#jyEhT

Kiedyś zostałam prawie porwana.

Miałam wtedy 14 lat. Wyszłam ze szkoły, kiedy podszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku. Wydawał się miły. Powiedział, że jest znajomym moich rodziców i miał mnie zabrać do siebie na dwa dni, bo rodzice musieli pilnie wyjechać. Zdziwiłam się bardzo, bo nie słyszałam o żadnym wyjeździe. Jednak mężczyzna bardzo przekonująco opowiedział mi jak to wyszło z tym wyjazdem. Byłam głupia, ale wsiadłam z nim do samochodu.

W trakcie jazdy postanowiłam zadzwonić do mamy, że już jadę z tym ich znajomym. Facet wtedy kazał mi urwać połączenie i oddać mu telefon. Oddałam, po czym powiedział, że on sam zadzwoni. Przyłożył mój telefon do ucha i "rozmawiał" z moją mamą. Wydawało mi się, że udawał, bo nie słyszałam żadnych odgłosów z słuchawki, miałam jakieś złe przeczucie.

Jechałam w milczeniu, ze stresu brzuch mnie rozbolał, miałam gulę w gardle, nie wiedziałam co robić. Powiedziałam do tego faceta, żeby zawiózł mnie do babci, ale on się nie zgodził i dalej próbował mnie przekonywać, że wszystko jest okej, dobrze spędzimy ten czas i wrócę niedługo do rodziców.

Kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, zaczęłam bić pięściami w szybę i krzyczeć. Facet się zdenerwował, kazał mi się zamknąć. Jakieś dwie minuty później zatrzymał się i kazał mi wyjść. Pewnie przestraszył się, że ktoś mnie zauważył.

Traumę mam do dziś, a minęło już 8 lat od tej sytuacji. Rodzicom nie powiedziałam niestety, bo bałam się, że dostanę ochrzan za to, że wsiadłam z obcym do samochodu i pewnie słusznie.

#eRvaB

Pięć lat temu, mając prawie 30 lat, straciłam nadzieję na miłość. Po kilku nieudanych związkach i zawodach miłosnych i po trzyletniej przerwie od związków poznałam jednak swojego obecnego partnera - w dość śmieszny sposób.

Zmieniając pracę, musiałam zmienić również miejsce zamieszkania. Znalazłam wymarzone mieszkanie na dużym osiedlu, gdzie na kilka bloków przypadał jeden duży parking. Był weekend, a że zima była zimą, to na dworze biało. W domu pusta lodówka, więc trzeba było jechać na zakupy. Patrzę przez okno, że pełno śniegu, to biorę skrobaczkę i miotełkę, wychodzę i udaję się do auta. Zaczynam odśnieżać, skrobać przód, potem tył, upociłam się przy tym okropnie, ale dobra, gotowe!
Otwieram drzwi pilotem, a tu nic! Łapię za klamkę - nic! Próbuję otworzyć drzwi kluczykiem, ale nic to nie daje. Wkurzona, zmarznięta i zła stoję nie wiedząc co jest grane, gdy słyszę zza pleców, że ktoś krzyczy, żebym nie szarpała za klamkę i co ja w ogóle robię. No to odpowiadam zgodnie z prawdą, że chcę jechać na zakupy i nie mogę dostać się do swojego samochodu.
Co się okazało? Odśnieżyłam nie swoje auto... Jego właściciel (a mój obecny partner) od słowa do słowa zaprosił mnie w ramach podziękowania na kawę :)

PS Moja pomyłka była uzasadniona tym, że mieliśmy oboje auto popularnej marki, ten sam model i ten sam kolor.

#L9KBA

Szef zaprosił mnie do swojego gabinetu, żeby omówić ze mną moje nowe obowiązki związane z awansem. Wcześniej pracowałam na dość niskim stanowisku, więc sam fakt, że mam rozmawiać z szefem w jego gabinecie był dla mnie dość nowy. Poprosił, żebym usiadła, po czym powiedział, że mam zaczekać chwilkę, a on pójdzie po herbatę.
Pozytywnie mnie to zaskoczyło, że chce rozmawiać ze mną przy herbacie, ale nie miałam na nią ochoty i o mały włos nie powiedziałam, że za nią dziękuję.

Całe szczęście, że tego nie powiedziałam, bo on tę herbatę przyniósł tylko dla siebie.

#Ue8cV

Chciałam napisać komentarz do historii #Y2MiC, ale za długi wyszedł. Wszyscy tak jednoznacznie oceniliście dziewczynę, a ta historia mogłaby być o mnie. Przedstawię Wam, jak mogła wyglądać druga strona medalu.

Od początku podkreślałam, że nie chcę ślubu ani dzieci, że zależy mi na partnerstwie, że źle bym się czuła w centrum uwagi jako panna młoda. Partner niby rozumiał, niby myślał tak samo.
Po kilku latach nagle słyszę, że bardzo mu zależy na ślubie CHOCIAŻ cywilnym. Zgodziłam się pod warunkiem skromnej uroczystości dla kilku najbliższych osób, no i się zaczęło:
1. a może jednak kościelny, to też jego uroczystość, a zawsze o tym marzył, co mi szkodzi...
2. on by chciał więcej ludzi, w końcu to jeden taki dzień w życiu, jego brat nie miał hucznego wesela, to chociaż on by miał
3. co prawda wie, że źle się czuję w stylu księżniczki (suknia, makijaż itd.), ale "to tylko jeden dzień, jakoś się przemęczysz", "ślub jest jednym dniem w życiu, możesz to przecież dla mnie zrobić".

I wiecie co? Nie zgodziłam się na żadne z powyższych, a zamiast ślubu było rozstanie. A z jego perspektywy wyznanie mogło wyglądać tak jak tamto - on, kochany, zgodził się na cywilny, a ja egoistka nie poszłam na ustępstwa... Jakby ślub, którego nie chciałam, nie był wystarczającym kompromisem.

#eFjr5

Kiedy miałem 11 lat, mój ojciec zginął w wypadku. Matka była wtedy w ciąży, miesiąc później urodził się mój brat. Mama i ja byliśmy oczywiście była załamani, ale jakoś dawaliśmy radę, zwłaszcza że pomagał nam brat matki.

Kiedy młody miał trzy lata, matka znalazła sobie nowego męża. Mnie od początku nie mógł ścierpieć, mały go wkurzał, bo zachowywał się jak to małe dziecko (bawił się, zdarzało mu się płakać i prosić o uwagę). Ojczym po jakimś czasie stracił pracę, na wszystko pracowała matka. A on zaczął pić, spraszać koleżków i generalnie się obijał. I zaczął nas bić. Matka w niego ślepo wpatrzona, ciągle powtarzała, że on od dziecka ma trudno, my musimy być wyrozumiali i go nie denerwować. Ona pokornie wszystko znosiła, ja się stawiałem, zwłaszcza kiedy czepiał się młodego, a przeszkadzała mu każda pierdoła. Kiedy wspomniałem o tym wujkowi, dostałem ostry łomot i ochrzan od matki. Potem dostałem kolejny raz, bo opieka zaczęła się nami interesować. Uwierzyli jednak, że to był chwilowy trudny czas i odpuścili. U mnie w szkole i tak olewali temat, a mały do przedszkola nie chodził. Sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli.

Niedługo później po powrocie ze szkoły zastałem brata zapłakanego z rozbitym nosem. Ojczym szarpał matkę, ona błagała, żeby odpuścił. Przywaliłem mu kilka razy, ale on był silniejszy i oberwałem jak nigdy. Matka tylko cicho prosiła, żeby mi darował. Oczywiście nie było mowy o lekarzu, ale na moje szczęście wujek wpadł z niespodziewaną wizytą i od razu zabrał mnie i małego na pogotowiu. Ja kilka dni spędziłem w szpitalu, potem zamieszkaliśmy u wujka i jego żony. Kilka razy słyszałem, jak kłócili się z matką, która uważała, że wszystko samo by mi się zagoiło. Wujek nie odpuścił i zostali z ciocią rodziną zastępczą dla mnie i brata.

Mieszkałem z nimi do studiów, brat dalej z nimi mieszka (ma prawie 16 lat). Matka została przy ojczymie, rzadko nas odwiedzała. Wujek próbował pomóc jej od niego odejść, ale po kilku latach się poddał.
Ja ułożyłem sobie życie, mam narzeczoną i córkę, jesteśmy szczęśliwy. Brat też dobrze sobie żyje, wujka i ciocię traktuje jak rodziców, kuzynkę jak starszą siostrę. Ja w sumie też.

Niby rozumiem, że matka jest zmanipulowana i uzależniona od tego potwora, ale nie umiem jej wybaczyć tego, że ani razu nie próbowała nas ratować i ukrywała bicie. Może kiedyś to zrobię, ale nie teraz. Narzeczona mnie rozumie. Próbowaliśmy pomóc mojej matce, też bez skutku.
Nie życzę jej źle, ale często nachodzi mnie myśl, że on ją zatłucze i nikt tego nie powstrzyma.

#8KiWu

Święta, niedziela palmowa, msza w kościele, ja (5-, może 7-letni leszcz) i tata stoimy gdzieś pośrodku kościoła wraz z innymi wiernymi, których zawsze w ten dzień magicznie przybywa, gdyż nawet ci co nie chodzą do kościoła przez 364 dni w roku, tego dnia idą, aby poświęcić tę jakże swoją ekstra palemkę.

Co istotne, mój tata jest weterynarzem, czasem zdarza mu się wizyta, w której musi "odkleić" łożysko krowie, która się wycieliła, a dalej nie wydaliła go z macicy.
Czasem zdarza się, że przez nieuwagę gospodarza takie łożysko siedzi w tej krowie tydzień, a czasem dłużej, a jak wiadomo jest to hmm... a raczej była żywa tkanka, która jak każde inne mięso (choć w sumie mięso to nie jest) psuje się.
Ostatecznie po akcji usuwania takiego łożyska ręce mojego taty pachną nie najlepiej.

No to stoimy w tym kościele i jak to rodzic ma w zwyczaju, tata kładzie ręce na swojej pociesze, na ramionach...
No i czuję, że wali gównem i padliną, więc mówię tacie po cichu:
- Tata, weź te ręce, bo śmierdzi.
Tata zdumiony, bo nie miał w ostatnim czasie (nawet trzy dni takie ręce potrafią śmierdzieć) takiej akcji, ale wziął ręce i stoimy dalej.
Za chwilę zapomniał się i znów kładzie mi ręce na ramionach...
- Tata, ręce ci walą.
I tym razem dla pewności no powąchałem te dłonie dokładniej i trochę się zaskoczyłem, bo to nie one śmierdzą....

No i tak stoimy sobie w tym smrodzie dalej, kiedy przychodzi moment pierwszego klęczenia.
Jak już wspominałem, ludzi było w kościele całkiem sporo, w tym taka stricte świąteczna sebastianowo-karynowata parka, z której to ta dziewczyna stała przede mną.
Klękamy... dziewczyna nachyla się by klęknąć i tym sposobem jej tyłek zbliża się do mojego nosa, a z tym tyłkiem smród gówna i padliny...

Ufff, klęczenie minęło...
- Tata, to nie tobie śmierdzą te ręce, tylko tej dziewczynie tak z dupy wali....

Jedna z ulubionych i do dzisiaj wspomnianych przez mojego tatę historyjek :D

#xYX0y

Gdy jeszcze studiowałem na fizjoterapii, a miałem już blok z masażu za sobą, postanowiłem sobie trochę dorabiać jako masażysta z dojazdem do domu klienta. Wystawiłem ogłoszenie w internecie i zaczęli dzwonić ludzie. Pomijam to, że dzwonili tylko mężczyźni, głównie odmiennej orientacji (nic do nich nie mam, ale było to zastanawiające dlaczego głównie oni dzwonili) oraz niezliczone ilości SMS-ów o treści: "a robisz też masaż erotyczny?". Odpowiedź zawsze brzmiała "nie". Napisał do mnie też jeden klient o 21:30 z pytaniem, czy mógłbym przyjechać za pół godziny. Odpisałem zgodnie z prawdą, że zwykle nie pracuję o tak późnej porze, ale przyjadę.

Przywitał mnie całkiem sympatyczny facet, który poprosił o 1,5 godziny masażu. Wszystko skończyłoby się całkiem normalnie, gdyby nie to, że dał mi spory napiwek. Miło. Kolejny masaż u tego pana także odbył się w miarę bez zastrzeżeń oprócz tego, że wspominał sporo o tym, że boli go podbrzusze podczas treningów. Pomyślałem, że OK, w sumie możliwe. Mięśnie brzucha i biodrowo-lędźwiowy do opracowania. Kolejny raz był już dziwny. Wszystko było OK aż do momentu, w którym powiedział, że podbrzusze boli go jeszcze niżej. Ja sobie myślę, że to dziwne, bo tam raczej nie ma struktur mięśniowych, z którymi coś mogłoby być nie tak. Ale masowałem niżej. Kompletnie nie pomyślałem, że może chodzić o coś innego niż masaż. Chwilę później powiedział, że boli go jeszcze niżej. Właśnie zaczął się kończyć obszar odkryty ręcznikiem a zaczynały sfery intymne. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Pacjent dodał, że on się nie wstydzi jeśli to jest problem i ściągnął ręcznik i położył obok. Jedynym co mógłbym zacząć "masować" niżej było coś, czego nigdy nikomu masować nie chciałem... Oczywiście nie zrobiłem tego. Rozejrzałem się wtedy dookoła. Zauważyłem, że jego drzwi wejściowe są jakieś dziwne. Zamykane na kilka zamków od środka i z jakimś elektronicznym systemem. Zacząłem się naprawdę bać. Zostało 5 minut masażu, więc zachowałem zimną krew, dokończyłem szybko masując go w bezpiecznej odległości od stref intymnych i powiedziałem, że na dzisiaj to już wszystko. Bardzo się bałem, że mi nie otworzy i każe dokończyć. On jednak dał mi pieniądze z napiwkiem. Powiedział, że jest bardzo zadowolony i pozwolił wyjść.

Nigdy tak szybko nie zabiegałem po schodach ze stołem do masażu. Wróciłem szybko do domu i chciałem tylko zapomnieć. Kolejnego dnia napisał, że chce kolejny masaż. Odpisałem tylko, że niestety nie oferuję usług, których on oczekuje. Całe szczęście nie odezwał się więcej, bałem się jednak bardzo. Może niesłusznie? Może to tylko niegroźny facet z fantazją na temat masażu? Nie wiem i nie chcę się dowiadywać. Żeby nie było: znalazłem też dzięki temu ogłoszeniu wielu bardzo fajnych i normalnych pacjentów, ale było też kilka ewenementów.

#OJnt8

Martwi mnie jedna rzecz.

Siedzę na grupach dla ludzi młodych, głównie poniżej 18 roku życia.
Jestem też w grupach, gdzie są ludzie powyżej 40 roku życia.
Patrząc na obie te grupy społeczne, jestem przerażona.
Młodzi ludzie między sobą promują - zostań w domu. Wymyślają sobie zajęcia, tworzą serwery Minecrafta, zakładają serwery do gadania i poznawania nowych ludzi. Ba, nawet jak ktoś chce imprezować, to nie ma problemu w zorganizowaniu czatu na serwerach discordowych i "wspólnego picia" na czatach wideo. Widać, że młodzi ludzie robią co mogą.

A osoby 40+?
Tu jest gorzej. Nie wierzą w szczepionki (big pharma nas zabije), koronawirus to bzdura, znacie kogoś, kto ma koronawirusa?! Nie wierzą. Nie dają wiary w to, że na świecie powstała pandemia. Zapewne i tu w komentarzach się odezwą.

Po prostu bulwersuje mnie fakt, że młodzi są obłożeni obostrzeniami odnośnie wychodzenia, a stare baby, które są w grupie ryzyka, stanowią 80% osób, które widuję na mieście - mimo że policja oferuje robienie zakupów dla takich osób.

#FLL8a

Otóż jestem w ciąży. Dowiedziałam się o tym przez przypadek zwykłej kontroli.
Co jest najlepsze? Jestem w 7 miesiącu, a ja się dopiero teraz dowiedziałam. Jestem załamana, z ojcem dziecka rozstałam się jakieś 6 miesięcy temu.
Nie miałam żadnych objawów ciąży :( Nawet miesiączkę jeszcze miesiąc temu miałam normalną. Niby jestem dorosła i z jednej strony wiem, że dam sobie radę, ale z drugiej siedzę i myślę jak mam poinformować o tym moich rodziców.
Jedyny plus jest taki, że mam umowę na stałe i wiem, że będę miała gdzie wrócić, ale nie tak to wszystko miało wyglądać...
Jestem pierwszą osobą w rodzinie, która dosłownie wpadła i nie ma zamiaru próbować być z ojcem dziecka. Bo jakbym chciała próbować to bym się nie rozstawała.
Mało kogo będzie ta historia coś obchodziła, wiem o tym, ale ja chciałam się po prostu wygadać. A może akurat ktoś mi podpowie jak mam to przekazać rodzinie.

#Jaq8r

Jestem w połowie Polką, a w połowie Amerykanką, dokładniej Latynoską. Kiedy miałam 8 lat,moi rodzice zmarli w wypadku samochodowym i trafiłam do domu dziecka, tam zostałam zaadoptowana przez Polaka i jego żonę Koreankę. Po kilku latach moi adopcyjni rodzice rozwiedli się. Zamieszkałam z mamą. Po kolejnych kilku latach znalazła sobie ona męża, Nigeryjczyka.

Podsumowując: jestem Latynoską z jasno-brązowymi włosami i zielonymi oczami, moja mama Koreanką z brązowymi oczami i blond włosami, a mój ojczym jest Nigeryjczykiem z ciemnobrązowymi oczami. Zawsze gdy gdzieś idę z rodzicami bierzemy wszystkie papiery potwierdzające to, że jestem ich córką. Nie raz zdarzyło się, że wzywali policję w szkole, bo nie wierzyli, że oni są moimi rodzicami.
Dodaj anonimowe wyznanie