Mój siostrzeniec skarżył się, że ktoś mu przeszkadza w szkole. Na początku trochę to bagatelizowałem, ale poprosił mnie o lekcje w celu samoobrony (od kilku lat trenuję sztuki walki z różnymi sukcesami), więc sytuacja zrobiła się poważna.
Po kilku lekcjach i pokazaniu kilku ciosów Wojtek zafascynował się MMA. Ciągle zadawał jedno pytanie: co zrobić, gdy ktoś go zaatakuje. Chciałem go trochę zbyć, więc kazałem uderzyć przeciwnika prosto w nos.
Jutro siostra idzie do dyrektora szkoły w sprawie Wojtka. Zbił 4 uczniów, wszystkim rozbił nosy.
Chyba mam zadatki na trenera :D
Mój syn jest bardzo rozpieszczony. Nie będzie to jednak wyznanie o żaleniu się, tylko o tym, jak nauczyć dziecko, że nie jest lepsze od innych.
Mam dużą, bardzo dobrze prosperującą firmę, z żoną o dziecko staraliśmy się bardzo długo. Gdy się udało, to wiadomo, pierworodny, dba się o wszystkie jego zachcianki. Syn aktualnie ma 12 lat, ma wszystko czego chce, nowe telefony, ubrania, komputery. Jednak ostatnio coś we mnie drgnęło.
Syn wiele razy otwierając drzwi mojego samochodu uderzał w bok auta zaparkowanego obok, zawsze czekałem na właściciela i płaciłem z góry za uszkodzenia. Parę miesięcy temu młody przegiął. Kupiłem wtedy nowy samochód, młody otworzył drzwi i uderzył - jak zresztą dosyć często -ł w bok samochodu stojącego obok. Nawrzeszczałem na niego, przecież dla kogoś ten samochód może być bardzo cenny, może być jedynym środkiem transportu. Odpowiedz syna brzmiała tak: „Tato, nie przesadzaj, to jest plebs, takimi ludźmi się gardzi, mógłbyś kupić 1000 takich samochodów, on powinien być mi wdzięczny, że takim luksusem go obiłem”.
No cóż, moja wina, sam go rozpuściłem, jednak troszkę zadziałałem. Syn miał małe przemeblowanie, Mac Pro został zamieniony na laptopa za 2000 zł, iPhone X na 4-letniego Huaweia p8 lite, jabłkowe tablety i laptopy poszły na Allegro, drogie ubrania na tanie ciuchy z miejskich sklepików, brak kieszonkowego, a podwózki szkolne luksusowymi samochodami zostały zamienione na przejażdżki busami.
Po paru miesiącach „terapii szokowej” młody nie jest już taki rozpieszczony ;)
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego super samochody typu Ferrari, Lamborghini, Porsche 918 itd. nie stoją przeważnie na parkingach w miastach? Otóż niestety dowiedziałem się o tym na własnej skórze.
Jestem od niedawna posiadaczem Ferrari F12 Berlinetta, taki o prezent od samego siebie na 40 urodziny. Jako że jest to mój pierwszy super samochód, nie wiedziałem o parkowaniu tylko na mocno strzeżonych parkingach. Zostawiłem samochód na lekko ponad godzinę, przecież co się może stać, duże miasto, a więc dużo luksusowych samochodów, no i to był największy błąd w moim myśleniu.
Zastałem mój czerwony samochód z wgniecioną maską. Wszystko zgłosiłem na policję.
Okazało się, że głównie młodzi ludzie siadali na masce i robili sobie zdjęcia, niektórzy opierali się o bok samochodu, podobno nawet jedna osoba chciała go porysować, co wiem od świadka.
Sądzę, że to jest wyczerpująca odpowiedź na pytanie ze wstępu.
A, no i na końcu chcę pozdrowić wszystkich kierowców starych BMW, którzy bardzo często cwaniakują silnikiem :)
Często nie potrafię odróżnić snu od jawy. Kiedy jedne sny są całkiem łatwe do stwierdzenia, czy są prawdziwe czy nie (na przykład śniło mi się, że wskrzeszono Hitlera), to inne są na tyle podobne do prawdziwego życia, że je mylę z rzeczywistością. Nie wiem, czy coś mi się zdarzyło naprawdę, czy tylko mi się śniło, więc nie lubię opowiadać o sobie ze strachu, że powiem coś, co nigdy się nie wydarzyło.
Jakiś czas temu zauważyłam, że większość mężczyzn, którzy mi się podobają, ma dokładnie ten sam typ urody, co mój ojciec. Ba! Kiedy byłam nastolatką, znalazłam jego zdjęcie z czasów, gdy był w moim wieku i doznałam absolutnego szoku. Już wtedy uważałam, że jest po prostu "prześliczny". Co w tym dziwnego?
Mój ojciec jest jedynym człowiekiem na tym świecie, którego po prostu nie mogę ścierpieć. Od dziecka robiłam wszystko, żeby być do niego jak najmniej podobna. Zmieniłam połowę mojego charakteru, wybrałam inny zawód (leżący jak najdalej od tego, co on robi) i spotykam się z nim nie częściej niż raz do roku.
Od kiedy zauważyłam, że mam tendencję do uważania ludzi jego urody za ogólnie ładniejszych - zrobiłam absolutnie wszystko, żeby to zmienić. Nawet chłopaka wybrałam takiego, żeby był jego absolutnym przeciwieństwem... to dlatego ma charakter mojej mamy.
Cierpię na zaburzeni osobowości typu borderline. Aktualnie najbardziej przeszkadzającą rzeczą były problemy z podejmowaniem decyzji. Potrafiłam się godzinę zastanawiać, czy po uczelni najpierw pójść spać, czy od razu iść na siłownię. Po kilka godzin analizowałam, czy wziąć zastępstwo w pracy, czy poświęcić ten czas na naukę.
Wszystkie moje problemy rozwiązała apka w telefonie, w którą wpisuję możliwe opcje, a ona losuje co mam wybrać. Nigdy żaden psycholog mi tak nie pomógł...
Z cyklu: wspomnienia studenckie...
Kryminalistyka. Informacja, że za parę dni mamy zajęcia w prosektorium, kto nie czuje się na siłach/nie chce, może zrezygnować. Nikt nie "pękł", no bo jak to tak?! Hurr, durr, wszyscyśmy twarde Słowiany, na krwawych horrorach chowane. A więc ustalone, jedzie cała grupa.
Dzień wycieczki... Dotarliśmy, pobraliśmy fartuchy i maski, wysłuchaliśmy wstępnych zagadnień i ostrzeżeń. Wchodzimy do sali z denatem.
Zapach i widok... no, powiem tylko, że żaden film nie jest w stanie na to przygotować. Stoję dzielnie i słyszę tylko pac! pac! pac! za sobą. Parę osób zemdlało. Kilka kolejnych wybiegło, dławiąc się i krztusząc. Ja wraz z resztą grupy zostaliśmy pochwaleni przez wykładowcę za silne nerwy itp.
Nigdy nikomu nie wyznałam, że stałam jak wmurowana z prostego powodu: najmniejszy ruch oraz próba wydania dźwięku spowodowałyby u mnie szybkie porzyganie się. Na miejscu.
Twardziel ze mnie żaden.
Już od kilku lat pracuję na farmie przeznaczonej do celów turystycznych i nie tylko. Jestem przewodniczką i księgową, takie tam papierki wypełniam. Gdy przyjeżdżają do mnie ludzie z miasta, często nie wiedzą bardzo oczywistych - dla mnie - rzeczy, no ale zazwyczaj nie ma kogo za to obwiniać. Jednak ostatnia sytuacja "trochę" mnie rozśmieszyła, a może i załamała.
Przez kilka ostatnich ciepłych dni przyjechała do nas wycieczka z przedszkola. No to oprowadzam, opowiadam o wszystkich zwierzątkach itd., aż przychodzi czas na krowy. Mówię to co zwykle, a potem można zadawać przeróżne, dotyczące krów, pytania. I pani przedszkolanka mówi tak:
- A wie pani, bo tutaj się dzieci pytają, a ja nie wiem, jak to jest, że jedne krówki dają mleko bez laktozy, czasem bez tłuszczu, a drugie takie normalne?
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu... Wam chyba nie muszę tego tłumaczyć? :)
O moherze w autobusie, ale trochę nietypowo.
Wsiadam na początku trasy, jak autobus jeszcze jest pusty. Gitara w jednej ręce, plecak w drugiej, więc ładuję czcigodne cztery litery na tzw. czteropak, gdzie jest najwięcej miejsca i mogę się wygodnie usadowić. Z każdym kolejnym przystankiem wsiada coraz więcej ludzi, w tym starszych, więc nauczony przez rodzicielkę dźwigam rzyć, coby miejsca ustąpić, i nagle słyszę:
- A pana to ja chyba widziałam grającego na rynku!
(tutaj małe wyjaśnienie: jestem tzw. grajkiem ulicznym)
Nie powiem, zrobiło mi się miło, że nawet starsze osoby rozpoznają mnie po wykonywanej ''pracy'', więc odpowiadam:
- Wielce prawdopodobne, szanowna pani. Może pani spocznie?
- Pod jednym warunkiem: jak m już młodzieńcze ustępujesz, to pozwól, że ci potrzymam gitarę. Może będziesz kiedyś gwiazdą rocka, a ja będę miała co wnukom opowiadać, że trzymałam w rękach gitarę wielkiego artysty.
Babcia mnie rozłożyła na łopatki, resztę podróży przegadaliśmy o muzyce (starsza pani się okazała starą hipiską, słuchającą Janis Joplin i Jimiego Hendrixa) i masie innych tematów, pokazała, że nie każdy starszy człowiek musi mieszkać w kościele i patrzeć w Rydzyka jak w obrazek.
Oby więcej takich ludzi!
Piątek przed majówkowym weekendem. Podjeżdżam pod hipermarket - ludzi tłumy, parking zapchany. Krążę tak po tym parkingu w poszukiwaniu miejsca. Nagle widzę, że jakiś facet stoi przy odpalonym aucie i przez telefon gada. No to otwieram okno i pytam:
- Wyjeżdża pan?
A ten, z dumną miną i cały uradowany odpowiada:
- Tak, na cały weekend, do Zakopanego!
Nie udało mi się utrzymać powagi :D
Dodaj anonimowe wyznanie