#IUd7o
Do tej pory pamiętam rozmowę z koleżankami w 4 klasie podst., kiedy to jedna z nich powiedziała, że musi myć włosy codziennie, bo ma problem z przetłuszczającymi się włosami, a ja, niczego nieświadoma, radośnie odparłam, że u mnie wystarczy mycie raz na dwa tygodnie. Śmiechu koleżanek chyba nigdy nie zapomnę.
Jedynym przejawem matczynej troski było zaprowadzenie mnie do dentysty na początku podstawówki tylko dlatego, że miałam połamane czarne resztki po mleczakach i nauczycielka zasugerowała wizytę. Praktycznie każdy stały ząb kwalifikował się do leczenia. Dziury były wypełniane czarnymi plombami, bo kto to widział, żeby płacić za takie wymysły. Oczywiście zębów nadal nie myłam, bo po prostu nie wiedziałam, że trzeba. Nie umiałabym ich nawet umyć, szczoteczki oczywiście nie miałam.
Kiedy w końcu w szkole zaczęto mówić o higienie osobistej, to nawet starałam się coś ze sobą zrobić, o ile tylko rodzice pozwolili marnować tyle wody. Jednak z zębami nadal miałam problem, bo po prostu nie miałam nawyku ich mycia. Nie wiedziałam na przykład, że szczoteczkę należy wymieniać, a dentystkę omijałam, bo borowanie było ostatnią rzeczą, na jaką dobrowolnie bym się zgodziła. W końcu zaczęłam sumiennie dbać o zęby. Wymieniłam czarne plomby, wyleczyłam resztę, zapoznałam się z płynami do jamy ustnej itd. Jednak aktualnie mam jedynie 5 zębów bez plomb, w górnych jedynkach mam po 2, kilka zębów jest już tak dorobionych, że mojego zęba właściwie nie ma. Co gorsza, jakiś rok temu zauważyłam, że mam nieco ciemniejszą górną dwójkę. SZOK. Mimo moich starań okazało się, że ząb sobie po prostu umarł, chociaż nic tego nie zapowiadało, a niedawno zęby zaczęły mi się delikatnie przesuwać i jest to zauważalne.
Aktualnie jestem załamana. Nienawidzę swojego uśmiechu, robię wszystko, żeby nie było widać tej katastrofy. Najciężej mi jest przy chłopaku, ponieważ czuję ogromny dyskomfort podczas rozmowy, wstydzę się szczerze śmiać, kombinuje tak, aby zawsze widział mnie z "lepszego" profilu z lepszą dwójką. Brzydzę się sama siebie, ale na razie nie stać mnie na taką zmianę. Mimo że to wszystko wynika z zaniedbania rodziców, to przykro mi, że mogę zostać odebrana jako niechlujna osoba.
Tak bardzo mi przykro :( rodzice stworzyli ci zupełnie niepotrzebny problem, którego po prostu mogłabyś nie mieć, gdyby nauczyli Cię żyć normalnie. Trzymam kciuki, żebyś wyleczyła ząbki i mogła się szczerze, bez skrępowania śmiać! Staraj się nie myśleć o tym za dużo, tyle ile trzeba, żeby pchać temat do przodu.
Dobrze, że nauczyciele zareagowali. Kiedy byłam młodsza myslalam w ten sposób - ktoś był zaniedbany, miał dziwne zwyczaje = jest dziwny. Kiedy sama miałam np dziwne ubrania w których źle się czułam = ja jestem dziwna, niedorobiona. Teraz mam ogromne pretensje do nauczycieli, że nie reagowali, nie tłumaczyli zasad higieny, nie próbowali pomóc. Jako dorosła osoba, która miała epizod pracy w szkole, widzę, że to widać jak na dłoni, że dziecku czegoś brakuje, ma nie takie ubrania, włosy, jedzenie. I z całą odpowiedzialnością mówię, że szkoła ma to w dupie, a nie że się nie da pomóc. Państwo skupione jest na ideologicznych walkach i wpychaniu dzieciom w głowy polityki, a na zadbanie i podstawowe potrzeby nie ma czasu, energii, ochoty.
Autorko, śmiej się na całego. Przysięgam Ci, na starość nie będziesz żałować tego że ktoś zobaczył twoje krzywe zęby, ale tego że nie dałaś sie sobie śmiać do bólu brzucha. Totalnie rozumiem, że bycie nieidealnym może boleć. Ale masz dwa wyjścia, albo się zaakceptuj, albo zaoszczędź pieniądze i zrób sobie hollywoodzki uśmiech (weź pod uwagę, że to jak u niektórych on wychodzi jest tak komiczne że ludzie dopiero wtedy zaczynają się z nich śmiać). Pewnie, rodzice ustawili cię tu na straconej pozycji, ale czy naprawdę chcesz marnować resztę życia ciągle o tym myśląc? Trzymaj się mocno i śmiej się bez ograniczeń!!
Czytając takie wyznania mam kolejny powód, dla którego nie chcę mieć dzieci. Bo trzeba ich uczyć rzeczy, które dla dorosłego są taką normą, że często nie pomyśli nawet o tym, że dla dziecka to jest coś nowego i trzeba mu dokładnie wytłumaczyć i pokazać, co i jak. Nie pamiętam też w jaki sposób takich codziennych higienicznych czynności jak mycie zębów czy mycie się, uczyła mnie mama. Było też kilka lat temu jakieś wyznanie, gdzie ktoś kąpał się chyba tylko raz w tygodniu, bo mama tej osoby mówiła, że kąpiel raz na tydzień wystarczy, po czym po awanturze wyszło, że mama miała na myśli kąpiel z napuszczoną do wody wanną, a na co dzień zwykły prysznic, a nie niemycie się w ogóle przez pozostałe 6 dni. I weź bądź tu mądry i się domyśl, że dziecko to zrozumie inaczej.
* napuszczoną do wanny wodą
Serio? Myślisz że jeśli dostajesz człowieka "od zera" i uczysz go jeść stałe pokarmy, sikać do toalety, to myślisz ze urodzi się z budowaną wiedzą o używaniu szczoteczki do zębów? Nie, to co opisuje Autorka to zwykłe zaniedbanie rodzicielskie. Można zapomnieć wyjasnić dziecku czym się rożnie mżawka od dżdżu, ale nie że trzeba myć zęby. A w twoim przypadku, to rodzic dbający o dziecko powinien ogarnąć ze jego dziecko śmierdzi i cos trzeba z tym zrobić...
Oszczedz kase i zrob sobie hollywoodzki usmiech skoro az tak ci to przeszkadza
Wiesz co? Wybielanie i prostowanie wcale nie musi być takie zdrowe dla zębów. Poza tym fizycznie nie kazdy może nosić aparat ortodontyczny. Jeśli ktoś ma problem z kościami w szczęce to nie wyjdzie.
Możesz pozwać rodziców za zaniedbania zdrowotne za te zęby. I na pewno sprawdz sobie serce, bo zaniedbane zęby uszkadzają serce.
Zakładam że rodzicom się nie przelewało, gdyż zwykle to biedniejsze kręgi nie przywiązywały wagi do higieny w taki sposób. Pozwać ich? Może by to miało sens, jakby oni sami super zadbani a dziecku odmawiali dostępu do tego. A oni po prostu wychowywali ją tak, jak sami byli wychowywani i tak, jak pozwalała im ich świadomość. To tak jakbyś miała pretensje do woźnego, że nie jest profesorem matematyki i nie nauczył Cię całek czy innych algorytmów, i chciała go za to pozwać bo przez to wypadłaś gorzej na maturze. A poza tym, co jej to da? Ostatnie gacie im z dvpy ściągnie i weźmie jako rekompensatę?