Najbardziej przykrą rzecz, jaką ktokolwiek mi powiedział, usłyszałam od męża. Podczas kłótni stwierdził, że wstyd mu ze mną chodzić za rękę po ulicy, ponieważ jestem aż tak gruba. Co by nie było, miałam siedem kilo nadwagi po urodzeniu dziecka. Serce mi po prostu pękło. Pomimo tego, że przeprosił i powiedział, że tak nie myśli, ja już nie potrafię z nim normalnie obcować. Zawsze mam z tyłu głowy to, co powiedział. Nawet gdy mnie komplementuje, to uważam to za kłamstwo, gdy stara się mi doradzić, odbieram to jako atak. Przy czym cały czas mi mówi, że robię z igły widły, że powiedział to dwa lata temu, a ja nadal to przeżywam... I nie wiem, czy to ze mną jest problem, ale siedzi to we mnie cały czas. Nie chcę się rozstawać, ponieważ mamy dzieci, na co dzień jest cudownym mężem. Tu chodzi po prostu o moje nastawienie, o te słowa, które nie chcą wyjść z mojej głowy. Może się to wydawać błahe. Jedno zdanie na całe lata małżeństwa, narzeczeństwa i związku, ale bardzo mnie to dotknęło. Nie czuję się już atrakcyjna. Wróciłam do dawnej wagi, ale wciąż czuję się jak pełzające monstrum. Za rękę już też z nim nie chodzę, wolę wziąć córeczkę na ręce jak widzę, że mąż wystawia w moją stronę dłonie. Wiem, że jemu też jest przykro z tego powodu i to ja powinnam się ogarnąć, wziąć w garść i zapomnieć. Ale cały cholerny czas mam to w głowie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Idź na terapię i to przepracuj. Możesz wziąć też męża na terapię dla par. Rozumiem, że jego komentarz Cię zabolał, ale katujesz teraz was oboje. Siebie, bo ten komentarz nadal jest w Tobie żywy, i jego bo nie dajesz mu drogi jak Cię realnie przeprosić.
myślę, że słowa męża były tylko zapalnikiem, a twoje kompleksy są znacznie poważniejsze. ludzie potrafią powiedzieć sobie w nerwach okropne rzeczy i potrafią to sobie wybaczyć.