Chciałabym się z wami podzielić informacją, która być może nie jest znana wam albo waszym dziewczynom, a w środowiskach lekarskich powoli zwraca się na to uwagę.
Ostatnio nastąpił wzrost zachorowań na czerniaka podpaznokciowego (nowotwór złośliwy). Okazało się, że przyczyną tego są popularne ostatnio lakiery hybrydowe utwardzane lampami UV. Producentom i kosmetyczkom nie jest na rękę informowanie o tym, dlatego ja postanowiłam to zrobić. Oczywiście jeśli malujemy paznokcie okazjonalnie, to nic się nie stanie, ale chciałabym żebyście byli świadomi ryzyka ciągłego malowania hybrydami.
Dziewczyny, obejrzyjcie swoje paznokcie, jeśli pojawiła się na nich czarna plamka lub inna niepokojąca zmiana, to lećcie z tym do lekarza.
Było to jakieś 10 lat temu. W naszej parafii były 3 msze, z czego ja uczestniczyłam w tej drugiej. Jako że ksiądz aby dotrzeć na tę mszę przejeżdżał przez moją miejscowość, można było pojechać z nim.
Na księdza czekała grupa ludzi, 7 osób, w tym stare wkurwiające baby i trójka dzieci. Ksiądz stwierdził, że to tylko 3 km, więc zabierze nas wszystkich, a dzieci pojadą w bagażniku (w tym ja). Pojechaliśmy.
Wszyscy o nas zapomnieli. Zostawili nas w tym bagażniku. My panika - środek lata, ponad 30 stopni. Wołanie o pomoc nic nie dało. W końcu wyszliśmy bagażnikiem na tylne siedzenie, wyszliśmy z samochodu i poszliśmy na mszę.
Dostaliśmy opie*dol za zostawienie otwartych drzwi auta.
Byłam z moim partnerem prawie 5 lat, kiedy okazało się, że będziemy mieli dziecko. Z jego strony radość. Z mojej - szok i niedowierzanie. Zażywałam tabletki antykoncepcyjne, ale kilka dni przed zapłodnieniem miałam grypę żołądkową i tabletka musiała się nie wchłonąć.
Po szoku był płacz. Tak bardzo nie chciałam tego dziecka. To był jeszcze zarodek, a ja już go szczerze nienawidziłam. Kiedy mój facet próbował mnie przekonać, że sobie poradzimy i pokocham malucha od pierwszego wejrzenia, ja modliłam się o poronienie. Miałam ciężką i wymagającą pracę (cały czas w trasie) i mimo próśb partnera i rodziny, żebym zwolniła, ja robiłam na przekór, pracowałam jeszcze więcej i ciężej. W domu i w ogrodzie też się nie oszczędzałam.
Kiedy byłam w 4 miesiącu, miałam wypadek. Spadłam ze schodów w domu i straciłam przytomność. Na szczęście Adam (mój partner) też był wtedy w domu i od razu wezwał pogotowie. Kiedy wybudziłam się ze śpiączki, Adam siedział obok cały zalany łzami. "Wszystko będzie dobrze, kochanie, poradzimy sobie" - po tych słowach już wiedziałam, że poroniłam. I możecie sobie myśleć o mnie co chcecie - to był najszczęśliwszy dzień mojego życia.
Kiedy cała rodzina pocieszała mnie po tej "tragedii", ja zgrywałam załamaną, a tak naprawdę miałam ochotę tańczyć z radości. W końcu "doszłam do siebie", a temat dziecka nie został już poruszony.
Anonimowe w tym wszystkim jest to, że ten upadek ze schodów to nie był wypadek. Zrobiłam to celowo i z premedytacją.
Mam 21 lat i 15-letniego brata.
Mój tata zmarł, gdy byliśmy dziećmi, więc wychowywała nas mama.
Wszystko układało się aż do momentu, gdy mój brat wrócił ze szkoły z podbitym okiem. Oczywiście moja mama szybko zainterweniowała, a sprawcami okazała się ''szkolna banda chuliganów''. Sprawą zajął się pedagog i dyrekcja, jednakże "konfidentów" spotyka kara. Od tego momentu przez 2 miesiące mój brat wracał ze szkoły z potarganymi ciuchami, bez telefonu lub bez pieniędzy. Codzienne wizyty na policji też nic nie dały. Pan policjant zapewniał nas, że robią wszystko co w ich mocy. Widziałam, jak mój brat przestaje jeść, jak szuka wymówki, aby nie iść do szkoły oraz staje się bardzo agresywny.
Po dwóch miesiącach, gdy wrócił do domu ze złamanym palcem i nosem, nie wytrzymałam. Na drugi dzień zjawiłam się pod szkołą i pobiłam całą grupkę chłopaków. Obrażenia nie były wielkie. Najcięższe to złamana ręka i podbite oko.
Mój brat odzyskał spokój i zyskał "szacunek" (chyba ze strachu przede mną, choć mam 159 cm i 53 kg), a ja zyskałam 2 lata w zawieszeniu na 3 miesiące i 90 godzin prac społecznych. W tym przypadku policja potrafiła "pomóc"...
Córeczka obejrzała jakiś film kończący się ślubem bohaterów. Zapytała, jak wyglądał mój ślub i wesele z mamą.
Było jak z filmu. Z je*anego horroru.
Z - wtedy jeszcze - narzeczoną mieszkaliśmy w Gdańsku, zaś nasze rodziny w Wielkopolsce i na Podlasiu. Kompromis - wszyscy zjeżdżają się do Gdańska, tu wszystko organizujemy, wynajmujemy na weekend wszystkim pokoje w hotelu koło kościoła i sali weselnej. W piątek wszyscy już byli.
Naszymi świadkami było zaprzyjaźnione młode małżeństwo. W piątek upili się, pokłócili i oznajmili, że się rozwodzą i nie mogą na siebie patrzeć. Prośbą i groźbą przekonaliśmy ich, by wytrzymali razem jeszcze jeden dzień.
Siostra zrobiła sobie fryzurę za 500 złotych. Pokłóciła się z babcią mojej narzeczonej o politykę, ta oblała ją wodą. Fryzura zniszczona, siostra żądała przesunięcia ślubu, aż znajdzie fryzjera.
Sobota, 9 rano. Było lato, gorąco. Ciocia zemdlała, bo od 2 tygodni jadła tylko sałatę, by wbić się w za wąską kieckę. Karetka, szpital.
Godzina 11, brat narzeczonej w panice. Wczoraj wieczorem upił się z żoną i zabrali swoje małe dzieci na spacer po plaży. Wyszli z trójką, wrócili z dwójką. Brakujący synek na szczęście wrócił z nimi, tylko spał w pokoju kuzynów.
Z narzeczoną mamy dosyć tego dramatu, przed wyjściem do kościoła strzelamy sobie po setce czystej na nerwy i modlimy się, żeby nic więcej się nie zje*ało.
Tata i teść tak się zaprzyjaźnili, że, zamiast czekać z świętowaniem do wesela, wywalili pół litra na dwóch w drodze do kościoła. Podczas mszy śpiewali głośniej niż organista. I gorzej.
Podczas wesela też były dramy, ale mniejszego kalibru.
Córce powiedziałem, że nasz ślub był niezapomniany i jedyny w swoim rodzaju. I doradziłem, żeby na swój zaprosiła jak najmniej rodziny i nie pozwalała im pić do wesela.
Sytuacja miała miejsce w gimnazjum.
Na jednej z przerw stałam z koleżankami pod salą. Nagle jedna z nich parsknęła śmiechem i krzyknęła na cały hol "co ona ma na dupie!", odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę z młodszej klasy z czerwoną plamą na spodniach (chyba wiadomo co to oznaczało). Wszyscy zaczęli się podśmiechiwać, dziewczyna tego nie usłyszała, bo miała słuchawki i kiedy zauważyła, że wszyscy na nią patrzą, była bardzo zdezorientowana, ponieważ nie zdawała sobie z niczego sprawy.
Zrobiło mi się jej bardzo szkoda i od razu do niej podeszłam. Powiedziałam o tym małym wypadku. Niestety nie miała czym się zasłonić (był koniec roku szkolnego, więc było bardzo ciepło). Na szczęście miałam ze sobą bluzę, którą dałam jej żeby oszczędzić dalszych nieprzyjemności. Widziałam potem, że zwolniła się z reszty zajęć. Następnego dnia oddała mi bluzę i dziękowała chyba z dziesięć razy, a koleżanki mówiły, żebym wyrzuciła tę "śmierdzącą bluzę"...
Nie rozumiem, czemu dziewczyny śmieją się z tak normalnych rzeczy, przecież każdemu może się to zdarzyć. Pomagajmy sobie w takich sytuacjach. Nikomu nie byłoby przyjemnie.
Jestem posiadaczem OCD (nerwica natręctw). Moim częstym rytuałem jest upewnienie się, że ani instalacja elektryczna, ani gazowa nie stanowi dla mnie zagrożenia.
Dzisiaj przez blisko pół godziny wąchałem piekarnik, próbując wyczuć ulatniający się (potencjalnie) gaz.
Piekarnik jest elektryczny. Sam go kupiłem.
Jestem grabarzem, ale nie takim zwyczajnym, mam pewne odchyły moralne, które niektórzy uważają za dziwne.
Mam dopiero 26 wiosen, mieszkam na wsi, w sumie to miasteczko jest, kilka tysięcy mieszkańców. Mieszkam sam, w weekendy czasem przyjeżdża brat z rodziną. Miałem dziewczynę, ale rozstaliśmy się, gdy ona wyjechała na studia, ja w mieście czuję się kiepsko. Dom odziedziczyłem po zmarłej babci, rodzice nie żyją już od dawna, za domem mam ogromny ziemny nieużytek.
Prowadzę spokojne życie, tak mi wygodnie. Czytam książki, piszę własne. Jestem samotny, ale nie aż tak bardzo. Finansowo jakoś sobie radzę.
Wracając do tematu pracy.
Jestem grabarzem oraz pracuję w zakładzie pogrzebowym. Ktoś powie, że to to samo - nie do końca. Pracę lubię, i choć noszenie trupów i kopanie grobów może się wydawać straszne, dla mnie jest normalne.
To czego niektórzy nie rozumieją jest równocześnie tym, co inni bardzo cenią. Na tej łące, nieużytku, zrobiłem swój własny, prywatny cmentarz, każdy może na nim pochować swoich członków rodziny - zwierzęta. Psy, koty, chomiki, nawet rybki, papugi i inne. Ludzie dzwonią, ja kopię grób, oni płaczą, żegnają się.... Ja sadzę jedno drzewko na miejscu każdego grobu i kładę cegłę z wyrytym napisem "Pies Azor" czy "Papuga Stefania".
Dla niektórych to dziwne, ale ja uważam, że każda istota zasługuje na godny spoczynek.
Mam męża i rocznego synka.
Wczoraj, korzystając z tego, że ma urlop, mój mąż postanowił wyruszyć na piwo z kolegami, który to wypad obiecał im już od dawna.
Wrócił późno w nocy, a że nie mogłam spać, przywitałam go w drzwiach. Był mocno zalany. Gdy tylko mnie zobaczył, rozpłakał się jak małe dziecko i zażądał, żebyśmy jak najszybciej zrobili naszemu synowi testy DNA. Zdębiałam. Nigdy go nie zdradziłam i nigdy też nie dałam mu podejrzeń, żeby mógł tak myśleć. Zanim zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić, mąż powiedział, że jest pewien, że dziecko jest jego, ale nie ma pewności, czy to ja jestem jego biologiczną matką, bo mnie zdradził. Z jednej strony musiałam się hamować, żeby nie wybuchnąć śmiechem, ale z drugiej nadal stałam jak słup soli. Zaczęłam dopytywać z kim mnie zdradził i kiedy to się wydarzyło.
Co się okazało? Mój mąż zdradził mnie, kiedy chodziliśmy do liceum. A właściwie, kiedy chodziliśmy do dwóch różnych szkół, na dwóch krańcach Polski i żadne z nas nie wiedziało o istnieniu tego drugiego. Wtedy już nic mnie nie powstrzymało przed wybuchem śmiechu.
Dziś nic nie pamięta, a ja nadal mam problemy z kontrolowaniem śmiechu. :D
Niektóre skutki są nieodwracalne i nieodłączne, tak jak ślady na psychice.
Wróciłem z Afganistanu z lękiem przed hukiem, nie miałem jakiejś strasznej sytuacji z tym związanej, ale każdy huk tam był oznaką, że coś złego się dzieje.
Powrót do ojczyzny i terapia odniosły sukces, myślałem, że już wszystko OK.
Wczoraj gdy brałem prysznic pralka zaczęła wirować, ale pranie źle się ułożyło i przez chwilę strasznie hałasowała. Mój mózg odebrał to jak serię strzałów, a ciało zareagowało instynktownie, padając na dno wanny.
Rozbite łokcie i broda... Oficjalna wersja - śliska podłoga.
Leżąc tam zastanawiałem się, jak głupie to uczucie nie panować nad odruchami.
Pieprzona pralka.
Dodaj anonimowe wyznanie