#qBe3O
W gimnazjum dostałam propozycję dołączenia do szkolnego klubu. Nic takiego, ale cieszyłam się niezmiernie. Pierwsze poinformowane zostało moje rodzeństwo. Ich reakcji nigdy nie zapomnę, mnóstwo śmiechu i teksty typu: "No fajnie, ale przecież jesteś za gruba." Mama stwierdziła, że "fajnie", ale jakoś szczególnie nie obchodziło jej to, a tata? Tata powiedział mi od razu, że i tak nic nie osiągnę.
Miał rację, nie osiągnęłam nic, przestałam chodzić na treningi. Odstawiłam sport na bok, zajęłam się o wiele bardziej nauką.
Dzisiaj oglądając mistrzostwa Europy, usłyszałam, jak każdy z naszych reprezentantów, który udzielał wywiadu, dziękował rodzinie, a zwłaszcza rodzicom za kibicowanie i wsparcie. Za każdym razem płakałam.
Tak, wina rodziny. Od 4 klasy podstawówki strzelam sportowo. Od taty słyszałam, że to męski sport. A od mamy, że się mnie wstydzi... Bo jak to chwalić się koleżanką, że jej córka zajmuje podium w klasyfikacji ogólnej (czyli i dziewczyny i chłopacy) strzelając z jakiegoś ciężkiego czegoś? Przecież mogłabym tak jak inne dziewczynki tańczyć. A ja głupia trwam w tym już 9 lat. Nigdy nie dostałam od rodziców ani gorsza na treningi, przez co w gimnazjum odpadłam z większych zawodów bo były płatne. A teraz z nadzieją idę na studia, bo mam szansę być w lepszym klubie i może znowu gdzieś zaistnieć :D
Także zawsze wkurzało mnie takie zawlanie braku osiągnięć na rodziców, nikt za ciebie nic nie osiągnie :P
no właśnie, też tak uważam. Od pasji nie da się tak łatwo odciągnąć, poza tym samemu powinno się dbać o jej rozwój. Może w moim przypadku nie pasja, ale gwałtowna zmiana decyzji co do przyszłej pracy spowodowała, że wiele musiałam w życiu pozmieniać, ale też sama się uczyć, sama robić jakieś szkolenia itd. Każdy był temu przeciwny, nikt tego nie pochwalał. Ale robiłam to sama dla siebie. I udało się osiągnąć to, co chciałam. Nie mam nikomu za złe za brak motywacji, bo i tak wiem, że to, czy osiągnę to, co chcę, zależy wyłącznie ode mnie - od mojej pracy i determinacji. Puste słowa "dasz radę", 'będzie dobrze', "wiele osiągniesz" nie zagwarantują osiągnięcia sukcesu, jeśli samemu się nie ma wiele determinacji.
Dziewczyny,
To nie chodzi o puste "dasz radę" , chodzi o poparcie dla pomysłu po prostu. Albo nawet zwykłe "rób jak uważasz". Bez krytyki. Trzeba być naprawdę twardym i upartym człowiekiem, żeby robić coś, czemu wszyscy się sprzeciwiają, nieprzychylnie komentują. Nie każdy jest taki silny.
Zresztą często rodzice krytykują dziecko niemal za wszystko już od najmłodszych lat, zabijając w nim poczucie własnej wartości a wzniecając wrażenie, że nie jest akceptowane i że na to trzeba zasłużyć. I skoro nie da się tej akceptacji uzyskać robiąc coś, dzieci próbują dostać ją rezygnując z robienia czegoś.
T0RI Ale zauważ ze ona nie jest Tobą. Widocznie autorka potrzebowala minimum wsparcia czy zachety. To ze Ty nikogo do rozwijania pasji nie potrzebujesz nie znaczy ze u wszystkich tak jest.
Moim zdaniem pasją można nazwać tylko coś, co nie jest uzależnione od głosów z zewnątrz. Jak dla mnie to co opisuje autorka to mogło być "tylko" hobby - bo w rozwoju pasji najwazniejsza jest wlasna determinacja, jeśli jej nie ma to słuchamy właśnie opinii innych. Sama rozwijałam swoją pasję słysząc tylko negatywne komentarze, ale m.i. dlatego w tej pasji soedzialam-bo dawała mi od tego ucieczkę. I oczywiście wspaniale jest dostać wsparcie albo chociaz przyzwolenie bliskich, ale nie wydaje mi się to potrzebne, jeśli coś naprawdę nas kręci
@tori dokładnie to samo pomyślałam. "Jestem gruba, ale zawsze chciałam byc sportowcem. Rodzice mnie nie klepali po plecach więc rzuciłam sport". Nie, nie chciałaś byc sportowcem. Może trochę. To była wygodna wymówka by po prostu tego nie robic.
Aha.. Czyli bylas leniwa i nie chcialo ci sie trenowac, a teraz to niby wina rodzicow?? No super..
Szczerze? Żadne wyznanir jak to, nigdy mnie aż tak nie poruszyło. Może dlatego, że również odnajduję w nim siebie.
Tak to jest jak twoja determinacja i poczucie wartości zależy od innych.
Jak czytam takie wyznania, to jestem niesamowicie wdzięczna moim rodzicom I aż mi się w głowie nie mieści, że można tak tłamsić swoje dziecko. Ja aktualnie mam zajawkę na dość "kontrowersyjny" jeszcze dla niektórych sport, a rodzice wspierają mnie jak mogą i jarają się moimi małymi sukcesami czasem bardziej niż ja sama.
Współczuję bardzo, autorko.
"Człowiek ma w życiu albo wymówki, albo osiągnięcia". Znalazłaś sobie wymówkę od trenowania i jej się głupio trzymasz. Nienawidzę takiego podejścia. Moi rodzice to albo sramto. Najlepiej wszystko zwalić na rodziców. Dostałeś życie to dostałeś szansę. Jedni mają gorzej, jedni mają lepiej. "Nic wielkiego nie przychodzi z komfortowej strefy". To nie wina rodziców tylko TWOJA. Powinnaś przekuć te wyszydzanie w motywację. Ale widzę, że ta strona to dno i wodorosty. Dziękuję Ci za te wyznanie, bo widzę poziom tej strony i kończę przygodę z anonimowymi. Jeszcze raz dziękuję.
Ale co to ty chciałaś chodzić czy chodziłaś dla uciechy rodziny? Zwalasz trochę winę
To trzeba było wtedy ruszyć tyłek i iść na te treningi. Jeśli wydaje ci się, ze wszyscy, którzy coś osiągnęli byli od początku pchani i motywowani przez bliskich to jesteś w błędzie.
Nigdy nie jest za późno :) Osobiście znam osoby, które np. zaczęły trenowac taniec grubo po trzydziestce (jedna znajoma nawet po dwójce dzieci) i nie dość, że czerpią z tego radość, to powoli stają się naprawdę nieźli :)
Ja musiałam w wieku 14 lat uciekać z domu na treningi i jechać autobusem 37 km do miasteczka obok. Matka mi zabraniała, jednak sory, wiedziałam, że robię to dla siebie i to moja decyzja. Niestety nie zawsze rodzice rozumieją swoje dzieciaki, może kiedyś były inne czasy, inna generacja blabla...