#0sSYN

Pracuję w urzędzie skarbowym, aktualnie dostałem premię za wykrycie zakamuflowanej dziupli podatkowej, praktyczny awans będzie na dniach.
Wszyscy mi gratulują i dziwią się, jakim cudem dorwałem tak dobrze ukrytych kanciarzy.

Nie wiedziałem, że robią cokolwiek nielegalnego, chciałem jedynie dojechać gościa, który znęcał się nade mną w gimnazjum, wielokrotnie bił i okradał, a potem był chroniony przez swojego wpływowego ojczulka.

Cóż, widać, że złodziej zawsze złodziejem pozostanie, a ojciec nie żył wiecznie, by mu tyłek uratować.

#3KARn

Będąc sobie akurat w mieście rodzinnym na wakacjach, wybrałem się ze znajomymi do klubu. Zdziwiony spotkałem tam jednego z moich przełożonych, niby statecznego menadżera z wysokimi zarobkami, w towarzystwie jakiejś młodej dziewczyny (z 10 lat różnicy). Tańczyli, całowali się, widać, że się do siebie "kleją". Tylko że on jest mężem koleżanki z mojego teamu... Po pewnym czasie mnie zauważył. Odciągnął na bok i gorąco prosił, żebym nic nikomu nie mówił.

Po powrocie do pracy czekała mnie podwyżka i przydzielenie do fajnego projektu (wiadomo, że jak wypali, to bonusy będą syte). Z jednej strony fajnie, z drugiej wiedziałem, że jak go "wsypię", to będę miał przejebane do spodu - był w takiej pozycji, że mógł mi z życia (a dokładnie z pracy) zrobić piekło.

Odczekałem dwa miesiące i z założonego zawczasu maila wysłałem koleżance wiadomość, podając się za tamtą dziewczynę (nietrudno było przez znajomych dowiedzieć się jak się nazywa). "Nawymyślałem jej", że czemu nie pozwala mu na rozwód i że "my" się prawdziwie kochamy i chcemy być razem. Opisałem jak to się namiętnie spotykaliśmy (poprosiłem znajomych, żeby przyuważyli tego typa kiedy wpada się z nią spotkać, a że w tym mieście są dwa kluby na krzyż, to nie było trudno, więc miałem trzy daty jego wizyt).

Afera na całego. Rozwód z jego winy, gość po portfelu dostał potężnie. Nikt się nie domyślił, że to ja.

Teraz mogę o tym napisać, bo go wywalili z firmy (po rozwodzie olewał pracę i zawalił kilka projektów) i mi może nagwizdać na drodze służbowej. A osobiście to nawet chciałbym, żeby się przypieprzył - nie cierpię typa za jego wywyższanie się i za to, że koleżankę zdradzał.

#LSn45

Lata temu otworzyli koło mnie nowy market budowlany. Żadnego remontu akurat nie planowałem, ale pierwszego dnia mogą być jakieś promocje i może coś się kupi na zapas.
Promocji żadnych nie było, ale stały hostessy z przekąskami. Nie żałowałem sobie i żołądek zaczął upominać się o swoje prawa. W ogóle się tym nie przejąłem, bo widziałem, że na parterze jest toaleta dla klientów. Ale co mi szkodzi najpierw obejrzeć piętro...

Wszedłem na piętro i wtedy poczułem, że nie jest dobrze. Wiedziałem, że na parter już wrócić nie zdążę. Teraz już tylko cud mógł mnie uratować. I cud się zdarzył! Jest toaleta! Dziwna trochę, chyba dla personelu. Nie jest łatwo zaciskać pośladki i jednocześnie płaszczyć się przed kimś, żeby pozwolił z toalety skorzystać, nie dane mi było jednak tego sprawdzić, bo personel gdzieś wywiało. Szybko usiadłem na sedesie i poczułem ulgę towarzyszącą opróżnianiu jelit.

Kiedy kończyłem, miałem już małą widownię, bo to był sedes w toalecie  zaaranżowanej na wystawie...

PS Nikt się nie odezwał, bo ludzie myśleli, że to taka reklama na otwarcie. Reklama to jednak potęga.

#zP3Z0

Jestem tchórzem...pozwoliłem odejść wspaniałej kobiecie. Mam 25 lat, przez internet poznałem wspaniałą dziewczynę, pisaliśmy ze sobą kilka tygodni. W końcu odważyłem się zaproponować spotkanie, w realu była jeszcze piękniejsza. Rozmawialiśmy na luzie, czułem że w końcu poznałem tą jedyną. 

Teraz do sedna, mam kompleks- zez szczególnie ujawnia się w sytuacjach stresujących. Ona nie wnikała,nie pytała jednak widziałem,że ją to krępuje i nie szuka ze mną kontaktu wzrokowego. 

Kilka dni po spotkaniu napisałem, ku mojemu zaskoczeniu odpisała, że z chęcią spotka się ze mną kolejnych raz. Jednak po drugiej randce stchórzyłem, wycofałem się, zaprzestałem kontaktu... Poczułem, że się zakochuje, a z drugiej strony bałem się odrzucenia przez mojego cholernego ZEZA!!!

#qY7ma

Na Walentynki wysłałam swojej przyjaciółce bukiet kwiatów. Jako, że obie jesteśmy singielkami, wiedziałyśmy, że żadna z nas nic nie dostanie, ale ona przeżywała ten dzień wyjątkowo mocno. Bilecik był po angielsku, ponieważ mieszkamy za granicą, więc myślałam, że będzie na miejscu. Słowa wyraźnie wskazywały na to, od kogo ów bukiet kwiatów był. Nie podpisałam się, byłam pewna, że się domyśli. Nie wzięła mnie nawet pod uwagę, nadal zastanawia się, od kogo to. Przyznać się, czy nie?

#gGPpB

W drugiej klasie szkoły podstawowej do mojej klasy przyprowadzono grupę pierwszaków. Każdy dostał "swojego pierwszaka". Zadanie polegało na tym, że pierwszak miał połączyć literkę ze zwierzakiem, którego nazwa zaczynała się na ową literkę (R jak ryba), a my mieliśmy pomóc w razie potrzeby. Ochoczo zabrałam się do działania, ale musiałam przedobrzyć z uśmiechaniem się, bo w pewnym momencie podeszła do mnie pani, powiedziała, że to nieładnie wyśmiewać się z młodszych dzieci i postawiła mnie do kąta, gdzie stałam do końca lekcji. Nie pozwolono mi już zajmować się pierwszakami.

Prawda wyglądała tak, że byłam empatycznym dzieckiem i uśmiechałam się, bo chciałam, żeby absolutnie onieśmielony pierwszak trochę się rozluźnił. Niby głupie, ale do dziś jak o tym pomyślę, to jest mi przykro, bo nikt mi wtedy nie uwierzył.

#KRqSz

Koleżanka z pracy jest z zamiłowania instagramerką. Od jakiegoś czasu przechwala się na okrągło gdzie to ona nie była, co nie widziała. I chwali się zdjęciami wspaniałymi.

Pewnego razu pocisnęła jednego z programistów, zarzucając mu, że on "świata nie widział", bo z Polski wybył zaledwie dwa razy w życiu. No i wdepnęła. Nie wzięła pod uwagę, że w firmie mamy zadziwiająco dużo ludzi zajmujących się fotografią na poważnie (w sensie biorą zlecenia jako fotografowie), a w dodatku to firma IT i co najmniej kilku ludzi zna się na profesjonalnej obróbce grafiki. No i czy to "na oko", czy przy użyciu profesjonalnych narzędzi do analizy zdjęć wykryto wieeeeeele dowodów na obróbkę jej zdjęć, od "upiększania" zdjęć, do podkładania fałszywego tła pokazującego miejsca, które rzekomo odwiedziła. No i ludzie powrzucali to wszystko na taką stronkę, której używamy do rozmów miedzy pracownikami, niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Generalnie polewka na całą firmę. No i mamy spokój, bo przestała robić z siebie celebrytkę na całego.

#ugWiq

Moje najgorsze wspomnienie?

7-8 lat, 1 klasa podstawówki. Biegłam do łazienki, ostatkiem sił się wstrzymując. Nagle pani nauczycielka mnie łapie i z wrzaskiem, że po korytarzu nie wolno biegać. Próbuję coś wtrącić, że ja naprawdę muszę, ale gdzie tam. Generalnie skończę w piekle i cały świat zginie, bo JA śmiem biegać po korytarzu. Niestety nie byłam na tyle odważna, żeby po prostu odejść, no i popuściłam. Pani widząc to hyc mnie za rękę i do dyrektorki. Ta każe mi poczekać z nauczycielką na hali. Za jakieś 15 minut wchodzą WSZYSCY, ja na środku i rozpoczęto apel, na którym każdy dowiedział się co zrobiłam i jak naganny czyn to jest. Wszyscy w śmiech, ja ledwo łapię oddech z powodu płaczu i wstydu.

Po szkole oczywiście histeria (tak, musiałam siedzieć do końca lekcji w mokrych spodniach, nie były to czasy, gdzie dzieci miały telefony komórkowe), opowiedziałam rodzicom co się stało. Natychmiastowa zmiana szkoły, sprawa do kuratorium oświaty, dyrektorka została zwolniona, nauczycielka o ile pamiętam dostała coś w rodzaju nagany.

Do tej pory na myśl o tym się czerwienię.

#PtGJS

Sytuacja nie anonimowa (już), ale może niektórym coś uświadomi.

Jakieś 10 lat temu, gdy byłam jeszcze w liceum, mama zrobiła jakieś grzyby leśne na patelni. Nienawidzę grzybów, ich zapach sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Moi rodzice i brat natomiast je uwielbiają, pod każdą postacią. Zamknęłam się w swoim pokoju i otworzyłam okno. Gdy już tak nie śmierdziało, popsikałam perfumą apaszkę (żeby zamaskować resztę zapachów), założyłam ją na twarz i poszłam do kuchni.

Mój brat, wtedy gimnazjalista, widząc mnie zrobił minę pełną politowania, odwrócił się do rodziców, którzy sprzątali po obiedzie i robili dla mnie coś innego do jedzenia i zapytał z pełną, udawaną, powagą "Dlaczego nigdy nie powiedzieliście, że moja siostra jest adoptowana?". Oczywiście chodziło mu o to, że jako jedyna nienawidzę grzybów, ale tato stanął jak wryty, a mamie wypadły naczynia z rąk. Staliśmy tak w czwórkę przez krótką chwilę, każdy zaskoczony na swój sposób, aż tato zapytał "Jak się domyśliliście"?. W pierwszej chwil pomyślałam " wkręcają mnie...", brat, sprawca zamieszania, w milczeniu, odwracając głowę niczym surykatka, patrzył to na mnie, to na rodziców. Przez apaszkę nie było widać mojej zmieszanej miny... To był dzień pełen niespodzianek i wyjaśnień.

Rodzice mnie adoptowali, gdy miałam pół roku. Nie mogli mieć własnych dzieci. Biologiczna matka nie wzięła mnie ze szpitala. Moi rodzice po kilku latach z zaskoczeniem odkryli, że spodziewają się dziecka, mojego brata. Zawsze czułam się kochana i rozumiana. Mam świetny kontakt z rodzicami i z bratem. Jestem szczęśliwa. Oczywiście wyznanie było dla mnie ostrym szokiem, który trawiłam przez kilka dni. Rodzice nigdy nie planowali mi tego powiedzieć.

Jednak tak naprawdę pomiędzy mną a rodzina nic się nie zmieniło. Byłam za to pod wielkim wrażeniem, jak logistycznie poradziła sobie moja rodzina, żeby utrzymać to wszystko w sekrecie. Wiedzieli dorośli, ale żadne dziecko już nie, bali się, że ktoś może wypalać. Babcia, największe plotkara, tak mnie pokochała, że dla "mojego dobra" wmówiła połowie wsi, że chorowałam i byłam w szpitalu, dlatego nikt mnie długo nie widział.

Do czego zmierzam... Nie szukam swojej rodziny biologicznej, nie interesuje mnie jakie są moje biologiczne korzenie itp., cieszę się, że trafiłam do tak dobrych i kochających ludzi i cieszę się, że jestem ich córką. Mam szczęście. Biologiczni zrezygnowali ze mnie, nie wiem z jakich powodów, ale i ja zrezygnowałam z nich. Gdybym nawet dostała propozycję poznania kogoś z biologicznej, nie zgodziłabym się. A prawda jest ważna. Teraz, będąc w szpitalu, na pytanie " czy ktoś w pani rodzinie chorował na..." odpowiadam po prostu, że nie mam takich danych.

Poznałam kilku adoptowanych młodych dorosłych. Myślą podobnie jak ja. Pozdrawiam wszystkich rodziców adopcyjnych :)

#8utD0

Na studiach robiłam bardzo głupią rzecz. Miałam dużo problemów, nauki, słynne wtedy były czaty na onecie, wiec często nocami wchodziłam na różne grupy. Dużo rozmawiałam z mężczyznami, chłopakami, były to niewinne flirty, ale niektórzy byli tak nakręceni, że przeważnie po chwili wysyłali swoje zdjęcia od pasa w dół, a nawet całej sylwetki z dopiskami czego to by ode mnie nie chcieli... Było to dla mnie na tyle ohydne, więc wpadłam na szatański pomysł.

Gości bardzo łatwo było zlokalizować, chociażby na popularnej wtedy NK. Zdjęcia z dziećmi, żonami, dziewczynami i ich konta były na wyciągnięcie ręki. Pisałam wtedy do tych facetów, że to obrzydliwe co robią i całą korespondencję wyślę ich żonom, chyba że w tej chwili kupią największy bukiet kwiatów i wręczą go swojej żonie, a na czacie się więcej nie pojawią. Na potwierdzenie swoich słów opisywałam wygląd ich żon, znałam imiona itd. Na drugi dzień miałam na mailu zdjęcia bukietów, które kupili swoim żonom, a jeden nawet mi dziękował za takiego kopa.

W sumie durne to było z mojej strony, bawiło mnie to, ale stwierdziłam, że się tym anonimowo podzielę.
Dodaj anonimowe wyznanie