#L27Tp

Kojarzycie moment, Drodzy Anonimowi, kiedy coś spadło wam za łóżko/szafę/cokolwiek? No właśnie. Mnie dzisiaj też to spotkało.


Syn powiadomił mnie, że za łóżko spadł pilot, ale żeby go wyciągnąć, trzeba owo łóżko odsunąć. No to biorę się do roboty, lekko odsuwam i wkładam rękę.



Nawet nie wiecie, jaki wrzask wydobył się z mojego gardła, kiedy coś łaziło mi po ręce. Siła, która mnie odrzuciła była tak wielka, że przyjebał*m w szafkę z takim impetem, że stłukła się ulubiona lampa mojej drugiej połówki i musieliśmy jechać do szpitala, zszywać głowę.

A wszystko to przez długie włosy, które smyrnęły mi rękę.
Pozdrawia 26-letni mężczyzna.

#cEuSO

Nie jestem zamożną osobą, ale miałam swoje kosztowne marzenie, które jakiś czas temu udało mi się spełnić. Po miesiącach rezygnowania z przyjemności i odkładania pieniędzy zostałam posiadaczką drogiego, oryginalnego płaszcza znanej marki.

Dumna i szczęśliwa opowiedziałam o swoim zakupie zaufanym koleżankom z pracy. Dziewczyny, wielbicielki sprzedawanych po okazyjnych cenach podróbek, najpierw wyraziły podziw dla mojego nowego nabytku. Później jednak życzliwe zainteresowanie przerodziło się w złośliwość o "pindach, które nie mają na co kasy wydawać" i gadanie "skoro masz tyle hajsu, to się podziel ze mną". Koleżanki bywały bezpośrednie, ale to, co uważałam za żart, nie skończyło się dla mnie wesoło.

Jakiś czas później zaprosiłam znajome na kameralną imprezę. W którymś momencie wysłały mnie po wino do osiedlowego sklepu, a po powrocie przegadałyśmy jeszcze dwie godziny. Gdy żegnałam się z nimi, zauważyłam, że coś stało się z moim płaszczem. Przeraziłam się – był oblany winem, podeptany, brudny od błota, miał oderwane guziki i rozszarpaną podszewkę.

Żadna się nie przyznała. Zostałam za to wyśmiana, że ja, głupia, zmarnowałam tyle pieniędzy na zakup wadliwego produktu. W końcu mogłam mieć "logowaną" podróbę za grosze, dlatego sama jestem sobie winna. Że przesadzam i histeryzuję, przecież to da się wyczyścić. Że mam się ogarnąć, bo to pewnie wina mojego kota (!). Gdy jednak zażądałam zwrotu kosztów za zniszczenia, pogroziły mi policją za próbę wyłudzenia i zarzuciły, że jestem snobką. Dodały też, że skoro raz pozwoliłam sobie na taki wydatek, co to za problem, żebym kupiła taki sam płaszcz raz jeszcze.

Wspominałam o pasji moich "koleżaneczek", czyli o kupowaniu podrób na m.in. zagranicznych portalach. Ostatnio biedaczki uskarżały się w biurze na niebotyczne grzywny, którymi zostały obciążone za dokonane jakiś czas temu duże zakupy.
Czy los niespodziewanie się do mnie uśmiechnął, a życie okazało się sprawiedliwe?
Nie. To tylko ja. I moje życzliwe donosy do kontroli celno-skarbowej.

#ZP8Vl

Mój chłopak ma dość dziewczęcą urodę, przez co często mylony jest z dziewczyną (do tego pochodzi z zagranicy, jego imię można zdrabniać jako ''Ann'', co jest dość ważne w tej historii).

Moja mama, gdy pierwszy raz zobaczyła jego zdjęcia, wpadła w zachwyt. Ochami i achami zaczęła wychwalać tę jakże delikatną urodę, wypytywać o rodzinę i inne tego typu pierdoły. Od razu zaprosiła nas do siebie, żeby lepiej go poznać. Wypowiadała się o Ann w dziwny sposób, ale mój mózg postanowił nie przywiązywać do tego większej uwagi. Pomimo wcześniejszego stresu związanego z przedstawieniem im ukochanego, szybko dogadaliśmy się co do daty spotkania.

Tego feralnego dnia wszystkich nas zaskoczył upał, na ulicy widok gołych klat atakował moje niewinne oczy z każdej możliwej strony. Mój chłopak chcąc zachować pozory przyzwoitości przy moich rodzicach, wcisnął się w luźną koszulkę bez rękawów, spod której i tak wesoło wyglądały bokami jego sutki.

Tak więc gdy mój mężczyzna wkroczył dumnym krokiem do przedpokoju domu rodziców, świecąc tym samym swoją półgołą klatą, matka prawie zemdlała, osuwając się tym samym na zszokowanego ojca.

W taki oto sposób moi rodzice dowiedzieli się, że wolę mężczyzn, a mój związek z tajemniczą "Ann" wcale nie jest heteroseksualny.

Co w tym anonimowego?

Też na początku myślałem, że Ann to dziewczyna. Dopiero po dwóch tygodniach, przez przypadek, zorientowałem się, że jest inaczej.

#tTFM4

W moim rodzinnym domu nie funkcjonuje w ogóle taka zwykła, torebkowana herbata. Odkąd pamiętam, do wyboru mieliśmy kilka herbat liściastych: zwykłych i z dodatkami.
 
Któregoś razu rodzice kupili przepyszną zieloną, o smaku głównie brzoskwini. Tak mi zasmakowała, że konieczne chciałam podzielić się z przyjaciółką... Nie miałam jednak pomysłu, jak mogłabym ją zanieść do szkoły i przekazać Ani.
Przetrząsnęłam szufladę w kuchni i znalazłam idealne opakowanie: małą torebkę stringową, tzw. dilerkę... Mój niewinny umysł w ogóle nie skojarzył, że zielona herbata z listkami zwiniętymi w kulki zapakowana w dilerkę wygląda podejrzanie... Więc zaniosłam pakunek do szkoły i na lekcji rzuciłam przyjaciółce.

Nikt nie słuchał moich wyjaśnień, sprawa od razu trafiła do dyrektora i nawet zaliczyłam interwencję policji...
Na przyszłość dostałam od rodziców małą puszeczkę do odsypywania herbaty dla koleżanek :D

#ENU6L

Mówię w pięciu językach. Ulubioną zabawą moich znajomych na imprezach jest upicie mnie, a następnie poproszenie o opowiedzenie o czymś. Spożywszy alkohol, zaczynam gadać mieszając angielski, rosyjski, włoski, francuski i hiszpański. Generalnie nie ma w tym ładu ani składu. A ich zabawa? Zgadują, o czym staram się opowiedzieć. Ja rozstrzygam, kto był najbliżej prawdy.

Kurczę, czuję się jak żywa atrakcja turystyczna. :D

#hEFpr

Byłem nieszczęśliwie zakochany w pewnej dziewczynie - Ani. Pewnego dnia okazało się, że jest w związku z moim starszym bratem. No nie zdzierżę myślę, a on jeszcze zaprasza ją na niedzielę do domu na noc. Po moim trupie, żeby spał w jednym łóżku z moją ukochaną. Ale nic nie poradzę, to siedzę u niego w pokoju i zagaduję ich byleby nie byli sami i nic nie robili. Siedzę i zagaduję tak do porządnie 23, no prawie 24. W końcu musiałem sobie darować, bo chcą spać. Myślę ok, pewnie nie będą już o tej porze się seksić, bo rano o 6 muszą wstać, a potrzebują więcej snu niż ja. Więc poszedłem do siebie, myślę i mnie lekki szlag trafia. Nie mogę wytrzymać.

Około północy wychodzę na dwór do lasu koło domu, potem nad strumyk, jezioro, następnie szlajam się po pustym mieście i zwiedzam cmentarz nocą. Jak na mnie to nie jest zbyt dziwne, często tak robię. Ale potem po 3 godzinach wracam cicho do domu i sobie śpię jak wszyscy do 6/7. Robię tak, bo wystarcza mi bardzo mało snu, inaczej bym umarł z nudów. Nie mam problemów ze zdrowiem jakby kto pytał i jestem w pełni wypoczęty po obudzeniu.

Ale wracając do sprawy. Rano się budzę i schodzę na śniadanie. Mój braciszek i Ania przy stole. Znowu mnie trafia, ale jakoś nalewam sobie mleko do płatków i jem. Brat wychodzi o 7, a Ania ma wyjść o 9, więc zostaje w domu. Ja mam też na później, ale chrzanić uczelnię, postanawiam zostać w domu, bo po co mi studia skoro życie mi się całkiem wali. Siedzimy więc z nią w salonie i 2 godziny jakoś gadamy, potem ona wychodzi na uczelnię. A ja nie mogę sobie znaleźć miejsca. I tak cały tydzień mija na tym, że lenię się w domu i nie chodzę na wykłady. Ale tak naprawdę przygotowuję plan.

Ale jest piątek i znowu ona na weekend wprowadza się do nas. Nie wytrzymałem i zrobiłem coś głupiego. Przywaliłem najpierw jej, a potem jemu. Stracili przytomność, potem potoczyło się z górki, kilka godzin odwdzięczałem się im z upokorzenia i torturowałem ich. Potem jak zabije się dwójkę ludzi, to ma się wywalone na wszystko z własnym życiem. Zabiłem na mieście 9 kolejnych osób, a 12 raniłem. Policjant mnie postrzelił i złapali mnie. Trafiłem do szpitala, a potem do aresztu na długie tygodnie. Media okrzyknęły mnie wariatem i psycholem. Wszyscy się ode mnie odwrócili, ale miałem satysfakcję jakich mało. Był proces przesłuchania i wyrok... A potem się obudziłem w szpitalu.

Okazało się, że to wszystko nieprawda. Miałem po prostu wypadek i dwa tygodnie leżałem w śpiączce. Uświadomiłem sobie, że ja nawet nie mam starszego brata..., a Ania jest nadal w moim zasięgu. Nawet nie wiecie jaki kamień spadł mi z serca. Nigdy nie czułem takiej ulgi, jakbym dostał nowe życie. Cieszę się, że to był tylko koszmar. Najdłuższy koszmar w moim życiu, czułem każdą godzinę, pamiętam wszystko. To było straszne.

#NOsGR

Zawsze gdy zaczynały się wakacje, to rodzice, aby odpocząć, wywozili mnie na miesiąc do dziadków. Uwielbiałem tam jeździć, bo był tam brat cioteczny, z którym dobrze się dogadywałem i miałem jakieś towarzystwo.

Przez dwa tygodnie chodziliśmy wszędzie gdzie się dało i przerobiliśmy już wszystkie zabawy. Siedzieliśmy w pokoju i brat przypomniał sobie o zabawie ze szkoły, o której opowiadali koledzy. Otóż zabawa polegała na tym, że bierzemy nitkę i robimy pajęczynę w domu, czyli zaczepiamy o wszystko co się da, następnie ktoś w roli pająka siada po środku i patrzy, czy ofiara nie dotyka jego sieci, wtedy ten kto dotknął przegrywa. Jako że nie znaleźliśmy nigdzie nitki, to poszliśmy szukać czegoś innego. Znaleźliśmy żyłkę wędkarską dziadka, na szpuli była brązowa, jednak po rozciągnięciu nie było jej widać.
Zabawa się nie udała, bo pająk nie wiedział, czy dotykam jego sieci. Niezadowoleni z zabawy poszliśmy pokopać w piłkę z innym chłopakami.

Nie pograliśmy długo, bo nadeszła burza i silny wiatr. Pod domem zobaczyliśmy karetkę... Przestraszeni przybiegliśmy do domu i zobaczyliśmy co się stało. Otóż dziadek szybko szedł do pokoju, aby zamknąć przed wiatrem okno, nie zauważył sieci pająka i wpadł w żyłki... Z racji, że było ich parędziesiąt, pociągnęły one za dziadkiem jeden regał, który go przygniótł i jak później się okazało, złamał mu nogę. Przerażona babcia słysząc hałas też przybiegła do pokoju i zaczepiła o inne żyłki, przez które ona też się wywróciła i strąciła żyrandol...

Finał był taki, że nasi rodzice naprawili szkody, a my byliśmy służącymi dziadka, ponieważ przez jego nogę nie był sprawny. Mój pobyt u dziadków przedłużył się do końca wakacji i codziennie musieliśmy wyprowadzać krowy na pastwisko i karmić świnie.

#uAZEi

Mam o trzynaście lat młodszą siostrę. Młoda jest istnym demonem.

Ostatnio razem z koleżanką, która przyszła do mnie w odwiedziny, zdecydowałyśmy spontanicznie udać się na rynek, aby zjeść lody w naszej ulubionej lodziarni.
Już wychodzimy, a wtem szczerbaty potwór uczepia się mojej nogi z szerokim uśmiechem i "MOGĘ IŚĆ Z WAMI?" na ustach. Z racji tego, że z dzieciakiem relacje mam całkiem dobre, a koleżanka nie miała nic przeciwko, to pies na smycz, młoda w pantofelki i wybywamy! No raz mogę nie być skąpa i dzieciakowi postawić.

Piętnaście minut piechotą i jesteśmy. Do lodziarni była całkiem spora kolejka, ale że tamtejsze lody warte są swej ceny, ustawiamy się grzecznie i czekamy.
Traf chciał, że obok nas przechodził akurat bardzo... interesujący jegomość. Chłopak mniej więcej w naszym wieku, może troszku starszy, więc ja i koleżanka, jak przystało na zdesperowane panny na wydaniu, zaczynamy po cichu zachwycać się jegomościem, komplementując jego twarz, włosy i kuperek.

I tu właśnie demon wyczuł swoją szansę na "sprankowanie" mnie.

"Siostra, tam leży pieniążek, mogę podnieść?" - zapytała zupełnie niewinnie, co samo w sobie powinno zwrócić moją uwagę.
"Tylko nie wychodź na ulicę" - odparłam, zajęta przyglądaniem się walorom obcego chłopaka.

Jak młoda nie poleciała, jak nie uwiesiła się na jego nodze i jak nie krzyknęła na cały głos "A MOJA SIOSTRA I JEJ KOLEŻANKA MÓWIĄ, ŻE JESTEŚ BARDZO PRZYSTOJNY!" wskazując palcem wprost na moją skromną, wbitą w ziemię osobę.

Twarz czerwona jak włosy, koleżanka udaje, że wcale mnie nie zna i że to wcale nie o niej mowa. A wtem rycerz w dopasowanych tam gdzie trzeba dżinsach przybywa ze szczerbatkiem wciąż uczepionym swej nogi i z szerokim uśmiechem pyta "To twoje?".

I może byłabym zła, zawstydzona itp., ale w końcu wyszło na to, że dzieciak tym zagraniem załatwił mi randkę.

W nagrodę dostała dwie kulki lodów.
A koleżanka płacze nad swoim kiepskim pomysłem wyparcia się mnie w ostatniej chwili.

Randka pojutrze, trzymajcie kciuki.

#f19nf

Mój kolega jest urodzonym dzieckiem szczęścia.
Zdał egzamin, wpisując pętlę odpowiedzi: A , B , C , D , A , B , C , D i tak dalej.
Zawsze idealnie dobiega na autobus.
Jako jedyny z klasy nie dostał kary za pewien wybryk (chodzi do szkoły mundurowej, odpowiedzialność zbiorowa), bo poszedł pomagać wymieniać okno, które inna klasa wybiła w zeszłym tygodniu. Mimo tego honorowo, na własne życzenie odbył karę.
W terenie, jak i w strzelankach, prawie zawsze udaje mu się "ubić" największą ilość osób.
Wygrywa sporo gierek na szczęście, jak np. losowania.
Co jakiś czas wdaje się w bójkę i dosłownie zawsze mu to uchodzi na sucho.

Dzięki temu koledze wiem, że równowaga szczęścia na tym świecie jest mocno zaburzona. :]
Dodaj anonimowe wyznanie