#21t6N

Co roku, a nawet kilka razy w roku, ogłaszana jest kolejna data końca świata. Zazwyczaj całkowicie mnie to nie obchodziło, ale jakoś przed ostatnim zbliżającym końcem miałam dziwne przeczucie, że tym razem się sprawdzi. Nawet się trochę przygotowałam, zatankowałam samochód do pełna, do piwnicy zaniosłam koce, no i zrobiłam nieszczęsne zakupy (dlaczego nieszczęsne, zaraz napiszę). Końca świata oczywiście nie było, a dla mnie został problem. Zapasy wody, baterii, świec, makaronu, ryżu, oleju, mąki itp. jeszcze jakoś zużyję, ale na konserwy, których nikt w domu nie je, nie mam pomysłu.

Najgorsze jest to, że o moich przygotowaniach nikt nie wie. Wszystko robiłam w tajemnicy, żeby mnie rodzinka nie wyśmiała. Za każdym razem, jak mąż schodzi do piwnicy, modlę się, aby nie zajrzał do drugiej jej części, gdzie wszystko ukrywam. Moje nieszczęsne zakupy stały się moim utrapieniem, jak mąż się dowie, będzie się ze mnie do końca życia śmiał.
Nigdy więcej nie uwierzę w żadne przepowiednie.

#hxYkI

Ostatnio przechodziłem bardzo ciężki okres. W jednym miesiącu zginęła moja mama i siostra (wypadek). Miałem olbrzymie wsparcie, ale nie od rodziny, nie od bogatego ojca, miałem je od mojego przyjaciela.
To właśnie jest ta jedna osoba, która potrafi przytulić, ale i walnąć w ryj, mówiąc "Kocham cię, bracie, ale ogarnij się".

Piszę to wyznanie, ponieważ właśnie zdiagnozowano u niego raka kości. Jeżeli on umrze, to nie będę miał już nikogo. To jest jedyna osoba, której potrzebuję, żeby się nie posypać i nie pójść na tory.

#7ATuV

Mam 7-miesięcznego psiaka, suczkę. Jest strachliwa, boi się hałasu, obcych ludzi, chyba wszystkiego oprócz domowników (o ile nikt z nas nie zrobi żadnych gwałtownych ruchów).

Pewnego sierpniowego dnia wzięłam ją na spacer. W tamtym okresie moja okolica była remontowana i wszędzie były rusztowania. Akurat tamtego dnia składali rusztowanie, bardzo hałasując. Gdy zobaczyli, że pies mi się wyrywa, jeden krzyknął do drugiego "Idioto, nie widzisz, że zwierzę się boi? Przestań na chwilę!", po czym obaj czekali, aż przejdę, a pies się w miarę uspokoił.
Niby nic, ale do tej pory jak o tym wspomnę, to robi mi się cieplej na sercu :)

#ucUje

Jako dziecko nie potrafiłam połykać tabletek, jednak choroba zmuszała mnie do ich zażywania przez ponad 2 lata. Opornie mi to szło, więc każdego ranka i wieczora zamykałam się w pokoju mówiąc rodzicom, że idę połknąć garść tabletek. A wiecie co w rzeczywistości robiłam? Wrzucałam je za łóżko.

Z upływem czasu lekarz jak i rodzice zauważali zmiany w moim zdrowiu, byli przekonani, że to te cudowne leki... Jednak gdy przed remontem rodzice odsunęli łóżko, prawda wyszła na jaw. Kilogramy tabletek za łóżkiem, które wcale mi nie były potrzebne, bym wróciła do zdrowia.

#2OGc6

Mój szef (tyran) w byłej firmie grał w sieciową grę strategiczną. Też założyłem konto i dokupowałem przez PayPala ogromne pakiety wojska, żeby go rozwalać totalnie, raz na tydzień.

Czułem wielką satysfakcję, jak chodził wściekły po tym, jak jego królestwo szło z dymem po każdym moim ataku  :D

#xhO11

Byłam pewna, że ludzie w starszym wieku mają jakieś pojęcie o świecie, ale chyba grubo się pomyliłam.

Działo się to w zeszłym roku, kiedy dość popularna była sprawa 12-latki, która urodziła dziecko poczęte podczas gwałtu. Jechałam wówczas z całą rodziną mojego chłopaka w jednym aucie, gdy w wiadomościach w radio zaczęto mówić o wyżej wymienionej dziewczynce. Wywiązała się z tego rozmowa między babciami mojego ówczesnego chłopaka, ale na wspomnienie komentarza jednej z nich do tej pory mam ciarki na plecach - owa babcia uznała, że nie ma sensu robić szumu wokół tej dziewczynki, ponieważ zasłużyła sobie na to dziecko, bo na pewno ubierała się wyzywająco i prowokowała gwałciciela, a co więcej na pewno robiła to częściej, gdyż dziewictwo musiała stracić wcześniej, bo jak wszyscy wiedzą OD PIERWSZEGO RAZU NIE JEST MOŻLIWE ZAJŚCIE W CIĄŻĘ, więc gwałt nie gwałt - dziewicą nie była i już.

Gdy to usłyszałam, to nie wiedziałam, czy mam się rozpłakać z żalu czy roześmiać z głupoty, ale do tej pory zastanawiam się kto tej biednej babci tak mózg wyprał...

#QPpKl

Pracowałam w bardzo wielu miejscach, w różnych branżach.
W centrali jednego z większych banków, na stacjach benzynowych, na dworcu kolejowym, w supermarkecie, w przyszkolnej stołówce itd.
Kto zostawia największy syf w toaletach? Dzieci, bezdomni, nastolatkowie?
Oni też bałaganią, choć oczywiście nie wszyscy.

Największy, najbardziej śmierdzący, trudny w usunięciu syf zostawiają "panie Krysie" z banku. Pensje dużo powyżej średniej krajowej, a kultury brak.
Mocz na podłodze, kupy i krew na sedesach, podpaski, tampony i papier poza koszem. Nadal przyprawia mnie to o mdłości.

Sprzątanie tego po kilka razy dziennie... koszmar. Najgorsze było jednak znoszenie tych pogardliwych spojrzeń damulek w garsonkach, a srających po kafelkach.
Życzę każdemu, kto zostawia taki syf, aby musiał kiedyś sam coś takiego sprzątać.

#IKvTr

W tramwaju jakiś chłopak zrobił mi zdjęcie z flashem.
Spalił ogromnego buraka, uśmiechnął się leciutko i powiedział:
- Przepraszam, telefon mi się zaciął.

Wówczas napisałam do przyjaciółki, a jako że siedziałam naprzeciwko niego, zrobiłam mu zdjęcie (na poparcie swoich słów) z flashem (zapomniałam o nim), po czym powiedziałam:
- Przepraszam, telefon mi się zaciął.

Tomek zaczął się śmiać. Wyszło na to, że mam poczucie humoru i zrobiłam to specjalnie.
Od tego momentu piszemy już pół roku i coś się chyba szykuje :)

#omiIf

Słowem wstępu - nie lubię zimna. Bardzo.
I nie byłoby to takim problemem, gdyby nie to, że ekran mojego telefonu jest zbyt wybredny, żeby zareagować na dotyk rękawiczki, dlatego każde miźnięcie ekranu wiąże się z ich zdjęciem i uczuciem przeszywającego łapki mrozu.
Ale... ha! Nie ze mną te numery, zimo!
Do perfekcji opanowałam już obsługę telefonu nosem. Metoda 10/10, tyle że wiecie, widok przeszło dwudziestoletniej dziołchy dziobiącej kinolem w ekran potrafi wzbudzić zbędne zainteresowanie, dlatego zawsze 5 razy sprawdzam, czy na pewno nikt nie widzi, jak oddaję się tej niechlubnej czynności.

Ostatnio czekałam pół godziny na pociąg, peron był puściutki, więc się zbytnio nie krępowałam i z zapałem wdałam się z kumplem w dyskusję na temat etyki klonowania. Byłam tak diabelsko przejęta obroną swoich racji, że ciukałam mordą w telefon, póki nie podjechał pociąg. Dopiero wtedy usłyszałam za sobą kaszlnięcie.

- Biedna, nie wstydź się i zdejmij te rękawiczki. Proteza to naprawdę nic złego, nikt cię nie wyśmieje - pocieszała mnie starsza pani.

Mam wrażenie, że mój burak mógłby pożyczyć czerwieni wszystkim sygnalizacjom świetlnym w Warszawie. Ale ten, no. Dzięki za empatię : )
Dodaj anonimowe wyznanie