#qy0ud

W mojej rodzinie od kiedy pamiętam była przemoc słowna. Już jakoś dziecko byłam wyzywana od głupich, nierozumnych. Mam oboje rodziców, ale bliższy kontakt (tzn. taki, że się nie zabijamy co 5 minut) nawiązałam z ojcem w wieku 20 lat, kiedy poznałam mojego obecnego chłopaka.
Niestety, to co przeżyło się w dzieciństwie pozostaje w nas na zawsze.
Nie wiem, czy można to tak nazwać, ale chyba to jakiś rodzaj nerwicy, nie wiem, bo nigdy nigdzie się z tym nie zgłosiłam.

Ciągle mam wrażenie, że dzwoni mi telefon. Ciągle mam go przy sobie, ciągle sprawdzam, bo boję się, że zadzwonią do mnie rodzice i będą krzyczeć, że nie odbieram telefonu. Wzięło się to z tego, że bardzo często tak się działo i potem w domu była kłótnia. Teraz często mam wrażenie, że on gdzieś wibruje w torebce, w kieszeni, na stole, i biegnę, żeby zdążyć go odebrać, a odbierając modlę się, żeby to nie był żaden krzyk ani pretensje.
Rodzice o tym nie wiedzą, żyją i uważają nas za dobrą rodzinę, co też mnie dziwi swoją drogą, po reszcie ekscesów, jakie w niej były.
Nie wie o tym nikt, a ja mam wrażenie, że zwariowałam.

#vv0qj

Siedzę spokojnie w domu, nagle dzwoni domofon.
Odbieram i jakaś pani mi mówi „czy czasem pani czegoś nie zgubiła?”. Ja odpowiadam, że nie sądzę, ona mówi „proszę zejść na dół, coś pani pokażę”.

Schodzę na dół - stoi starsze małżeństwo, pan trzyma w ręku mój portfel. Zgubiłam portfel i nawet o tym nie wiedziałam! Pytam się tego pana skąd go ma, on mówi, że znalazł go w tramwaju. Nie wiem skąd ten portfel się znalazł w tramwaju, skoro ja jeżdżę samochodem. W każdym razie wszystkie dokumenty zachowane i nawet karta płatnicza, z konta nic nie ubyło, jedyne co ubyło, to tylko 20 zł z portfela.

Nie wiem jak mam tym ludziom dziękować, gdyby nie recepta w portfelu, nie znaleźliby mojego adresu.
Oby więcej takich ludzi jak oni!

#628Ye

Moja była współlokatorka po dwóch latach bezproblemowego wspólnego mieszkania, na sam koniec w czasie swojej wyprowadzki mnie okradła, ja byłam wtedy w pracy i naprawdę nie spodziewałam się, że to zrobi. Dwa lata mieszkałyśmy razem i nigdy wcześniej tego nie zrobiła. Część rzeczy udało mi się odzyskać, bo na skradzionym tablecie miałam zainstalowany program do namierzania sprzętu. Część zabrał jej znajomy, który pomagał jej w przeprowadzce i ona nie wie, gdzie on mieszka.
Sprawa oczywiście na policji, ale nikt się tym nie zajął.

To było rok temu. Dziś bezczelna napisała do mnie, czy uszyłabym jej maseczki, bo jej nie stać na zakup. Tak po prostu, jakby nigdy nic się nie stało....

Odmówiłam. Była bardzo zdziwiona tym faktem, bo przecież uszyłam maseczki dla paru naszych wspólnych znajomych, to co za problem...

#jthJA

W dzieciństwie rodzice nie kupowali mi "zbędnych rzeczy" typu chipsy, lalki Barbie i inne rzeczy lubiane przez dzieci. W ogóle oszczędzali na czym się dało, żeby całą kasę władować w dom i podwórko, bo co ludzie powiedzą. Mieliśmy najładniejszy dom i podwórko we wsi, ludzie myśleli, że nam się powodzi.
Pamiętam, jak raz uzbierałam złotych coś tam nie wiem skąd (może znalazłam, bo pieniędzy też nie dostawałam od rodziców) i spytałam siostry, czy starczy mi na kinder niespodziankę. Siostra mi dorzuciła (ukradła kasę mamie) i kupiła to jajko, ale mimo że 20 lat minęło, nadal jest mi przykro, że to było moje może nawet jedyne jajko niespodzianka w dzieciństwie (poza tymi z paczki na święta w szkole raz do roku). Teraz będąc dorosła kupuję nałogowo te jajka, a każdą zabawkę chowam do pudełka mając satysfakcję, że rodzice by mnie za to skrytykowali, a robię im na złość.

#Si8qo

Wiecie albo nie, ale wojsko też angażuje się w walkę z nowym wirusem, w wojsku są też osoby po ratownictwie, a ja jestem jedną z nich i przypadł mi ''zaszczyt'' przewożenia ludzi z tą chorobą do szpitala. Nie jest to coś, co pozwala być w pracy wyluzowanym, bo jak większość ludzi mam rodzinę, ale stres i strach (tak, moi drodzy, każdy człowiek w takiej sytuacji się boi) zostawiam przed domem. Moja dziewczyna jest teraz na L4 przez problemy zdrowotne, dziecko w domu, bo e-lekcje. Nie będę się rozpisywał o brakach sprzętu, bo mundurówka go ma, o ludziach i ich podejściu też nie. Problem jest inny.

Wracam do domu i słyszę od progu ilu mamy chorych, ilu umarło itd. Ja rozumiem, że moja kobieta się obawia o siebie, o dziecko i o mnie, ale czy tak ciężko jest zrozumieć, że skoro ten temat ciągle przewija się w mojej pracy, to nie mam ochoty o tym słuchać w domu? Szlag mnie trafia, bo wracam padnięty i chcę jej i dziecku poświęcić czas, mimo że jedyne o czym myślę, to żeby się wyspać, chcę obejrzeć kretyński serial czy ułożyć puzzle, ale nie słuchać o tym! Jakiekolwiek zwrócenie uwagi oznacza rzecz jasna obrazę majestatu i focha, bo nie chcę jej słuchać i w ogóle to najlepiej jak ona się przestanie odzywać.

Uwierzcie, że kiedy pracuje się przy tej chorobie, to ciągłe słuchanie o tym, że znowu ileś osób zachorowało nie pomaga, tylko dołuje. Dlatego mały apel ode mnie: jeśli znasz kogoś, kto jest w tym gównie po uszy, nie poruszaj tego tematu w jego czasie wolnym. My nie chcemy, żebyście uznali nas za bohaterów, bo pomoc ludziom jest wpisana w nasze zawody, bez znaczenia, czy jesteś policjantem, ratownikiem czy żołnierzem, my chcemy tylko na chwilę o tym nie myśleć, bo tak jak wszyscy jesteśmy ludźmi, ludźmi, którzy mogą się załamać.

#hoIGU

Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja w dzisiejszym świecie. Chodzę do liceum i muszę grzecznie przesyłać prace domowe.

Jako że siedzę cały czas w domu, stwierdziłam, że wezmę się za siebie i zaczynam ćwiczyć - na pierwszy ogień wiadomo, tyłeczek... A więc cykam sobie kilka zdjęć mojej puszystej pupci, żeby potem zrobić popularny efekt PO.
Potem odrabiam pracę domową z matmy, męczę się przy tym niemiłosiernie. Okej, dałam radę - wysyłam.

Budzę się rano, wchodzę na maila, a tam wiadomość od mojego profesora matematyki „Witam, dziękuję za przesłanie połowy zadań, niestety drugą połowę też musisz przesłać, goły tyłek nie zadziała”.

Tak, wysłałam jedno zdjęcie pracy domowej, a drugie mojej zadka. Pomocy, nie wiem jak ja wrócę do szkoły :D

#snvOI

Jestem w związku z kobietą, której nie kocham.
Dlaczego?
Bo nikogo lepszego nie znajdę. Ona - zakochana na zabój, cokolwiek zrobię jest super, cud, miód i orzeszki. Nawet jak się zachowam nie tak, to bierze moją stronę.
Nie zdradzam jej ani nic z tych rzeczy, jestem typem samotnika. Wolę siedzieć sam i się izolować, z dala od ludzi i na łonie natury.
Myślałem, że to zauroczenie, ale utrzymuje się już z 2 lata, więc raczej nie. Kiedy dawałem jej pierścionek zaręczynowy to posikała się (dosłownie) i popłakała z radości, a potem przepraszała przez 3 miesiące.
Na dodatek jej ojciec ma firmę, która zarabia miliony i jest chory, a to właśnie jej chce oddać interes by się leczyć. Więc za jednym zamachem mam kobietę i utrzymanie.
Czasem dopadają mnie wyrzuty sumienia, ale wtedy dochodzi do mnie - jak nie ja to ktoś inny znajdzie frajerkę, a tak? A tak korzyść mam ja.
Co odróżnia to wyznanie?
Po cichu liczę na to, że przez jej niebezpieczne hobby (wyczynowa jazda terenowa) szybko skręci kark i zostanę sam, będę wreszcie wolny od tego udawania i z biznesem, w którego zrobienie nie dołożyłem ni grosza, a który jest dojną krową.

#1fMNK

Jestem delikatną, filigranową, szczupłą blondynką, sądzę, że nie jestem brzydka, zawsze miałam ogromne powodzenie.
Faceci się mnie bali, mówili "nie zasługuję na taką jak ty" albo byli tak koszmarnie zazdrośni, że nie mogłam sama do sklepu wyjść, bo na bank ktoś mnie wyrwie...
W wieku 24 lat poznałam w kawiarni Kubę - starszy ode mnie, zadbany, mega fajny facet. Poszłam z nim na drinka, potem na kolację, na randkę... Nie zakochałam się, ale przez trzy lata byłam jego maskotką, przyjaciółką, nazwijcie to jak chcecie. Nie żałuję niczego - zwiedziłam kilka fajnych miejsc, skończyłam studia, żyłam w luksusie z facetem, którego lubiłam i nadal lubię, było mi z nim dobrze, doprowadzał mnie do rozkoszy.
Na jednej z imprez poznałam mojego obecnego męża, a Kuba rozumiał, że się zakochałam. Mój mąż wie, że byłam przyjaciółką, dodatkiem, kokotą, nie ma mi za złe. Poznałam go dzięki Kubie, dla jednych to pewnie chore, a ja uważam, że mam w życiu ogromne szczęście!

#BhaWM

Nigdy nie miałem szczęścia w życiu i miłości. Można powiedzieć, że zawsze miałem pod górkę. W wieku 23 lat poznałem najcudowniejszą dziewczynę pod słońcem. Ideał po prostu. Wtedy jakoś zaczęło się układać, a górka być bardziej płaska. Byliśmy razem trochę mniej niż 4 lata. Najlepsza relacja w życiu, zero kłótni, partnerstwo na 100%. Po 3.5 roku po wspólnych wakacjach powiedziała, że nie wie, czy mnie kocha. Daliśmy sobie czas do końca roku. W grudniu, a dokładnie 23-ego zmarła moja mama na raka, a tydzień później rozpadł się nasz związek. Dowiedziałem się, że kocha innego. Nie zdradziła mnie, po prostu od zawsze kochała jednego jedynego, faceta z liceum, z którym teraz chce być. Byłem załamany, bo ją kochałem, w sumie nadal kocham. Ale jakoś się ogarnąłem i postanowiłem zrobić coś ze swoim życiem, zmienić je i nie dać za wygraną.

Zacząłem od pokochania siebie, od sprawiania sobie samemu prezentów, podnieść samoocenę. Pomogło. Później przyszedł czas na pracę, rzygam już biurową robotą, więc złożyłem papiery do policji w celu radykalnej zmiany i żeby nie myśleć o byłej, ale przyszedł koronawirus i wszystko popsuł, wszystkie plany poszły się j...ać. Znowu jestem załamany, ogarniają mnie czarne myśli, że pech nigdy mnie nie opuści. Siedzę i czekam, aż wirus zniknie, żeby móc MOŻE w końcu pójść dalej, albo żeby mnie zabrał ze sobą, bo obecnie jest już mi wszystko jedno, co się ze mną stanie.

#uX3YH

Wiodę w miarę szczęśliwe życie. Mam kochającego męża, piękny dom, dobrze płatną pracę i dwójkę wspaniałych dzieci. Odkąd wyszłam za mąż niczego mi nie brakowało, obydwoje z małżonkiem mamy swoją firmę. Mój najstarszy syn jest już pełnoletni, jest na studiach, planuje założyć swój biznes, w czym my jako rodzice mu oczywiście pomożemy.

Potem jest moje młodsze dziecko, Alicja, całkowite przeciwieństwo rodziny. Nie zrozumcie mnie źle, kocham moje dzieci, ale odkąd Ala się urodziła czułam, że z nią jest coś nie tak. Po porodzie popadłam w depresję, był to bardzo trudny okres dla nas wszystkich. Według mojego lekarza ubzdurałam sobie, że Ala nie jest moją córką, wszyscy mi powtarzali, że będzie dobrze, wyjdę z tego. Nigdy z tego nie wyszłam, głęboko wierzę, że Alicja nie jest moim dzieckiem. Nie jest podobna ani fizycznie ani psychicznie do kogokolwiek z rodziny mojej lub męża. Mam czarne włosy, zielone oczy i bardzo jasną karnację. Kiedy byłam jeszcze panienką wiele osób powtarzało mojemu ojcu cieśli, że najpiękniejszym wyrobem jaki udało mu się zrobić jestem ja. Mój mąż jest wysokim, blondwłosym i niebieskookim przystojnym facetem, za którym kobiety nadal się oglądają mimo, że tak jak ja ma już parę lat na karku. Nasz syn poszedł we mnie stając się łamaczem kobiecych serc, nie zliczę ile już moich sąsiadek stwierdziło, że "gdyby tylko były młodsze".

Tymczasem Alicja ma rude włosy i brązowe oczy, skąd? Nie mam pojęcia. Gdy moja najmłodsza była mała, mój mąż powtarzał wszystkim, że gdy tylko Ala dorośnie, będzie musiał zbudować wyższe ogrodzenie, bo rudowłose kobiety są niezwykle piękne. Też szczerze w to wierzyłam, przez cały jej okres dojrzewania miałam nadzieję, że w którymś momencie zmieni się w "nimfę". Tak się nigdy nie stało, i teraz moja córka wygląda jak adoptowana. W którymś momencie mojego życia byłam tak zestresowana stwierdzeniem, że Ala na pewno nie jest moja, że w sekrecie zrobiłam test DNA. Przez te wszystkie lata miałam rację, Ala nie jest spokrewniona ani ze mną, ani z mężem. Nie chciałam o tym nikogo informować, nasza rodzina i tak dużo przeszła przez moją depresję i częste wahania nastroju. Postanowiłam trzymać to w sekrecie jednocześnie prowadząc śledztwo. Jeszcze nie znalazłam miejsca pobytu mojej biologicznej córki, to że absolutnie nic o niej nie wiem, rozrywa mi serce na drobne kawałki. Mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, ja jednak nie chcę mu o tym mówić, Ala to jego oczko w głowie.

Wiem, że gdy to w końcu wyjdzie na światło dzienne będę miała problem, ja jednak nie jestem gotowa żeby to komukolwiek powiedzieć. Moja depresja zaczyna dawać o sobie znać, zaczynam wariować. Co powinnam zrobić?
Dodaj anonimowe wyznanie