Pracuję jako dozorca w pewnej firmie, pilnuję dosyć sporego podziemnego parkingu. Ostatnio firma zatrudniła drugiego pracownika na tę samą posadę. Teraz pracuję co drugi dzień, ale zarabiam zdecydowanie mniej pieniędzy.
Tak wyglądała moja sytuacja kilka tygodni temu. Postanowiłem zakupić kostium klauna i co drugi dzień, na zmianie nowego pracownika, chodziłem po parkingu z głośnikiem, na tyle daleko, żeby nie mógł do mnie podejść, bo zostawiłby parking bez nadzoru. Zwykle siadałem na murku i podświetlałem swoją maskę latarką od dołu, co wyglądało dosyć mrocznie. Raz przyniosłem kilka nadmuchanych balonów z "x" zamiast oczu.
Nie wiem, czy to moja metoda zadziałała, ale po kilku tygodniach nowy pracownik zrezygnował, a ja znów zarabiam więcej.
Kiedy byłam mała, rodzice straszyli mnie, że jak nasikam do basenu, to woda zmieni kolor na czerwony i każdy będzie wiedział, że to zrobiłam. Ja, jako ciekawskie dziecko, postanowiłam to sprawdzić.
Raz na tydzień moja klasa jechała do innej szkoły na basen. Na koniec zajęć celowo zostawiłam okularki do pływania na schodkach przy basenie. Już w przebieralni udałam, że o nich zapomniałam. Wyjęłam z plecaka wcześniej zabraną tacie probówkę i poszłam po okularki. Zabierając je nalałam wody z basenu do probówki i zatkałam korkiem. O dziwo nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
W domu przystąpiłam do drugiej części planu. Wodę z basenu przelałam do słoiczka, a następnie... nasikałam do niego.
Osikałam sobie głównie dłonie. Jak się domyślacie, woda nie zmieniła barwy.
Parę miesięcy temu rozmawiałem ze znajomym z klasy. Rozmowa zeszła na temat rodziny - kolega powiedział, że ma 30-letniego wujka, który "jest dziwny", ponieważ ma 30 lat i nie skończył nawet studiów. Powiedziałem mu, że to raczej nie jest nic dziwnego, bo różnie się ludziom życie układa, a poza tym studia nie są obowiązkowe. Powiedziałem mu też, że moi rodzice też nie mają studiów, ich rodzeństwo też (mama ma czwórkę, a ojciec trójkę). W tamtym momencie rzekł: "Boże, co za patologia, pewnie wszyscy alkoholicy... Wiesz, nie chyba nie chcę się już z tobą zadawać", po czym sobie poszedł.
Ja rozumiem, że mamy dopiero 13 lat i niektórzy w tym wieku są naprawdę głupi, ale żeby aż tak?!
Pół roku temu dowiedziałem się, że umrę w ciągu najbliższych 2 lat +/- kilka miesięcy. Cztery miesiące później, czyli dwa miesiące temu, wygrałem w lotto, trafiłem 6. Co jest istną parodią świata, choć dla większości ludzi odwrotny rezultat byłby jeszcze gorszy, naprzód wygrać, a potem dowiedzieć się, że umrą.
Ale mi to nie przeszkadza. Pieniądze nie są mi potrzebne, zagrałem tylko z przyzwyczajenia. Co miesiąc kupowałem kupon i udało mi się. Nawet gdybym nie umierał, to bym nie miał jak wydać pieniędzy. Rzuciłem drugi rok medycyny, po wakacjach nie wracam na uczelnię. Szkoda czasu, i tak nie skończę studiów. Ktoś inny na moim miejscu wyjechałby w podróż dookoła świata, bawił się i cieszył pozostałym mu życiem. Ja nie. Ktoś jeszcze inny wydałby wszystko na leczenie, choć żadne pieniądze i technologia nie zrobią nic. W sumie zawsze chciałem umrzeć i nawet jestem z tego zadowolony. Nic nie trzyma mnie przy życiu. Wszystko tutaj już znam, nie jestem typem samobójcy, ale wizja, że szybciej od wielu innych zobaczę co jest po drugiej stronie jest dość fajna, choć monotonna. Nie ja pierwszy i nie ostatni. Pieniądze zapisałem kilkunastu osobom w spadku. Większość rodzinie, ale trochę też innym osobom. Uznają mnie za ekscentryka, że dam kilka tysięcy koleżance z gimnazjum, w której się podkochiwałem, czy innym osobom, głównie dziewczynom, które mi się w moim krótkim 21-letnim życiu podobały. Ale co tam, wolno mi.
A o mojej przyszłej śmierci prawie nikt nie wie. Nie znoszę litości prawdziwej czy wymuszonej. Gdyby pół roku temu ktoś inny powiedział mi, że umiera, to miałbym takie same odczucia. Można ludzi leczyć czy im pomagać, ale kiedy umrą, to tylko jedna, zwykła śmierć. Ja też położę się w grobie z mieczem, hełmem i tarczą, bo czemu nie. Nawet napisałem to w testamencie, żeby mi rodzina numeru nie wywinęła i nie ubrała w garnitur. Archeologowie za 500 lat będą mieli ciekawe znalezisko. Rycerz datowany na początek XXI wieku. :D
Co będę robił przez te 1,5 roku życia? Nic, i to jest piękne. Będę chodził po lesie i rozmyślał o niczym. Smęty filozoficzne były dobre dopóki "żyłem". Teraz, kiedy umieram, byłoby to sztampowe i przewidywalne.
PS Znając tempo dodawania wyznań, pewnie jestem już martwy.
No dobra, to żart. Jestem okropnym żywym i pewnie będę też wkurzającym duchem lub zombie jak umrę.
Kilka lat temu, rozmowa z kumplem w pracy.
- Znowu będzie szkolenie BHP.
- Z tym samym ziomkiem co ostatnio? Fajny był.
(przystępnie opowiadał o zagadnieniach, sypał anegdotami i przykładami - cud instruktor)
Dziwne spojrzenie kumpla.
- No nie. Przecież on w pierdlu siedzi. Nie słyszałeś?
- A za co? Jakiś przekręt finansowy?
- Zamordował własną żonę i próbował upozorować wypadek.
Cóż, chłop chyba się nie znał na swojej robocie...
Mój dziadek zmarł na raka prostaty, kiedy miałam 9 lat. Był dla mnie najważniejszy. Serio. To on zajmował się mną całymi dniami, jego kolana robiły mi za poduszkę, gdy oglądałam bajki, to on przygotowywał mi moje ulubione kanapki i wodę z soczkiem, chodziliśmy karmić kaczki i bawiliśmy się. Za cel postawił sobie nauczyć mnie w gry w szachy zanim umrze. Pamiętam jego cewnik, jego zapadniętą twarz i spojrzenie pełne dumy i miłości, kiedy powoli łapałam o co w grze chodzi.
Moja babcia natomiast zawsze była wredna, opryskliwa i nie szanowała nikogo. Z dziadkiem nawet nie rozmawiała, ale lubiła go kontrolować. Nie, nic jej nie zrobił, za to ona była puszczalska w młodości, a na starość jej dodatkowo odbiło.
Kiedy spędzałam z dziadkiem jego ostatnie tygodnie, babcia potrafiła przychodzić i siłą ciągnąć go do pokoju, żeby leżał i odpoczywał, mimo że on tego nie chciał. Nie chciał leżeć w ciszy.
Pewnego dnia wróciłam ze szkoły, zaczęłam odrabiać zadanie domowe. Babcia tylko burknęła, że ojciec z dziadkiem pojechali do szpitala. W pewnym momencie zadzwonił telefon domowy, babcia odebrała, po chwili się rozłączyła. Spojrzała na mnie i powiedziała "To przez ciebie". Czułam, co się stało, zaczęłam płakać.
Na pogrzebie nie pozwolono mi podejść do trumny, nikt nie chciał mnie zabierać na cmentarz. Teraz, jako dorosła kobieta, czasem tam przychodzę. Siadam na grobie, wyciągam ciasto, wodę z sokiem i szachownicę, przesiaduję tam godzinami, grając, myśląc, tęskniąc i żałując, że dziadek nie był dłużej w moim życiu i że nie miałam szansy w pełni docenić czasu z nim spędzonego za jego życia. Żałuję, że to akurat on musiał odejść.
Słowami babci już się nie przejmuję, ale i tak nie mam z nią kontaktu. Mam jednak nadzieję, że dziadek wie co u mnie słychać, że w jakiś sposób poznał swojego wnuka i mojego męża i że jest przy mnie, nie tylko w moich wspomnieniach.
Parę miesięcy temu wracałem sobie pociągiem relacji Gliwice-Częstochowa do domu, właśnie do Częstochowy. Dla osób, które się nie orientują: pociąg staje na stacji w Sosnowcu, wcześniej jest parę przystanków w Katowicach.
Tabor był mega zapchany ludźmi, ja przesiadałem się od jakiegoś menela, który niestety zajął miejsce niedaleko mojego dotychczasowego, w międzyczasie zdążyłem porozmawiać ze znajomym i puścić muzykę w słuchawkach.
Ostatecznie siadłem obok dziewczyny w wieku na oko gimnazjalno-licealnym, wydawała się całkiem sympatyczna. Siedzimy tak chwilę, aż nagle współpasażerka pyta mnie, czy to już Sosnowiec. Odpowiadam, że tak, to właśnie tutaj.
Dziewczyna zerwała się z miejsca szybciej niż ja zrywam się z kanapy na wieść o dostarczeniu pizzy i, przeciskając się przez innych podróżnych, dziękowała mi z całego serca, bo przegapiłaby swoją stację.
No to ja dumny z dobrego uczynku jadę dalej, piosenki się zmieniają, pociąg pędzi, oczy się same zamykają, a w pewnym momencie dobiega mnie głos informujący o kolejnym postoju.
"Następna stacja - Sosnowiec".
Koleżanko, przeprosiłem Cię na Spotted, ale jeśli nie zauważyłaś, to przepraszam znów. Naprawdę byłem PEWIEN, że to był Sosnowiec...
Witam społeczność anonimowych.
Po paru miesiącach przerwy od tego portalu postanowiłem wrócić, a nuż coś uległo zmianie. Przy okazji zaobserwowałem wyniki mojego eksperymentu na was wszystkich. Wspominałem o tym, kiedy żegnałem się, przy okazji narzekając na tę stronę. Wyznanie jest niestety już usunięte. Wyznanie "eksperyment" niestety także.
Opis eksperymentu i jego podłoże:
Obserwacje:
- Zaobserwowałem, że zdecydowana większość na tym portalu to osoby płci pięknej.
- Wiele wyznań dotyczących sytuacji stykowych w relacjach damski-męskich była przez nie interpretowana na korzyść kobiety
- Bardzo wiele komentarzy pod takimi wyznaniami miała nacechowanie mocno feministyczne.
Opis eksperymentu:
Napisałem całkowicie wyssane z palca wyznanie, które było kalką innego, w którym kobieta zostawiła faceta, bodajże po kilku latach związku, bo uznała, że to już nie to, znalazła innego mężczyznę. Facet był ciężko pracujący, ledwo się widywali. To miał być jeden z powodów zerwania. W moim wyznaniu przestawiłem jedynie bohaterów. To mężczyzna był u mnie tym, co poszedł do innej, kobieta tą, która po latach związku została z niczym, mimo ciężkiej pracy. Oba wyznania pisane są z perspektywy rzucającego/ej, a nie odrzuconego/ej.
Wyniki oraz wnioski:
Wyznanie nr 1 (kobieta tą, która zostawia faceta) - głos męski w komentarzach całkowicie zduszony. Brawa dla autorki za odwagę, za podjęcie właściwiej dla siebie decyzji. Skoro miała się męczyć, a nic już z tego nie było, to dobrze, że go zostawiła, a teraz jest szczęśliwa. Pojawiały się komentarze w stylu "przecież nie jesteśmy niczyją własnością, brawa dla autorki".
Wyznanie nr 2 (odwrócenie bohaterów) - męski głos po raz kolejny zduszony. Kobiety wyzywają faceta, że zachował się jak świnia, podczas gdy jego kobieta ciężko pracowała, by mogli godnie żyć. Facet został skrytykowany za zniszczenie czegoś, co trwało kilka lat, bo, i tu cytat (uwaga, od tej samej osoby, co została cytowana na końcu opisu wyznania 1 (sic!)) "wyrwał sobie młodszą, głupszą, nie ma to jak traktować nas jak kubły na spermę". Pojawiały się też komentarze, że kierował się zwierzęcymi żądzami, ogólnie dostało mu się nieźle po głowie.
Wnioski:
Na anonimowe.pl od dłuższego czasu występują podwójne standardy. Nie interpretuję już tego bardziej. Resztę rozmyślań na ten temat zostawiam wam samym.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, i cytując pewnego bardzo dobrego polskiego rapera, apel do wszystkich, i do każdego z osobna: "Patrz trochę szerzej".
Od urodzenia mieszkam w Holandii. Skończyłem drugą klasę szkoły średniej. Jak wiecie Holandia to raj baaardzo tolerancyjny dla osób LGBT... LGBTQ (sam nie nadążam za tym), więc w mojej szkole można spotkać całujące się dziewczyny czy chłopaków, ale takich par jakoś dużo nie ma, a szkoła całkiem spora.
Pewnego dnia, w trakcie letniego semestru w pierwszej klasie, jeden chłopak przyszedł ubrany w damskie ciuchy i kazał nazywać się Kateriną. Klasa przyjęła to normalnie, w końcu tolerancja itp. Katerina nikomu nie wadził... wadziła... zwał jak zwał. W trakcie pierwszego półrocza drugiej klasy powstała afera, bo dziewczyny nie chciały przebierać się w jej towarzystwie na WF i przebywać z nią w damskiej toalecie. Katerina nie była oczywiście jedyną trans osobą w szkole, ale jako pierwsza poruszyła taki temat. Odbył się apel i dyrektor poprosił o tolerancję i uszanowanie dla Kateriny i innych osób, które dopiero co odważyły się wyjść z ukrycia ze swoim prawdziwym ja (bardzo pompatyczny spicz). Od tej pory Katerina chodziła do damskiej szatni, toalet itp.
Po pewnym czasie szkołę obiegła wieść, że w necie są nagie fotki jednej dziewczyny z drużyny siatkówki biorącej prysznic w szkole, po jakimś czasie pojawiły się zdjęcia kolejnych. Wybuchła afera, sprawą zajęła się policja, sprawdzano monitoringi, przesłuchiwano uczniów i nauczycieli. Koniec końców okazało się, że Katerina wcale nie czuje się tak kobieco, jak wszystkim wmawiała. Cała heca ze zmianą płci to był misterny plan, mający na celu podglądanie i zdobywanie zdjęć i filmów z nagimi uczennicami. Obwieszczenie, że zmienia się płeć, bycie jakiś czas grzecznym, by ludzie przywykli, później domaganie się swoich " praw" i realizacja planu.
Fotki podobno usunięto, a sprawę starano się wyciszyć, bo oszust oczywiście grał do końca swoją rolę i zachowanie usprawiedliwiał zmianami w psychice. Oczywiście mu nie uwierzono i wywalono z budy, pewnie inne konsekwencje też go dopadną.
Jak dla mnie nadmierna, źle rozumiana tolerancja może prowadzić do jeszcze gorszych sytuacji niż ta.
Kiedy miałam 5 lat wyskoczył mi na laptopie komunikat, że mam konia trojańskiego. Boże, jak ja się ucieszyłam... :D Kilka minut sprawdzałam wszystkie wejścia w laptopie, szukając małego konika.
Póki matka mnie nie wyśmiała i nie wytłumaczyła, co to wirus komputerowy.
Dodaj anonimowe wyznanie