#46CnA
Któregoś dnia poszłam po ten klucz, a tam wielka taca pączków. Sekretarka mnie uświadomiła, że jest tłusty czwartek i MUSZĘ zjeść pączka, ''bo jak to tak, bez pączka?''. Nie dotarło, że nie lubię pączków, więc wysunęłam cięższe argumenty ''ale to nie jest moja religia''. Oburzenie zebranych (w końcu nie tylko ja po klucz przyszłam) uświadomiło mi, że oni wszyscy w ogóle nie widzą związku między tłustym czwartkiem a kalendarzem liturgicznym. To mnie zdziwiło, ale OK, trudno, ich sprawa. Odmówiłam raz jeszcze i wyszłam.
Siedzę sobie później i stukam w Excela i nagle wpada kobieta z... tacą pączków. Odmówiłam. Ale to firma stawia! Ach, to super, że ktoś wydaje moje podatki na pączki. Wygoniłam babę i wróciłam do pracy.
W końcu wyszłam za potrzebą. Jak wróciłam, na biurku leżał pączek.
Przez chwilę sądziłam, że mówię po chińsku, ale jak poszłam się pożalić koleżance z pokoju obok, to okazało się, że też jej wcisnęli. Jej cukrzyca też nie była dość dobrym argumentem.
Wystarczyło wziąć i oddać komuś, kto miałby ochotę go zjeść. Jakaż to grecka tragedia.
Nie tragedia, ale bardzo wkurzające zachowanie, pokazujące jak bardzo współpracownicy nie szanują autorki i jej przekonań.
Też nie lubię pączków, a zawsze biorę. Zawsze znajdzie się ktoś chętny, komu oddam.