#Xgv0c

Siedziałem kiedyś w pociągu obok nieznajomej, ślicznej dziewczyny. Przez przypadek zasnęła, opierając głowę na moim ramieniu i pozwoliłem jej tak zostać przez całą trzygodzinną podróż. Mam 36 lat i byłem naprawdę poruszony tą sytuacją, ponieważ jeszcze nigdy nie byłem tak blisko z żadną kobietą.

#SYhn3

Uważam, że cała ta epidemia wyjdzie ludziom tylko na dobre. Jedyne skutki, jakie dostrzegam, to oszczędności z powodu odrzucenia konsumpcyjnego stylu życia oraz docenienie drugiego człowieka. Ludzie stęsknią się za swoimi przyjaciółmi, a jednocześnie docenią najbliższych. Natura wie co robi i w końcu musiała nami potrząsnąć! Ludzie, cieszcie się towarzystwem swoich rodzin i doceniajcie każdy dzień, bo każdy, bez wyjątku, jest cudem, który trzeba pielęgnować. Spacerujcie i celebrujcie chwile wśród przyrody, cieszcie się słońcem!
Niektórzy powiedzą, że to nie jest żadne wyznanie, ale w mojej opinii jest. Niewiele osób „cieszy się” z pandemii i wiem, że zostanę zjechana przez internetowych hejterów. Dlatego właśnie postrzegam wyrażenie swojego poglądu jako wyznanie. Może społeczeństwo w końcu coś wyciągnie z tej ciężkiej lekcji. Pamiętajcie, spieszcie się kochać ludzi!

#4Lzhh

Jestem mniej wart od psa...
Dziś mam urodziny. Od żony dostałem jedynie życzenia. Nie wymagam nie wiadomo jakich prezentów, lecz nie dostałem nawet głupiej czekolady. Powiecie zapewne, że nie miała jak wyjść na zakupy, jak kupić najdrobniejszy upominek, ponieważ sklepy są pozamykane. Jednak nie stanęło to na przeszkodzie, by psu kupić mnóstwo gadżetów... Cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze...

#kD5Vo

Większość znajomych mojego męża ma mnie za idealną partnerkę, bo dzielę z nim jego (i ich) wielką pasję - fantastykę i gry RPG. Dla niewtajemniczonych - takie interaktywne opowieści, w których jedna osoba wciela się w narratora, a reszta w postacie. Często z nimi grywam, a nawet je prowadzę (jestem narratorem).

Nikt z nich nie wie, że tak naprawdę organicznie nienawidzę prowadzić sesji. Robię to dla męża, który kocha ten "sport" do tego stopnia, że w każdym filmie czy książce widzi nie historie, a potencjalne inspiracje do sesji, a jeśli nie gramy od więcej niż 3 dni, niecierpliwie dopytuje, kiedy zagramy znowu i w co. Mąż potrafi godzinami analizować przebiegi sesji, decyzje bohaterów, realizm narracji i dziesiątki innych parametrów, do tego rysuje portrety swoich postaci i obmyśla im szczegółowe historie. I... jest przekonany, że żadne hobby nie jest tak twórcze, ciekawe i wartościowe (rozwija wyobraźnię, rozbudza ciekawość itp.). Ja natomiast nigdy tego nie polubiłam - mimo lat praktyki moje historie są papierowe, bohaterowie nudni, a przyjemność z gry - żadna.
Rzuciłabym to dawno w diabły, ale sama nie jestem typem zapaleńca, a mój mąż jest bardzo aktywną, towarzyską osobą, która ma tysiąc pomysłów na minutę i po prostu nie mam aż tylu pomysłów na inne rozrywki, aby zagospodarować nam czas w ilości, która by go zadowoliła. Najgorsze są dni po sesjach, kiedy on szczegółowo analizuje każdą dziurę fabularną i nieścisłość w moich scenariuszach - wyobraźcie sobie przez bite 4-6 godzin wysłuchiwać dogłębnej krytyki na swój temat. Kiedy proszę, by tego nie robił, on mi mówi, że bez tego nie poprawię swojego stylu prowadzenia i nie polubię RPG-ów (i nieustannie dodaje, że z pewnością jeszcze je pokocham, tylko muszę nauczyć się je prowadzić).

Ostatnio przez kwarantannę grywamy z mężem prawie codziennie, a ja już nie daję rady nerwowo. Przed sesją trzęsą mi się ręce, zasycha w gardle, mam ochotę uciekać - a on powtarza, że sama się nakręcam, że źle do tego podchodzę i że przecież to taka fajna zabawa. Kiedy robię sobie kilkudniową przerwę, mąż podkreśla, jak bardzo mu się ze mną nudzi, jak leniwa jestem i jak bardzo marnujemy razem czas, podczas gdy moglibyśmy przeżywać wspaniałe przygody w nieograniczonym niczym świecie wyobraźni...

Tyle że ja nie chcę gorączkowo wymyślać kolejnych fabuł i snuć opowieści, które nudzą mnie samą. Chcę nudy. Chcę prostych, bezstresowych rozrywek... ale z drugiej strony chciałabym móc współuczestniczyć w hobby mojego męża, tylko za cholerę nie wiem, jak je polubić i przestać się nim stresować.

#mU5rj

Często ludzie nie wiedząc co mają narzekają na to. Ja będąc 30-letnim facetem z problemami zdrowotnymi i paroma zabiegami na koncie. Martwię się nie tylko o swoje zdrowie co jest czymś normalnym, martwię się o to, że wciąż brnę przez życie samotnie.
Jedyne czego pragnę to znaleźć wreszcie kobietę, która pokocha mnie mimo mej dolegliwości. Kobiety, którą pokocham i będę czuł się kochany w jej ramionach. Uczucia, które sprawi, że dla kogoś będę kimś. Widząc czasem wpisy oraz nawet znajomych często nie doceniających tej wartości, która w środku serca oraz głębi duszy jest najważniejsza.

#VMF9M

Pamiętam, jak z przyjaciółką za młodu (ja miałam chyba 11 lat, ona była rok młodsza ode mnie) jeździłyśmy po ulicy za gościem, który rozwoził pieczywo do domów. Nazwałyśmy go ''wesoły piekarczyk'' i jak świruski jeździłyśmy za pojazdem na rolkach wymachując badylami, czapkami, machając mu itd. Miałyśmy nawet zeszyt, w którym układałyśmy różne dziwne piosenki na wzór tych harcerskich, pisałyśmy "sprawozdania", notowałyśmy fakty itp.
Koleś z auta musiał mieć z nas niezły ubaw, jak sobie dziś o tym pomyślę.

Pozdrawiam moją dawną przyjaciółkę. Może gdyby rok temu mnie nie wystawiła, dziś śmiałybyśmy się przy piwie z naszej dziecięcej głupoty :)

#paGkZ

Mam łóżko przy oknie i często przed pójściem spać obserwuję, monitoruję, co się dzieje na zewnątrz, a mam świetny punkt widokowy, gdyż mieszkam wysoko. Co istotne, stojąc na łóżku, jestem w stanie dotknąć rękoma sufitu.

Kilka dni temu podczas mojego rytuału zauważyłam służby opróżniające śmietniki przy ławkach, jadące powolutku spacerniakiem. Zastanawiałam się, czy mnie widzą i postanowiłam to sprawdzić. Wyciągnęłam jedną rękę ku górze i stałam w bezruchu, wyglądając jak wisielec. Chyba zauważyli, przyspieszyli i zaraz już ich nie było, odpuścili cztery kolejne śmietniki.
Później się martwiłam, czy nie zgłoszą tego gdzieś i bez sensu przyjedzie jakiś patrol zbadać sprawę, lecz przez kolejne 1,5 godziny nikt nie przyjechał.

Jeśli Panowie to czytacie, wybaczcie, że was nastraszyłam. Ale z drugiej strony trochę słaba postawa, bo może takiej osobie można by było jeszcze pomóc.

#kH8CW

Kiedyś na Anonimowych przeczytałam wyznanie chłopaka, który miał przyjaciela i po kilku latach okazało się, że ten przyjaciel nigdy nie istniał, a autor cierpiał na chorobę psychiczną.
Niby to było zwykle wyznanie, ale niestety od czasów przeczytania tego wyznania obawiam się, że moi przyjaciele albo rodzina nie istnieją, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy.
Wychodzę do baru z kolegą i jak tylko ktoś się krzywo popatrzy, to od razu myślę, że siedzę sama i rozmawiam ze sobą.
Czasami mam wrażenie, że właśnie różne rzeczy lub ludzie nie istnieją i tylko ja je widzę.

#l9w3n

Moja matka gdzieś przeczytała, że cebula wkładana na noc w skarpety działa prozdrowotnie.
Pewnego pięknego dnia zrobiłam sobie kanapki z pomidorem i nieco napoczętą cebulą znalezioną w lodówce. Jak się pewnie domyślacie, okazało się, że to ta sama cebula, która spędziła noc w skarpecie mojej matki, a ta z kolei nie wyrzuciła jej, tylko "zachowała" na następny raz.

#FfTni

Miałam pewną koleżankę w czasach szkolnych której nikt nie lubił. Była rozpuszczona, a rodzice zawsze jej kupowali co tylko chciała. Do tego miała irytujący zwyczaj papugowania. Ania zaczęła grać na gitarze? Zosia kupiła najdroższą gitarę, zaczęła chodzić na lekcje, szybko przegoniła umiejętności Ani i zaczęło się wyśmiewane. Ala marzyła o drogich rzeczach pewnej marki? Zosia nagle miała ich mnóstwo i chwaliła się nimi szczególnie Ali. Raz zaczęła podrywać chłopaka tylko dlatego, że podobał się on Adzie, chłopak młody, głupi, nie wiedział co się dzieje, a Ada przepłakała kilka tygodni w łazience. Wszystkie zgodnie nienawidziłyśmy Zosi, ale była jedna dyscyplina, do której Zosia miała dwie lewe ręce - sport. I była jedna rzecz, której Zosia nie znosiła - przegrywać.

Ja jeździłam na nartach, również ze szkoły były wyjazdy. Jaja zaczęły się, gdy zaczęłam udostępniać zdjęcia ze stoku. Zosia dostrzegła nową ofiarę i nagle starała się zrobić ze mnie swoją najlepszą przyjaciółkę, wypytywać o wszystko, w końcu rodzice kupili jej wszystko na stok. Tu zaczęły się próby imponowania, bo mój sprzęt był po siostrze, już lekko zużyty. Wiedziona doświadczeniem po prostu uciekałam przed Zosią, co nie było trudne, bo ja jechałam na krechę, a Zosia jeździła zygzakiem.

Gdy sezon się kończył, szkoła brała udział w konkursie na najszybszy zjazd slalomem po dość stromym stoku. Zosia oczywiście musiała wygrać. Ja też brałam udział. Przed zjazdem w szatni nacierało się narty takim specjalnym "mydełkiem", żeby narta nie zatrzymywała się na lepkim śniegu. Na każdy przedział temperatury na zewnątrz jest inne mydełko. Zosia pożyczyła ode mnie mydełko bez pytania, bo zapomniała swojego, ale wzięła nie to co powinna. Podczas zjazdu jej narty ślizgały się bardzo powoli, co spowodowało, że skończyła zjazd na ostatnim miejscu. Po powrocie do szkoły naopowiadała wszystkim, że zrobiłam to specjalnie, a ja zostałam cichą bohaterką swojej klasy. Zosia zresztą przestała jeździć tydzień później, bo wybiła sobie zęba. Niestety nie przestała papugować.
Dodaj anonimowe wyznanie