#CKREp
Poznałem Kasię na studiach, wspaniała, piękna dziewczyna, która w swoim zawodzie poświęca się dla innych. Podziwiam i szanuję ją za wszystko co robi. Jej rodzice mają dużą firmę, prawie cała rodzina tam pracuje (głównie faceci, kobiety ładnie wyglądają...). Stać ich na wszystko - duży dom, kupienie mieszkań dzieciom, ekskluzywne wyjazdy zagraniczne.
Sam pracuję w branży IT. Już od 2 roku studiów zacząłem pracować i studiować jednocześnie, cały czas też szlifowałem różne języki programowania. Moi rodzice nie są wykształceni, ojciec pracuje w handlu, mama jest krawcową, ale nigdy nie czułem się z tego powodu gorszy, wiem jak dużo poświęcili, żebym miał w życiu to co mam, dlatego naprawdę daję z siebie 200%. Mam z nimi super kontakt. Od razu polubili się z Kasią. Za to jej rodzice niespecjalnie polubili mnie. Nasze rozmowy wyglądają tak: "Jak sobie poradzą twoi rodzice na starość? To ciężka praca, pewnie przejdą na rentę"... "Pomogę im, zarabiam coraz lepiej" ..."Ty to nazywasz lepiej? He, he".
Kasi też jest przykro. Rozmawiała z nimi, że to zachowanie nie jest fair wobec niej i mnie. I co zrobił jej ojciec? Zaproponował mi pracę w ich firmie. Grzecznie odmówiłem, gdyż lubię swoją pracę. Wtedy to "nękanie" z jego strony się nasiliło. Nienawidzę się z nimi spotykać, wszystko to robię dla Kasi, chociaż ona też ma już dość. Widzimy się z nimi ze dwa razy w miesiącu chociaż do moich rodziców potrafimy chodzić codziennie (zwłaszcza gdy coś dobrego ugotują ;)).
Zaczęliśmy planować ślub, chcieliśmy, żeby był skromny, przypominał bardziej nowoczesną imprezę. Moi rodzice się nie mieszają, mówią, że to nasza sprawa, jej rodzice bulwers mają, że nie zaprosimy ich znajomych. Moja mama zaczęła szyć Kasi suknię (Kasia zachwycona, moja mama też...), ale moja przyszła teściowa projekt własnej córki zaczęła nazywać szmatą, a umiejętności mojej mamy wyśmiewać. Robi się nieprzyjemnie, ale Kasia jest uparta...
I nagle nadchodzi pandemia. Firma rodziców Kasi zaczyna tracić płynność finansową, wielka panika. Kasia mając swoją własną działalność też nie pracuje do kwietnia. A ja? Bez zmian, pracuję zdalnie. Stać mnie, żeby utrzymać naszą dwójkę i pomagać moim rodzicom. Gdy słyszę zrozpaczony głos przyszłego teścia w słuchawce telefonu, to chce mi się śmiać. Po raz pierwszy od początku naszej znajomości żałuję, że nie możemy do nich pojechać, zobaczyć jego twarzy. Rodzeństwo Kasi jest tak uzależnione finansowo od rodziców, że bez odkręconego kurka sobie nie radzi. Anonimowe? Pocieszam Kasię, że będzie dobrze, ale mam nadzieję, że nie będzie, że ich firma się z tego nie udźwignie.
Jak to się zazwyczaj wspaniale w tych historiach składa, co nie? Daje jeszcze pół roku, Ty założysz własną firmę, a ojciec narzeczonej przyjdzie do Ciebie błagać, żebyś go zatrudnił za najniższą krajową.
Ja jeszcze zauważyłam, że te wspaniałe, piękne narzeczone o wielkim sercu mają dodatkowo zazwyczaj Kasia na imię.
Imię nie tyle zmienione, co wymyślone, razem ze wspaniałą narzeczoną i całą historią. Po prostu zauważyłam, że były już tutaj podobne opowiadania o triumfującym dobru i cudownej Kasi.
Nie ciesz się bo jeszcze wyjdzie, że skoro pomagacie Twoim rodzicom to jej też będziecie musieli.
A z jakiej racji? Przecież on nie ma żadnych zobowiązań wobec obcych mu ludzi.
Ze swojej pensji utrzymuje swoich rodziców i swoją dziewczynę, więc czemu ma utrzymywać innych?
Ale jego przyszła żona ma.
To będą jego teściowie. A jego żona będzie miała wobec nich zobowiązania.
Jego dziewczyna sama ze względu na obostrzenia siedzi w domu i nie zarabia, więc ona nie ma z czego pomagać rodzicom, a wręcz żyję teraz z pieniędzy chłopaka.
Z innej beczki jakby ktoś mi powiedział, że szyta dla mnie sukienka to szmata to bym z przyzwyczajenia odpowiedziała "sama jesteś...." (No i bym pewnie ugryzła się w język, ale myśl pozostaje).
Przy takich ludziach zawsze za komentarz tego typu należałoby skomentować coś podobnego, to by się oduczyli...
Niestety miałam podobnie z mamą która lubiła komentować mój wygląd, to zaczęłam komentować jej, taki "komplement za komplement" .
no to sie z nimi NIE spotykaj i niech Kasia tez im zapowie, ze nie bedzie dopoki nie przestana tego robic
jak temat sie pojawi, to najpierw powinniscie asertywnie powiedziec, ze sobie tego nie zyczycie, a jak nie pomoze, to wstac i wyjsc natychmiast
to samo z telefonami- wraca temat to ejst czerwona sluchawka
miejmy nadzieje,ze pojda po rozum do glowy w tej sytuacji
tak swoja droga smieszy mnie wartosciowanie na pochodzenie z bogatej czy biedniejszej rodziny
bo co osiagnely dzieci bogatych by dostac pieniadze? nic, poza urodzeniem sie, bo to pieniadze rodzicow. nikt nie wybieral. w jakiej rodzinie sie urodzi
a jesli ktos, kto mial slabszy start jest w stanie dojsc do zycia na poziomie wlasna nauka i praca, to tym bardziej szanuje niz te mameje, ktore wszystko od mamusi i tatusia dostaly i uwazaja, ze nic nie musza
Śmieszy cię wartościowanie pochodzenia, ale właśnie sama to robisz.
Zauważyłam, że biedaki lubią umniejszac wartości dzieci z bogatych rodzin. Nawet zabraniają im mówić o tym, że są bogate (teksty: to nie wy macie kasę, tylko wasi rodzice), choc biednym wolno gadać, że są biedni (wtedy już nie słychać: to nie ty jesteś biedny, tylko twoi rodzice). Dziwne te podwójne standardy.
A może by tak widzieć człowieka w drugim człowieku, a nie jego stan majątkowy? Jakie to ma znaczenie, z jakiej rodziny pochodzi, jeśli jest normalnym, dobrym człowiekiem?
Straszne głupoty opowiadasz piracie.
Bazienke śmieszy wartościowanie ze względu na pochodzenie, więc w drugiej części swojej wypowiedzi jechała po bogatych, bo są bogaci i nie muszą podjąć takiego wysiłku jak osoby biedne - wartościujac w ten sposób te osoby na lepsze (biedne) i gorsze (bogate).
Śmieszy mnie takie podejście, bo osoba pracowita i ambitna, a do tego z dobrym zawodem, jest tysiąckroć lepszym partnerem niż ktoś, kto dostał wszystko podane na złotej tacy. No, ale nie jestem z bogatej rodziny, więc nie rozumiem bogatych ludzi.
To twoi rodzice nie są w stanie sami się utrzymać? Ja bym się z tobą nie związała, jak ty masz zamiar pół rodziny utrzymywać.
ale gdzie on tu napisal, ze ma zamiar?
na pytanie tesciow napisal, ze w razie co moze rodzicom pomoc gdyby zaszla taka potrzeba
z tego, co czytamy, rodzice mieli prace i radzili sobie
bazienka zdanie: „Stać mnie, żeby utrzymać naszą dwójkę i pomagać moim rodzicom” wskazuje na to, że daje rodzicom kasę, ale może opacznie to rozumiem.
to bylo juz w akapicie o pandemii wiec zrozumialam to tak, ze teraz jest w stanie pomoc, a wczesniej niekoniecznie musial
Z tekstu wynika to, co mówi bazienka. On pomaga rodzicom podczas pandemii, a nie cały czas.
To jest właściwy cytat, wysokimi nad pierwszą wzmianką o pandemii:
" "Jak sobie poradzą twoi rodzice na starość? To ciężka praca, pewnie przejdą na rentę"... "Pomogę im, zarabiam coraz lepiej" "
Zakładam że Autor też by się z Tobą. Ie związał, choćbyś przed nim robiła szpagaty, więc luzik, nie musi Cię głowa boleć o to, jak będzie dysponował własnymi pieniędzmi.
Dargomir ooo chyba mamy autora. Żona i mąż maja wspólny majątek. Nie życzyłabym sobie utrzymywać dorosłych ludzi. Tym bardziej, kiedy druga osoba wkłada tyle samo kasy do wspólnego budżetu. A to, że ty jesteś ciapowatym facetem, na którym żeruje pół rodziny i cześć znajomych to nie znaczy, że wszyscy tak maja ;)
Coś ta historia brzmi mi bajkowo. Mamy chłopaka ze zwyczajnej rodziny, dziewczynę z bogatej i jej rodzice nie akceptują jej wybranka, aż przychodzi koronawirus i rodzice dziewczyny tracą majątek.
Zastanawiam się co to za firma, że niecały miesiąc po ograniczeniach, wprowadzonych z powodu epidemii, jej właścicielom już się pali grunt pod nogami i stoją przed wizją bankructwa. Owszem, przedsiębiorcom jest ciężko obecnie, zwłaszcza mniejszym, ale żeby duża firma upadała w tak krótkim czasie?
Masz firmę produkcyjną, przez lata wyrabiasz sobie pozycję na rynku i bazę kontrahentów, zatrudniasz pracowników, poświęcając na nich czas i pieniądze by odpowiednio wyszkolić. Zakład się rozwija i zatrudnia się więcej pracowników, by produkować więcej i sprzedawać więcej.
Przychodzi wirus, kontrahenci przestają kupować, zakład nie ma co produkować, bo nie ma komu tego sprzedawać, mimo wszystko pensje, ZUSy, podatki płacić trzeba, faktury za zakupione wcześniej półprodukty opłacić trzeba. Jeszcze gorzej jeżeli półprodukty mają krótki czas przydatności do obróbki i zwyczajnie się zepsują, nikt ich nie odkupi bo inne zakłady mają to samo.
Przykład?
Jakaś fabryka kosmetyku, np. jakiś krem czy coś.
Półprodukty naturalne, więc się zepsują.
Kosmetyczki i drogerie pozamykane, nie ma kto kupować.
Koszta ciągle takie same, a przychodu brak, firma może bardzo to odczuć.
Przedsiębiorcą nie jestem, ale Twoja odpowiedź brzmi sensownie. Dzięki.
Nigdy nie zrozumiem hejtowania krawcowych, a dość często ostatnio to słyszę/widzę. Może to dlatego, że sam nie uszyłbym nawet szmaty do podłogi.
Haha :)
Pokłam trochę co do pytań o rodziców (bo i tak co ich to obchodzi), że krawcowa to nie tylko co zamki przyszywa , ale przecież krawcowe szyją ubrania na zamówienie i możesz "przypadkiem" wspomnieć o tym, że teraz mama ma super duże zamówienie, za ogromne pieniądze (oczywiście mówisz o tym skromnie, jakby gdyby nic) dodatkowo w branży IT można zarabiać bardzo dużo to pomnóż zarobki X10 albo x20. Narzeczoną też wtajemnicz w ten plan i rodziców. Nie chodzi o to żeby się wstydzić tego co robią, ale poprzechwalać się jakim się jest super hiper, jak to Ci się w życiu cudownie powodzi, ale nie lubisz się tym obnosić. Jak są takimi materialistami, to niech żyją w swoim materialistycznym świecie...
ze swoimi zarobkami to lepiej nie, bo zaczna oczekiwac pomocy
ale z reszta- jak najbardziej :)