#AltPk

Pojawiają się tutaj czasami wyznania kobiet o tym, że szły przez miasto z sukienką zaczepioną tak, że odsłaniała tyłek, albo z poplamionymi krwią spodniami podczas okresu. Wtedy w komentarzach dużo osób pisze, że nie rozumie, dlaczego nikt nie podszedł i jej o tym nie powiedział, zwłaszcza inna kobieta – swój swego zrozumie.
Ale nie zawsze.

Kilka dni temu byłam na zakupach i zobaczyłam, że przede mną idzie dziewczyna, której spódniczka zaczepiła się o plecak. Co prawda jestem osobą nieśmiałą, ale doszłam do wniosku, że dobry uczynek nikomu nie zaszkodzi i się przemogłam – przyspieszyłam i powiedziałam jej co i jak. A ona? Spojrzała za siebie i gdy zobaczyła, że mówię prawdę, to... wyskoczyła do mnie z tekstem „GDZIE SIĘ GAPISZ, ZBOCZONA PINDO?!”.

Następnym razem nikomu nie powiem, niech świeci gołą dupą, trudno.

#tjVYL

Na pewno większość z Was kojarzy Julię, tę od Romea ;)

W Weronie działa klub, który składa się z kilku kobiet, które odpisują na listy skierowane właśnie do Julii. Po obejrzeniu filmu „Listy do Julii” postanowiłam napisać list. Opisałam w nim swoje problemy sercowe, z którymi sobie nie radzę, wszystko po angielsku. To było jakoś cztery miesiące temu. Dziś znalazłam w skrzynce odpowiedź. Prawie się zabiłam, biegnąc po schodach do domu, drżącymi rękoma otworzyłam list (problemy miłosne nadal aktualne i na dodatek pogłębione), z zapartym tchem czytałam odpowiedź i z każdym zdaniem płakałam ze wzruszenia coraz mocniej.

Niestety nie przytoczę Wam treści, ale powiem Wam, że „Julia” dała mi w swoim liście tyle motywacji, miłości i ciepła, że w końcu po wielu miesiącach wegetacji czuję ten impuls do zmiany swojego życia. Byłam sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego i po kilku tygodniach czekania zapomniałam o sprawie, pogłębiałam się w depresji. Dziś, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, wpadł do mojego życia promyk słońca :)

#0qzSC

Czuję się oszukany, zawstydzony i nieszczęśliwy. Dla wielu będzie to błahy powód, ale dla mnie jest bardzo ważny. Otóż zawsze byłem graczem. Grałem od małego, zaczynając od Pegasusa, potem pc, PlayStation 2, PlayStation 3, PlayStation 4, które mam do dziś. Przewijały się też konsole przenośne, gry na telefonie. Zdarzało się zarywać noce, ale nigdy nie spowodowało to, że zaniedbałem obowiązki życiowe czy po prostu życie. Skończyłem studia, mam stałą pracę, miałem normalne związki. Z obecną partnerką w końcu wziąłem ślub. I to właśnie przez nią czuję się oszukany.
 
Przed ślubem jasno deklarowaliśmy, że każde z nas potrzebuje sfery dla siebie. Nie było z tym problemu. Mało tego, PlayStation 4 kupiłem za wiedzą i bez braku sprzeciwu mojej obecnej żony. Grałem tak, żeby nie kolidowało to z naszym życiem. Po ślubie, a w zasadzie trochę przed, nagle moje granie zaczęło przeszkadzać. Najpierw było ciche wychodzenie z pokoju, potem wzdychanie, wywracanie oczami, potem już wkurwione miny, aż w końcu docinki, teksty typu „co ty, masz 10 lat?”. Próbowałem rozmawiać – byłem ignorowany, próbowałem ustalić, że będę miał tylko piątki wieczór dla siebie na granie nie skutkowało – dalej były sceny. Wskazywałem, że ja się nie czepiam, kiedy ona ogląda seriale, które mnie nie interesują, to twierdziła, że to nie to samo. Nie robiłem o to kłótni, bo wydawało mi się, że nie ma o co. Teraz po kilku latach dopiero uświadomiłem sobie, jak zostałem zmanipulowany. Ona chyba myślała, że ja z tego zrezygnuję, wyrosnę. Kiedy zobaczyła, że nic z tego, zaczęła mi to utrudniać. Doszło do tego, że dla świętego spokoju nie gram już wcale, kiedy ona jest w mieszkaniu, albo tylko chwilę, gdy śpi, a i tak wtedy w popłochu wyłączam konsolę, gdy usłyszę, że się budzi, lub przełączam na tv. Co ciekawe, gdy oglądam do późna TV lub Netflixa, to jej to nie przeszkadza, ale gdy gram i ona to zauważy, czuję wręcz wściekły wzrok na plecach.

Jej nastawienie niech pokaże prosty fakt. Przez wiele lat nie dostałem od niej ani jednej gry, ani jednego gadżetu związanego z graniem. Teraz przy okrągłych urodzinach spytała mnie, co chciałbym dostać, bo ona dostaje pytania, a ona nie wie, co ja bym chciał i co lubię... Przyznam, że wewnętrznie coś we mnie pękło. Czuję, że przegrałem coś, co było dla mnie ważne.

#tCQ5g

Nie mam dla Was anonimowej historii. Chciałabym po prostu powiedzieć wszystkim późnym nastolatkom i młodym dorosłym to, czego ja nie usłyszałam kiedyś, a do czego każdy dochodzi wcześniej czy później.

Czytam Wasze historie od dawna i w wielu wpisach młodych ludzi pojawia się to samo: presja, bo nie wiecie, co robić ze swoim życiem. Kim chcecie być. Czym się zajmować.

Chciałam Wam tylko powiedzieć, że to normalne. I to jest okej. Naprawdę niewiele osób w młodym wieku wie, co chce robić w swoim życiu, bo taka wiedza przychodzi raczej później niż wcześniej. Próbujcie różnych rzeczy, popełniajcie błędy – to jest najlepszy na to czas, kiedy nie macie jeszcze rodzin czy karier. I przy okazji poznajecie siebie i swoje możliwości.

Trzymam za Was wszystkich kciuki :)

#PCHEu

Wszystko zaczęło się w podstawówce.
Byłam gnębiona.
Nie mam pojęcia dlaczego, nie potrafię tego wyjaśnić, niby byłam lubianą osobą, niby miałam koleżanki, ale chłopcy w tamtym wieku byli dla mnie podli. Do teraz tego nie rozumiem i po prostu źle mi z tym.
Potrafili mnie bić, kopać mnie tak, że miałam siniaki, parę razy mnie opluli, oczywiście klepanie po pupie i jakieś macanie też miało miejsce. Dla nich to chyba było normalne, w sensie... oni dla mnie potrafili być „mili”, ale oczywiście w większości terroryzowali mnie okropnie. Głupie komentarze, czepianie się mnie, nigdy nie zapomnę tego opluwania mnie i kopania.
Z tego co pamiętam, to chyba mówiłam o tym nauczycielom, oni coś tam z tymi chłopakami rozmawiali, ale to i tak nie wiele dawało, wydaje mi się, że dla nauczycieli to była błahostka, takie końskie zaloty i ciągnięcie za warkoczyki, tylko że u mnie to wyglądało o wiele gorzej. Wstydziłam się tego, że traktują mnie jak śmiecia, najgorsze jest to, że nie rozumiałam dlaczego, bo przecież nic złego nie robiłam. Dzieci są podłe. Na pewno to pamiętają, czasami ich widuję i się zastanawiam, czy o tym czasami myślą i czy im jest wstyd za swoje zachowanie. Ale raczej wątpię.

#Lp04B

Od prawie pół roku wynajmujemy z chłopakiem mieszkanie. Mimo że wszystkie tematy tabu mamy za sobą, to łazienka jest dla nas miejscem prywatnym.

W sobotę sprzątałam w domu i w końcu nadszedł czas na łazienkę. Oboje mamy osobne szafki, w których trzymamy swoje kosmetyki. Po tym, jak swoją umyłam, postanowiłam, że jego też przetrę, bo sam pewnie na to nie wpadnie. Co prawda po otworzeniu zobaczyłam kosmetyki, ale jakie! Wszystkie opakowania miały logo Hello Kitty: szczoteczka, golarka, kremy. Dosłownie WSZYSTKO!

Jeszcze się nie przyznałam, że wiem, ale na urodziny kupiłam mu ręcznik z ulubioną postacią do kompletu :)

PS Gdzie udało mu się znaleźć golarkę z Hello Kitty?

#ogSYS

Usiądźcie wygodnie, bo zaraz przeczytacie coś ciekawego i przerażającego o mnie.

Poznałem go w technikum. Był typem samotnika, więc szybko załapaliśmy kontakt. Wiecie, dużo rozmów, piwek, ogólnie przyjaźń pełną parą. Rodzice zastanawiali się, kiedy będą mieli okazję go poznać. Planowaliśmy nawet razem urodziny, bo wypadały dzień po dniu. Tak sobie nasza przyjaźń trwała, do czasu.

Pewnego dnia ktoś mnie gwałtownie budzi. Trzy obce osoby stoją dookoła mojego łóżka i próbują mnie z niego zrzucić. Nagle tracę od czegoś przytomność. Budzę się. Nikogo nie widzę. Siedzę w białym pokoju i widzę tylko zeszyt. Zaglądam. Rozpoznaję swoje pismo, ale nie przypominam sobie, bym coś pisał w takim zeszycie. Wszędzie są jakieś słowa, niezwiązane ze sobą. Nagle pada imię mojego przyjaciela.
Przypominam sobie o nim i rodzinie, przez co zaczynam dobijać się do drzwi i krzyczę. Wbiegają ludzie i ponownie tracę przytomność.

Ponownie się budzę, tym razem siedzi obok jakiś mężczyzna. Przedstawia się jako mój lekarz. Każdy w moim przypadku byłby mocno zdezorientowany, więc pytam, co się dzieje?

I teraz kilka faktów: od kilku miesięcy przebywam w zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Zdiagnozowano u mnie schizofrenię i depresję. Mój przyjaciel jest wytworem mojej wyobraźni, który namawiał mnie do samobójstwa. Prawie udanego. Takie epizody i zaniki pamięci pomieszane z halucynacjami mam bardzo często. Cały świat się nagle wali. Za kilka dni znowu będę w swoim łóżku tylko po to, by ktoś mnie z niego siłą zrzucił.

Oto zapiski mojego przyjaciela, który poprosił o udostępnienie ich w internecie. Aktualnie wciąż przebywa w tym ośrodku.
Oto, co choroba psychiczna potrafi zrobić z człowiekiem.

#dR59o

Jestem ojcem 9-letniego syna. Zostałem z nim sam, gdy miał rok, po tym, jak moja była żona odeszła z innym. Szybko udało mi się ułożyć życie na nowo. Moja obecna żona matkowała mu do tej pory przez te wszystkie lata i syn nie zna innej matki. Jednak w ciągu ostatnich tygodni przeżyła coś, co wygląda na załamanie nerwowe. Stwierdziła, że dusi się w związku, nie jest szczęśliwa, nie czuje się mamą (choć wychowuje dziecko od ponad 7 lat, a chłopiec zwraca się do niej per mamo) i uczucie się w niej wypaliło, a ona zwyczajnie mnie nie kocha i nie będzie ze mną ze względu na dziecko. Jestem załamany, kazała nam się wyprowadzić z domu, zabrała wszystkie oszczędności. Z tygodnia na tydzień zostałem znów sam z dzieckiem, chociaż jeszcze niedawno powiedziałbym, że tworzymy idealne małżeństwo, które się nawet nie kłóci. Rodzina w szoku, teściowie w szoku, ale ona pozostaje niewzruszona i mówi już o rozwodzie, w dodatku traktuje jak największego wroga. O ile ja sobie z tym jakoś poradzę, o tyle nasz syn każdego dnia pyta, czy rozmawiałem już z mamą i czy możemy wrócić do domu. Choć nowe mieszkanie mu się podoba, to mówi, że bardzo tęskni za mamą. Wieczorami są łzy i wspominanie mamy. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Jestem z synem sam w obcym mieście, bez duszy, do której można się odezwać. Chciałbym zwyczajnie się obudzić z tego koszmaru. Wiem, że muszę być silny dla syna, ale skąd czerpać tę siłę? Marzy mi się zwyczajny nudny wieczór, film i rozmowa z kobietą, którą mogę przytulić, i po prostu zasnąć bez bałaganu w głowie.
Dodaj anonimowe wyznanie