#Qu0dF

Mieszkam w mieście. Pewnego dnia znalazłam rasowego psa bez właściciela. Olałam pieska i poszłam na zakupy, a po dwóch godzinach on nadal sobie biegał w okolicy mojego bloku. Popytałam przechodniów, ale nikt nic nie wiedział. Umówiłam się z dyrektorką prywatnego schroniska, bo już zamykali, że zaczekają na mnie i odstawiłam do nich psa. Nie miał czipa, na obroży nieaktualny nr telefonu, więc co innego tu zrobić?

Okazało się, że pies był sąsiadów. Wypuszczali go z bloku samopas i nikt go nie pilnował. Za odbiór psa ze schroniska musieli zapłacić.
Mają za swoje. Nieodpowiedzialne dupki.

#U72O5

Poranek – szybka kawa, lekki makijaż, mały kac, niewyspanie po imprezie i do pracy na ósmą. Mieszkam spory kawałek od pracy, więc niestety muszę jeździć wcześnie rano autobusem o 6.35, aby być na czas. W moim budynku znajduje się winda, na szczęście. Mam mieszkanie na szóstym piętrze, więc oczywiste jest, że codziennie korzystam z windy. Jak to zwykle bywa, o 6.15 wchodzę do windy. Niestety, okropny ból brzucha i wiem, co nadchodzi po kawie z mlekiem i alkoholem zmieszanym wczorajszej nocy... kacowa sraka. Myślę – dam radę, nie mogę wrócić do domu, bo się spóźnię, przetrzymam. Zwykle nikt nie wchodzi o tej porze do windy, czasami starszy pan z psem z czwartego piętra. Mijając to piętro, puściłam głośno wiatr, aby trochę sobie ulżyć i zadowolona jadę dalej. Smród był okropny. Nagle winda zatrzymuje się na drugim piętrze i wchodzą dwaj mężczyźni – chyba goście od sąsiada, po świętowaniu urodzin. Tej ciszy nie zapomnę do końca życia... Sprawdzając nerwowo telefon, zobaczyłam, jak zakrywali nos i coś szeptali między sobą, śmiali się.

Wracając z pracy, rozglądałam się, czy nie spotkam przypadkiem tamtych dwóch mężczyzn. Wchodzę do windy... i zaniemówiłam Wiecie dlaczego? Na szybie widniał napis: „TAKA ŁADNA, A TAK SIĘ ZESRAŁA”.

#gqDUT

W związku z rozwojem mojego hobby, jakim jest szycie, podarowałam koleżance wykonany przez siebie komplet pościeli dla jej córeczki. Specjalnie użyłam naturalnych materiałów, prałam w płynach dla bobasów, pytałam o rozmiar łóżeczka, kolory, wzory i wszystko, na co chciałaby mieć wpływ. Starałam się bardzo i byłam z siebie bardzo dumna.

Sprzedała go na Olx-ie...

#MGNqQ

Nigdy niczego się nie bałam. Zawsze byłam odważna, nie bałam się bólu, nie bałam się adrenaliny, nie bałam się być sama, nie bałam się nienawidzić, nie bałam się być bezczelną, nie bałam się mówić tego, co myślę, nie bałam się ryzyka, nie bałam się śmierci, nie bałam się życzyć innym źle. Bawiłam się, piłam i lubiłam sobie zapalić.
Miesiąc temu usłyszałam od lekarza, że moja mama ma przerzuty raka do głowy, chociaż nie mieliśmy pojęcia, że w ogóle on jest w jej ciele.
Mój świat się zatrzymał. Pierwszy raz w życiu boję się. Boję się każdego kolejnego dnia, każdego nieodebranego od mamy telefonu, każdego jej zawrotu głowy, każdego jej ruchu, bo może upaść, każdego pożegnania z nią wieczorem, bo mam w głowie, że może być ono tym ostatnim.
Od miesiąca boję się żyć. Boję się otwierać rano oczy, boję się, że nie zdążę czegoś zrobić czy powiedzieć.
Boję się, że kończy mi się czas, w którym mam ją obok siebie.

#9No6Y

Mam dość specyficzną umiejętność, potrafię rzygać na zawołanie, bez wkładania palców ani niczego takiego. Gdy byłem w podstawówce i nie nauczyłem się na sprawdzian... zwymiotowałem na niego. Później, gdy podeszła do mnie pani, zwymiotowałem i na nią. Kolega odprowadził mnie do toalety, obrzygałem po drodze korytarz dwukrotnie. Jako iż skończył mi się materiał na dalsze wymioty, postanowiłem udawać, że płuczę sobie usta, podczas gdy naprawdę uzupełniłem zapasy wody. Gdy przyjechała po mnie mama, poszliśmy razem do pani, przeprosiłem ją, mama zaproponowała odkupienie jej ubrań, nie chciała się zgodzić. Rzygnąłem jej więc jeszcze na buty (całe szczęście samą wodą) i odeszliśmy.
Po tym wydarzeniu spędziłem tydzień w szpitalu i zostałem przepisany do innej szkoły. Mama do dziś nie wie, że nic mi nie było i tylko udawałem.

#UWkg3

Dziś zdałam sobie sprawę, że jestem bardzo samotna.

– Pół roku temu uśmiechnął się do mnie chłopak, który mi się podobał, a ja przeżywałam to chyba z miesiąc.
– Kilka dni temu kolega spytał, czy nie jest mi zimno, a ja poczułam taką radość „Martwi się o mnie!”.
– Kiedyś koleżanka, pisząc luźną wiadomość, nazwała mnie „słońcem”, a potem „Mycha”, od tamtej pory to moje ukochane słowa.

To tylko kilka przykładów.
Sprawdza się mój ulubiony cytat: „Samotny człowiek przywiązuje się do każdego ciepłego słowa, które usłyszy”.

#cPrg2

Czy was też irytuje szukanie przepisów kulinarnych w internecie i przekopywanie się przez tony reklam i niepotrzebnego tekstu, opisującego historię potrawy bądź jej głównego produktu i jego wspaniałe właściwości lecznice, smakowe i inne, zanim dotrze się do właściwego przepisu? Miałam tego tak serdecznie dość, że zamówiłam tradycyjną książkę kucharską.

#ABcC3

Byłem u fryzjerki z synem obciąć włosy na jego komunię. 
Czekamy. Fryzjerka zagaduje, czemu młody w południe nie w szkole. Ja mówię, że puścili ich, bo egzaminy ósmoklasisty i że teraz taka lajtowa ta nauka i słabo ich tam cisną. A babka na to: „To nie wie młody, że jak się nie będzie uczył, to będzie gnój wywalał albo pracował w polu?”. A syn do niej rakieta: „My przecież jesteśmy rolnikami...”.
Tak oto po pięciu latach studiów zakończonych magistrem rolnictwa, pojechała mi baba przy moim synu. Uważa, że jest lepsza, bo zapierdziela na nożyczkach?

#32WGU

Pracuję, choć do tej pory szefostwo w jednej i drugiej firmie nigdy nie miało dla mnie pełnego etatu. Stawka niska, ilość godzin mała, zarobek więc niski, a wydatki wysokie. Uroki pracy w wybranej przeze mnie branży. Kilka razy byłam w banku załatwiać różne sprawy związane z moim kontem. Mogłam zrobić to drogą telefoniczną, ale łatwiej mi było po prostu wejść do banku, gdy byłam w okolicy.

Skoro znacie kontekst, to teraz anonimowa część: WSTYD MI przed pracownikami banku, że jestem biedna. Gdy otwierają widok na moje konto, pokazuje im się ilość pieniędzy, którą mam. Wiem, bo to oczywiste i to widziałam. Nikt mi nigdy nie robił uwag, ale sama bym się zdziwiła, że ktoś w moim wieku po zrobieniu opłat za rachunki i gdy koniec miesiąca jeszcze jest odległy ma na koncie tylko kilkadziesiąt albo kilkaset złotych.

#rq1jX

Często łapię się na tym, że zazdroszczę ludziom. Wiecie czego? Relacji z rodzicami. Moje może nie są najgorsze (nawet na tym portalu opisywane są takie historie, że aż włos się jeży na głowie), ale bardzo daleko im do udanych. Mój ojciec w sumie jest w porządku, czasami nawet go lubię, można z nim pożartować, ale i poprosić o pomoc. Ma tylko jedną wadę – pije. Swoim piciem zniszczył mi dzieciństwo. Do dziś pamiętam awantury, bicie, rzucanie meblami i ten ostry, przeszywający ton głosu, na wspomnienie którego nawet teraz cała się trzęsę. Wstydu, jaki czułam idąc rano do szkoły z nieodrobionymi lekcjami, bo awantura trwała pół dnia i większość nocy nie zapomnę nigdy. Wzroku sąsiadów też. A matka? Cóż, przez całe dzieciństwo było mi jej szkoda, ojciec okropnie gnębił ją psychicznie. Bił. Miała przez niego depresję. Ale teraz, gdy wyprowadziłam się z domu, nie potrafię się z nią dogadać i dziwię się, czy cały czas taka była, czy po prostu się zmieniła. Jest czepialska, małostkowa, wredna, bez powodu wszczyna awantury, z niczego się nie cieszy i wiecznie jest niezadowolona, musi zawsze postawić na swoim, jest upierdliwa, wylicza mi pieniądze, chociaż utrzymuję się sama, i robi wyrzuty. Przestałam ją lubić, tak mi daje w kość. W ogóle jej nie rozumiem. Paradoksalnie ojca, który sprawił, że moje dzieciństwo było piekłem lubię bardziej niż ją. Jestem na siebie zła, bo wiem, że nie powinno tak być. Ale moja matka doprowadza mnie do szaleństwa. Bardzo rzadko się z nią widuję, a jeśli już, to nie wytrzymuję nawet jednego dnia w jej towarzystwie. Od kiedy mam swoje dziecko jest mi jeszcze trudniej, bo mama strasznie się wtrąca i uważa, że wie najlepiej. A najśmieszniejsze jest to, że gdy powiedziałam jej o ciąży (jestem dorosła, z ojcem dziecka jestem od 9 lat w szczęśliwym związku, od 3 jesteśmy małżeństwem, utrzymujemy się sami, niczego od nikogo nie potrzebujemy) była zła, wróć – była wręcz wkur*****. Nie rozumiem tego do tej pory. Teraz ciągle wypytuje o małego, ale jej pierwsza reakcja zwaliła mnie z nóg... nie umiem o tym zapomnieć. Wszyscy się cieszyli, a moja matka była zła i zabroniła o tym komukolwiek mówić, jakby to był wstyd. A zmierzam do tego, że jestem teraz w drugiej ciąży. I wiedzą już wszyscy – oprócz mojej matki. Boję się jej powiedzieć. Boję się jej reakcji.
Dodaj anonimowe wyznanie