Ostatnio zatrudnili w mojej pracy nowego pracownika, sądząc po jego zachowaniu to prosto z dżungli. Mieszkam na zachodzie i tu zatrudnianie imigrantów jest normalne. Ale on przegiął - zaczął czyścić komputery z kurzu wodą. I to nie jakąś małą ilością, tylko zalał je doszczętnie i wycierał do sucha. Może z zewnątrz było OK, naprawdę były czyste, ale w środku dałoby się założyć akwarium.
Najgorsze w tym, że to nie był k.retyn po 2 klasach, tylko osoba, która w swoim kraiku skończyła... uwaga... studia informatyczne. I jest magistrem. I niestety naprawdę, mimo oczywistych myśli, że dokumenty są sfałszowane, to nie. Po zapytaniu wysłanym do jego kraju pochodzenia okazało się, że skończył studia, i to - uwaga - z wyróżnieniem!
Nigdy w życiu nie piłem espresso, więc będąc w kawiarni postanowiłem spróbować.
Zamawiając espresso, oprócz samej kawy dostajemy szklankę/kieliszek wody. Woda służy do oczyszczenia kubków smakowych, należy ją wypić przed kawą (są również osoby, które wypijają wodę po wypiciu kawy).
Nie mając o tym pojęcia, po prostu wlałem wodę do kawy...
Wszędzie słyszy się, że kobiety powinny dostawać kwiaty.
Kilkanaście lat temu, w wieku gimnazjalnym czy licealnym, wpadłem na pomysł realizacji takiego podarunku. Rodzice prowadzą ogrodnictwo, więc kwiatów dostatek. Kupiłem od mamy jakieś ładne, i próba została podjęta.
Reakcja dziewczyny?
"Ha, ha, ty to sobie możesz dawać, przecież masz za darmo!"
Więcej nie próbowałem.
Jestem facetem uwięzionym w ciele kobiety.
Przez długie lata życia nie wiedziałem o tym, że dokonano na mnie korekty (?) płci, ponieważ urodziłem się z podwójnymi narządami. Musiałem brać leki na coś, o czym mi mówiono, że to jakaś tam choroba.
Nie, nie jestem transem. Dawniej myślałem, że urodziłem się jako kobieta i zachciało mi się być facetem, ale nie. Ja JESTEM facetem. Chciałbym mieć ciało, z którym się utożsamiam od dawna. Nic dziwnego, prawda? I odciąć się od rodziny, która tak długo mnie okłamywała i nic sobie z tego nie robiła.
Po śmierci babci mama zaopiekowała się niepełnosprawnym synem babci, a swoim przyrodnim bratem. Generalnie trochę roboty przy nim jest, w tym kąpanie go. Mama po organizowaniu babci pogrzebu, wszelkich formalności i innych była zmęczona i rozgoryczona. Kąpiąc go płakała i mówiła do siebie "Siostrze trafiła się pralka po babci i inne rzeczy, a mi co? Upośledzony brat".
W tym momencie z lustra w łazience zleciały wszystkie rzeczy z taką siłą, jakby je ktoś zmiótł ręką. Mama nie miała jak zahaczyć o lustro, ponieważ znajduje się ono dalej od kabiny prysznicowej.
Podobna sytuacja miała miejsce u mamy w pracy. Rozmawiała z koleżanką w stołówce pracowniczej na temat swego brata. Znowu popłynęły łzy, zaczęła się żalić i w tym momencie zarówno ona, jak i koleżanka były świadkami, jak stojący na suszarce talerz przeleciał przez pół kuchni i roztrzaskał się o ścianę.
Rozmawiałam z koleżanką mamy, która roztrzęsiona potwierdziła, że miało to miejsce.
Za życia babcia bardzo broniła swego syna i robiła awanturę każdemu, kto się go czepiał ze względu na jego niepełnosprawność. Widocznie po śmierci także jej to zostało.
Moja babcia codziennie patrzy przez okno i czeka na mojego dziadka, aż wróci z pracy. Codziennie przygotowuje dla niego śniadanie, obiad i kolację. Prasuje i pierze jego ubrania. Kupuje jego ulubione piwo, wyciąga dwie szklanki, nalewa do nich piwa, po czym rozmawia z dziadkiem. Kiedy potrzebuje w czymś pomocy, woła: "Wojtek, przyjdź na chwilę".
Dziadek nie żyje od trzynastu lat. Płaczę, pisząc to wyznanie - jest mi jej okropnie żal...
W tym wyznaniu chciałabym opisać moją teściową, a tym samym pewnie potwierdzić krążący o takich kobietach stereotyp.
Nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam matki mojego partnera. Gdy na świat przyszła nasza córka, nic jej nie pasowało, chociaż nie miała nic do powiedzenia, gdyż to moje dziecko. A to imię nie takie, a to ubranka zbyt męskie, a to zabawki nieodpowiednie.
Ostatnio nie miałam z kim zostawić córeczki (mała ma teraz trzy latka), więc musiałam z bólem serca zadzwonić do niej. Posapała, pojęczała (a taka kochająca babcia), ale w końcu zgodziła się przyjechać.
W domu wszystko jej wyjaśniłam, rozpisałam, kiedy nakarmić małą - wyjeżdżałam tylko na kilka godzin, ale przypuszczałam, że gdybym nie wspomniała, dziecko byłoby głodne. Przekazałam także, żeby posiedziała z małą w salonie, a gdy ta zajmie się swoimi zabawami, może w tym czasie obejrzeć coś w telewizji.
Co ważne w tym wyznaniu - w salonie stoi moja ukochana wieża i stosy płyt, które zbieram przez lata. W sypialni natomiast mój mąż ma jakiś stary odtwarzacz na kasety, który ostatnio mu się zepsuł i nie zdążył go naprawić.
Teściowa wpadła na pomysł, że posłucha sobie Marylki Rodowicz, ale skoro odtwarzacz męża nie działa, to najlepiej do tego posłuży moja wieża. Gdy wróciłam do domu zastałam obrażoną teściową i rozwaloną wieżę. Ta szalona kobieta wyrwała z mojego kochanego sprzętu tackę na płytę i do powstałego otworu grubości centymetra próbowała wcisnąć kasetę magnetofonową.
Wpadłam w istny szał i wywaliłam ją za drzwi, na końcu płacząc już z bezsilności. Teściowa obraziła się na maksa, przez co mój mąż był przez kilka dni naburmuszony jak stary Niemiec. W końcu jednak przeprosił za nią i kupił mi nową wieżę.
Ubiegłej nocy śniło mi się, że zostawiam swojego męża oraz czwórkę naszych dzieci dla ciemnoskórego, miastowego przestępcy. Moment, kiedy wyznawałam mężowi, że od niego odchodzę i już go nie kocham, był straszny, czułam, jak serce łamie mi się na małe kawałki. Jednocześnie jednak byłam szczęśliwa, że w końcu mogę być z osobą, którą naprawdę kocham. Po tej rozmowie rzuciłam się w ramiona mojemu nowemu partnerowi.
I wtedy się obudziłam.
Mam dwadzieścia lat, nie mam nawet chłopaka, a tym bardziej dzieci.
Mimo wszystko, kiedy pomyślę o tym śnie, czuję emocje nie do opisania. To pierwsze takie doświadczenie w moim życiu.
Kiedy spóźniony dotarłem do domu znajomych, impreza już się rozkręciła. Od razu zauważyłem nową osobę w naszym skromnym towarzystwie. Przyprowadził ją jeden z kolegów, a na potrzeby wyznania dajmy jej nazwę ✓3 (mam już dosyć tych x i y). Głośno o czymś ciągle opowiadała i nie dała dojść nikomu do słowa. Większość historii jakie opowiadała przedstawiały ją jako bardzo szlachetną i pomocną.
Pewnie większość z was słyszała o akcji "pomoc mierzona kilometrami" (chodzi w tym o to, że włączasz endomondo i ilość km, które przejdziesz, jest zamieniana na pieniądze i przekazywana potrzebującym); właśnie w niej ✓3 brała udział. A że godzina była późna i parę butelek stało już bez wnętrzności, to i język się jej nieco plątał i szczerość wzrastała. Zapytałem ją, ile już udało jej się przejść kilometrów. Na co ✓3 odpowiedziała, że nie chce jej się chodzić, więc jeździ wolno samochodem z włączoną aplikacją.
Nikt do końca posiedzenia nie poinformował jej, że więcej by było darowizny, gdyby pieniądze wydane na paliwo przekazała na cele charytatywne.
Zawsze chciałam być sportowcem.
W gimnazjum dostałam propozycję dołączenia do szkolnego klubu. Nic takiego, ale cieszyłam się niezmiernie. Pierwsze poinformowane zostało moje rodzeństwo. Ich reakcji nigdy nie zapomnę, mnóstwo śmiechu i teksty typu: "No fajnie, ale przecież jesteś za gruba." Mama stwierdziła, że "fajnie", ale jakoś szczególnie nie obchodziło jej to, a tata? Tata powiedział mi od razu, że i tak nic nie osiągnę.
Miał rację, nie osiągnęłam nic, przestałam chodzić na treningi. Odstawiłam sport na bok, zajęłam się o wiele bardziej nauką.
Dzisiaj oglądając mistrzostwa Europy, usłyszałam, jak każdy z naszych reprezentantów, który udzielał wywiadu, dziękował rodzinie, a zwłaszcza rodzicom za kibicowanie i wsparcie. Za każdym razem płakałam.
Dodaj anonimowe wyznanie