Dwa lata temu przeprowadziłam się na osiedle domków jednorodzinnych. Rodzice nauczyli mnie dobrego wychowania, dlatego zawsze gdy widzę sąsiadów, mówię im „dzień dobry”.
Niestety, nie jestem w stanie zapamiętać, jak wyglądają z twarzy. Na moje szczęście praktycznie każdy sąsiad ma psa innej rasy. Takim sposobem, idąc na autobus, zawsze patrzę pod nogi.
Patrzę najpierw na psa, a potem na człowieka.
Skuteczne w 100%.
Dziś rano, gdy jechałem autobusem miejskim, obok mnie siedział facet około trzydziestki. W autobusie nie było już miejsc siedzących. Moher wchodzący do autobusu powiedział:
- Zdrowy, młody facet, a starszej kobiecie nie ustąpi.
Wtedy on odpowiedział:
- Proszę pani, przez ostatnie 48 godziny uratowałem dwoje ludzi podczas dwóch operacji, jestem potwornie zmęczony, właśnie jadę do domu, by się przespać.
Nic nie odpowiedziała.
Szacun!
To było w te wakacje nad morzem. Stoję sobie w kolejce do gofrów i robi się coraz dłuższa. Za mną stała pani, co nie potrafiła poczekać tych 10 sekund i mówiła, że jest przede mną. W końcu stanęła obok mnie (byłem z rodzicami wtedy, bo pełnoletni nie jestem).
I przychodzi "moja'' kolej, chcę zamawiać i pani zamawia pierwsza. Ja i rodzice mówimy, żeby się nie wpychała, ale nic z tego. Sam poczekam 10 sekund, nic mi się nie stanie, ale byliśmy źli.
Zemsta jest słodka jak gofr tej pani. Kiedy szła dumna z siebie z kasy, "przez przypadek'' ją szturchnąłem i gofr jej wypadł. Ojoj...
Tym razem ja byłem dumny z siebie.
Mizofonia.
Nienawidzę mlaskania, chrapania, głośnego picia (takiego gul, gul, gul) i siorbania. Wpadam w wewnętrzny szał, zatykam uszy, wychodzę z pomieszczenia. Tak bardzo doprowadza mnie to do zdenerwowania.
Najbliższa rodzina o tym wie i co robią? Na niedzielnych obiadach SPECJALNIE mlaszczą i siorbią. Proszę ich, staram się ignorować. Nic nie pomaga. Wiedzą, że to dla mnie okropne i zawsze słyszę:
- Weź przestań, my se tylko jajca robimy, he, he, heh.
- Nie przesadzaj, wydziwiasz.
- Co ci w tym przeszkadza. To zabawne, ha, ha *odgłosy mlaskania* .
- Podczas seksu wagina wydaje takie same dźwięki. Jak ty będziesz się zabawiać z chłopakiem?
Chcę się tego pozbyć. Przecież wiecznie słuchawek nosić nie będę.
Kiedy na kogoś czekam, to jak dzwoni domofon po prostu wciskam przycisk otwierania drzwi. Nie pytam, kto idzie.
Czekałam na koleżankę, dzwoni, to otwieram. Po chwili dzwonek do drzwi. Otwieram... A tam facet około trzydziestki z bukietem czerwonych róż. Ja patrzę zdumiona i już snuję wizję tajemniczego adoratora, czekam na wyznanie miłości... Niestety facet zamiast wręczyć mi kwiaty, zaczyna się cofać i nerwowo rozglądać.
"Chyba pomyliłem blok".
No trudno.
Miałam kiedyś najlepszą przyjaciółkę (będziemy nazywać ją Hermiona, bo bardzo lubiła tę postać z Harry'ego Pottera), miałyśmy wtedy 10 lat.
Pewnego dnia na świetlicy było za głośno, więc wraz z Hermioną spytałyśmy się pani, czy możemy iść przed świetlicę, bo jest za głośno. Zgodziła się.
Usiadłyśmy na podłodze i rysowałyśmy, dopóki nie zjawił się tajemniczy facet, który wyglądał na 25 lat.
Powiedział, że jest synem przyjaciela jej taty i że najlepiej by było, gdybyśmy z nim poszły.
Hermiona słyszała coś od taty, że odbierze ją jakiś przyjaciel czy ktoś z rodziny przyjaciela, więc poszła.
Chciał mnie złapać za rękę, bym z nim poszła, ale mama w ten dzień mówiła, że mnie odbierze i że grasuje w okolicy pedofil i jak obcy będzie chciał mnie zabrać, to mam uciekać. Tak też zrobiłam.
Zostawiłam rysunki i uciekłam do świetlicy przestraszona. Po odbiorze mnie z świetlicy bawiłam się jak zawsze.
Rano, jak przyszłam do szkoły, nie było jej. Dzień później też, dwa dni też... Nigdy jej później nie spotkałam, ale bardzo za nią tęskniłam, bo była moją przyjaciółką, której do tej pory nie umiem znaleźć.
8 lat później, w jej urodziny, rodzice powiedzieli mi prawdę, gdy moja siostra była w szkole.
Okazało się, że tak, miał ją odebrać przyjaciel ojca, a nie syn. A jak już, to córka, bo ona jest jedynaczką.
Dwa dni później po zaginięciu, okazało się, że odnaleźli jej ciało w rzece.
Płaczę do teraz.
Nie wiem, co się stało pani świetlicowej, ale z dnia na dzień jej nie było.
Wiem, że ta strona ma trochę inny wydźwięk, ale jest tu dość dobry zasięg, a chciałabym ostrzec jak najwięcej ludzi.
Z soboty na niedzielę zostałam okradziona na skwerze między Novotelem a Costa Coffee w Warszawie. Nie łudzę się o odzyskanie swoich rzeczy, ale chciałam po prostu was ostrzec, bo złodziej ma dość specyficzną technikę kradzieży.
Niepostrzeżenie oblewa swoją ofiarę sokiem pomidorowym na plecach, po czym jak gdyby nigdy nic pełen współczucia podchodzi informując, że jest się brudnym. Podaje chusteczki, pomaga się wytrzeć, cały czas współczując i komentując.
Gdyby nie fakt, że gdy do mnie podszedł, byłam w trakcie pisania SMS-a, myślę, że nawet nie zorientowałabym się, że nie mam telefonu i pomyślałabym, że okradli mnie w klubie czy po prostu telefon mógł mi gdzieś wypaść. Jednak w chwili gdy mężczyzna odszedł, zorientowałam się, że nie mam telefonu i pobiegłam za nim. Na szczęście po lekkiej szarpaninie udało mi się odzyskać telefon, ale portfela z dokumentami już nie. Pomyślałam, że może złodziej wyjął sobie karty płatnicze, a portfel wyrzucił gdzieś w krzaki i podczas szukania portfela natknęłam się na tego samego złodzieja, który dokładnie w ten sam sposób próbował okraść innego chłopaka. Oblał go sokiem, po czym pomagał mu się z tego wytrzeć.
Sprawa została zgłoszona na policję.
Mężczyzna około 45 lat, siwe, krótko ścięte włosy, około 180 cm wzrostu. Był ubrany w ciemną kurtkę z kapturem, ciemny polar pod spodem i ciemne spodnie. Z pozoru bardzo miły i pomocny, a jak się okazuje - oszust.
Jeśli ktoś z was będzie świadkiem takiej sytuacji, to reagujcie! Nie dajcie się okraść plus może uda nam się wspólnymi siłami złapać tego złodzieja, bo niestety mam wątpliwości, czy policja się tym zajmie. Udostępniajcie!!
W 4 klasie w podstawówce miałam kartkówkę z przyrody. Zapewne każdy pamięta: Kopernik wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię.
Ja kompletnie tego nie znałam, a w miejsce kropek miałam wpisać słowa (w tym przypadku Słońce i Ziemię) . Nie wiem czemu, ale wydawało mi się to logiczne i byłam pewna, że pani mi to zaliczy:
"Kopernik wstrzymał oddech, ruszył dalej".
Dziś mam 24 lata i mówiłam o tym tylko mojemu chłopakowi. Rodzice wiedzieli, bo musieli ową kartkówkę podpisać. Wstyd.
Po śmierci mojej babci, 3 lata temu, przez pewien czas miewałam sny, w których byłyśmy obie - w różnych okolicznościach. Co ciekawe, w tych snach ZAWSZE miałam na sobie suknię ślubną. Zaznaczę, że babcia była mi osobą bardzo bliską i byłam z nią mocno zżyta. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ja w tych snach mam na sobie tę sukienkę?!
Po około pół roku od śmierci babci opowiedziałam o tych snach dziadkowi. On na to odparł, że babcia zawsze do niego mówiła, że ma takie marzenie, żeby dożyć mojego ślubu (jestem ich jedyną wnuczką). Wzruszyłam się. Ale co ciekawe... Od tego momentu babcia przestała do mnie przychodzić w snach. Przez kolejne 2 lata pojawiła się może ze dwa razy. Ale ja już nie miałam na sobie sukienki w tych snach. Tak jakby... Dziadek pomógł jej przekazać wiadomość, której ja nie rozumiałam. Była już spokojna, wiedziała, że ja wiem to, co ona chciała mi przekazać.
Minęło trochę czasu, niedawno wyszłam za mąż (na szczęście babcia zdążyła poznać wybranka mojego serca).
Tydzień przed ślubem byłam u babci na grobie, wraz z narzeczonym. Poprosiliśmy, aby czuwała nad nami tego dnia.
Dzień przed ślubem, nad ranem, miałam piękny sen. Śnił mi się nasz ślub i goście, którzy składają nam życzenia. A wśród gości... Ona. Babcia. Podeszła do mnie i zaczęła mówić. Rzeczy, które są dla mnie ważne. O których nikt nie wiedział. Rady, które daje kobieta kobiecie, która wchodzi w nowy etap życia. Odniosła swe słowa także do pewnych sytuacji, które aktualnie miały miejsce w moim życiu. Jakby nadal w nim uczestniczyła. Gdy skończyła mówić, przytuliłam ją. Schyliłam się tak, jak zawsze, bo była dużo niższa ode mnie. Poczułam jej zapach. Poczułam szorstkość jej włosów na policzku. Poczułam jej gabaryty, dokładnie takie same, jak za jej życia. Ciepło jej dłoni na moich przedramionach. I nagle... Rozpłynęła mi się w objęciach, a ja... Obudziłam się. Z uczuciem niesamowitego szczęścia. I z pewnością, że przed chwilą naprawdę się z nią widziałam.
Płakałam kilka godzin. To był najpiękniejszy prezent ślubny. Wiem, że naprawdę do mnie przyszła. To nie było moje wyobrażenie, zbyt wiele zmysłów było aktywnych w tym śnie.
Można powiedzieć, że była z nami w tym dniu. A ja wiem, że specjalnie przyszła w przeddzień naszego ślubu. Znała mnie tak dobrze, że wiedziała, że się rozpłaczę. Nie chciała, żebym miała zapuchniętą twarz w tak ważnym dniu ;)
W marcu zostałaby prababcią. Ale póki co wiem, że z góry opiekuje się naszym, nienarodzonym jeszcze, synem.
Pewnie wielu z Was pamięta ten żenujący moment, gdy rodzice zauważyli, że nie jesteście już słodkimi niewinnymi maluszkami i warto Wam wyjaśnić, po co chłopczykom penisy, a dziewczynkom pochwy, zanim dowiecie się tego z Bravo Girl albo ze stronami z porno.
Ja też pamiętam "ten dzień".
Mama chyba uznała, że jako ogarnięte dziecko znam już podstawy, zatem, jak mawiał wieszcz, nie pierdoliła się w tańcu. Dowiedziałam się, że:
- Stosowanie pozycji z Kamasutry to żenada, bo jak ktoś jest prawdziwym wirtuozem poruchu, sam wymyśla pozycje.
- Warto być gibkim i mieć parę w lędźwiach, bo najlepsze orgazmy nie biorą się z leżenia plackiem.
- Zanim się nawet zająknę o jakimś stałym związku, mam zaliczyć gościa na każdym meblu i mierzyć mu czas, bo na pohybel z takimi, co za szybko dochodzą.
- Jeśli jednak okażę się kretynką i wyjdę za jakiegoś krótkodystansowego leszcza, mam pełne prawo go zdradzać z wytrawnym amantem, co umie jednym palcem doprowadzić kobietę do orgazmu życia.
Rady niby cenne, ale miałam coś koło dziewięciu lat.
Dodaj anonimowe wyznanie