Mój kumpel obraził się na mnie, bo nawrzeszczałem na niego przy naszych znajomych bez powodu.
No nie wiem, według mnie fakt, że podczas imprezy w moim mieszkaniu nasrał mi na dywan, bo do kibla była kolejka, to cholernie dobry powód, by się na kogoś wku*wić.
Zawsze pracuję w słuchawkach. Lepiej jest mi się skupić.
Mam też pewne problemy trawienne, czego skutkiem są częste wzdęcia. Często czuję parcie, więc żeby nie było siary, to puszczam cichacze. Trochę mnie to bawi, bo po jakiejś chwili ktoś zawsze otwiera okno, a ja mam satysfakcję, że nikt nie wie, kto pierdnął.
Kiedyś zdjąłem słuchawki i wzięło mi się na takiego cichacza. Jak się okazało, mój pierd wcale nim nie był... Było go słychać na cały pokój.
Ja spaliłem buraka, reszta pracowników wytrzeszczyła gały. Po chwili niezręcznej ciszy szef powiedział tylko "No, tym razem zdjął słuchawki, więc może w końcu otworzy okno, bo za każdym razem robimy to za niego''.
Jak się okazało, moja dupa jest oszustką. Za każdym razem moje ''cichacze'' było słychać na cały pokój.
Gdy dowiedziałam się o śmierci mojego narzeczonego, byłam załamana. Wiadomo, nic w tym dziwnego. Byłam akurat w domu na święta, przepłakałam kolejne dni, nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. Przyjechali przyjaciele, rodzice pocieszali, ale do mnie nie docierało nic, co mówili. Az do momentu, gdy mój siedmioletni wówczas brat przyszedł, położył się koło mnie i przytulił mocno, mówiąc:
- Nie przejmuj się, znajdę ci chłopaka, który nie umrze.
Jego poważna mina i pewny siebie ton sprawiły, że zaczęłam się śmiać. Po prostu, wybuchnęłam tak głośnym i niepohamowanym śmiechem, że mama przebiegła, bo myślała, że mi z tego wszystkiego odbiło.
Nikt nie wie, że dopiero te słowa wyciągnęły mnie z ciemności, w jakiej wówczas się znalazłam. Nikt nie wie, że te małe, przytulające mnie rączki uratowały mnie przed śmiercią, której wtedy tak bardzo pragnęłam. A ten śmiech był jak pierwszy oddech po spędzeniu wieczności bez tlenu.
Kiedyś, jak brat będzie starszy, może mu o tym powiem.
Dzięki temu, że moja przyjaciółka ma upośledzony zmysł węchu, mogę w jej obecności bezkarnie pierdzieć.
Moja teściowa powiesiła mi pranie, wyciągając je uprzednio z pralki...
...głównie czerwone majty, fifne staniczki i koszulki...
.... w dodatku nieuprane, bo stwierdziłam że nie wstawiam prania bo jeszcze wpadnie na pomysł żeby mi je powiesić, a jakoś głupio, żeby takie fikuśne stroje oglądała.
Więc włożyłam rzeczy do pralki i zostawiłam uchylone drzwiczki, żeby włączyć po powrocie do domu. Na moje pytanie, czy nie zauważyła, że pranie jest całkowicie suche, odparła że "myślała że moja pralka tak dobrze wiruje".
Moja babcia, odkąd tylko pamiętam, była zawsze religijna. Codziennie do kościoła, potem na cmentarz, w domu różaniec, a w telewizji wiecznie Trwam na zmianę z Familiadą i jakimś latynoskim serialem dla niepoprawnych romantyczek.
Nie rozumiałem, dlaczego babcia chodzi do konfesjonału - przecież nie ma się z czego spowiadać, na pewno papież kiedyś ogłosi ją świętą! Nawet kiedyś zapytałem o to babcię - z czego ona może się spowiadać, skoro nie grzeszy? Odpowiedziała, że jest grzesznicą, ale miło jej, że uważam ją za świętą.
I jak tak się teraz zastanawiam, to moja świętej pamięci babcia święta wcale nie była. Kochałem ją zawsze, miło wspominam zabawy z nią, ale... nikt nie zrobił mi i mojej rodzinie większej krzywdy niż ona. Całe życie nastawiała mnie przeciwko mojej mamie i siostrze, moją mamę posądziła nawet raz o pedofilię, bo "zbyt dokładnie mnie myła". Dziecięcy psycholog na szczęście zapewnił, że nic takiego nie miało miejsca, ale do dziś pamiętam kłótnie rodziców z tego okresu. Siostry przez wiele lat szczerze nienawidziłem, bo wierzyłem babci, że rodzice kochają ją bardziej niż mnie i że wszystko co robi, robi aby mi w jakiś sposób dopiec. W plotki, które babcia rozsiewała do dziś jeszcze niektórzy sąsiedzi wierzą, a nigdy przyjemne nie były i zawsze mocno uderzały w siostrę i mamę. Jedna z nich głosiła, że moja siostra w wieku 13 lat miała usuniętą ciążę. Wszystko dlatego, że po lekach, które brała, drastycznie schudła.
W oczach ludzi z małej miejscowości, w której mieszkamy, jesteśmy patologią.
Nie wiem kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że moja babcia nie jest do końca normalna, ale wiele, wiele lat żyłem w przeświadczeniu, że jest to jedyna osoba, która chce mojego dobra. Czemu tak bardzo nienawidziła mamy i siostry nigdy się tak naprawdę nie dowiem, choć tata twierdzi, że uważała, że mama zabrała jej syna, a moja młodsza siostra miała jej zabrać mnie. W dodatku siostra wygląda jak mała kopia mamy.
Morału nie ma. Mogę tylko na koniec dodać, że jej czyny nie umniejszały mojej straty po jej śmierci.
Nigdy nie zaznałam od rodziców miłości, a przynajmniej nigdy tego nie odczułam.
Zaczynając od początku:
Naszej rodzinie zawsze się dobrze wiodło finansowo, nigdy nam niczego nie brakowało, chodziłam razem z moim bratem do jednej z najlepszych szkół w mieście, rozwijaliśmy swoje hobby.
Jednak za tą iluzją idealnej rodziny kryła się niestabilna psychicznie matka, pracoholik ojciec oraz dwójka dzieciaków z depresyjnymi stanami.
Rodzice nie uznawali spokojnej rozmowy, każda, nawet najmniejsza próba cywilizowanej dyskusji kończyła się na groźbach typu, że zrobią nam piekło na ziemi. Po wszystkim opowiadała całej rodzinie jakie potwory ma za dzieci (oczywiście spadała na nas fala nienawiści z ich strony). Wyzwiska, krzyki nie miały końca. Kiedy raz wyznałam mojej mamie co czuję, jedyne co od niej dostałam to kolejna porcja krzyku, gróźb.
Raz próbowałam powiedzieć zaufanej mi osobie, co się dzieje. Kiedy moi rodzice się o tym dowiedzieli, było tylko gorzej. Dali mi ostro do zrozumienia, że to co się dzieje ma zostać tajemnicą i NIKT nie może się o tym dowiedzieć. Oczywiście, przed znajomymi mam być idealną córeczką, a mama idealną rodzicielką. W sumie to nie wiem po co to tu piszę, może chcę to wreszcie z siebie wyrzucić? Dzięki moim rodzicom jestem zamknięta w sobie, boję się ludzi i nie panuję nad nerwami.
Mówią, że przemoc psychiczna boli bardziej niż przemoc fizyczna i czasem mam wrażenie, że mają rację.
Mój tata jest tak okropnym fleją, że mimo że mam już 19 lat i wcale niemało znajomych, nigdy nie zaprosiłam nikogo do domu na dłużej niż pół godziny - nawet jeśli cały dom jest - w granicach normy - ogarnięty, nigdy, ale to nigdy, pod żadnym warunkiem nie wolno wejść do toalety. Nie mam pojęcia, jak on to robi, ale odkąd tylko pamiętam, ZAWSZE po jego wyjściu z łazienki cała toaleta jest tak, kolokwialnie mówiąc, obsrana, jakby dosłownie każdego dnia przez ostatnie kilkadziesiąt lat miał sraczkę. Można spłukiwać 10 razy i nic, naprawdę nic to nie da. Jasne, można przepchać, pomęczyć się trochę i po problemie, ale czy naprawdę trzeba to po nim robić za każdym razem, kiedy wyjdzie z toalety? Oczywiście o smrodzie nic nie wspominam.
Sama jestem w miarę do tego faktu przyzwyczajona, ponieważ było tak od niepamiętnych czasów, ale mogę się tylko domyślać, co pomyślałby sobie jakiś mój kolega czy koleżanka.
Rozmawialiśmy o tym z tatą już wiele, wiele razy, ale oczywiście bezskutecznie, a jako że nie jest on największą oazą spokoju na świecie, dla naszego dobra wolimy nie drążyć tematu zbyt długo.
Wiecie, jakie to niesamowicie ch*jowe uczucie nigdy nie zapraszać do domu znajomych ani chłopaka, ani nikogo, tylko i wyłącznie z tego powodu, że ma się tak okropnie obsraną przez ojca toaletę? I wymyślać wymówki w stylu "moi rodzice nie pozwolili", tylko dlatego, że wstyd powiedzieć "mój ojciec uwielbia zostawiać obsrany kibel i chcę ci oszczędzić tych widoków/zapachów"? No k*rwa.
W liceum, a także na studiach miałem dobrego kolegę, nazwijmy go Piotr, o aparycji i charakterze geja. Piotrek ubierał się bardzo schludnie i trendy, mówił lekko podwyższonym głosem, miał długie włosy, należał na Facebooku do grup LGBT i się tam udzielał, chodził do klubów dla gejów, ogólnie obracał się w tym towarzystwie itd.
I oprócz tego miał wiele psiapsiółek, z którymi chodził na zakupki, doradzał. No ogólnie typowy gej-przyjaciel z seriali pokroju "Seks w wielkim mieście". Z tą jednak różnicą, że jego koleżanki były znacznie ładniejsze niż pani koń.
Do czego zmierzam. Mój kolega dochodził do takiej zażyłości z tymi laskami, że one bez problemów pokazywały mu się u siebie w mieszkaniu w bieliźnie i pytały, czy ładna itd. Oczywiście w tym czasie pojawiało się winko i ciekawsze tematy. I również temat jego pociągu do kobiet. I wtedy też wiele jego psiapsiółek chciało sprawdzić, czy da się zaciągnąć geja do łóżka - on dawał się zaciągać, po wszystkim mówiąc, że to nie to i jednak woli facetów, ale wiele z nich miało satysfakcję, że zaciągnęło geja do łóżka. Jak sam mi opowiadał, dziewoje godziły się na każdy rodzaj seksu, typu anal, BDSM, mimo że swoim chłopakom odmawiały.
"Zaliczył" tak ponad 30 kobiet. Piszę ponad 30, bo wtedy przestał liczyć.
No i jak się domyślacie, Piotrek nie był żadnym gejem, a 100% hetero - po prostu wykminił sobie ten sposób na zaliczanie kolejnych dziewczyn i szło mu to znakomicie.
Kilka lat temu moja ciotka zapytała się mnie, co chciałabym na urodziny. Ciotka do biednych nie należy, więc poprosiłam ją o profesjonalne markery do rysunku, zaznaczając, że one do tanich nie należą i w zupełności wystarczą mi 3-4 kolory. Nawet napisałam nazwę markerów na karteczce, żeby cioci z głowy nie wyleciało (dla chcących wiedzieć, koszt ok. 16 zł/1szt.) Ciotka pokiwała głową, "dobra, dostaniesz".
Nadszedł dzień urodzin, ja, uchachana od rana, ważny dzień itd., dostaję prezent od cioci...
Kupiła mi 12 mazaków.
Najtańszych, badziewnych mazaków, do kupienia za (sprawdziłam) 3 złote w markecie czy innym sklepie.
I pomijając fakt, że solenizantce kupiła prezent za 3 złote, a siostra dostała gigantyczną stertę słodyczy, to jeszcze miała śmiałość, żeby z dumnym uśmiechem stwierdzić:
- No, teraz masz te swoje mazaki, to mi narysuj coś pięknego - i oczekiwać na, zapewne, drugą Monę Lisę.
Nie powiem, wkurzyłam się, wzięłam pierwszy lepszy mazak, zrobiłam kilka kresek i dwie kropki i dałam ciotce ze słodkim uśmiechem i słowami "Proszę, ciociu, to jest kotek".
Ciotka się zapowietrzyła i już więcej na moje urodziny nie wpada. A ja jakoś nie żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie