#Fugul
W liceum prowadziłem normalne życie, miałem kolegów, dobrze się uczyłem. Przez okres liceum i studiów nie miałem dziewczyny, ale nie przeszkadzało mi to, nawet nie próbowałem znaleźć. Wszyscy znajomi z mojego i okolicznych miast wyjechali, ludzi w wieku 20-40 w miastach powiatowych nie ma. Obecnie jestem 29-letnim prawiczkiem, który przez ostatnie lata jeździł traktorem po polu. Praktycznie z nikim nie rozmawiam, bo nie mam z kim. Samotność mnie dobija. Od kilku dni przeglądam ogłoszenia erotyczne, bo bycie prawiczkiem w tym wieku jest żałosne. Chociaż stracenie prawictwa z prostytutką jest gorsze i nadal pewnie mentalnie będę prawiczkiem, ale nie mam wyboru.
Za kilka dni stanę się dziwkarzem, przynajmniej mnie stać na to. Pewnie nic to nie zmieni w moim życiu, no ale nie mam wyboru.
#E8QU6
#EQIvv
#DdGvF
#R66Vq
Pośród wszystkich chłopców ubranych w jakieś fajne lakierki, ja byłem ubrany w białe skarpety i sandały :D
#YSYot
Zapytacie, co w tym anonimowego? Otóż w pracy nikt nie ma pojęcia, że za pieniądze, które posiadam, spokojnie mogłabym nie pracować do końca życia.
Historia zaczęła ze dwa lata temu, gdy los się mnie uśmiechnął i wygrałam pokaźną sumę w loterii. Na początku szalałam, kupiłam wszystko, o czym kiedyś marzyłam, zwiedziłam pół świata i dalej zwiedzam. O mojej wygranej wie zaledwie kilka najbliższych mi osób, czyli rodzice, brat i moja przyjaciółka. Do pracy chodzę z nudów, dla zabicia czasu. Moja wypłatę w dużej części przeznaczam na cele charytatywne.
Nigdy nie afiszowałam się stanem konta.
#X1UUK
W swoim planie byłam sprytna: nie dawałam jej na początku aż czterech łyżeczek cukru do herbaty, tylko stopniowo, tak aby przyzwyczaiła się do słodkiego smaku.
Niestety, mój plan nie wyszedł, bo siostra nie przytyła ani grama... Za to mnie kiedyś przyłapała mama, jak sypię siostrze zbyt dużą ilość cukru i dostałam zjebkę, że cukier marnuję.
Dzisiaj siostra nadal nosi rozmiar XS, ale już jej tego nie zazdroszczę, bo w sumie każda sylwetka ma swoje wady i zalety.
#1Kp6E
Od parunastu lat mieszkam za granicą, tam się wychowałam, więc nie ma mowy o tym, abym wróciła do Polski, bo akurat tu, za granicą jest mój dom. Ale z jednej strony mam żal do rodziców za to, że wyjechali, zabrali mnie ze sobą i oczekiwali, że wszystko będzie ładnie, pięknie. Fakt, tak było. Aczkolwiek cały czas robiłam za tłumacza, bo oni w ogóle się nie uczyli języka – mama pracowała w fabryce, gdzie wszyscy gadali po polsku, tata na budowie z Polakami, więc po co? Po co, skoro ja znam język i im wszystko załatwię? Odkąd tu mieszkam, wszystkie sprawy papierkowe, prawne, czy jak czasami były zadłużenia, tłumaczyłam ja lub odkręcałam. Każdy na okrągło oczekiwał czegoś ode mnie.
Teraz od paru miesięcy również oczekują ode mnie wszystkiego. Tata chory, więc nie może pracować, mama bez pracy i bez języka pracy znaleźć nie może. My z narzeczonym mieszkamy obok i oboje pracujemy, więc staramy się im pomagać. Tata stara się coś robić, by chociaż trochę grosza wpadło, ale jednak jest mu bardzo ciężko. Każdy ode mnie czegoś oczekuje – że załatwię coś, że coś zrobię, pomogę, doradzę...
Ale cholernie boli mnie to, że nikt nie patrzy na to, czy ja nie potrzebuję pomocy albo zwykłego wygadania się lub zwykłej porady, czy najzwyczajniej zwykłego odpoczynku od tego całego syfu, który się odbywa w moim życiu. Ja już jestem strasznie wykończona tym wszystkim i mam dosyć. W kółko jest zrób to, załatw to, przetłumacz to, pomóż z tym. Ciągle ktoś czegoś ode mnie wymaga, jakbym była jakąś szmacianą laleczką czy robotem, który wszystko zrobi za pstryknięciem palca. Nikt nie spojrzy na to, że depresja, z którą się zmagam od 16 roku życia, coraz bardziej się pogłębia, a ja już nie daję psychicznie i fizycznie rady. Mam pracę, której szczerze nienawidzę, ale muszę w niej być, by utrzymać to wszystko.
Znajomych tutaj wcale nie mam, bo każdy albo się porozjeżdżał po kątach, albo kontakt się urwał. Mam przyjaciółkę, która jest w Polsce, ale nie chcę jej obarczać swoimi problemami, bo wiem, że również ma swoje.
#uqV63
Zmarnowałam na tego dupka prawie trzy lata życia! A potem kubeł zimnej wody na głowę, który się pojawił w postaci kobiety, z którą mnie zdradzał. Kobiety bardzo, bardzo w ciąży. No i koniec bajki. Ale ja nie z tych księżniczek, co płaczą, ale raczej z tych, które złamane serce leczą okładem z zimnej zemsty. Podpierdzieliłam więc go do Urzędu Skarbowego, bo dowiedziałam się, że robi przekręty.
Teraz książę musi płacić i płacić. Proza życia. Nikt nie wie, że to byłam ja, a jeśli podejrzewają, to i tak nie mają dowodów. Zresztą donos był słuszny.
Powodzenia więc w nowej rzeczywistości, mój książę z bajki. Buziaczki.