#Xx5LL
I wiecie co jest najśmieszniejsze? Myślałam, że to normalne, że tak jest wszędzie... póki nie poznałam swojego narzeczonego.
Jego rodzice to cudowni, ciepli ludzie, którzy pomagają wszystkim jak tylko mogą, jego rodzeństwo dosłownie wskoczyłoby w ogień za sobą. Święta z nimi wyglądają jak z reklamy coca-coli (tylko coli nie ma). Wszystko załatwiają na spokojnie, bez krzyku i wyzwisk, a ja odkryłam, że wooow, tak się da? Bez podnoszenia głosu i trzaskania drzwiami? Dla osoby, która wychowała się z wariatami był to szok. Uwielbiam jego rodzinę, gdy co tydzień wszyscy się spotykają przy jednym stole. Nieważne, czy ktoś mieszka daleko czy blisko, jego brat specjalnie przemierza 150 km, by być w ten jeden wieczór razem z rodziną.
Jakiś czas temu odważyłam się powiedzieć do teściowej "mamo" i odkryłam, że da się to zrobić z miłości, nie ze strachu czy obowiązku.
Kocham narzeczonego, ale jestem chyba jeszcze bardziej zakochana w jego rodzinie. Zależy mi, by być jej częścią i nawet gdy się kłócimy czasem wolę odpuścić - ze strachu, że stracę tak cudownych ludzi.
Super! Tylko teraz pamiętaj żeby nie iść w skrajność i (tak jak odpuszczasz w kłótniach) zaczniesz się podlizywać żeby ich nie stracić
Podlizywanie się nie leży w mojej naturze😊
Jakbym czytała o sobie. Też żyłam w przekonaniu, że w każdej rodzinie są kłótnie, awantury, matka na zawsze rację, despotyczne podejście, ojciec jest obojętny bo pracuję. Abstrakcją było dla mnie to, że z rodzicami można spędzać czas na spacerze, od tak się przytulać, wysyłać sobie miłe wiadomości. Myślałam, że moje relacje są normalne, zwłaszcza, że sąsiedzi mieszkający dom obok stosowali przemoc wobec swoich dzieci i byli tacy oschli. Szkoła nie reagowała, gdy poprosiłam o pomoc. Byłam przekonana, że "dorośli" grają fajnych, ciepłych gdy są w gościnie u kogoś, bo tak wypada. Rodzina kojarzyła mi się z czymś złym. Zawsze miałam dystans do rodziców swoich koleżanek, bo miałam obraz swoich dawców komórek w głowie. Dopiero na pod koniec liceum/na studiach, poznając ludzi spoza swojego środowiska zauważyłam, że moje relacje rodzinne nie są zdrowe. To straszne ile osób ma wypaczony obraz rodziny, a potem to nieświadomie powiela ☹️
mnie przeraża to, że mało dzieci wychowuje się w szczęśliwych i zdrowych domach, że to zostawia na nich swój ślad do końca..
Zdecydowanie powinny powstać jakieś testy psychologiczne, by zostać rodzicem.
Uwielbiam ludzi którzy wszystko załatwiają na spokojnie, sa ugodowi i zrównoważerni innych bym pozamykała w zakładach, inni ludzie sa nienormalni.
Fajnie to brzmi i fajnie, że się cieszysz ale uważaj z tym. Każda rodzina ma swoje trupy w szafie i nic w tym złego, to normalne gdy ma się do czynienia z ludźmi. Czasem jednak odkrycie, że ktoś nie jest tak nieskazitelny ( a nikt nie jest) jak się wydawało może być bardzo bolesne. Nikt nie wygląda zawsze jak z reklamy coca coli, ale to wcale nie przeszkadza w budowaniu szczęśliwej rodziny :)
U mnie w domu jest podobnie, tylko w mniejszej skali. Rodzice, szczególnie tata potrafią krzyczeć o byle co, doprowadzić mnie szybko do łez. Zawsze kiedy odwiedzam z dziadkami jakąś rodzinę, szczególnie dalszą, jest mi przykro kiedy widzę tą miłość i czułość u innych. Czasem w wakacje jestem u nich na dwa, trzy tygodnie i widzę ich takich, jakimi na prawdę są. Oczywiście, czasem się kłócą, ale wspierają się wzajemnie i dbają o siebie. W takich momentach dobrze widzę różnice między moją rodziną, a wieloma innymi...
To piękne że zaniedbania dzieciństwa zostały Ci teraz wynagrodzone , nie każdemu tak się w życiu poszczęści...
"(...)Jak w reklamie coca-coli (tylko coli nie ma)"
...ale jest koka :D
niby spoko ale ciekawe co na to żona tego goscia ktory co niedziele jezdzi na niedzielne obiady. Niby spoko ale troche powinni miec czasu dla siebie
Żona jeździ razem z nim. Cała rodzina siada przy jednym stole, dziewczyny i żony jego braci także. Z resztą nawet jeśli bez niej by jeździł to przecież to jeden wieczór. Jeden w tygodniu. Nie popadajmy w paranoje, Aśka wie, że dla Rafała rodzina jest ważna, a że ona też do niej należy to siedzi przy tym stole razem z nami
nacomi - też z mężem spędzamy praktycznie każdą niedzielę z rodziną i obojgu nam to odpowiada.
też tak miałam. rodzina ex narzeczonego była cudowna, zupełnie inna niż moja, przez co też nie chciałam bardziej stracić ich niż jego. cóż niestety musiałam w końcu odejść, bo w związku za dużo się złego działo. minęły 3 lata, ja z jego rodziną do dziś mam super kontakt. aktualnie mam nowego partnera, który również ma naprawdę mega kochaną rodzinę, więc nie jest źle 😅