Wstyd mi, że gdy nagle umarli moi rodzice, nie przeżyłam żałoby inaczej. Oczywiście, płakałam przez kilka dni, a potem zaczęłam się bawić. Tak, bawić. Chodziłam na imprezy, poznawałam ludzi, nawet na ich pogrzeb przyszłam pod wpływem.
Zostawili mi ogromny spadek, więc miałam z czego żyć. Zaniedbałam studia, pozostałą część rodziny. Nie byłam oparciem dla babć, które także straciły bliskie osoby. Odcięłam się totalnie od każdego, kto o rodzicach mi przypominał. Obcym ludziom w pubach przedstawiałam się nie swoim nazwiskiem. Był tylko bal. Potrafiłam pić i chodzić do pubów 7 dni w tygodniu, znali mnie już tam na wylot nawet właściciele. W jednym miałam nawet stały rabat. Przygodny seks też był normą. To, że niczym się nie zaraziłam to chyba cud. Ogólnie bardzo, ale to bardzo popłynęłam.
Ogarnęłam się dopiero po 1,5 roku. Skończyłam studia, znalazłam pracę, zaczęłam odwiedzać rodzinę. Naprawiłam to co mogłam, jednak nadal, gdy o tym pomyślę, to chce mi się wyć. Zbezcześciłam pamięć rodziców, nie okazałam im szacunku po ich śmierci. Jest mi przez to strasznie, ale to strasznie wstyd.
Często wyciągam z kosza na śmieci różne owoce i warzywa, które wyrzuca moja współlokatorka. Dokładnie je myję i jem, bo nie lubię, gdy ktoś marnuje jedzenie.
Starsza pani po trzydziestce ze mnie. Od zawsze miałam krzywe, powywijane we wszystkie strony zęby i niewyrośniętą żuchwę, do tego paniczny strach przed dentystą i oprócz użalania się nad sobą nie robiłam z tym nic. Życie mi upływało na marzeniach o pięknym uśmiechu, a tymczasem moja własna, prywatna wada zgryzu zaczęła się pogłębiać, zęby rozchodzić, żółknąć i próchnieć. Wstyd wyjść do ludzi, wstyd uśmiechnąć, wstyd nawet oddychać, bo z paszczy wydobywają się trujące wyziewy, zamiast miętowej bryzy. Ile razy już, już chciałam umówić się do dentysty i tyle razy z płaczem rezygnowałam. W końcu przyszedł dzień, w którym moje przednie zęby rozeszły się tak bardzo, że przypominałam bobra z zarośniętymi siekaczami. Bardzo zaniedbanego bobra. Jakoś się przemogłam, poszłam do dentystki (pierwszy raz od wielu lat), a ta... złapała się za głowę. Paradontoza, zapalenie dziąseł, zaawansowana próchnica, wada zgryzu, niedorozwinięta żuchwa, przerost górnej szczęki. Od dentysty przeszłam pod opiekę ortodonty, od ortodonty do chirurga plastycznego twarzy i z powrotem do ortodonty na leczenie pooperacyjne. Wyleczyłam próchnicę, paradontozę, wyprostowałam zęby, przeszłam skomplikowaną i wyjątkowo bolesną operację wydłużenia żuchwy i skrócenia górnego podniebienia. Mnóstwo cierpienia, ogrom bólu, morze wylanych łez. I wiecie co? Dzisiaj, po prawie trzyletnim leczeniu, tak sobie patrzę w lustrze na te moje bielutkie, prościutkie ząbeczki i myślę sobie, jaka to głupia byłam, że nie poszłam do dentysty piętnaście lat wcześniej.
Poprosiliśmy teściową o pomoc w opiece nad dwuletnią córką. Ja musiałam jechać do pracy, a mąż miał pracować zdalnie, ale potrzebował skupienia. Od razu zaznaczę, że bardzo rzadko angażujemy do opieki naszych rodziców. Teściowa przyjechała, dostała kolację, następnego dnia rano dawałam córce śniadanie przed wyjściem, a mąż pokłócił się z matką o totalną bzdurę. No cóż, kłócą się czasem, trudno, przejdzie im. Miałam mało czasu, więc mój luby postanowił zrobić śniadanie dla naszej trójki, ale teściowa nawet go nie tknęła, bo się obraziła. Wyszłam do pracy, a mąż napisał mi, że mama nie chce ani rozmawiać, ani jeść. Próbował do niej dotrzeć, ale się nie udawało. Po pracy musiałam załatwić parę spraw i byłam w domu dopiero ok. 18. Zaproponowałam teściowej coś do jedzenia, ale odmówiła twierdząc, że już jadła, co było oczywiście nieprawdą. Mąż zapytał jej, czy jest w ogóle jakaś szansa, że porozmawiają, skoro oboje ochłonęli. NIE. Myślałam, że strajk głodowy dotyczy głównie dzieci, ale pomyliłam się. Uznałam, że skoro ona nie chce porozmawiać z synem, to ja też z nią rozmawiać nie będę. Trudno. Nie mówię, że mam idealnego męża, ale na pewno nie zasłużył na takie traktowanie. Nie zasłużył na ciągłe wpędzanie w poczucie winy czy na stałą krytykę, która niestety skutecznie obniżyła jego samoocenę. Kiedyś teściowa powiedziała mi, że chwalenie swoich dzieci nie jest dobre. Za to mówienie, jacy to są beznadziejni i z niczym sobie nie radzą (podczas kiedy mój mąż ma dobrą pracę, wykształcenie, dobrze zarabia i jest wspaniałym tatą, a ona od kilku lat nie może znaleźć sobie pracy i wciąż narzeka) jest już OK. Co innego bratanek, którego rozpieszcza i wychwala do granic możliwości.
Mąż coraz częściej mówi, że jego mama jest toksyczna i chce zerwać z nią kontakt. Odradzałam mu to, ale chyba przestanę to robić.
Boli mnie kombinatorstwo.
Mam takich znajomych – dziewczyna nie pracuje, a facet dostaje około sześć tysięcy na rękę... tylko że to jest na półczarno, w papierach ma wpisane, że zarabia minimalną. I doją wszystkie urzędy, jak się da. A najlepsze, że pod koniec miesiąca potrafią od nas pożyczać kasę...
Nie pojmuję tego – mój mąż pracuje, ja jestem na rencie, ale jak nam brakowało kasy, to założyłam minifiremkę, aby dorobić chociaż te 300 zł miesięcznie. Oni strzelili sobie drugie dziecko, bo im brakowało kasy. A teraz mają już trzecie w drodze...
Przeraża mnie to, że mój rozsądek daje mi rentę wysokości 800 zł, a ich kombinatorstwo z trzy-cztery razy więcej. Ja miałam zerowy zwrot podatku, oni ponad trzy tysiące...
Kuźwa. Bądź tu uczciwy :/
Jak byłam mała, to słowo „gentleman” wypowiadałam tak jak się pisze. Potem zaczęło się plątać i nie wiem dlaczego mówiłam „genitalia”. W telewizorze w jakimś posranym programie usłyszałam: „Przecież genitalia to po prostu kutas”.
Zatem uprzejmych ludzi nazywałam kutasami.
Moja ciotka odkąd pamiętam zawsze była symulantką. Nawet nie hipochondryczką. Zwykłą, cwaną symulantką. Sprytna bestia robiła wszystko, by siedzieć w domu na tyłku, podczas gdy jej mąż urabiał sobie ręce po łokcie, żeby do garnka było co włożyć.
Nie przepracowała w swoim życiu chyba nawet pięciu minut. Wuj wracał z pracy i sprzątał, prał, gotował, prasował, jeszcze jedzenie do łóżka podawał... A ona leżała i pachniała.
Kilka dni temu ciotka zemdlała. Upadła i rozcięła sobie głowę o kant szafki. To już nie wyglądało na symulację, choć „omdleń” miała w życiu setki. Wystarczyło krzywo na nią spojrzeć.
Wuj wezwał pogotowie. W szpitalu badanie i diagnoza: nieoperacyjny guz mózgu...
Ciotce zostało kilka miesięcy.
Skarżyła się wcześniej... Na bóle, zawroty, że niewyraźnie widzi... Wuj przez dwadzieścia lat małżeństwa słyszał to tysiące razy. Zbagatelizował problem, czemu kompletnie się nie dziwię. Zdumiewa mnie natomiast inna rzecz... Ciotka okazała się być tak leniwa, że nie była w stanie sama pójść do lekarza, kiedy zaczęła się źle czuć. Zamiast tego truła wujowi i truła, żeby ją do przychodni zabrał, a on ze swoją anielską cierpliwością odpowiadał niezmiennie: „Zosiu, nie pie**ol...”.
Przez sterydy, jakie we mnie wpompowano za niemowlaka, bardzo szybko zaczęłam dojrzewać, toteż w ok. 1-2 klasie podstawówki zaczął rosnąć mój biust. Moja siostra, od zawsze chuda i drobna, ciągle łaziła za mamą z płaczem i pytała: „Mamooo, ja też chcę mieć takie, kiedy mi urosną, czemu ona ma, a ja nie mam, mamoooo!”. I tak całymi dniami. Ja cieszyłam się, że siostra mi czegoś zazdrości, bo dzięki temu czułam się od niej lepsza, a co za tym idzie, po cichu liczyłam na to, że moje jeszcze urosną...
Cóż, teraz obydwie plujemy sobie w brody i przeklinamy własne gadanie.
Siostra ma rozmiar G...
Ja doleciałam do J...
Przynajmniej ciągle prowadzę! xD
Gdy byłem dzieckiem, moi rówieśnicy chcieli mieć nowe zabawki, konsole, piłki...
Ja chciałem mieć swój własny burdel.
W tamtym roku organizowałem sporą imprezę w restauracji moich rodziców dla ludzi ze studiów. Miałem przy tym trochę roboty, co chwilę dzwonili ludzie w różnych sprawach związanych z imprezą.
Za którymś razem gdy zadzwonił telefon z nieznanego numeru, odebrałem, mówiąc: „Joł, joł, joł, czego chcioł?”. Po drugiej stronie cisza. Zacząłem mówić normalnie i wtedy gość się przedstawił, że dzwoni z firmy, do której złożyłem CV w sprawie rekrutacji na pewne stanowisko. Przeprosiłem go, a on się roześmiał i powiedział, że to mój telefon i mogę go odbierać jak tylko chcę.
Byłem na spotkaniu, ale tej pracy jednak nie dostałem.
Dodaj anonimowe wyznanie