#c29GZ

Wiecie jak irytują dzieci? Na pewno. Nie raz i nie dwa pewnie zdarzyło wam się kląć na te małe, wrzeszczące potwory.

Jestem matką jednego z nich. I chociaż bardzo go kocham, nadal jest to wrzeszczący, niekiedy okropnie irytujący potwór, który wyprowadza mnie z równowagi jak nikt inny. A raczej wyprowadzał.

Ciężko było mi wejść w rolę matki. Niekiedy krzyczałam tak, że słyszała mnie cała kamienica, innym razem płakałam z bezsilności głośniej niż dziecko (kto spędza z dzieckiem czas 24 h na dobę, w dodatku niemal samotnie, ten wie o czym mówię). Miałam dość. Czasem przeklinałam dzień, w którym zdecydowałam się na dziecko. Do czasu, aż przypadkiem nie zawędrowałam w pewne miejsce...

Dziś, kiedy czuję, że nie wytrzymam, biorę dziecko w wózek lub zostawiam je mężowi pod opiekę i idę na cmentarz. Kieruję się w stronę tych najmniejszych grobów. Widzę różowy grób dziewczynki, która za życia kochała księżniczki Disneya. Widzę wyryty w kamieniu portret chłopca, który wiele lat temu został brutalnie zamordowany. Na nagrobkach siedzą pluszowe misie, których już nikt nie przytuli. Widzę groby dzieci, które przeżyły tylko kilka dni. Takie, którym udało się przeżyć rok. Takie, które zmarły w wieku mojego dziecka. I niemal namacalnie czuję ten ból ich rodziców... I dociera do mnie, jak wielką jestem szczęściarą. Jak wielu rodziców oddałoby wszystko, by móc, tak jak ja, po raz setny tłumaczyć swojemu dziecku, że widelca nie wkłada się do oka. Że podawanie przed snem wody do picia po raz piąty to żaden problem. Że kolejna koszulka ubrudzona jagodami to tylko rzecz, którą mogę znów kupić w sklepie. Że są rzeczy dużo ważniejsze niż popisana ściana.

Nikt, poza moją córka, nie wie skąd we mnie wzięła się nagle cierpliwość. Ot, moja mała, tajemnicza terapia wstrząsowa. Pomaga lepiej niż niejeden psycholog.

#vjA9H

Każdy z nas miał w życiu taki moment, w którym naprawdę, ale to naprawdę chciał się zapaść pod ziemię. To jest mój.

Okres gimnazjum/liceum, wakacje, pływalnia (basen publiczny), na której o tej porze przychodziło sporo młodych ludzi. Zagadaliśmy z kolegą do takich dwóch dziewczyn. Tak się składało, że nikt z naszej czwórki (oprócz mnie) nie umiał tam skakać na główkę. Padło hasło: "Pokaż nam, jak to robisz!". Dodam, że miałem trochę za luźne slipki, które przy skoku do wody lubiły mi spadać z tyłka, więc pod wodą zanim wypłynąłem musiałem je poprawiać.

Pełny męskiej dumy podszedłem, wykonałem idealny skok, poprawiłem slipy, wypłynąłem, wyszedłem i stoję dumny z siebie. Na ich twarzach (one dwie i kolega) widzę najpierw przerażenie, a potem śmiech, którego nie potrafią opanować. Myślę "o co chodzi, kurde?". Dopiero gdy kolega opanował się na tyle, by cokolwiek powiedzieć, mówi do mnie: "Jajko ci wyszło". Patrzę w dół i rzeczywiście - z jednej strony luźnych slipek "wyszło mi" jedno jajko.

Na szczęście nigdy więcej już tych dziewczyn nie zobaczyłem. Kolegę też na szczęście rzadko widuję, ale ilekroć się widzimy, bezczelnie mi o tym przypomina.

#lERjk

Miałam 7 lat i urwał mi się film. Niemożliwe? A jednak.

Wracając do początku.
Sylwester. Moja Mama pracowała wtedy na kuchni w jednym z ośrodków wypoczynkowych.
Ja, mały smark byłam w domu pod opieką Taty i wujka (bezdzietny człowiek). I grzecznie ten sylwester przespałam ;)

Rzecz dzieje się w Nowy Rok, kiedy wstałam wcześnie, a wszyscy jeszcze spali. Zobaczyłam w kuchni najlepsze co może być - truskawki i otwartego szampana... Szampan typu "ruski za 5 zł" w połączeniu z truskawkami był jak niebo w gębie! Pamiętam, że siedziałam w kuchni i sobie "drinkowałam" (jak to teraz wszyscy wspominają), kiedy do kuchni wszedł zaspany skacowany wujek z pytaniem co robię.
- Piję, wujek, chcesz trochę?
I chyba nie takiej odpowiedzi się wujaszek spodziewał, bo nikogo nie obudził i poszedł dalej spać.
A ja tak przydrinkowałam, że jedyne co pamiętam, to fakt, że bardzo źle się wymiotuje truskawkami.

Ps. Wujek podobno dostał niezły ochrzan od moich rodziców!
Ps1. Do dzisiaj nie przepadam za alkoholem.
Ps2. Rok później idąc do komunii, grzecznie chciałam się z tego wyspowiadać, ksiądz nie był zadowolony z mojego wyznania ;D

#pDA50

Zaprawdę powiadam Wam, laptopa nie wyłącza się zamykając klapę, bo inaczej przydarzyć się może to, co przydarzyło się mnie.

Po obejrzeniu bajki na dobranoc dla dorosłych, na czerwonym tjubie, po prostu złożyłem laptopa i dobranoc.

To uczucie, kiedy następnego dnia, otwierając go w biurze przy ludziach, narzędzie pracy wydziera się ou, aa, uuu, oujeah, fakmi, a ja muszę najpierw wprowadzić hasło, żeby dostać się do systemu i wyciszyć choćby lub wyłączyć tę pornografię...

#6V16v

Dostałam dzisiaj mandat.. Zakładam z góry, że nikt nie zgadnie za co. Jechałam z synem do miasta, machał on każdemu jadącemu z naprzeciwka z ogromnym uśmiechem :).
Jakiś patrol chyba miał gorszy dzień i otrzymałam 150 złotych mandatu.
Powód? Machanie do kierowców ich rozprasza i może dojść do wypadku.
Z zażenowania nawet nie dałam rady odmówić przyjęcia mandatu…

Świat powoli się kończy.

#4NsAj

O tym, jak mama uratowała mi życie.

Od rana bardzo bolał mnie brzuch. Nie poszłam do szkoły, a mama pojechała do pracy i powiedziała, że jak wróci do domu i dalej będzie mnie bolało, to pojedziemy do lekarza na następny dzień.

Jak wróciła, ja płakałam z bólu. Ja silna i twarda, może z 10-, 11-latka, płakałam z bólu. Mama przerażona, czemu nie dzwoniłam, bo miałam dzwonić jakby się pogorszyło.
Był wieczór. Mama załatwiła nam transport do miasta. Tata za granicą, mama prawka nie ma. Przyjechała po nas ciotka. Zawiozła nas na pogotowie ratunkowe. Tam lekarz stwierdził, że to nic takiego i że wcale nie wyglądam, jakby mnie bolało tak bardzo. A dzieci w tym wieku z byle powodu płaczą.

Chciał odesłać mnie do domu, ale moja mama wręcz wybłagała lekarza, aby ten chociaż na obserwację mnie przyjął, bo mieszkamy na wsi i jak w nocy się pogorszy, to karetka długo by jechała.
Lekarz na początku ją wyśmiał, ale potem powiedział, że w sumie może mnie na chwilę na obserwację wziąć i poczekać na wyniki badań.


Mama pojechała do domu. Ja w szpitalu. Przyszły wyniki badań. Za godzinę byłam już na stole operacyjnym. Właśnie pękł mi wyrostek robaczkowy. Zalał mnie w środku. Z tego co potem słyszałam od mamy, lekarze mówili, że miałam dużo szczęścia, bo gdyby stało się to w domu, to mogłoby mnie już na tym świecie nie być.


Szczęścia? Może po prostu rozsądku matki, która jak widać jest lepszym lekarzem niż ten, który mnie badał.
Dzięki mojej mamie nadal żyję. Kocham ją bardzo mocno :).

#KDwvh

Zacznę od tego, że uwielbiam spać i zasypiam w kilka chwil — nie jest znana mi bezsenność. Zdarza mi się zasnąć w szkole na lekcji polskiego, w autobusie, którym jadę tylko trzy przystanki... Słowem wszędzie, gdzie się ułożę. W związku z tym miałam już kilka śmiesznych sytuacji, wiadomo, ale te dwie przebijają wszystko.

Jakieś pół roku temu zasnęłam przy obiedzie. Tak mnie znudziła gadka rodziców o ich interesach, że dosłownie wykąpałam się w zupie. Tak, głowa ześlizgnęła mi się z ręki i zanim się zorientowałam, trafiłam twarzą w talerz z zupą.

O wiele bardziej było mi wstyd, kiedy nocowałam u swojego chłopaka. Zrobiliśmy sobie maraton filmów, przy którym oczywiście piwa nie zabrakło. Jak wiadomo po piwie chodzi się siusiu... Koło trzeciej w nocy obudził mnie mój pęcherz i powiedział UWAGA, PORA WSTAWAĆ. Zaspana poszłam spełnić swój fizjologiczny obowiązek. I tak, zasnęłam na toalecie. Żeby było śmieszniej, z rana obudził mnie ojciec mojego chłopaka.

Tak jak mówiłam, uwielbiam spać.

#Qyq9w

Już od dzieciaka uwielbiałem motocykle i auta. Jednak rodzice wyraźnie nie podzielali mojej pasji do motocykli. Z tego powodu często kłóciliśmy się, zanim jeszcze kupiłem swoją wymarzoną maszynę. Pewnego razu zgodnie powiedzieli, że jeśli kupię motocykl, to nie będę ich synem.

Specjalnie nie wierzyłem w ich słowa. Jednak kiedy pieniądze z 18 urodzin wydałem na swoje największe marzenie, zostałem wywalony z domu.
Myślałem, że im minie... Ale po 8 latach zaczynam wątpić ;)

#yTD7j

Możliwe, że czytaliście gdzieś w internecie historyjkę o tym, jak to okropny pracodawca płaci biednym robotnikom mniej niż na początku obiecywał, a oni w zemście ''wbudowują'' coś śmierdzącego w ściany.
Opowiem Wam troszkę inną historię, przede wszystkim z innej perspektywy.

Zbierasz na remont bardzo długo. Mogłabyś go zrobić sama, ale nie masz czasu. Postanawiasz komuś go zlecić. Przyjeżdża ekipa, wszyscy bardzo mili. Opowiadasz im co i jak, wszystko dokładnie zapisujesz, żeby nie było nieporozumień. Okej, na początek prosisz o ułożenie płytek w łazience. Nic specjalnego, zwykłe geometryczne wzory, kształt normalny, robota nietrudna.

Zrobili jedną ścianę, wołają, żebyś oceniła efekty. O zgrozo! Każda płytka inaczej, wzory ułożone prostopadle, zamiast równolegle, czyli tak jak się zawsze robi. Oprócz tego wiele innych niedopracowań. Przysięgam, każdy kto choć raz kładł płytki przeraziłby się na taki widok. Nie jesteś osobą kłótliwą, no ale coś trzeba z tym zrobić. Delikatnie sugerujesz, że nie zapłacisz pełnej kwoty. Wielkie oburzenie, no ale nic, chcą robić od początku, więc drałujesz do sklepu bo płytki, bo tamte popękały przy zdejmowaniu. Ustalasz z kierownikiem, że zapłacą za koszt nowych, on decyduje, że potrąci pracownikom z pensji.

Wołają cię, łazienka gotowa, efekt bliski twoim wyobrażeniom. Płacisz, wszystko pięknie, ładnie.

Ale za kilka dni koszmar. W całym domu śmierdzi stęchlizną, wytrzymać się nie da. Jako polski Sherlock dedukujesz, że tajemniczy smród pochodzi z łazienki. No nic, kujesz w ścianie w miejscu skąd czuć zagadkowy fetor. Co znalazłaś? Zgniłe mięso.
Koniec końców, zamiast jechać na urlop, sama robisz remont.

Trzymajcie kciuki, mam nadzieję, że wystarczy mi nerwów.
Dodaj anonimowe wyznanie