Nasz ślub był skromny, ale piękny, w plenerze, choć tylko cudem pogoda dopisała. Było niewielu gości, bo oboje mamy małą rodzinę, przyjaciół też niewiele, ale za to bardzo bliskich. Spełniliśmy marzenie i pokazaliśmy podczas wesela efekt wielotygodniowej pracy (głównie nade mną) i zatańczyliśmy charlestona. Było świetnie. Byliśmy piękną parą, może nie jakoś wybitnie urodziwą, ale razem wyglądaliśmy świetnie. Uwielbiam to wspominać. Potem podróż poślubna, domek na Mazurach, wspólne przesiadywanie nad jeziorem. Aż w końcu wspólne życie, wspólne kolacje, obiady, jak pozwolił czas, śmiech, łzy i kłótnie. Szczęście, choć z problemami. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Wypady do kina, na weekend w góry, wspólne kąpiele...
A potem się budzę.
Takie sny towarzyszą mi od lat, przeżywam w nich wszystko to, czego nie mogłam przeżyć w rzeczywistości. Są też koszmary, że stoję przed kościołem w białej sukni, a jego nie ma. Już go nie ma i wiem, że go nie będzie. Ale czekam, choć jednocześnie sama powoli umieram. Mój niedoszły pan młody będzie młody już na zawsze. Terapia niewiele daje, leki tylko otępiają, wciąż ktoś mnie pilnuje, a ja tylko chcę spać, bo jak śpię, żyję naprawdę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobrze rozumiem, że był ktoś taki, ale już ho nie ma? Czy to tylko sny?
Raczej był i zmarł przed ślubem
Pytanie ile czasu minęło?. Większość ludzi potrafi sobie zacząć radzić po utracie ukochanego dopiero po kilku miesiącach. Jeśli sytuacja jest "świeża" to normalne, że terapia niewiele daje a leki jeszcze nie zostały dopasowane.
Wspolczuje. Moze nie stracilam ukochanego, w sensie, ze nie umarł, ale odszedl do innej po 4 latach zwiazku. Baardzo to przezylam, tez mialam sny gdzie my razem i tez nie chcialam sie budzic. On nawet szybko dosc po rozstaniu wzial z nia slub. Teraz minelo 10 lat, mam narzeczonego, bol calkowicie minal, kocham na nowo, tesknoty nie ma zupelnie. Mysle, ze kiedys trafisz jeszcze na kogos dla kogo warto bedzie zyc. Mysle rowniez, ze Twoj maz ktory umarl chcialby abys byla szczesliwa to na ziemi. Bo przeciez jeszcze kiedys sie spotkacie tam na gorze. Powodzenia dziewczyno. Jeszcze bedzie dobrze!
Myślę, że porównanie sytuacji kiedy tracimy osobę bezpowrotnie w momencie naszego sielskiego wspólnego życia pełnego wzajemnej miłości i szczęścia, z sytuacja gdzie ta osoba nas rani, odchodzi, zawodzi i fizycznie wciąż gdzieś tam jest, jest nieadekwatna. W sensie poczucia straty, pustki itd. Po tej ukochanej osobie na zawsze zostanie ślad, ból i uczucie do niej. A w sytuacji rozstania w nieciekawej atmosferze człowiek się pozbiera i pokocha na nowo, jemu będzie łatwiej. Takie jest moje zdanie :)
niechcedorastac,a kim ty jesteś by wartościować cudze problemy i oceniać komu będzie łatwiej? Ból to ból, nie jest większy lub mniejszy w zależności od sytuacji,to zależy wyłącznie od osoby. Ktoś przejdzie nad rozstaniem do porządku dziennego w kilka miesięcy a dla kogoś to będzie największą tragedią w życiu
ja też mam sny o rzeczach, których chcę i pragnę, a później budzę się i ech...
"A potem się budzę " i nie rozumiem sensu wyznania. Czy ten wspaniały ślub to sen o prawdziwym człowieku Twoim mężu/narzeczonym za którym tęsknisz bo coś się stało? Czy całość jest snem?
@izka0358 "Mój niedoszły pan młody już zawsze będzie młody" - z tego zdania wynika, że jej narzeczony zmarł przed ślubem, a ona śni o ślubie, weselu i szczęśliwym życiu razem...
To najsmutniejsze, najtragiczniejsze wyznanie jakie tutaj przeczytałam. O mało serce mi nie pękło.