Studia zaoczne. Drugi rok. Uczę się, zaliczam kolokwia i egzaminy i okazuje się, że mam możliwość uzyskać stypendium za wyniki w nauce. Koleżanka, wówczas bliska, ma średnią o jedną dziesiątą niższą ode mnie. Czyli ja mam 4,7, a ona 4,6. Ponieważ mamy sporo zdolnych ludzi na uczelni, to okazuje się, że aby otrzymać stypendium, trzeba mieć jednak to 4,7. Koleżanka idzie do kwestury, a nawet trafia do kanclerza, aby złożyć zażalenie, że do stypendium wprawdzie potrzeba 4,7, ale ona jest inteligentna, zdolna i błyskotliwa i jej się również należy stypendium, skoro ja to stypendium otrzymałam. Tak... Należy jej się stypendium, bo koleżanka dostała, a ona nie...
Najlepsze, że na bieżąco relacjonowała mi swoje wyprawy do dziekanatu, kwestury, kanclerza, opowiadając wszystko. Nawet to, że przecież jest mądrzejsza ode mnie i to jej się to stypendium należy.
Dodaj anonimowe wyznanie
A potem będzie wołać kierownika bo wczoraj skończyła się promocja na parówki a ona chce je w cenie promocyjnej dla bąbelków
I na uczelni się nie zorientowali że ona jest jakaś głupia?
Kto miał się zorientować i co mógł z tym zrobić?
Chyba ex koleżanka? Ja bym na te dziewczynę uważała na Twoim miejscu i pomyślalabym o zmianie grupy na uczelni. A na pewno przestałaby być moją koleżanką.
Serio? Kto zmienia grupy z powodu takiej bzdury.
Dużo pukania tu widzę