcy osób, które przeżyły piekło Auschwitz.

Dodaj anonimowe wyznanie