#MgsJu
Mieszkam za granicą, pracuję w firmie, w której pracują też głównie inni młodzi Polacy. Oni przyjeżdżają i od poniedziałku do piątku wynajmują pokój, a na weekend zawsze zjeżdżają do domu. 8 na 10 żonatych mężczyzn nawet się nie kryje z tym, że chodzą na dziwki, ba, jeden przed drugim się przechwala gdzie i z jaką nie był. Ostatnio jeden wyszedł z panią z busa, w którym robili wiadomą czynność, a przy uchu trzymał telefon i rozmawiał z córeczką, która akurat zadzwoniła. Potrafią się w paru umawiać na wieczorne podboje, a za 5 minut rozmawiać o swoich żonach i dzieciach. Sprawdzam na Facebooku jak wyglądają i najczęściej to śliczne młode dziewczyny, nieświadome, co zapewniający jak bardzo tęskni, mężuś wyprawia.
Czy 5 dni to naprawdę tak długo, żeby nie wytrzymać bez kobiety? Wiem, że zaufanie i każda myśli, że jej facet by tego nie zrobił, ale dziewczyny nawet nie wiecie ile z was się myli.
#BZRz4
Tak, moja córka nie jest moją biologiczną córką, ale jesteśmy spokrewnione.
Nikola to córka mojego brata bliźniaka Igora i jednej z jego wielu panienek na jedną noc. Igor kochał imprezy, alkohol, narkotyki, seks. To jedyne co go interesowało w życiu.
Któregoś wieczoru gdy wracałam z pracy, zastałam na wycieraczce zapłakaną dziewczynę (Izę), szukała Igora. Powiedziałam jej wtedy w krótkich słowach jakim fi*tem jest mój brat i żeby nie liczyła na coś więcej, bo dla niego była tylko kolejną z wielu. To wtedy ona powiedziała, że jest w ciąży, a ja byłam w szoku.
Opowiedziała mi, że przespała się z Igorem na imprezie, nawet jej nie pamiętali, oboje byli w swoim narkotykowym świecie. Później od znajomych dowiedziała się z kim zaliczyła "numerek w kiblu", a gdy przyszła do Igora to kazał jej s****dalać, nawet nie dając jej dojść do słowa. Dziewczyna nie chciała tego dziecka, ale nie chciała go usunąć.
Długo się nad tym zastanawiałam. Byłam wtedy młoda i nie miałam nic oprócz licencjatu i pracy w sklepie odzieżowym. Podjęłam wtedy najważniejszą decyzję w swoim życiu. Powiedziałam Izie, że zaadoptuję dziecko jeśli zgodzi się na adopcję ze wskazaniem, a ona zgodziła się pod jednym warunkiem.
Igor miał się nie dowiedzieć.
I tak było, nie wpisała ojca w akt urodzenia, nie wychodziła z domu by nikt nie zauważył brzuszka, zniknęła.
A ja miałam 6 miesięcy na to by ogarnąć swoje życie, adopcja ze wskazaniem jest możliwa dla osoby samotnej, ale to bardzo żmudny proces i wtedy popełniłam drugą odważną decyzję. Poprosiłam o przysługę swojego najlepszego przyjaciela. Michał miał 26 lat na karku, pracę w dużej firmie i rodziców o dużym majątku, i znaczącym nazwisku. Zgodził się.
Był szybki ślub i nim się obejrzeliśmy było już po porodzie. Iza oddała nam dziecko i zniknęła z naszego życia (z tego co wiem zaćpała się).
Dziś po 8-miu latach wiem, że dobrze zrobiłam. Kocham swojego męża i swoją córkę, ale przeraża mnie myśl o tym, że dowie się prawdy. Póki co dziękuję bogu, że jest podobna do mojego bliźniaka, a przez co i do mnie, ale wiem, że to się w końcu wyda.
Co mam jej wtedy powiedzieć? Że jej ojciec to ćpun i z tego co wieść niesie "obsługuje" starszych panów za działkę? Wiem, że powinnam była powiedzieć Igorowi prawdę, ale on nie trzeźwiał, zawsze był pod wpływem jak nie alkoholu to używek. Nie chciałam, żeby Nikola miała takiego ojca. On zawsze był egoistą.
#j5kj8
Ojciec wywalczył opiekę nade mną. Wygrał, bo mama chorowała na schizofrenię i sąd przez to ją zdyskwalifikował. I myślę, że jedna historia wystarczy do przedstawienia tego jak wyglądało moje życie z nim. Miałam zapalenie płuc, wysoką gorączkę i czułam się ledwo żywa. Ojciec stwierdził wtedy, że mam nie robić problemów, bo on nie ma czasu na lekarzy, więc mam nie wymyślać i iść do szkoły, bo tam mi przejdzie. Po drodze zemdlałam i musiałam trafić do szpitala. Gdy ojciec przyjechał, pierwsze co zrobił to uderzył mnie, za robienie mu problemów. Byłam przez niego tak terroryzowana i zastraszana, że o tym co się działo w domu, odważyłam się powiedzieć dopiero, gdy skończyłam 18 lat.
#Qwypt
Ten jego szczery żal i dobro dzieci, chęć posiadania pełnej rodziny sprawiły, że zostałam. Myślałam, że dam radę, inne kobiety dają, ale ja nie potrafię. Widzę, jak mąż się stara, jaki jest cierpliwy, wyrozumiały, jak cudownie zajmuje się dziećmi. A mnie szlag jasny trafia!!!! Potrzebował zdrady, żeby znów taki być, potrzebował innej kobiety, żeby docenić mnie. Ja nigdy nie miałam innego mężczyzny, a teraz ten mnie obrzydza. I choć powrócił mój ukochany, charakter i zaangażowanie sprzed 10 lat, mnie tutaj już nie ma. Nie mogę go dotknąć, nie mogę mu zaufać, nie potrafię przestać sobie wyobrażać, jak dotykał tamtej kobiety. I wiem, że nas już nigdy nie będzie. I szkoda mi tego kretyna, bo widzę jak bardzo się stara, jak mu zależy. Ale ja czuję się pusta w środku, wykańcza mnie to po prostu.
I teraz taki dylemat… Wyprowadzę się, będę sama, ale zgodna z własnymi uczuciami, z możliwością szczęścia gdzieś tam kiedyś, ale rozbiję rodzinę, zabiorę dzieci, życie dla nich na dwa domy. Albo zostanę, zacisnę zęby, dla dzieci, dla ich szczęścia, dla mojego czystego sumienia. Ale to pieprznie prędzej czy później, bo nikt z królową lodu sypialni nie chce dzielić.
A teraz część najbardziej anonimowa.
Znam tą dziewczynę, poznałyśmy się na babskim wieczorze u mojej przyjaciółki, złapałyśmy super kontakt, rozmawiałyśmy o związkach, ona właśnie rozstała się z chłopakiem, ja mówiłam o kryzysie w moim małżeństwie. Ona stwierdziła, że mój mąż na pewno mnie zdradza, ja stanowczo zaprzeczyłam. Powiedziała: „założę się, że poderwę go przy pierwszej okazji”. To było takie głupie gadanie, „tak tak, już to widzę” - powiedziałam. Kur**!!!!!!!!!!!!! Później sama powiedziała mojej przyjaciółce, że nie sądziła, że wylądują w łóżku, tak jakoś wyszło, bo w sumie to niezły ten mój mąż. To od niej wszystko wiem…
#lveyy
Jakiś czas temu stwierdziłam jednak, że chciałabym się jakoś rozwinąć, poszerzyć horyzonty. Zaczęłam więc czytać książki. Nie naukowe, bo się na tym nie znam i byłyby dla mnie niezrozumiałe.
Zaczęłam czytać takie zwykłe książki. Najpierw lektury szkolne, których nigdy nawet nie dotknęłam, bo wydawały mi się nudne.
"Lalka" mi się bardzo podobała (szkoda mi było Wokulskiego. Łęcka to niezła s*ka!), "Dziady" zupełnie nie - to był dla mnie jakiś bełkot i odpuściłam.
Potem przerzuciłam się na kryminały. Słyszałam, jak ludzie często mówili coś o Agacie Christie. Wiedziałam, że to była jakaś pisarka, ale żadnej książki nie znałam. Przeczytałam więc kilka. Świetne były.
Teraz czytam fantastykę. Szukam swojego ulubionego gatunku (chyba). Próbuję wszystkiego po trochu i na razie w ogóle mnie to nie nudzi. Wręcz przeciwnie - chcę więcej!
Nie sądzę, żebym się od tego robiła jakaś mądrzejsza, ale zauważyłam, że styl wypowiedzi mi się zdecydowanie poprawił i słownictwo rozszerzyło (może więc jednak jestem odrobinę mądrzejsza? Nie wiem).
W każdym razie piszę o tym tutaj, bo może to brzmi głupio, ale dla mnie to spore osiągnięcie.
Znajomym ciężko mi się tym pochwalić, bo dla nich czytanie książek to głupota i strata czasu. Wstyd, ale kiedyś też tak myślałam.
#P7Xrq
Gdy miałam 13 lat, dostałam pierwszej miesiączki. Mama mi niby wszystko wyjaśniła w tych sprawach, ok. Minął rok, a miesiączka się nie powtórzyła. Mama machnęła ręką i stwierdziła, że tak bywa i to normalne. Ufałam jej, więc się uspokoiłam.
W ciągu kilku następnych lat, miesiączki pojawiały się bardzo nieregularnie, nie mam tu na myśli "ojej, o 3 dni za wcześnie!"
Nie. Miesiączka mogła przyjść kiedy chciała i jak chciała. Bywała Niagara, ale zazwyczaj nawet nie zauważyłam, że coś się działo. Panie powiedzą, że to fajnie, powinnam się cieszyć, no nie do końca...
Już mając 16 lat, miałam ogromne kompleksy. Okres nadal pozostawał kwestią "to naturalne, jeszcze ci się nie wyregulował", ale bolał mnie fakt, że wszystkie koleżanki miały piękne kobiece kształty i duże piersi, a ja miałam po prostu figurę ziemniaka. Piersi miałam takie jak grubi mężczyźni, bo sama też od zawsze byłam "+ size".
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że włosy na rękach i nogach były ciemniejsze niż u innych dziewczyn, w dodatku odrastały zdecydowanie szybciej. Mama to olała.
Zauważyłam ciemne włoski na podbródku, dekolcie i ramionach. Ponownie brak odzewu.
Mając 17 lat przeszłam totalne załamanie. Otaczały mnie koleżanki o dużych piersiach i ładnych kształtach. Były po prostu kobiece, a ja im okropnie zazdrościłam. Żaden chłopak nie zwracał na mnie uwagi, nawet już odstawiając na bok fakt mojej nadwagi.
Poszłam do mamy i płakałam żeby wzięła mnie do lekarza, że miesiączka raz na 3/4 miesiące (czasem rzadziej) to nie jest coś normalnego, że nie powinnam mieć futra na dekolcie, i że mając w genach z obu stron rodziny biuściaste kobiety, nie powinnam być płaska. Mama stwierdziła, że ona nie będzie ze mną po lekarzach biegała... Znów zostałam zignorowana..
Poddałam się. Odpuściłam sobie, przestałam trzymać dietę żeby chociaż nie tyć, bo po co? Kto będzie chciał wstrętną, zarośniętą małpę...
Pisze to będąc już po studiach. Na moim kierunku był bardzo miły chłopak, Adam, który zwrócił na mnie uwagę. Opowiedziałam mu o swoich problemach, razem poszliśmy do lekarza. Okazało się, że produkuję więcej hormonów męskich niż żeńskich, zaczęłam terapię.
Z Adamem jesteśmy razem, planujemy ślub. Już mniej przypominam małpę, z lekami waga zeszła sama, bowiem hormony spowalniały metabolizm. Niby wszystko pięknie, a jednak nie mogę mieć dzieci.
Gdyby ktoś wcześniej zareagował na moje problemy, wszystko byłoby do wyleczenia, ale teraz jest za późno. Adam nie jest zły, bardzo mnie wspiera.
Kocham rodziców, ale mam do nich żal. Gdyby nie ich olewcze podejście, byłabym o wiele szczęśliwsza i sama mogłabym zostać matką.
#z5RmL
Kilka lat temu widziałam tu wyznanie o tym, że jakaś kobieta została zaatakowana przez faceta, który chciał ją zgwałcić, więc powiedziała mu, że ma HIV i to ją uratowało, bo facet zrezygnował, gdy to usłyszał. Strasznie zapadło mi to w pamięć, wręcz uznałam to za idealną obronę przed gwałtem. Jednak nie sądziłam, że kiedykolwiek i ja w obronie wypowiem te słowa.
Pewnego dnia bardzo późno wracałam do domu, szłam rożnymi uliczkami i nawet nie zorientowałam się, że od jakiegoś czasu ktoś za mną idzie. On chyba czekał na dobry moment i w końcu taki nastał, gdy skręciłam w ciemną ulicę otoczoną drzewami. Rzucił się na mnie i zdążył jedynie złapać mnie za piersi, bo wtedy wykrzyczałam, że mam HIV. Facet nagle zmieszany się odsunął i zaczął uciekać, a ja przerażona i zapłakana pobiegłam do domu.
Piszę to wyznanie, bo uważam to za kolejny sposób na obronę przed gwałtem. Gdy nie macie przy sobie nic na obronę i znajdujecie się w miejscu, gdzie nikt wam nie pomoże, pamiętajcie o tych słowach. Wiadomo, że oprawca może nie uwierzyć lub być w jakimś amoku, ale myślący człowiek po takiej informacji na pewno się zawaha, a to może nas ocalić. Bardzo polecam mieć to w głowie. Było też wyznanie o tym, że kobieta się posikała albo zrobiła kupę (nie pamiętam dokładnie), żeby obrzydzić napastnika i także się jej udało. To też warto pamiętać na takie sytuacje.
#YMjwN
1. Ale pierwszy miot musi mieć!!
Po pierwsze - nie musi. Po drugie - ma ;)
2. Po co, przecież małe pieski to sama radość.
Owszem, ale cztery mi w zupełności wystarczą
3. Zawsze możesz komuś oddać.
Ten miot był do oddania i jakoś chętnych brak.
4. Gdybym wiedział, tobym wziął.
Mają niecałe trzy miesiące, którego byś chciał?
Oczywiście każdy się wycofuje :)
5. To dla dobra psychicznego suczki. Najwyżej potopisz.
Chyba tego nie muszę komentować?
Co się stało z tym światem...
#6McqG
Zacznę od tego, że mieszkałam wtedy na wsi z rodzicami i młodszą siostrą, ja miałam wówczas 10 lat, ona 6. Zwykły parterowy dom rodzinny. Okno od mojego i siostry pokoju miało widok na bok domu, gdzie w zasadzie znajdowało się jedynie trochę krzaków, ścieżka i las.
Pewnego wieczoru bawiłam się z siostrą, gdy nagle ona popatrzyła przez okno i powiedziała, że tam stoi jakiś pan. Podeszłam bliżej i faktycznie, za krzakami stał jakiś facet, który patrząc w nasze okno, onanizował się... Zawołałam rodziców, tata wybiegł do niego, ale ten facet zaczął uciekać w momencie, gdy zobaczył tatę w oknie, więc ojciec nie miał już szans go złapać. Natomiast zadzwonił na policję. Funkcjonariusze pojeździli po okolicy, ale nie znaleźli ani jego ani niczego podejrzanego. Warto też dodać, że podczas zajścia było już prawie ciemno, więc z siostrą nie widziałyśmy dobrze twarzy ani niczego kluczowego. I co gorsza, sytuacja się powtórzyła jakiś tydzień później, tyle że przebywałyśmy na podwórku.
Podobnie robiło się już ciemno, rodzice kazali nam wracać do domu, ale ubłagałyśmy jeszcze 15 minut zabawy. I wtedy usłyszałyśmy szelest w pobliskich krzakach wokół domu. Pomyślałam, że to pies sąsiadów, który często do nas przychodził, przyszedł się pobawić. Siostra zresztą też, więc podeszła do płotu, wychylając się i wołając psa, ale po chwili spanikowana zaczęła biec w moją stronę, mówiąc, że tam znów jest ten pan i robi coś dziwnego. Zawołałam rodziców, ale ten facet zniknął. Znów wezwaliśmy policję, ale tata tym razem wraz z sąsiadem postanowili, że przeszukają okolicę, bo facet daleko by nie zdążył uciec. Niestety go nie znaleźli, ale we wsi rozniosła się już wieść o tym podglądaczu. Okazało się, że córka jednej z sąsiadek też go widziała podczas wiadomej czynności, ale nic z tym nie zrobili.
Natomiast apogeum zdarzyło się jakoś kilka tygodni później, gdy ów mężczyzna porwał z podwórka 7-letnią dziewczynkę, a następnie zgwałcił. Na całe szczęście właśnie wtedy go złapali, dzięki szybkiej reakcji rodziców, którzy zobaczyli, że ich córka nagle zniknęła z podwórka. Tym potworem okazał się psychicznie chory syn jednej z mieszkanek wsi. Podobno zawsze były z nim problemy, ale jego matka, schorowana 80-latka, nie była już w stanie go pilnować.
I od tamtej pory mam fobię. Cały czas prześladuje mnie myśl, że on mógł porwać wtedy mnie albo siostrę, miał okazje. Do dziś mi został ten lęk, boję się zostawać sama w domu na noc, mimo że mam 28 lat. Po prostu przypomina mi się wtedy ta historia, a co gorsza, mieszkam na parterze i zawsze mam w głowie myśl, że nawet w miejscach, gdzie pozornie jest bezpiecznie (ta dziewczynka na swoim podwórku), nadal może nas spotkać coś bardzo złego.