#CBkWQ

Mam 20 lat. Ostatnio po kilku miesiącach wróciłem do kraju z zagranicy, ale ukrywam przed wszystkimi co tak naprawdę tam robiłem i skąd mam zarobione pieniądze.

Jestem normalnym chłopakiem. Skończyłem technikum i mam normalną rodzinę, a nawet szanowaną. Rodzinie powiedziałem, że sprzątałem domy i zbierałem owoce. A tak naprawdę byłem chłopcem do towarzystwa. Umawiałem się z bogatymi, dojrzałymi kobietami. Nie były one wcale takie złe. Były one miłe, nawet niebrzydkie, i samotne - i to bardzo. Chodziłem z nimi na bankiety i inne imprezy okolicznościowe. Nie spałem z nimi. Nie puszczałem się. Nie robiłem nic złego. Po prostu pozwalałem im ze sobą pobyć, żeby nie były samotne. A przy okazji zarobiłem sobie.

Nikomu o tym nie mówię, żeby nie było, że pracowałem jako żigolak.

#yR7Sf

Jestem kobietą po trzydziestce i wg obecnej nomenklatury należę do "gorszego sortu" - zamiast siedzieć w domu i się rozmnażać przyjmując 500+ razy kilka i różne zapomogi, ja głupia skończyłam studia i nie zarabiając kokosów staram się związać koniec z końcem pracując i (po rozpadzie związku) samotnie utrzymać i nawet wyremontować mieszkanie.

Czy dla takiej osoby jak ja rządowy program rozdawnictwa ma jakieś plusy?

Otóż od dziecka choruję na niedoczynność tarczycy i nawet przy niby ustabilizowanych poziomach utrzymanie wagi wymagało ode mnie sporo pracy i wysiłku.
A tu proszę - nagle sukces! I to bez morderczych treningów i biegania po dietetykach.
Wystarczyła galopująca inflacja, dzięki której np. zamiast zjeść schaboszczaka, to kawałek mięsa wrzucam do cienkiej jarzynówki gotowanej na dwa dni, w inne w ogóle unikam mięsa na rzecz kalafiora (broń boże całego naraz) z dodatkiem 1 jaja etc., a kolacje to lepiej sobie w ogóle odpuścić - tak samo jak słodycze, które są po prostu zbędnym wydatkiem.
Ponadto ceny usług tzw. fachowców (którym mając gromadkę dzieci to tylko z wielką łaską i za solidną dolę chce się z kanapy ruszyć) tak poszły w górę, że z mojej pensji nie jestem sobie w stanie na nich pozwolić - dzięki temu sama skaczę po drabinie i mieszam gładzie - nie trzeba już latać na siłkę.

W ciągu pół roku schudłam ponad 7 kg!
Tylko że jak tak dalej pójdzie, to za kolejne pół nie będę już wyglądać tak dobrze... Ale kto by wybiegał w przyszłość?

#reFpZ

Mój mąż zostawił dla mnie swoją poprzednią partnerkę. Poznaliśmy się, zauroczyliśmy sobą, ale nie mieliśmy żadnego romansu, nie spotykaliśmy się potajemnie, nie wymienialiśmy miłosnymi SMS-ami. Chcieliśmy być uczciwi, dlatego gdy mój mąż poczuł, że chce mnie bliżej poznać, po prostu pogadał ze swoją dziewczyną i rozstał się z nią. Jednak w oczach moich bliskich koleżanek i tak byłam "kochanką". Uważały, że na pewno odbiłam faceta tamtej dziewczynie, że go uwiodłam i wymusiłam na nim, by zakończył swój związek. Na nic zdały się tłumaczenia. Powiedziały mi nawet, że skoro jestem taka wyrachowana, to mogę zniszczyć też ich związki. Odwróciły się ode mnie, nie przyszły na nasz ślub. Gdy krewni pytali gdzie są moje psiapsiółki, z którymi zawsze blisko się trzymałam, musiałam wymyślać, że nie mogły przyjść na wesele, bo były zajęte/chore itp. Do dziś gdy widzę którąś z nich na ulicy czuję na sobie chłodne spojrzenie.

Co najśmieszniejsze, ostatnio wraz z mężem wpadliśmy na jego byłą, ona też ma już męża, dziecko. Przywitaliśmy się i szczerze mówiąc dziewczyna była dla mnie bardziej serdeczna niż moje dawne koleżanki.

#4KfsE

Jestem 22-letnim facetem i mam 18-letnią siostrę, która jest najbardziej irytującą i upierdliwą osobą jaką znam. Nie potrafię się z nią dogadać w żadnej sprawie. Ja jestem raczej cichy i spokojny, a ona chciałaby robić dziesięć rzeczy naraz. Średnio co miesiąc znajduje sobie jakieś nowe zainteresowanie i cały czas coś o nim mówi, gada i opowiada. Mnie to nie interesuje, a ona dalej swoje. Ale do rzeczy.

Mojego najlepszego przyjaciela Tomka poznałem w przedszkolu. Chodziliśmy razem do szkoły, przez większość czasu nawet do tej samej klasy, mieszkamy niedaleko siebie, trenujemy w tym samym klubie, chodzimy razem biegać, gramy razem i ogólnie dużo czasu spędzamy razem.

Wróćmy jednak do mojej siostry. Jakiś czas temu Marta zainteresowała się... gejami. Nie wiem, jak to w ogóle nazwać. Może to rodzaj fetyszu, naprawdę nie wiem. Cały czas ogląda jakieś gejowskie filmy czy seriale, a potem o nich opowiada. Jest upierdliwa jak zwykle, ale udaje mi się ją ignorować.
Niedawno Marta przebiła samą siebie i stwierdziła, że Tomek i ja na 100% jesteśmy ukrytymi gejami. To przecież niemożliwe, żeby dwóch facetów lubiło się tak po prostu. Męska przyjaźń? Braterska miłość? Niemożliwe. Ignorowałem to, dopóki jej chory pomysł nie przerodził się w jakąś dziwną manię.

Marta parę razy stworzyła nam "romantyczne okoliczności", żebyśmy mogli trochę pobyć razem. Kiedy rodziców nie było w domu, ona wychodziła do koleżanki. Raz nawet zrobiła nam kolację. Na drugi dzień zapytała mnie, czy wieczór się udał.
Kiedyś po wspólnym bieganiu Tomek brał u nas prysznic. Marta stwierdziła, że zwykły kolega nie kąpałby się w naszej łazience, więc musi być moim chłopakiem.
Kiedyś użyłem łyżki, którą wcześniej jadł Tomek. Moja siostra stwierdziła, że skoro nie brzydzę się jeść łyżką, na której jest ślina Tomka, to na pewno mam z tą śliną także inny kontakt (wtf?).
Niedawno pojechaliśmy z Tomkiem na ryby, zostaliśmy na noc. Marta zapytała, czy spaliśmy przytuleni do siebie, bo w nocy było chłodno (WTF?).
Marta uważa, że Tomek jest zbyt przystojny, żeby nie mieć dziewczyny, a skoro nie ma dziewczyny, to na pewno jest gejem.
Ja lubię mieć porządek w rzeczach, nawet układam ubrania w szafie. Według Marty faceci hetero nigdy nie dbają tak o porządek, więc na pewno jestem gejem.

Zwariuję przez nią. Zdaniem Tomka, Marcie w końcu się znudzi, ale zanim to nastąpi, najpewniej trafi mnie szlag.
To tyle, co chciałem wam opowiedzieć o mojej niezrównoważonej siostrze.

#c7xVd

Gdy byłam mała, tak może 5-6 lat, mama obiecała, że kupi mi elementarz. Długo się zastanawiałam, co to ten elementarz i doszłam do wniosku, że to pewnie taki mały cmentarz do zabawy. Już sobie wyobrażałam, że będę ustawiać groby i bawić się w pogrzeby, wydało mi się to naprawdę fajne i nie mogłam się doczekać, aż w końcu go dostanę.

Moje rozczarowanie było ogromne, gdy okazało się, że była to książka, w której na dodatek nie było nic o cmentarzu.

#LlABE

Jak ktoś sobie zakoduje coś w głowie, to nie zwraca na nic uwagi.

Słowem wstępu: mam 26 lat, od 6 lat pracuję w jednej firmie jako kierowca. Zaczynałem na stanowisku "kierowca kat. B Bus do 3,5 t Europa". Po upływie dwóch lat zacząłem wozić ludzi oraz paczki, najczęściej do Włoch lub do Anglii. Pół roku temu zrobiłem prawo jazdy na ciężarówki i do teraz nimi jeżdżę. Zwiedziłem już całą Europę, a także trochę Rosji, Białorusi oraz Serbię, Macedonię, Albanię i Grecję. Norwegia też mi nie jest obca.

Po powrocie do domu z ostatniej trasy miałem przykrą niespodziankę. Pod moją nieobecność w domu (dalej mieszkam z rodzicami, więcej mnie nie ma niż jestem, więc uznałem, że bez sensu wynajmować mieszkanie, skoro rodzice mają duży dom) mój tata pożyczył sobie moje auto. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że miał, jak to mówił, małą stłuczkę (gdzieś zgubił pół auta, poduszki wszystkie możliwe wystrzeliły). Inny kierowca wymusił mu pierwszeństwo w terenie zabudowanym, a patrząc po uszkodzeniach, to mój tato wolno nie jechał. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Nie ukrywam, że zdenerwowała mnie ta cała sytuacja. Mój tato nie widział w tym nic złego: "Przecież i tak auto stało i się kurzyło, bo ciebie ciągle nie ma, to sobie pożyczyłem, bo moje w serwisie było. A tak to przynajmniej pieniądze z ubezpieczenia dostaniesz".

Przechodząc do sedna sprawy. Miałem po powrocie do załatwienia parę spraw. Z wcześniej opisanych przyczyn swoim autem pojechać nie mogłem. Wpadłem, jak mi się wydawało, na świetny pomysł - pożyczę auto od rodziców. W odpowiedzi usłyszałem, że chyba jestem nie normalny, co ja sobie wyobrażam, żebym sobie swoje kupił, że pewnie rozbiję, bo ja jeździć nie umiem, itp. itd.

Fakt, rzeczywiście, kiedy miałem 15 lat (tata mnie uczył jeździć), jechałem autem rodziców u cioci na wsi i przerysowałem lusterko jak wyjeżdżałem z bramy. Wtedy na swoim koncie miałem całe 3 km przejechane. I sobie zapamiętali. Ale w rozbiciu mojego auta przez ojca nie widzą problemu.

Czy tylko ja tak mam? Czy wszyscy rodzice tacy są?

#W5bzV

Wakacje wakacjami, ale ponieważ jestem na razie w domu, stwierdziłam z pewnym bólem, że trzeba by się pouczyć trochę do czekającej mnie w maju matury. W pierwszej kolejności padło na biologię. Z tytanicznym wysiłkiem wydobyłam podręczniki, repetytoria i inne zakurzone mądrości z regału i zagłębiłam się w otchłaniach botaniki...

Po półtorej godziny uświadomiłam sobie, że ostatnią godzinę zajęło mi patrzenie się smutno w ścianę i kontemplowanie tragicznej relacji glon-grzyb, jaka ma miejsce w porostach. Tak bardzo mnie przejął los biednego glona, który jest wykorzystywany przez "partnera", który jeszcze wmawia mu, że to czysta, obustronna korzyść! Przecież taki glon mógłby opuścić ten toksyczny związek, bo potrafi sobie fotosyntetyzować na własną rękę (plechę?), ale jest już pewnie tak zmanipulowany i uzależniony emocjonalnie, że wydaje mu się, że jest nikim i sobie nie poradzi... Kolejne scenariusze okropnych sytuacji same się nasuwały. Po kilku minutach takich rozmyślań miałam już łzy w oczach, a po godzinie byłam pogrążona w poczuciu rozpaczliwej bezradności, no bo jak tu pomóc glonowi się wyrwać z tej katorgi?

Tak że no, jakby ktoś coś wiedział o terapii grupowej dla glonów w toksycznych związkach w celu podbudowania ich samooceny, albo chociaż o terapii dla biol-chemów o zbyt dużej wyobraźni, która utrudnia im funkcjonowanie, to dajcie znać.

#Su6oY

Ostatnio było wyznanie o stalkerze, pod którym rozpętała się burza komentarzy na temat skąd facet wziął numer i adres dziewczyny. Kilka osób nawet zarzuciło autorce zmyślanie. Chcę wam udowodnić, że anonimowość w sieci to tylko nasza ułuda, a informacje na temat ofiary może znaleźć każdy, nawet niedoświadczony stalker...

Wieczorem z nudów weszłam na jedną ze stron oferujących anonimowe pisanie z przypadkowymi użytkownikami i po kilku niezbyt ciekawych rozmowach natrafiłam na niego: Chłopak w moim wieku, z okolic miasta X.
Super nam się pisało - podobne poczucie humoru, zainteresowania, poglądy. Minęło tak trochę czasu, zdążyłam poznać jego imię (powiedzmy, że Kamil), i jaki kierunek studiuje. Wysłał też mi swoje niewyraźne zdjęcie profilowe z fb, bo stwierdził, że i tak go na nim nie rozpoznam.

Niestety pech chciał, że rozmowę nam przerwało, a ja zostałam z uczuciem smutku, że już nie pogadamy... I wtedy wpadłam na genialny pomysł: Skoro mam o nim tyle informacji, wystarczy to wszystko połączyć!

Dane (przypadkowe, nie chcę naruszać prywatności):
Kamil, lat 22, studiuje informatykę, pochodzi z okolic Januszewa w województwie cebulskim.


Do dzieła: W cebulskim informatyka jest na dwóch uczelniach, obie są w tym samym mieście. Skoro ma 22 lata, to studia prawdopodobnie zaczął 3 lata temu. Wyszukiwarka na Facebooku, wpisuję nazwę kierunku i miasto. Wyskakuje kilka grup, wybieram tę, która zgadza się rocznikiem. Ups, zastrzeżeni członkowie. Ale zaraz... W informacjach o grupie są administratorzy. Wchodzę na profil admina, w jego znajomych i wpisuję imię Kamil. Przeglądam wszystkich Kamilów i natrafiam na znajomą, niewyraźną fotkę. Bingo. Wchodzę na profil i mam już wszystkie informacje: skąd dokładnie jest, data urodzin, gdzie jadł pizzę dzień wcześniej o 20.00, a nawet niezastrzeżony numer telefonu i status. No właśnie... Status "w związku" (to dla tych, co nie lubią niedokończonych wyznań).

Odpuściłam, bo po pierwsze skoro ma dziewczynę, to raczej nie mam co liczyć na bliższą znajomość, a po drugie JAK ja mu do cholery wytłumaczę, jak udało mi się go odnaleźć i że nie jestem psychopatyczną stalkerką?

Cóż, ludziom to nawet RODO nie pomoże, bo sami podają wszystko na talerzu. Pozdrawiam!

#gfQLh

Pewnego słonecznego dnia byłem z moją dziewczyną u jej rodziców. Siedząc w salonie oglądaliśmy z teściami powtórkę jakiegoś teleturnieju, który oglądałem parę dni wcześniej. Teść był w niezłym szoku, gdy na każde pytanie odpowiadałem prawidłowo w bardzo krótkim czasie.


Kilka dni później dowiedziałem się od dziewczyny, że teść po tamtym dniu zmienił zdanie na mój temat na lepsze i ma mnie za mózgowca.
Dodaj anonimowe wyznanie