#I9MVy

Czytając wyznanie o dzieciach na placu zabaw i ich ojcu, przypomniałam sobie jak dwoje różnych znajomych wychowywało swoje dzieci ma dwa różne sposoby.

Osoba 1. Ostrożna mamusia. Na placu zabaw cały czas tylko woła do córki coś w stylu: "tam nie, bo się ubrudzisz, tam jest za wysoko". Ogólnie najlepiej jakby córka się nie bawiła, bo stanie się jej krzywda i się ubrudzi.

Osoba 2. Ojciec i syn (synek w podobnym wieku co dziewczynka z wcześniejszej opowieści). Syn pyta ojca na placu zabaw:
- Mogę wejść na tę drabinkę?
- To jest drabinka dla dużych dzieci, trzeba na niej uważać, bo można spaść.
- Będę uważać.
- No to idź.

Ile ludzi, tyle metod wychowawczych...

#Y61Qw

Za każdym razem, kiedy jadę tramwajem, autobusem, pociągiem, czy idę ulicą, jestem w stanie spojrzeć akurat na te osobę, która się na mnie patrzy - wychwycę ją nawet w tłumie. Nie wiem w jaki sposób to się dzieje, ale automatycznie wzrok mi ucieka w tym kierunku - nigdy się nad tym nie zastanawiam.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ten odruch pojawia się też w ciemności, gdzie nikogo nie ma.

#0GKQZ

Jestem w związku od 9 lat. Mój partner do 29 roku życia był zdrowy. Potem ujawniła się padaczka. Obecnie ma 32 lata i miał 8 napadów. Ostatni z nich zdarzył się przy mnie. Zawsze bałam się osób chorujących na tę chorobę. Po prostu wpadam w panikę i nie potrafię im pomóc. Płaczę, krzyczę i nie wiem co robić. Kilka lat temu koleżanka w pracy też chorowała na padaczkę i miała atak przy mnie. Potrafiłam kogoś tylko zawołać, bo po prostu tak trzęsły mi się nogi, że musiałam się kontrolować , aby nie zemdleć z nerwów.

Atak mojego partnera był zaraz jak przyszedł po pracy i miał wziąć prysznic. W łazience upadł nagi na płytki i uderzył się o umywalkę. Wszędzie było pełno krwi. Gdy weszłam (usłyszałam łomot przewracającej się mydelniczki), to widziałam cały napad. Przytrzymałam mu głowę i płakałam. Mieszkamy sami, więc nie miał mi kto pomóc . Gdy skończył się atak, to ułożyłam go w pozycji bezpiecznej i zadzwoniłam na pogotowie. Gdy go zabrali, aby zszyć ranę na głowie, to puściło mi wszystko. Byłam w kompletnej rozsypce.

Od tego momentu minęło dokładnie 10 miesięcy i 12 dni. Każdego dnia gdy usłyszę jakiś dźwięk, choćby nawet upadającego widelca, biegnę do kuchni sprawdzić, czy wszystko jest OK. W nocy często nie śpię, gdy tylko się poruszy. Cały czas siedzi w mojej głowie to, że zaraz może mieć napad. Do tego dobija mnie to, że nie możemy mieć dziecka. Istnieje duży wskaźnik prawdopodobieństwa, że dziecko urodzi się bardzo chore w związku z lekami, jakie mój partner bierze przeciwko epilepsji. Zastanawiam się nad terapią, ale nie wiem, czy to coś da. Nie mogę z nikim o tym porozmawiać, ponieważ on się bardzo wstydzi swojej choroby i prosił mnie o dyskrecję. Jestem tak przewrażliwiona każdym ruchem, że mam ochotę cały czas sprawdzać, czy wszystko jest OK. Przez to chodzę od pewnego czasu bardzo niewyspana i spięta. Zawalam pracę... Moje myśli (nawet jak jestem w pracy) krążą tylko wokół tego, czy mu nic nie jest lub czy czasem nie dostanę zaraz telefonu, że miał atak. Jestem załamana, a jednocześnie ubieram maskę osoby, która jest silna. Kocham go i nie zostawię go ze względu na chorobę. Ale obecna sytuacja rujnuje moje życie.

#JQJIn

Poznaliśmy się przez Tindera pod koniec 2015 roku, ot dałem Super Like za maskę Iron Mana na zdjęciu. To wszystko poszło bardzo szybko. Spotkaliśmy się dwa razy, a na trzecim już się pocałowaliśmy. Zamieszkaliśmy razem po półtora miesiącu, bardzo szybko też wyznaliśmy sobie miłość. Przeżyliśmy razem wiele dobrego i złego, śmiem twierdzić, że przeszliśmy wspólnie przez najgorsze dni naszych żyć. Ogólnie dwóch tak idealnie dogadujących i znających się osób ze świecą szukać. Zaczęło się "psuć" po trzech i pół roku, po powrocie z urlopu. Coś zdecydowanie nie stykało. Zaczęła być bardzo drażliwa, aż ni stąd ni zowąd dała nam ultimatum do końca roku. A dlaczego? Bo ''chyba'' już nic do mnie nie czuje poza przyjacielską miłością. Przegadaliśmy to i daliśmy sobie szansę do końca grudnia 2019. Ja ciągle miałem nadzieję, że jednak będzie dobrze, bo często płakała myśląc, co zrobić.

Jednak postanowiła to zakończyć. Chce odnaleźć samą siebie, pokochać siebie, a dopiero później skupić się na innych. Ja to uszanowałem, nie byłem zły i nie jestem, bo zawsze miała jakiś problem sama ze sobą. Ja, jako (chyba) dobry partner zawsze ją wspierałem i dopingowałem, ale chyba po prostu musi sama ze sobą się zmierzyć.

Cierpię jak głupi, nie wiedząc, co robi, czy jest szczęśliwa, czy tęskni. Tęsknić na pewno tęskni, ale tylko za (moje imię) jako najlepszym przyjacielem, któremu zawsze zaufa, ale nie za miłością. Powiedziała, że nic nie gwarantuje, że może za x czasu pomyśli, że był to najgorszy błąd w jej życiu, a może wręcz odwrotnie.

Do czego zmierzam? Że musiałem sprzedać pierścionek, którym chciałem się oświadczyć w naszą czwartą rocznicę. Ona tego nie wie i prawdopodobnie się nie dowie.

#Fr7li

Nie potrafię znieść marnowania jedzenia do tego stopnia, że potrafię zjeść ser żółty, który ma już biały nalot - odkroić ten fragment i zjeść całą resztę, dziwnie pachnący makaron sprzed kilku dni - przepłukać pod zimną wodą i mocniej przyprawić, żeby mniej było czuć, że coś jest nie tak, wędlinę, która już jest obślizgła - też przemywam pod wodą i jem. Jeszcze nigdy nic mi przez to nie było, nie boli mnie brzuch ani nie mam biegunki. Robię tak tylko sobie. Nie uraczę czymś takim swojego chłopaka ani nawet psa. To też nie tak, że nie stać mnie kupić coś świeżego. Po prostu nienawidzę marnowania jedzenia.

#idDQ8

Nie pamiętam praktycznie niczego.
Mam problemy z pamięcią od zawsze, nie pamiętam rzeczy, które robiłam przed chwilą, słów, które wypowiedziałam, mało co uda mi się zapamiętać.

Na szczęście pamiętam swoje imię, nazwisko i datę urodzenia, ale tak naprawdę to tu mogłabym skończyć.

Odnoszę wrażenie, że mój mózg po prostu każdego dnia się resetuje i wymazuje to, co było wcześniej. Mam przez to niesamowite problemy z nauką, na szczęście jakoś jeszcze udaje mi się mieć dobre oceny w szkole.
Mój mózg także bardzo szybko się męczy, potrafię zrobić jedno zadanie z matematyki i mieć dość, chcieć iść odpocząć/spać.
Jak czytam książkę to pod koniec strony nie pamiętam co było na jej początku, tak samo mam z rozmową z kimś, przez co ludzie myślą, że mam ich gdzieś. Nie wiem już co robić, mam dopiero 17 lat, a nie pamiętam większości rzeczy ze swojego życia.

#3mLH8

Miałam w liceum nauczycielkę od matematyki, która miała mnie za tępaka. Ściślej rzecz biorąc, to nawet jak nauczyłam się na sprawdzian, to dostawałam 2 - bo twierdziła, że ściągam. Poprawki, które pisałam przy komisji zawsze zdawałam na 5. Szczerze jej nienawidziłam. Potrafiła przy całej klasie powiedzieć, że niczego nie osiągnę, powinnam iść do zawodówki na sprzedawcę lub krawcową itp.
Dla mnie była durną zakompleksioną stara panną. Na szczęście nigdy nie miałam z jej powodów kompleksów

Skończyłam liceum, studia i otrzymałam pierwszą pracę w finansach, następnie po 4 latach kolejną, tym razem w banku. Mam świetne wyniki, w ciągu kilku lat awansowałam kilkukrotnie.
Jakie było moje zdziwienie, jak moja „matematyca” już na emeryturze pojawiła
się w moim oddziale.
Okazuje się, że ledwo wiąże koniec z końcem, ma marną emeryturę i zadłuża się gdzie tylko może.

Anonimowe, bo nie mogę opowiedzieć nikomu, kto mógłby połączyć fakty, w pracy mamy jasne reguły - tajemnica bankowa.  Ale mam satysfakcję. Po mnie jej obelgi spływały jak po kaczce, niestety jedna dziewczyna odebrała sobie życie.

#Q8ul1

Pracuję w schronisku jako wolontariusz. Mamy u nas, niestety, kilka starszych osobników, a jak wiadomo, ludzie jeśli adoptują, to chcą albo młode, albo kilkuletnie maks zwierzaki.
Raz trafiła nam się para, pan z młodym paniczem, którzy na zlecenie pani szukali nowego, domowego sierściucha po tym, jak ich poprzedni odszedł. Kręcili się długo, oglądali, głaskali, wiadomo, decyzja niełatwa. Dość dużo czasu spędzili przy boksie Zuzi, ślicznej, szarej damy, choć już niemłodej, ponad dziesięcioletniej, ale oddanej i wiernej. Wszyscy już mieliśmy nadzieję, że to właśnie nadchodzi wielki dzień.
Niestety.... Wybrali dwa młode kociaki.

Przy końcu, przy podpisywaniu już umowy, młody panicz rzekł" Tato, weźmy też tę starą kotkę. Niech dożyje u nas ostatnich, spokojnych dni". I ojciec się zgodził! Tak więc po 10 latach życia, w tym 4 w schronisku, Zuzia znalazła swój ukochany dom!

Oby więcej takich ludzi!

#33awb

Uwierzcie bądź nie, ale jedno wiem - z kwasem hialuronowym nie ma żartów.

Któregoś razu skuszona promocją poszłam na kwasik, zamiast do lekarza, to do kosmetyczki. Myślę sobie - będzie dobrze! Nawet efekt glonojada jest do zniesienia, ale to co miałam było istną tragedią. A więc urocza pani kosmetyczka zaproponowała, że podniesie opadnięte kąciki ust (nic mi nie opadało, ale ok). Efekt był taki, że chodziłam cały czas uśmiechnięta. Miałam tak podniesione kąciki, że wyglądałam jakbym się cały czas cieszyła. Ludzie na ulicy patrzyli na mnie, a mężczyźni odwzajemniali uśmiech mimo, że wcale się nie uśmiechałam. Chłopak myślał, że jestem taka zadowolona, bo go zdradzam albo pytał co się tak cieszę do telefonu. Nawet gdy byłam smutna, to wyglądałam na zadowoloną. Całe szczęście, że nie musiałam w tamtym okresie iść na żaden pogrzeb, bo musiałabym chyba zakryć się chustką. Nie było lekko, ale na szczęście zeszło. Ku przestrodze!

#37Ens

Jestem 25-letnim facetem, metalowcem, mam 190 wzrostu i trochę ciałka, dziary, włosy do ramion i brodę. Ubieram się głównie w ciemne rzeczy, od postronnych osób często słyszę, że wyglądam "strasznie". Nie robi to jednak na mnie wrażenia, bo z usposobienia jestem spokojną, miłą osobą. Wiedzą o tym moi najbliżsi i to w zupełności wystarczy. Niestety otoczka "satanisty-kotożercy" robi swoje i cały czas muszę się liczyć z krzywymi spojrzeniami czy babinkami czyniącymi znak krzyża na mój widok.
Gram na basie, słucham cięższych brzmień. Zazwyczaj.
Jak każdy miewam czasem ochotę na coś kompletnie nie w moim stylu i guście. Coś, o co nikt by nawet nie posądzał. W moim przypadku jest to nawet dla mnie samego niezrozumiałe zamiłowanie do pewnego żeńskiego zespołu k-popowego.

Właściwa sytuacja: wsiadłem sobie ja, cały w czerni i skórach, z wiecznie niezadowoloną miną do zatłoczonego autobusu, zająłem wolne miejsce na czwórce, gdzie siedziała już kobieta w średnim wieku z kilkuletnim dzieckiem na kolanach i siwa babinka, obie wyraźnie nie były zachwycone moim towarzystwem. Zignorowałem to jednak i założyłem słuchawki, aby posłuchać sobie nowej piosenki w wykonaniu piszczących dziewczyn. Dźwięk brzmiał dziwnie, jakby głucho, ale nie przejąłem się tym. Z każdą chwilą dostrzegałem coraz więcej zaskoczonych spojrzeń zwróconych w moją stronę. Dopiero mały chłopiec siedzący na kolanach swojej mamy naprzeciwko mnie spojrzał na kobietę i zapytał, dlaczego ten pan puszcza z telefonu jakieś dziwne piski, skoro ma słuchawki. Tak, miałem słuchawki, ale przez cały czas nie zorientowałem się, że nie są podłączone.

I cały czar groźnego chłopa prysł...
Dodaj anonimowe wyznanie