#L4BIA

Chyba czytam za dużo anonimowych...

Ostatnio przyśniło mi się, że byłem przesłuchiwany w Guantanamo. Kiedy nie chciałem zeznawać, w ramach tortur kazali mi obejrzeć na żywo debatę z udziałem GrazynaPiczkas i Poroniec.
Przebiegu debaty nie streszczę, bo w tym momencie się obudziłem.

#gsWtN

Czytam anonimowe najczęściej przed snem. Leżąc w łóżku odpalam apkę i pogrążam się w lekturze. Pomaga mi to zasnąć.
Ostatnio jednak zaczęły mi się śnić historie, które czytam przed zaśnięciem, a ja jestem ich główną bohaterką. Co więcej, są to sny świadome - jakoś tak pamiętam te historie i mam na nie wpływ, dzięki czemu mogę zmienić zakończenie jeśli to opisane w wyznaniu mi się nie podoba.

Ot, takie anonimowe wyznanie. Chyba się uzależniłam :)

#Jp891

Będzie to jedno z wyznań trochę obrzydliwych.

Zawsze, kiedy jestem poważnie chora (najczęściej jest to zapalenie gardła) i muszę siedzieć tydzień w domu, to nie myję się w ogóle. Tylko twarz i zęby. Włosy i ciało myję dopiero wtedy, gdy zdrowieję i mogę już wychodzić z domu. W ciuchach również tych samych chodzę po mieszkaniu i śpię, czasami może raz w ciągu chorobowego tygodnia zmienię.

Ot, takie anonimowe wyznanie.

#c28Ml

Oto dowód na to, że nawet mały czyn z naszej strony może komuś naprawdę pomóc i stworzyć wyjątkową przyjaźń.

Pani Gosia jest moją nauczycielką historii, jak i również jedną z opiekunek samorządu szkolnego. Nigdy wcześniej jakoś specjalnie z nią nie rozmawiałam i nie znałam jej z innej strony, prócz tej, którą poznałam na lekcjach i zebraniach.

Nie było mnie przez kilka dni w szkole. Pani Gosia szykowała harmonogram do sprzedaży ciast i napisała do mnie po raz pierwszy ok. 21, czy będę już w piątek w szkole, bo chce mnie wpisać. Zdziwiłam się, że o tej godzinie robi rzeczy do pracy, zamiast cieszyć się wspólnie spędzonym czasem z najbliższymi - napisałam jej to. Przypomnę, że NIGDY wcześniej z nią nie miałam kontaktu. Zaczęła mi pisać o tym, że już z niczym nie wyrabia, ma wszystkiego dosyć, zaraz z bezsilności usiądzie i się rozpłacze - była bardzo przygnębiona. Szczerze, to mocno nią się zmartwiłam ;/ Nie wiedziałam jak mogę jej pomóc, więc zapytałam. W żartach odpisała, że mogę jej upiec babeczki.

Nie odpisywałam jej przez parę minut, bo w tym czasie ubierałam się i wychodziłam z domu po babeczki. Była godzina 21.30, jak nie później. Napisała, że żartuje ;) W odpowiedzi wysłałam jej zdjęcie z opisem ''idę po babeczki''. Nie mogła mi uwierzyć. Cały czas pisała, że jestem szalona, że mam wracać do domu i że już nie będzie płakać, ale mam wracać. Byłam w 3 sklepach i nigdzie ich nie było. W międzyczasie rozładował mi się telefon. Ostatnią nadzieją na zdobycie babeczek był sklep oddalony o jakiś 1 km, ale co tam - raz się żyje. Zdobyłam babeczki 💪. Do domu wróciłam po jakichś 30 min, czyli po 22.
Gdy podładowałam telefon, było pełno wiadomości od p. Gosi, m.in. czy żyję, czemu nie odpisuję, że się martwi itp. Wysłałam jej zdjęcie babeczek z opisem ''misja wykonana''. Nie mogła mi uwierzyć. Sądziła, że to co zrobiłam jest bardzo szalone i wyjątkowe. Następnie zrobiłam babeczki i uszykowałam na następny dzień. W międzyczasie cały czas pisałyśmy. Dziękowała mi, że wyciągnęłam ją z tak wielkiego psychicznego dołka, że nigdy tego nie zapomni i że jestem wyjątkową osobą.

Następnego dnia poszłam pod gabinet, gdzie miała lekcje. Poczekałam na dzwonek i jak wszyscy wyjdą z klasy. Kiedy była już sama, weszłam do gabinetu z babeczkami. Uśmiech p. Gosi był bezcenny. Nic nie powiedziała, tylko mocno mnie przytuliła i w międzyczasie się popłakała. Dziękowała mi z kilkanaście razy. Psychicznie naprawdę było już z nią źle... Ale zdołałam jej choć trochę pomóc.

Po tym, jak mnie przytuliła wiedziałam, że zapowiada się coś wyjątkowego. Nie sądziłam, że aż tak szybko, ale w bardzo szybkim czasie powstała między nami wielka więź. I obecnie jesteśmy przyjaciółkami. Coś czuję, że to jest przyjaźń na całe życie, a nie tylko na chwilę.

Dużo młodych ludzi zapomina o tym, że nauczyciel to mimo wszystko też człowiek. A ''nauczyciel'' to tylko jego zawód - praca jak każda inna. Więc proszę. Popatrzcie na nauczyciela nie jak na nauczyciela, ale jak na człowieka.

#KeOBj

Telefon miałam od przedszkola. Najpierw była to zwykła cegiełka. Jednak gdzieś w 2-3 klasie dostałam telefon z kamerką.

Nadszedł czas świąt. Do mojej genialnej główki wpadł pomysł, żeby nagrać Świętego Mikołaja, jak podkłada prezenty pod choinkę. Jako że obok drzewka był przedłużacz do lampek, wzięłam ładowarkę, podłączyłam telefon, włączyłam nagrywanie i ukryłam wszytko za gałązkami. Oczywiście o niczym wcześniej nie mówiłam ani rodzicom, ani dziadkom.

Gdy prezenty magicznie znalazły się pod choinką, po kryjomu zabrałam telefon i odtworzyłam film. Zamiast Świętego Mikołaja na nagraniu była babcia zostawiająca paczki na dywaniku.
Tak właśnie się dowiedziałam, że Święty Mikołaj nie istnieje.

Sztuczki z nagrywaniem przez telefon używałam jeszcze wiele razy, ale o tym w innym wyznaniu.

#rY6Uv

Mam doktorat, pracuję jako lekarz na wydziale onkologii dziecięcej.
Kocham swoją pracę i wykonuje ją z pasją, dla niej poświęciłem swoje życie prywatne ale wierzę, że robię właśnie to po co się urodziłem.

Cóż, wiecie co jest najśmieszniejsze w mojej pracy?
Po wielu trudach i wysiłkach, nieprzespanych nocach, kombinowaniu i po prostu robieniu wszystkiego co tylko jestem w stanie, aby ocalić ten organizm. Po niewyobrażalnie bolesnej przegranej walce o życie.

"Najśmieszniejsze"* jest mówienie rodzicom, że ich dziecko umrze.

*najbardziej ironicznie przerażające i chore, wręcz śmiesznie niesprawiedliwe, popier*one i ku*wa okropnie pojeb*ane.

Ale nic, dla mnie to końcu to tylko następny organizm, który się wyłączył... bo gdybym
patrzył na te dzieciaki jak na małego, myślącego, kochającego człowieka, mającego duszę i w przyszłości mającego dorosnąć i założyć rodzinę, to już dawno temu skończyłbym w psychiatryku.

#dg7F5

Po niezbyt długo, ale intensywnie trwającej przygodzie z pewnym przedstawicielem męskiej części społeczeństwa, przygodzie obfitującej w wielokrotne kłamstwa, zwodzenie i inne paskudne rzeczy, na mojej psychice na długo zostały poważne ślady w postaci wielu zaburzeń i chorobliwego braku zaufania, nieuzasadnionej zazdrości, nieważne, czy to teraźniejsze, czy przeszłe sprawy. Tak wyszło, tak bywa, trafiłam na nieodpowiedniego typa, który wywrócił mi psychikę do góry nogami i odchorowuję to do dziś. Dziś mijają dwa lata, od kiedy tamten koszmar (wiadomo, słodko i niewinnie) się zaczął.
Dlaczego o tym piszę?

Po kolejnej, burzliwej rozmowie z moim obecnym chłopakiem, który znosi moje paranoje każdego dnia, przed snem chciałam sprawdzić fb. Nie wiem dlaczego, ale wylogowało mnie i zauważyłam, że konto chłopaka jest zapisane w moim telefonie. Wystarczyło kliknąć i cała jego prywatność, wszystkie rozmowy... Raj dla kogoś chorobliwie zazdrosnego, nieufnego. Sprawdzić, co pisał do swojej byłej, kiedy byli razem, sprawdzić, czy z kimś teraz aby nie pisze... Serce skoczyło mi do gardła.
I wiecie co?
Po kilku ciągnących się w nieskończoność sekundach wahania, usunęłam to konto z mojego telefonu.

Niby nic. Niby normalne, bo to powinno być normalne. Ale ja jestem z siebie dumna, cholernie dumna. Bo zapanowałam nad chorym umysłem. Po raz pierwszy od dawna tak naprawdę poczułam, że jednak gdzieś głęboko potrafię ufać i potrafię jeszcze być normalna. Żyć bez paranoi i wiecznego strachu. Normalnie. Po prostu żyć normalnie.

#aiUjJ

Ciepła letnia noc, jedziemy z mamą samochodem. Moja fura stała w ASO po tym, jak skasowałem sarnę. Rozmawiamy, rozmowa się klei bardziej niż zwykle.

Jechaliśmy normalnie, lekko więcej niż dopuszczalna, ale w granicach normy... Wylot z zakrętu i w tej sekundzie zaczyna się najgorszy okres w moim życiu. Przez ułamek sekundy widziałem kombajn przed maską, samochód wyleciał w powietrze i wylądował na drzewie. Mama nieprzytomna, wywaliłem nogami resztki szklanego dachu, jednym telefonem dzwonię do ojca, drugim na pogotowie. Robię co mi mówią przez telefon, zaczynam mdleć, widzę, jak z ogromną prędkością zbliża się samochód, wyskakują ojciec z bratem, a mi się zamykają się oczy.

Obudziłem się w szpitalu, najpierw nie chcieli mi powiedzieć co z mamą, potem dowiedziałem się, że zginęła na miejscu. Pierwsze pół roku po tym zdarzeniu było koszmarem, schudłem 15 kg, siedziałem w pokoju i gapiłem się w ścianę.

Nadal nie mogę pojąć tego, że moja matka zginęła przez to, że jakiś kretyn zostawił nieoświetlony kombajn na środku drogi.

Minęło parę lat, przez codzienne obowiązki i pasję w dzień nie myślę o tym. Gorzej jest w nocy, jak sobie o tym przypomnę, to już nie zasnę.

Nie chcę współczucia, po prostu musiałem gdzieś się wygadać, może mi to w czymś pomoże.

#rZILd

Kiedy miałam iść do podstawówki, moja starsza o 2 lata siostra wytłumaczyła mi, jak wygląda pasowanie na ucznia.

W naszej podstawówce dyrektor miał naprawdę wielki ołówek i delikatnie kładł go na ramię dziecka, mówiąc, że zostaje uczniem.
Siostra powiedziała, że dyrektor bije wszystkie dzieci do nieprzytomności, a te, które zejdą podczas pasowania, nie dostaną się do szkoły.

Przez cale wakacje bałam się do tego stopnia, że próbowałam raz uciec z domu, żeby tylko nie iść na to cholerne pasowanie.
Dodaj anonimowe wyznanie