#mRJKX

Od pewnego czasu problem sprawia mi spotykanie się z innymi ludźmi. Nieważne czy to rodzice, czy przyjaciele, po prostu jest to dla mnie strasznie stresujące.


Nigdy nie byłam duszą towarzystwa - miałam grupę przyjaciół i z nimi się trzymałam, ale teraz wymiotuje przed każdym wyjściem z domu ze strachu.


Nie chcę żeby ktoś zauważył jaki problem sprawiają mi takie spotkania, więc udaje, że jest wszystko w porządku.

Nie mam pojęcia skąd taka nagła zmiana, a boję się komuś o tym powiedzieć.

#MPrPc

Jak odzyskałam wiarę w dzieci.

Byłam sobie kiedyś w pobliskim fast foodzie ze znajomymi. Był środek dnia, dzień roboczy. Cały fast food był naturalnie zatłoczony, tym bardziej że weszła tam jakaś spora wycieczka szósto-, może siódmoklasistów. Dzieci usiadły przy jednym, dużym stole, który zwykle znajduje się gdzieś pośrodku tego typu restauracji i (dzięki Bogu) zachowywały się w miarę cicho.

Nagle do lokalu wszedł starszy pan. Był brudny i śmierdziało od niego mieszanką brudu i alkoholu. Najpierwej zaczął się rozglądać się po budynku, a potem kręcić się wokół dzieciaków. Patrzył głównie na ich jedzenie, ale raczej tylko stał z boku. Dzieci były najpierw troszkę niepewne, ale za chwilę jeden z chłopców odwrócił się do niego i zapytał, czy jest głodny. Zaskoczony staruszek tylko pokiwał głową, więc chłopak oddał mu swoje frytki i hamburgera i powiedział, że i tak już skończył. Inne dzieci zaraz zaprosiły pana do stołu i zaczęły przesuwać w jego stronę jedzenie i picie, które zostało. Jedna z dziewczyn spytała się, czy nie chciałby, aby zamówiła mu jedzenie także na wynos. Opiekunki niestety kazały już wychodzić dzieciom, bo podjechał ich autobus, więc dziewczynka wręczyła mu dwie dychy i powiedziała, że ma nadzieję, że starzec nie wyda tego na alkohol, tylko kupi jedzenie. Dzieci wyszły, a ja dojrzałam tylko jak mężczyzna chowa banknot do kieszeni, kończy jedzenie i wychodzi.

Puenty nie ma, nie wiem w jakiej sytuacji był ów pan i na co wydał pieniądze, bardzo możliwe, że na alkohol. Jednak byłam wtedy bardzo zaskoczona. Inni ludzie w lokalu tylko patrzyli z obrzydzeniem na staruszka i od razu go oceniali. Zachowanie dzieci było miłe i bezinteresowne, tym bardziej że tamte nie były jakieś młode i naiwne.

#1ygqB

Skradziono mi portfel w tramwaju. Był tłok, a zawsze trzymam go w torebce w zamkniętej kieszonce, więc o zgubieniu nie było mowy. Byłam strasznie zła i zrozpaczona jednocześnie; z jednej strony straciłam wszystkie dokumenty i karty (co ważne dla tej historii, w portfelu znajdowały się karta dawcy z DKMS i Dawca.pl), a z drugiej zdjęcia członków rodziny, w tym stare portrety babci, dziadków, które były unikalne, czarno-białe i których duplikatów nikt nie miał.

Po trzech dniach przyszła do mnie niewielka paczka z moim portfelem i wzruszającym listem. Złodziejka pisała, że zobaczyła u mnie kartę dawcy, przepłakała pół nocy i że ma straszne wyrzuty sumienia, bo jej brat jest biorcą przeszczepu, przysięgała jednocześnie, że już nigdy nic nikomu nie ukradnie.

Szkoda tylko, że z portfela zniknęła cała gotówka, w tym żabka "na szczęście" trzymająca w pyszczku grosik. Przynajmniej odzyskałam zdjęcia...

#kFLut

Kiedy miałam 5 lat, przeprowadziliśmy się do innego miasta.

Dla mnie to była bardzo trudna sytuacja. Nie znałam tam nikogo, a dzieci w tym wieku potrzebują towarzystwa. Rodzice często wychodzili ze mną na podwórko, żebym zintegrowała się z innymi dziećmi, ale bez skutku. Dziewczynki mówiły, że nie należę do ich paczki, nie chciały się ze mną bawić, a jeżeli już była taka sytuacja, to zwykle wykręcały mi różne, nieprzyjemne numery.

Tak oto całe dnie spędzałam w domu. Rodzicom było przykro, więc bardzo mnie rozpieszczali. Jednego dnia dostałam telefon. Wyszłam z nim na podwórko, oczywiście sama. Moje sąsiadki bardzo się nim zainteresowały i postanowiły ze mną zaprzyjaźnić. Byłam bardzo szczęśliwa - dopóki pewnego dnia telefon nie zniknął. Rodzice byli źli, ale kupili mi drugi. Po paru dniach on również zaginął. Kolejnego nie dostałam. Z tymi dziewczynami nadal się przyjaźniłam. Naprawdę się lubiłyśmy.

Kilka dni temu jedna z moich ''przyjaciółek'' po pijaku wyznała mi, że to one ukradły te telefony. Czasem też zabierały moje zabawki, słodycze. Z tego co mówiła - potrafiły mi podebrać pieniądze z portfela nawet w gimnazjum.

A teraz się dziwią, dlaczego już nie chcę się z nimi spotykać.

#2sICk

Historia mojego znajomego (nazwijmy go Andrzej). Chłopak w wieku 17 lat został napadnięty, był łatwym celem - chudzinka, okulary, długie włosy, do tego zero pewności siebie i dość specyficzny wygląd, każący myśleć, że to bogaty cwaniak . Napadło go kilku osobników, których nieskalany myślą wzrok kazał, sądzić że należy mu się wpierdol za samo oddychanie.
Na tym niestety się nie skończyło, poza wybitym zębami, złamaną ręką i ogólnymi potłuczeniami został poniżony psychicznie, leżącego na ziemi... obsikali, dokładnie - obsikali, oddali na niego mocz.

Po tych doświadczeniach Andrzej nosił gips na ręce, sztuczne trzy zęby w buzi i nienawiść w sercu, klasycznie chciał się zemścić, ale w swojej sytuacji... Wiecie, to nie film, że na cutscence główny bohater pakuje na siłowni 20 kg mięśni, w międzyczasie uczy się sztuki walki i po kilku tygodniach staje się drugim Rockym, który odnajduje swoich oprawców i spuszcza im manto.
Andrzej znalazł inny sposób, zemścił się po 4 latach, doskonale wiedział, kto go tak załatwił, miasto nie jest ogromne.
Zrobił wszystko, by dostać odznakę i zostać policjantem.

Jego oprawcy poukładali sobie życie, nie znaczy to, że wyszli na ludzi, ale niektórzy mają żony, dzieci, 500+, zasiłki itp.
Dwóch z oprawców Andrzej osobiście aresztował za posiadanie narkotyków i niebezpiecznego narzędzia, grożenie funkcjonariuszowi, kierowanie gróźb karalnych pod adresem rodziny funkcjonariusza, dodatkowo stwarzanie zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym (gnanie starym fordem w tragicznym stanie technicznym przez osiedle pełne dzieci i ludzi)...
Obaj trafili do aresztu. Na ich nieszczęście ktoś do całej litanii zarzutów dodał też znęcanie nad dziećmi, pedofilię i poszła plotka, że wsypali znajomego, by siebie wybielić. Uwierzcie mi lub nie, takie oskarżenia to nie przelewki.

Lubię patrole z Andrzejem, poza własną vendettą to najlepszy policjant jakiego kiedykolwiek spotkałem, potrafi rozmawiać z ludźmi, nie jest durnym służbistą, który za punkt honoru ma wystawić jak najwięcej mandatów...

Ot, karma.

#F4VcI

Rok temu zmarł mój ukochany czworonóg. Dla niektórych pies to tylko zwierze dla mnie moja psina była najlepszym i najwierniejszym przyjacielem. Dzięki, któremu udało mi się wyjść z depresji.

Czułam się przy niej bezpiecznie, a jej obecność dodawała mi sił w wielu trudnych sytuacjach. 

Kiedy byłam chora siedziała przy moim łóżku, nie odstępując mnie na krok. Nawet ,,za potrzebą" na dwór nie chciała wychodzić. Kiedy wpadłam w depresję po stracie ukochanej osoby mobilizowała mnie do wyjścia z domu, dzięki czemu poznałam mojego obecnego partnera. 

Odkąd pojawiła się w moim życiu była przy mnie w każdej trudnej chwili, a jej szczere przywiązanie i wzrok wyrażający więcej miłości niż kiedykolwiek od kogoś dostałam dodawały mi otuchy. 

Zawdzięczam jej nie tylko wyjście z dołka, ale i ocalenie przed gwałtem ze strony bliskiej mi do tamtej pory osoby.

Kiedy okazało się że moja psina jest ciężko chora byłam gotowa oddać każde pieniądze żeby tylko przedłużyć jej życie. Wraz z rodziną szukaliśmy pomocy w innych, większych miastach licząc na to, że któryś weterynarz w jakieś klinice znajdzie sposób na wyleczenie mojej Z. Kiedy okazało się że nie ma już nadziei, ale psiak cierpi ze łzami w oczach i złamanym sercem zdecydowaliśmy się na uśpienie Z.
Z. była sporą psinką, mój tata zaniósł ją do samochodu(chodzenie sprawiło jej ból i trudności) owinęliśmy ją w jej kocyk, zabraliśmy ulubioną zabawkę i ostatni raz wyszliśmy z domu.

U weterynarza siedziałam z nią na podłodze, łzy ciekły mi po policzkach a ona patrzyła na mnie jakby jak zawsze martwiła się o to, że jest mi smutno. Tak jak zawsze w chwilach smutku próbowała polizać mnie po ręce ale nie miała już na to siły.
Mimo wszystkiego co przeżyłam to była najgorsza chwila w moim życiu.
Tata siłą zabrał mnie do samochodu. Przez kilka dni nie mogłam spać, prawie nic nie jadłam... jeżeli nie musiałam to nie wychodziłam z domu.

Do dziś mam przy łóżku zabawkę i kocyk Z. do których przytulam się, gdy jest mi źle.
Kiedy widzę na ulicy psa podobnego do niej albo oglądam jej zdjęcia łzy napływają mi do oczu.
Tak bardzo brakuje mi tego spojrzenia pełnego miłości, zaufania i bezgranicznej wierności, wspólnych spacerów i jej zimnego nosa na moim pliczku kiedy płacze.

I ta wiem, że zwierzęta zdychają a umierają ludzie, ale dla mnie ona była moim najlepszym przyjacielem i nie użyje w jej kontekście słowa "zdechła"

#QSwxz

Z moją dziewczyną po 5 miesiącach związku postanowiliśmy spędzić wspólnie noc. Wszystko pięknie ładnie, aż nadszedł ranek dnia następnego. Moja luba odwróciła się do mnie twarzą, a ja do niej, po czym zaczęła coś opowiadać. Coś, bo nawet nie pamiętam co, tak mnie oszołomił zapach z jej ust. To był smród nie do wytrzymania, ale głupio mi było coś powiedzieć albo sobie pójść. Trwałem tak, aż w końcu nie wytrzymałem, bo zaczęło mnie rwać na wymioty. Powiedziałem do niej, że kocham ją najmocniej i noc była cudowna, ale czy mogłaby umyć zęby, bo po nocy zawsze jest średnio. Obraziła się. Następnego dnia ze mną zerwała. I tyle, po moim związku.

Chyba lepiej było na nią zwymiotować i powiedzieć, że to zatrucie.

#fx2cH

Kojarzycie piosenkę dla dzieci "Puszek Okruszek"? Zaczyna się słowami "Mój dziadek dał mi psa".

Kiedy miałam pięć lat, również bardzo chciałam mieć pieska, ale był jeden problem - obaj moi dziadkowie już nie żyli. Z tego powodu zamiast męczyć o niego babcie czy rodziców, postanowiłam, że po prostu dziadek musi zmartwychwstać (skoro Jezus dał radę, to czemu by nie dziadek?) i mi tego pieska załatwić. Grób jednego z dziadków znajdował się w mojej miejscowości, więc za każdym razem, kiedy babcia szła go odwiedzić, chętnie się z nią zabierałam. Na szczęście nigdy się nie dowiedziała, że nie wynikało to z jakiegoś przywiązania do przodka, którego nawet nie poznałam, po prostu za każdym razem stawałam nad grobem i prosiłam dziadka, żeby wyszedł, bo ja tak bardzo chcę zwierzaka.

#2UI98

Niedawno byłam u lekarza. Byłam tak około 9:00, a w poczekalni czekała długa kolejna. Miałam numer 20, a kilka minut po mnie przyszła pewna pani z małym chłopcem, którzy mieli numer 45. 


Chłopiec okropnie krzyczał, kopał i wykonywał dziwne ruchy. Jego mama przepraszała, mówiła że ma autyzm i żyje we własnym świecie. Ludzie skarżyli się, mówili żeby wyszła i "poszła do lekarza dla takich bachorów jak on". Widać było że te słowa ją bolą. 

Jestem dosyć nerwowa, a jedyne co mnie uspokaja to kolorowanki, dlatego zawsze noszę i kredki w pudełku. Oddałam je małemu, który natychmiast zamilkł i zajął się kolorowaniem.Oddałam im też swój numerek. Kobiety ponownie zaczęły gadać że co to za wychowanie, że one stały już wcześniej i dlaczego "gównarzeria" ma wejść przed nimi. 

Pracowałam kiedyś z dziećmi z zespołem Downa i autyzmem. Każde z nich wydawało się problematyczne, z powodu krzyków, ślinienia i puszczania gazów, jednak każde z nich ma swoje potrzeby i potrafią pokazać więcej serca niż ktokolwiek inny. Każde z nich jest cudowne i potrzebuje pomocy. 

Swoją drogą, bardzo polecam książkę: "Billy, kot który ocalił moje dziecko".
Dodaj anonimowe wyznanie